IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Yversa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 15, 2015 2:30 pm

Zaczynał się niepokoić, kiedy Ariel coraz mocniej zaciskał mniej drżące palce na włosach bruneta. Ten w wyczekiwaniu, ponieważ miał nadzieję, że wkrótce przestanie - uchylił powieki. Nie przyglądał mu się, w momencie poruszania głową naprawdę nie mógł zadzierać wspomnianej wyżej, ponieważ to skutkowałoby zaprzestaniem, wysunięciem go spomiędzy warg. W drodze wyjątku, musiał po prostu zadowolić się widokiem podbrzusza blondyna.  Szarpnięcia przybierały na sile, zaś podirytowanie Yversa wzrastało. Z początku nie przeszkadzało mu to, ale im dłużej zaczynało to trwać, tym nawet on powoli tracił do chłopaka cierpliwość.
Sięgając dłonią do rozchylonego uda ucznia, w odwecie wbijał w nie swoje przycięte paznokcie, przeciągając wspomnianymi w sposób niezwykle chaotyczny, aby spowodować jak największą ilość zniszczeń na pozbawionym zadrapań, oraz siniaków ciele wychowanka.
Spiął się wyraźnie, kiedy paznokcie Jelenia zaczynały wbijać się, w jego odsłonięte ramiona acz nie przestawał, jeszcze przez dłuższą chwilę, nie pozwalając mu odciągnąć się od przyrodzenia. Doprowadził go prawie, że na krańce wytrzymałości. Myślał, że blondyn w końcu się podda – postanowi dojść, a wtedy na pewno nauczyciel mógłby się wywyższać, w nieodpowiednich momentach przypominając mu, jak szybko nieumyślnie doprowadził go do orgazmu.
Szarpnięty, w naprawdę jak na Ariela zdecydowany sposób zaprzestał droczenia się z nim. Wyszczerzył nieprzyjemnie zębiska, kiedy w momencie odchylenia głowy zasyczał. Cudem nie pozwolił sobie na to, aby spomiędzy ust uleciała mu wiązanka siarczystych przekleństw, skierowanych na partnera. Przetarł wargi kciukiem, pozbywając się nadmiaru śliny z ich kącików, nim nie zmierzył go pouczającym spojrzeniem. Zezłościł się. Ale szybko mu przeszła złość, kiedy zorientował się, że już za włosy nikt go nie szarpie. Zrobiło mu się głupio, raz jeszcze.
Przecież sam wyszedł z inicjatywą, żeby zejść na dół. Powinien spodziewać się tego, że taki młody Szczeniak na pewno nawywija coś, czego robić nie powinien. Nie mógł go za to długo winić. Przeczesał palcami swoje włosy, przypominając sobie, że w pewnym momencie naprawdę – zabolało, jak jasna cholera. Czasami miał ochotę go po prostu rozszarpać.
Blondyn wyglądał mu na przestraszonego. Wszelkie jego ruchy, zdawały się być strasznie niepewne. Tak szybko się odsunął. Kiedy ten zebrał się w sobie i postanowił znaleźć naprzeciwko, Yvers zawisł nad nim w wybaczającym geście, pocierając policzkiem o przeciwległy.
Jak gdyby zapominał. Niepotrzebnie się zdenerwował. Nie przeszkadzało mu to, że nie było w tym momencie tak, jak w pełnometrażowym pornosie. Nosem rozmierzwił mu w grzywę, starając się coś powiedzieć ale głos utkwił mu w gardle. Nie mógł wyrzucić z siebie niczego sensownego. Dlatego tylko ucałował czubek jego nosa.
Później kącik ust. Kiedy go blondyn przyciągnął, w ten bardzo jednoznaczny sposób zdziwił się nieco, ale szybko podłapał jego pomysł. Z niskim, przelotnym pomrukiem, otarł się o jego męskość, jeszcze nie skupiając się na wejściu. Przez krótką chwilę, po prostu chciał się z nim w ten sposób poprzytulać. Ocierając się biodrami w miarowych, wolnych ruchach przygryzł raz jeszcze bok jego szyi, uciekając wzrokiem w kierunku nocnej szafki z szufladami. Chuchnął mu ciepłym powietrzem do ucha, a później się od niego odsunął. Tylko na chwilę, nawet nie schodząc z łóżka wciąż mając go przy sobie całkiem, całkiem blisko sięgnął do jednej z szuflad. Wygrzebując z niej niewielkich rozmiarów buteleczkę, z neutralnym lubrykantem.
Wziął głęboki oddech. Serio, czasami czuł się przy Arielu tak, jak na samym początku swoich łóżkowych przygód, kiedy się człowiek naprawdę denerwował tym, w którym momencie założyć prezerwatywę – a tu ich na szczęście nie było. Najprawdopodobniej, gdyby mógł wybierać – na pewno nie sięgnąłby, ze względu na zaoszczędzenie czasu po coś, co ułatwiłoby obojgu stosunek. Często nie miał możliwości, noszenia ze sobą podobnych specyfików. Tak jak on radził sobie całkiem dobrze, w środowisku źle nawilżonym, tak później partnerzy miewali naprawdę sporo problemów z dojściem do siebie. Usadowił się pomiędzy jego nogami. W podobny sposób, jak wtedy kiedy się o siebie ocierali. Pozycja wybrana przez ucznia wydawała się być najlepszym rozwiązaniem, chociaż zajeżdżało w tym wszystkim klasyką nie raz najprostsze propozycje, okazywały się tymi najpraktyczniejszymi. Dyskretniej wylewając na palce wystarczającą ilość żelu, odrobinkę, naprawdę bez przesady, znalazł się dłonią przy wejściu o które potarł, pocierając wokół.
Nie trzeba się było dopraszać o to, żeby wsunął w niego palec. Drugi też. Specjalnie nie czekał na to, aż się do pierwszego przyzwyczai bezceremonialnie rozgaszczając się już teraz, na wstępie.  Wiadomym było, że wkładanie czegokolwiek w tamte rejony nie należało do najprzyjemniejszych. Przynajmniej nie na samym początku. W końcu mogło to skutkować dreszczami, wzdrygnięciami się. Czasami mogły nachodzić myśli, czy rzeczywiście miało się na podobne rewelację ochotę. W końcu penis mężczyzny był o wiele większy, od dwóch palców. Przyciągnął wolną dłonią jego podbródek, mając zamiar odwrócić jego uwagę właśnie od takich myśli. Zajął jego wargi pieszczotliwym pocałunkiem, muskając je czule, może z odrobiną zazdrości czy zaborczości o to, że miał mieć go tylko jedną noc. W międzyczasie rozpychał palcami jego wnętrze, zginając wspomniane w środku i rozchylając je na boki, aby rozluźnić wstępnie spięte mięśnie.


Ostatnio zmieniony przez Yvers dnia Sro Wrz 16, 2015 5:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 15, 2015 5:34 pm

Odwzajemniane pieszczoty przyjął jako znak przebaczenia. Na jego szczęście mężczyzna najwyraźniej nie gniewał się tak bardzo, jak młodzik na początku z góry założył. Powiódł palcami z powrotem wzdłuż jego kręgosłupa, tyle że w górę, tym razem jednak zadrapując jego skórę, co prawda niezbyt mocno, ale i tutaj również zostawiając po swoich paznokciach czerwone ślady. Złączył obie dłonie na jego karku, wcześniej kciukami jeszcze rozmasowując jego boki i na krótką, naprawdę krótką chwilę utkwił swoje spojrzenie w jego oczach. Takie rzeczy jednak zbytnio go peszyły, dlatego też  zaraz uciekł wzrokiem gdzieś niżej, na jego nos, potem usta, na których to następnie złożył krótki, czuły pocałunek. Wplótł palce w jego włosy, przeczesując je, tym razem powoli, delikatnie, co chwilę nakręcając sobie jeden z ciemnych kosmyków na palec. Pomrukiwał z zadowoleniem, kiedy mężczyźnie najwyraźniej spodobał się pomysł z ocieraniem i sam owe kontynuował.
Obserwując go wcześniej uważnie, teraz podążył swoim wzrokiem za tym jego, w stronę szuflady, przez krótką chwilę zastanawiając się, co tam takiego może być. Przez moment nawet przeszło mu przez myśl, że mężczyzna chce użyć prezerwatywy. Wiedział, ze takie posunięcie co prawda byłoby o wiele bezpieczniejsze, w końcu Yvers nie wiedział, z osobami jakiego pokroju zwykł sypiać Ariel, tak samo jak blondyn nie miał pojęcia o łóżkowych partnerach  swojego wychowawcy. Jednak mimo wszystko, poczułby się chyba urażony faktem, że brunet chciałby się zabezpieczyć. W ogóle, choćby na chwilę, nie wpadło mu do głowy, że do tego, do czego właśnie zmierzali, zdecydowanie była potrzebna jakaś forma nawilżenia. Rzadko kiedy pamiętał o takich rzeczach, uświadamiał sobie dopiero w najmniej odpowiednim ku temu momencie, że na przykład przydałby się jakiś lubrykant czy coś innego, również mające działanie nawilżające. Odetchnął cicho, w sumie nawet nie przypuszczając, że mężczyzna trzyma takie rzeczy w domu, do tego przy łóżku. Jakby się przez nie przewijało osób na pęczki, zawsze był blisko i w gotowości. Na ustach blondyna zagościł złośliwy uśmieszek, kiedy dotarło do niego, że najwyraźniej pan O’Reilly grał w tej samej drużynie co jego wychowanek.
Jednak razem z widokiem mężczyzny wyjmującego z szuflady lubrykant, ponownie dopadły go obawy. Sam siebie nie poznawał, nie zdarzało mu się w sytuacjach łóżkowych, aż tak często wszystkim stresować. Drażniło go trochę, że nauczyciel wpływał na niego do takiego stopnia, że blondyn zachowywał się jak zupełnie inna osoba.
Zagryzł swoją dolną wargę i utkwił swoje spojrzenie w twarzy starszego. Chyba wolał nie wiedzieć, w którym dokładnie momencie ten postanowi przejść do działania. Niektórym ciężko by było uwierzyć w to, że Arielowi częściej zdarzało się bywać na górze niżeli na dole. Mimo faktu, że lubował się w mężczyznach o kilka lat starszych, w roli kochanków najczęściej trafiali mu się chłopcy w jego wieku, bądź młodsi. Z reguły, w porównaniu do blondyna, znacznie niewinniejszy niż on. Nie pamiętał właściwie, kiedy ostatnio zdarzyło mu się skończyć w pozycji pasywnej. Zapewne to również miało swój wpływ na poziom stresu chłopaka.
Syknął, głośno, przeciągle, kiedy tylko poczuł w sobie jego palec, momentalnie spinając się, gdy tylko doszedł też drugi. Zacisnął palce kurczowo na materiale pościeli i rozchylił wargi, biorąc głęboki oddech. Pierwszy moment zawsze był najgorszy, nienawidził przez to wszystko przechodzić, by w końcu być w stanie doświadczyć przyjemności płynącej z samego aktu, do którego właśnie dążyli. Co prawda odwzajemniał jego pocałunki, na początku jednak nie będąc w stanie się na nich skupić, tak samo jak nie mógł się rozluźnić, nieważne jak bardzo próbował. Dopiero po kilku minutach udało mu się przyzwyczaić do obecności jego palców w dolnych partiach swojego ciała. Yvers mógł poczuć, że z każdą chwilą mięśnie blondyna coraz bardziej się rozluźniają, a chłopaczek, obejmując rękami jego szyję, sam staje się znaczniej zaabsorbowany pocałunkiem, pozwalając sobie nawet na głośniejsze mruknięcia, bądź nawet ciche stęknięcia, wprost do ust starszego mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sro Wrz 16, 2015 8:40 pm

Swego czasu, Yvers regularnie zmuszany był do zabezpieczania się. A kiedy to nie on znajdywał się na górze, a grał role pasywne, ponieważ nie był stricte dominantem i różne miał w swoim życiu momenty, partnerzy na ogół także pamiętali o prezerwatywach, ze względu na potencjalne choroby.
Chociaż z tego co wiedział, żadni nie chorowali. Nie podejrzewał Ariela o to, że mógłby być nosicielem. Mimo to, przeszło mu przez myśl, w jaki sposób mógłby zareagować gdyby zaproponował użycie czegoś więcej, niżeli tylko samego lubrykantu który zapewnić miał poślizg. Przyzwyczajenia wciąż tkwiły w człowieku. Chociaż przez okrągły rok nie zawracał sobie głowy, trzymaniem w kieszeni spodni nieprzeterminowanych prezerwatyw, teraz, kiedy trafił mu się całkiem nowy, w teorii niewykorzystywany przez mężczyzn partner łóżkowy, zaczynał zwracać szczególną uwagę na tego typu drobnostki. Czasami zawieszał na twarzy chłopaka wzrok. A wtedy przez myśl przechodziło mu tylko to, że sytuacja, w której się znaleźli naprawdę wyglądała jak scena wycięta z czegoś, co z powodzeniem można by wstawić na stronę pornograficzną. Wydawało mu się, że w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach następnego poranka pożałuje, że dobierał się do młodzieńca, który nie miał żadnych skrupułów w rozsiewaniu pomiędzy swoimi przyjaciółmi ploteczek o tym, w jaki sposób spędzili wolny wieczór. Kiedy miał przed sobą obraz drżącego, wyczekującego na bardziej zdecydowane ruchy dłonią chłopca, który z trudem łapał kolejne hausty powietrza, stwierdzał jednoznacznie, że nie mógł się rządzić w poprzednich związkach.
Ktoś o takiej twarzyczce, wiecznie naburmuszonej, na pewno nie mógłby dominować nad kimś, kto potrafił wyznaczać sobie pewne cele i nie wyglądał jak dziecię, o wciąż wielkich, okrągłych oczach zawsze uparcie wpatrujących się w mężczyznę, lekko zadartym, zaczerwienionym nosie, oraz drobnych wargach, które mimo wszystko całowało się łatwo.
Nie dziwił się, że wnętrze chłopaka należało do tych, w które wstępnie trudno byłoby włożyć coś większego. Cieszył się, że sprawiał wrażenie przyoszczędzonego – znaczy, po prostu nie chciał spotkać się z nieprzyjemną niespodzianką, w postaci luźnych … Tak. Zdarzały się chwilę, w których wątpił w to, że uda mu się go przed wszystkim odpowiednio przygotować. Zagryzł przeciwległe wargi, nie narzucając mu zbytnio niechcianych pocałunków. Pomiędzy nimi dawał mu chwilę, na zastanowienie się nad tym, czy wolał wszystko przecierpieć nie zwracając uwagi na pieszczoty, czy może jednak myśli zająć właśnie nimi, aby nie przejmować się narastającym dyskomfortem. Moment w którym mięśnie zaczynały się rozluźniać był kluczowy. W końcu droga do tego, aby jasnowłosego posiąść zaczynała się skracać, na co starszy zamruczał z wyraźnym zadowoleniem, szybciej wsuwając w niego palce. Przytrzymując go za podbródek, całował go jeszcze dłuższą chwilę, nim nie wysunął się z niego, aby się otrzeć o samo jego wejście własnym, niedopieszczonym prąciem.
Nie nadarzyła się okazja do tego, aby wykorzystać zwinne palce blondyna do zaspokojenia swojej potrzeby, dlatego też trzeba było poradzić sobie zupełnie inaczej. Szybkim ruchem, przyciągnął go za wystające kości biodrowe. Nauczyciel nie czekał na pozwolenie swojego ucznia. Uśmiechnął się jedynie na myśl, że gdyby w tym momencie mu zabronił, na pewno by go nie posłuchał. Nie mógłby się powstrzymać przed wkroczeniem na jeszcze bardziej zakazany teren. Rozchylił mu odrobinę uda. Ukradkiem wytarł śliskie od lubrykantu palce, o pościel. Podniósł jego biodra odrobinę wyżej. A kiedy blondyn zadecydował się utrzymywać wspomniane własnymi siłami, starszy naprowadził swoje sztywne prącie na jego wejście, zaczynając z początku zagłębiać się, z trudnością. Opór ze strony partnera był czymś naturalnym. Kiedy ten nie mogąc powstrzymać własnych poczynań, zacisnął się na jego męskości, starszy w odpowiedzi stęknął. Zatrzymał się na krótki moment. Zrobił wyjątek. Przyzwyczajając również samego siebie do panującego wewnątrz ciepła, oraz ciasnoty, która pomimo obecności nawilżenia, wciąż była całkiem dobrze wyczuwalna.
Przeszły go przyjemne dreszcze, a przechodziły one z początku wzdłuż kręgosłupa, rozchodząc się po bokach aż na biodra.  Westchnął. A kiedy wsunął się w niego głębiej, próbując wejść prawie, że do samego końca zapomniał o tym, że Austen mógł odczuć ból spowodowany nieprzemyślanym sunięciem paznokciami w zagłębieniach żeber.
Często orał mu skórę paznokciami. Nie mógł się powstrzymać. Zamruczał nisko, przychylając się nad nim, aby ucałować jego skroń, jak gdyby wciąż traktował go jak nierozsądnego dzieciaka – teraz zyskiwał w jego oczach troszeczkę więcej. Nie był już tylko dzieciakiem, a kimś więcej. Wcale się w nim nie zakochiwał. Ani myślał o tym, aby planować z nim jakąkolwiek przyszłość...
Chłopak po prostu awansował na wyższy poziom znajomości z nauczycielem, który w gruncie rzeczy, polubił myśl, że mógłby pieprzyć się z nim częściej, niżeli tylko raz.
W chwili w której narzucił stosunkowo wolne, ale wystarczająco płynne ruchy, powinien dać mu jeszcze moment na przyzwyczajenie się, ale postanowił zaniedbać ten aspekt sprawdzając już teraz, czy trzeba się było z Arielem obchodzić delikatnie. Czy mógł po prostu pozwalać sobie na pewne przeoczenia, przechodząc pod wpływem impulsu do bardziej drapieżnych, mocniejszych pchnięć. Takimi na pewno by nie pogardził, w końcu nie umawiał się z nim na romantyczne ruchy, w świetle zapalonych świec, w trakcie których szeptałby mu do ucha słodkie słówka.
Chociaż przykładał dużą wagę do tego, aby pomiędzy nimi wytworzyła się odpowiednia więź, i żeby obojgu sprawiało to równie dużo przyjemności preferował seks raczej normalny, może troszeczkę wyuzdany – ale teraz nie wypadało.  Zawarkotał. Rozgaszczał się w jego wnętrzu nachalnie, czasami tylko dla rozluźnienia atmosfery wgryzając się, w odstający obojczyk chłopaka, aby wyładować na czymś pożądanie, które w tym momencie naprawdę się nasiliło.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 2:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sro Wrz 16, 2015 10:21 pm

Im szybsze ruchy dłonią zarzucił mężczyzna, tym trudniej blondynowi było się powstrzymać przed wydawaniem częstszych, głośniejszych odgłosów. Co chwilę odrywał swoje wargi od tych jego aby być w stanie, pomiędzy cichszymi jęknięciami, zaczerpnąć powietrza, by następnie z powrotem wpijać się w jego usta. Kiedy jednak starszy wycofał swoją rękę, przyciągając pewnie młodociane biodra ku swoim, chłopak, na krótką chwilę, zamarł w bezruchu. Uświadomił sobie, że teraz naprawdę nie ma odwrotu. Nawet jeżeli zacząłby protestować albo poprosił o chwilę, by zebrać się mentalnie i przygotować, to nic by tym nie zdziałał. Starszemu na pewno byłoby zbyt ciężko w takim stanie dalej się wstrzymywać i czekać, aż taki niepewny wszystkiego gówniarz w końcu się namyśli i da mu na cokolwiek pozwolenie. Wszystko w końcu miało swoje granice.
Przełknął nerwowo ślinę, posłusznie jednak  unosząc nieco swoje biodra i przytrzymując je w górze, by ułatwić mężczyźnie sprawę. Oparł dłonie na jego ramionach, już jakby odruchowo zaciskając na nich kurczowo palce, a kiedy tylko starszy w niego wszedł, momentalnie się spiął, właściwie bardziej, niż wcześniej. W końcu tym razem miał do czynienia z czymś, co znacznie swoją wielkością przewyższało raptem dwa palce. Na twarzy młodszego pojawił się nieprzyjemny grymas, świadczący o tym, jak bardzo niekomfortowo w tym momencie się czuje. Nie mógł powstrzymać się przed ponownym wbiciem paznokci w jego skórę. Stęknął z bólu, zaciskając mocno zęby i powieki. Zadrżał i wypuścił głośno powietrze z ust. Oblizał wargi, a czując, że brunet najwyraźniej daje mu chwilę czasu na przyzwyczajenie, postarał się ją wykorzystać, by jak najbardziej się rozluźnić. Kiedy ten ponownie na niego naparł, wchodząc głębiej, blondyn wydał z siebie przeciągłe jęknięcie, ponownie krzywiąc twarz w grymasie. Nie powstrzymał go jednak, mimo, że naprawdę dużo go kosztowało, by nie przytrzymać ramion mężczyzny w miejscu, zmuszając go do bezruchu. Do dania młodszemu jeszcze minuty na przyzwyczajenie się. Nie chciał zachowywać się jak jakiś prawiczek, w końcu nim nie był, do tego nie miał również ochoty wyjść na niedoświadczonego szczeniaka.
Syknął przeciągle, kiedy Yvers raz po raz sunął paznokciami po jego bladej skórze, zostawiając wyraźne, czerwone szramy. Jakby mało bólu w tym momencie doświadczał. Zagryzł swoją dolną wargę, a kiedy mężczyzna w końcu zaczął poruszać biodrami w wolnym, równym tempie, z ust blondyna wydobywały się ciche jęknięcia. Jak na razie wywołane bardziej bólem, niż przyjemnością. Zaczął sobie zaprzątać głowę przeróżnymi myślami, byleby tylko skupić chwilowo uwagę na czymś innym, niż ból towarzyszący każdemu pchnięciu ze strony mężczyzny. Wciąż sobie powtarzał, że nie ma się czym przejmować, że przecież zaraz przejdzie i wszystko będzie w porządku. W końcu to nie pierwszy raz kiedy znajduje się w takiej sytuacji, już przez to przechodził. Towarzyszyły temu jednak i nieprzyjemne myśli, nie potrafił wyrzucić z głowy tego, że osobą, z którą właśnie znajdował się w łóżku, był sam Yvers. W przypadku przelotnego, przypadkowego kochanka, całe zajście nie byłoby dla blondyna niczym ważnym, stresującym, mógłby sobie pozwolić na marudzenie i wpadki. Niby dlaczego miałby przejmować się kimś, kogo zapewne już nigdy więcej nie zobaczy na oczy? Jednak w przypadku mężczyzny, musiał liczyć się z tym, jak nieprzyjemnie dziwna atmosfera będzie między nimi panowała następnego dnia. Jak będą się wobec siebie zachowywać. Jakby tego było mało, praktycznie codziennie będą zmuszeni widywać się w szkole. Wszystko bardzo się skomplikuje. W tej chwili chciałby, żeby jego wychowawca był kimś losowym, kimś, kto zupełnie nic nie znaczył dla blondyna. Bał się, że po całym tym zajściu, im częściej będzie zmuszony spotykać i widywać swojego nauczyciela, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że zacznie żywić wobec niego jakieś głębsze uczucia. Wiedział, że nawet nie mógł oczekiwać, by ten je odwzajemnił. Ba, blondyn zapewne nawet by mu się do niczego nie przyznał, tylko po prostu zaczął go unikać i ograniczać kontakt do minimum. Odkąd pamięta, nie traktował Yversa tylko jako swojego wychowawcę i nauczyciela, ale także jako obiekt własnych zainteresowań. W końcu mężczyzna był starszy, przystojny, poświęcał dużo uwagi Arielowi i starał się go w jakimś, nawet najmniejszym stopniu, okiełznać i naprowadzić na dobrą drogę. To tylko sprawiało, że chłopak był nim coraz bardziej zainteresowany. Można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie był nim zauroczony. Wystarczyło, żeby poświęcić Austenowi więcej uwagi, a totalnie wpadał.
Z zamyśleń wyrwały go zęby wychowawcy, wbijające się bezceremonialne w obojczyk młodszego. Ponownie syknął. Cofnął jednak dłonie z jego ramion, a palce jednej z nich wplótł w jego włosy, wcześniej zadrapując paznokciami jego kark. Odchylił głowę w tył, a teraz kiedy ból ustępował miejsca przyjemności płynącej z całego tego zajścia, pozwolił sobie na znacznie głośniejsze jęknięcia, całkowicie zapominając o jakiejkolwiek związanej z tym krępacji.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Czw Wrz 17, 2015 2:16 pm

Chociaż w stosunku do wychowanka intencje miał naprawdę dobre, w końcu nie nastawiając się z góry na sprawianie mu, w ramach ukarania za zaczepianie tylko bólu, w żaden sposób pomimo chęci nie mógł wpłynąć na to, ile w tym momencie sprawiał mu nieopisanej przykrości. Pozostając we wnętrzu, które niestarannie rozciągnięte, przypominało nieprzyjemnościami blondynowi o tym, jak bardzo ból odbierał mu zmysły. Nie pozwalał skupić się na niczym innym.
Przy nim nie mógł nie zamartwiać się podobnymi reakcjami. Zwracając szczególną uwagę na to, że przecież wciąż  miał pod sobą ucznia elitarnej wręcz szkoły, nie ważył się traktować go w sposób, w jaki potraktowałby innych kochanków. Potencjalnych przyszłych partnerów, czy po prostu byłych z którymi kontaktu zwykle nie utrzymywał.
Poświęcał mu więcej uwagi. Pocierając kciukiem po jego ciepłym, wciąż jeszcze zarumienionym policzku w przepraszającym geście, starał się przystankami w ruchach wpływać na samopoczucie chłopaka. W tym momencie jeszcze długo nie czerpiącego przyjemności z samego aktu. Chociaż na co dzień przejawiał zachowania typowo samolubne, snobistycznie przejmując się jedynie własnymi wygodami, w przypadku Ariela stosował niespodziewaną nadopiekuńczość. Zdarzały się jednak chwile, w których zupełnie zapominał o tym, ile trzeba było włożyć starań w uspokojenie partnera. Zadawał mu często zbyt wiele bólu, zadrapując jego skórę w poszczególnych miejscach znaczył go, w obowiązku mając pokazanie wszystkim, że w pewnym sensie teraz należał do niego. Oczywiście nie chciał, żeby ktokolwiek w szkole dowiedział się o tym, co między nimi zaszło ponieważ oboje mogliby mieć naprawdę duże kłopoty. Ale...
Nie miał nic przeciwko temu, żeby wyraźne ślady, których ilość spiętrzała się z każdym odsłoniętym centymetrem ciała, informowały poszczególnych partnerów na jakich mógł Ariel trafić, że nie był taki czysty, za jakiego się miewał. Drżał. Ale wszystko to spowodowane bywało czekaniem, po części przestrachem, myślami, a dopiero na samym końcu pożądaniem. Emocje kłębiły się w człowieku w naprawdę straszny sposób. Przeplatając się wzajemnie sprawiały, że z trudem racjonalnie się myślało. Widząc, że chłopak wciąż miewał problemy z rozluźnieniem się, zadecydował sięgnąć dłonią ku jego prąciu które ujął, zaraz zaczynając wykonywać na nim ruchy stymulujące. Nawet, gdyby jakimś cudem przedwcześnie się spełnił, wyrozumiały nauczyciel na pewno wciąż miałby ochotę kontynuować.
Szybko by sprawił, że Ariel znów miałby chęci na dokończenie tego, co zaczął. Yvers wątpił, że tym sposobem doprowadzi do takiej sytuacji. Uśmiechnął się kpiąco. W końcu miał na celu jedynie zapewnienie mu odrobiny przyjemności. Nie chciał pogodzić się z faktem, że uczeń męczył się, za każdym razem kiedy mężczyzna wykonywał w nim posuwiste ruchy.
Doskonale wiedzieli, że to czego się dopuszczali na pewno było czymś złym, ale nie potrafili przestać już teraz będąc zbyt pochłoniętymi sobą wzajemnie, dokonując rzeczy naprawdę niedopuszczalnych okrywali się wstydem, który na wierzch wychodzić miał dopiero w momencie, w którym znów znajdą się na terenie placówki. Starszy nie podejrzewał siebie o to, że w przyszłości zacznie na Ariela patrzeć w zupełnie inny sposób, że zazdrość w mgnieniu oka zeżre go od środka. Nie miał przy sobie kogoś, kto rzeczywiście regularnie zapełniałby drugą połowę łóżka. Prędzej czy później, miał się na własnej skórze przekonać, że konsekwencje niektórych rzeczy nie należały do najprzyjemniejszych.
Zawarkotał, kiedy tylko przypomniał sobie, w jak irytujący sposób chłopak potrafił go drapać.
A kiedy poruszał się wewnątrz niego, teraz z większą ilością pewności siebie, ponieważ wspomniany przestawił się krzywić podpatrywał jego zielonych oczu, nie raz odruchowo zapatrując się w nich na dłużej. Szybko odwracał wzrok, kiedy ich oczy się ze sobą zetknęły, a wtedy chłopak znów wiedząc, że jest bacznie obserwowany, zaczynał się rumienić. A rumieńce na nowo przywodziły pocałunki na policzkach. Dłuższe jęki skutkowały tym, że ruchy także stawały się przyjemniejsze, ponieważ czasem wchodził w niego daleko, a później szybciej wysuwał się, prawie do samego końca aby znowu przejść dobrze znaną drogę, w kierunku punktu prostaty chłopaka, którą wciąż oszczędzał nie skupiając się przesadnie na jej rejonach. Yvers także nie należał do milczących w łóżku kochanków. Tyle się nasłuchał, że dominującym nie wypadało wydobywać z siebie większej ilości dźwięków, że po prostu własne odruchowo ograniczał nie raz zagryzając nerwowo wargi, tłumiąc w sobie co nieco.
Ale nie mógł czasami powstrzymać uciekających spomiędzy warg westchnień. Nawet jęki, czy stęknięcia zwykły się mimochodem wyrwać, a on starał się je ignorować, wsłuchując się w te które należały do blondyna. Były dla niego o wiele mniej krępujące a poza tym, wystarczająco nakręcały do dalszych działań. Z czasem zsunął dłoń z jego przyrodzenia, aby odchylić mu udo jeszcze odrobinkę, później wspierając się wygodnie o wspomniane. Wydawało się, że niewyraźnie wymruczał w kierunku Ariela coś o tym, że radzi sobie całkiem dobrze jak na dzieciaka, który pewnie nie często lądował z kimś w łóżku. Mężczyzna czasami miał tupet, żeby rzucić jakimś niewybrednym komentarzem w momencie w którym Ariel najmniej skupiał się na słuchaniu, zajmując się uspokojeniem oddechu.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:02 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Czw Wrz 17, 2015 5:03 pm

Teraz, kiedy nie odczuwał już żadnego bólu, a jedynie samą przyjemność, ręka mężczyzny, która akurat stymulowała jeszcze jego przyrodzenie, naprawdę nieźle dawała młodzikowi popalić. Najwidoczniej Yvers nie wziął pod uwagę tego, jak bardzo podatny na dotyk był chłopak i do jakiego stanu jeszcze tym go doprowadzał. Zero zrozumienia.
Pociągnął lekko za jeden z kosmyków jego włosów, po czym cofnął ręce i po prostu ułożył je wzdłuż własnego ciało, zaciskając kurczowo palce na pościeli, odrzucając głowę nieco bardziej w tył i wyginając plecy w lekki łuk. Z każdą chwilą wydawał z siebie coraz to głośniejsze pojękiwania, od czasu do czasu tylko przytomniejąc, zaciskając wargi w wąską linię i starając się powstrzymywać. W końcu co sobie sąsiedzi pomyślą, kiedy będzie się tak głośno zachowywał? O’Reilly zapewne jutro spotka się z wieloma nieprzyjemnymi spojrzeniami z ich strony. Co prawda, każdemu od czasu do czasu zdarzał się seks, ale nikogo przecież nie było można o to winić, w końcu to całkowicie ludzka rzecz. Jednak zważając na fakt, że głos blondyna nijak przypominał kobiecy, to Yvers zapewne znacznie straci w oczach mieszkańców tej samej klatki schodowej.
Nie zwracał już uwagi na wszelkie zadrapania czy ugryzienia ze strony mężczyzny, zdecydowanie bardziej skupiony był na czymś innym. Czuł, jak przyjemne ciepło kumuluje mu się w okolicach podbrzusza, a przy każdym mocniejszym pchnięciu bioder Yversa wydawał z siebie urwane, krótkie jęki. Rumieńce, goszczące na twarzy młodszego ani myślały znikać, blondyn miał wrażenie, że dokładnie je czuje, jak go parzą.
Od czasu do czasu łapał kochanka na tym, jak uporczywie wpatruje się w jego twarz, samemu również rzucając co chwilę przelotne spojrzenia na tą jego. Szybko jednak uciekał wzrokiem gdzieś na bok, w obawie, że zostanie na tym czynie przyłapany. Wyłapywał też czasami niektóre z jęków mężczyzny, komentując to tylko nikłym uśmiechem, który jednak dość trudno było zauważyć.
Powoli odczuwał, że sytuacja robi się niebezpieczna, jego uda lekko drżały, jakby był bliski spełnienia. Dlatego też sięgnął jedną z dłoni w stronę jego nadgarstka, z zamiarem wycofania jego ręki z okolic swojego krocza. Na szczęście ten sam zdecydował się to zrobić, nim Ariel zdążył zacisnąć swoje palce na jego ręce. Definitywnie nie chciał dać Irlandczykowi tej satysfakcji, że tak szybko udało mu się zaspokoić swojego ucznia. Wiedział, jak ten później na każdym możliwym kroku by mu dokuczał i robił przytyki odnośnie tego, jak mało potrzeba i w jak krótkim czasie można doprowadzić Austena do spełnienia.
Objął go ramionami, samemu nieco szerzej rozchylając swoje uda i nawet jeżeli to nieco bolało, bo rozciągnięty i wysportowany zdecydowanie nie był, to nie zwracał na to żadnej uwagi.  Przyciągnął mężczyznę bliżej ku swojemu ciału, dzięki czemu teraz praktycznie stykali się swoimi klatkami piersiowymi. Zadrapał paznokciami jego plecy, doskonale słysząc, co takiego tamten powiedział. Trzeba było przyznać, że rozdrażniło to blondyna, dlatego ten w odwecie rzucił równie nieprzyjemnym tekstem, coś w stylu, że jak na takiego staruszka to też nieźle się trzyma i daje radę. Przypieczętował to jeszcze złośliwym uśmiechem, nim nie chwycił zębami płatka jego ucha, dłońmi sunąc po jego bokach, tutaj również nie omieszkując zostawić po sobie śladów. W końcu zacisnął je na biodrach mężczyzny, dociskając je mocno, stanowczo do tych swoich przy każdym jego pchnięciu.
-Tylko na tyle Cię stać? Szybciej... -mruknął tuż przy jego uchu, na tyle głośno, by ten był go w stanie usłyszeć. Dłońmi z powrotem zawędrował w górę jego pleców. Ukąsił go w szyję, a chwilę potem powiódł zębami na jego ramię, gdzie zacisnął je mocno, boleśnie, nie mając zamiaru być jedynym, który skończy po tym wszystkim w takim stanie, jakby stoczył z kimś bójkę. Starał się jednak unikać wyraźnie widocznych miejsc, bo gdyby pojawili się w szkole, obaj z szyjami całymi w malinkach i śladach po ugryzieniach, na pewno trafiłby się ktoś, kto szybko wpadłby na to, że to wcale nie jest przypadek.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sob Wrz 19, 2015 5:55 pm

Nieszczególnie wziął sobie do serca wypowiedź chłopaka. Znaczy wyjątkowo nie zraził się, kiedy tamten przechrzcił go nieprzyjemnie brzmiącym dla ucha określeniem staruszka. Zmrużył w odpowiedzi, w podenerwowaniu oczy, a kiedy doszedł do wniosku, że sensu najmniejszego do kontynuowania wypowiedzi nie było, posłusznie skupił się, na sytuacji do której winieni przykładać troszeczkę więcej uwagi. Odległość pomiędzy nimi zmniejszyła się strasznie.
Teraz mogli bez przeszkód wsłuchiwać się, w ewentualne wyznania. A skoro przy nich już jesteśmy, to nieszczególnie romantyczna prośba blondyna - poskutkowała od razu. Starszy przyjął do wiadomości, że delikatny, jeszcze chwilę temu gnący się pod wpływem dyskomfortu chłopaczek zaczynał domagać się czegoś więcej, zaś on nie miał ku temu żadnych przeciwwskazań. Uśmiechając się zawadiacko, chociaż uśmiech ten trwał zaledwie chwilę, po ugryzieniu w ucho odsunął swoją głowę. Ani to nie pomrukując, ani nie powarkując zagryzł się, na linii jego szczęki, w ramach ostrzeżenia robiąc mu jeszcze jeden całkiem wyraźny, ale raczej taki, które wkrótce miał zniknąć ślad, w postaci odcisku zębów. Przyspieszył, a kiedy jego ruchy przybrały na sile, zaś każde dopchnięcie bioder prawie przesuwało przytrzymywanego młodzieńca w przód, kiedy ryzyko otarcia – chociaż, czy z nawilżeniem byłoby ono możliwe, wzrastało nauczyciel przyciskał znacząco niepozorną postać sobą, do materaca.
Przy okazji wtulał się w rozgrzaną, momentami wzdrygającą się sylwetkę, w szyi której nie raz zwykł z przyzwyczajenia, oraz zwyczajnej wygody, chować twarz. Nie ukrywał się przed jego wzrokiem na długo. Ciekawość brała nad nim górę, a więc nie był w stanie powstrzymać się, przed regularnym zerkaniem, w kierunku twarzy blondyna, aby upewnić się, że w momentach takich jak ten, nie próbował jak zawsze stroić na niczemu winnego Yversa fochów.
Pomoc w dociskaniu się, aby dostać się głębiej wyglądała naprawdę uroczo. Nigdy przedtem nie spotkał się z podobnym zachowaniem,. To była zaskakująca odmiana, jednak nie mógł zbyt długo wytrzymać z myślą, że uczeń próbuje kontrolować jego ruchy, nie pozwalając wysunąć się z siebie tyle, ile w danym momencie nauczyciel chciał. Przesunął jedną z jego dłoni wyżej, na swój bok zamierzając rozegrać sprawę po swojemu. Narzucił  mu inne niż dotychczas tempo, zmienił także kąt uderzeń, dla odmiany bardzo dobrze stymulując prostatę młodego z zamiarem jak najskuteczniejszego doprowadzenia go do orgazmu, którego sam zresztą także wyczekiwał, potrzebował i do którego zmierzał kierując się nie tylko tym, że teraz było mu przy nim przyjemnie, ale też tym, ile przyjemności mogliby doznać na samym końcu. Regularne ruchy, w które wkładało się więcej wysiłku ale przede wszystkim starań skutkowały tym, że materac gdyby był starszego typu, na pewno wydawałby zabawne, dezorientujące dźwięki skrzypienia.
W dzisiejszych czasach materace produkowano twardsze, pozbawione wżynających się sprężyn. Odgłosy, które mogły sporadycznie się e w tym momencie tworzyć bywały naprawdę ciche. Ledwo udało się cokolwiek usłyszeć, spomiędzy stukotania deszczu uderzającego wciąż o parapet, a także z racji odgłosów jakie zwykli kochankowie z siebie pod wpływem różnorodnych impulsów wydawać. Wyprężył się nieco, kiedy chłopak zaczynał sunąć mu dłońmi wzdłuż kręgosłupa, oraz w kierunku łopatek, które na dotyk, a przede wszystkim drapanie bywały bardzo wrażliwe. Ogółem, Yvers uwielbiał kiedy ktoś dotykał go w tamtych rejonach. Wręcz się giął, pod wpływem sunących po skórze palców, mruczał jeszcze głośniej – dlatego zwykle do tamtych rejonów nie dopuszczał najbliższych, nawet w zabawie.
Wychodził z założenia, że o zadrapania nikt go nie zapyta. Ale kiedy chłopak zaczynał gryźć, mężczyzna miewał wątpliwości co do tego, w jaki sposób będzie się mógł wytłumaczyć. Chociaż nie miał zamiaru... To, czego się dopuszczał prywatnie, nie powinno nikogo interesować. Właśnie. Szarpnięciem odchylił chłopakowi głowę, zaplatając palce w rozmierzwionych, blond pasmach.. Odwiódł go, od swojej wyraźnie zaczerwienionej, od ugryzień szyi. Sam się w odwecie wgryzał w jego. Kiedy tamten zatapiał mu zęby w ramieniu, on zasysał się, w miejscu pod jego uchem. Wyszukiwał tętnic, które jawiły się z każdym odchyleniem głowy i uważając, aby ich nie przebić kąsał skórę w pobliskiej okolicy, schodząc obowiązkowo w kierunku jednego ze zmaltretowanych obojczyków, z którego zaczynała sączyć się skromnie krew.
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sob Wrz 19, 2015 10:02 pm

W momencie kiedy tylko Yvers, zgodnie z prośbą blondyna, narzucił znacznie szybsze tempo, ten całkowicie podarował sobie jakiekolwiek opanowanie i starania, by zachowywać się względnie cicho. Nie przejmował się już sąsiadami, o burzy całkowicie zapomniał, a alkohol, właściwie to jego resztki,  które wciąż buzowały w jego organizmie tylko potęgowały doznania młodszego, sprawiając, że tym razem naprawdę odczuwał przyjemność większą, niżeli wtedy, kiedy uprawiałby seks na trzeźwo. Czasami tak lubił. Kiedy był pod wpływem używek. Wszystko wtedy odczuwał bardziej, dokładniej. Co prawda nie puszczał się na prawo i lewo po pijaku, ale kiedy już utrzymywał z kimś relacje oparte w znacznym stopniu na zaspokajaniu własnych potrzeb, to dość często sobie na to pozwalał. A dzisiaj się nie liczy, po prostu tak wyszło, poniosło go. Zresztą to nie tak, że Yvers był kimś całkowicie obcym dla blondyna. Był dla niego dość… specyficzną osobą. Nie potrafił go określić tylko jako nauczyciela czy wychowawcy, ale nie miał też odpowiedniego słowa opisującego, kim tak właściwie Irlandczyk dla niego był.
Kiedy tylko poczuł, jak mężczyzna skutecznie napiera na jego prostatę, naprawdę musiał mocno się powstrzymywać, by krótko po tym nie osiągnąć spełnienia. Chciał sobie pozwolić na jeszcze więcej przyjemności, w końcu nie wiedział, czy taka sytuacja jeszcze będzie kiedykolwiek miała miejsce. Poza tym nie chciał skończyć przed mężczyzną. Mógłby mieć co prawda poślizg, kilka sekund w tę czy we w tę nie robiło zbyt dużej różnicy, ale chciał jeszcze trochę dłużej to wszystko pociągnąć.
Pozwalał mu na ugryzienia, zadrapania, bezczeszczenie swojego ciała w taki sposób, w jaki tylko brunet miał ochotę. Prawdopodobnie następnego dnia będzie tego żałował, ból będzie nie do wytrzymania i będzie na niego klął ile tylko wlezie, ale w tym momencie naprawdę go to rajcowało. Miał okazję poznać te małe fetysze mężczyzny, jego zachowania wobec swoich kochanków, perwersje, doświadczyć tego, jak się nie ogranicza, mimo że to pierwszy raz, kiedy ma pod sobą akurat blondyna. Jakby chciał go oznaczyć, podpisać, pokazać, że jest tylko jego i ktokolwiek by tylko próbował go tknąć – łapy precz. Austen nie miał w zwyczaju takich rzeczy. Od czasu do czasu zdarzyło mu się jakieś dziabnięcie, zadrapanie, bardziej jednak wywołane odczuwanymi doznaniami, bądź w karcącym geście, niżeli z samej przyjemności znaczenia swojego kochanka wszelakimi malinkami. Nawet nie był w tym jakiś wyjątkowo dobry, a  kiedy już zdarzyło mu się przyssać, to rzadko kiedykolwiek coś po tym zostawało, dlatego po prostu z wejścia rezygnował z takich posunięć.
Podobało mu się to, jak mężczyzna nawet na chwilę nie pozwalał mu przejąć kontroli, całkowicie go dominując, narzucając swoje zasady, do których młodzik musiał się podporządkować. Właśnie dlatego preferował starszych mężczyzn. Był buntowniczy, pyskaty, nigdy się nie słuchał, potrzebował kogoś, kto będzie sprowadzał go na ziemię, trzymał w ryzach i pokazywał gdzie jego miejsce. Czy to w życiu codziennym, czy tym łóżkowym. W jakiś sposób podobało mu się, kiedy ktoś sprowadzał go do parteru, okazywał swoją wyższość. Jakkolwiek niepoprawne by to było. Zresztą i tak nikt o tym nie wiedział, to jedna z tych rzeczy, które chłopak wolał zatrzymać dla siebie, coś, do czego nawet najlepszemu przyjacielowi by się nie przyznał. W końcu nie przystoi.
Wiódł paznokciami po jego plecach, w niektórych miejscach wbijając je nieco mocniej, w pewnym momencie zsuwając palce na jego boki, na których następnie zacisnął dłonie. Mimo szeroko rozchylonych ust, jęki stawały się coraz słabsze, czasami były wręcz nieme, gdyż młodzieniec znacznie stracił na sile, nie będąc już nawet w stanie wydawać z siebie odpowiednich odgłosów. Odchylił głowę w tył, a przy tym syknął cicho, kiedy zęby starszego ponownie zacisnęły się na obolałym obojczyku. Sam zagryzł boleśnie swoją dolną wargę, zdecydowanie zbyt mocno, zaraz czując w ustach metaliczny posmak krwi. Wiedział, że długo już tak nie pociągnie, wbił paznokcie mocniej w boki mężczyzny, mając nadzieję, że Yvers zauważy, jak bliski spełnienia jest blondyn.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Nie Wrz 20, 2015 12:49 pm

Chociaż nie zawsze interesował się dominowaniem nad partnerami, narzucaniem im z góry tego, na co w danym momencie miał ochotę, w tym momencie sprawdzał się należycie. Mając już doświadczenie, a teraz jeszcze i młodzieńca, którego zawsze chciał trochę utemperować – nie mógł przegapić okazji.
Dlatego oznaczał go na wszelkie możliwe sposoby, nie przejmując się, że wkrótce pewne oznaczenia mieliby zobaczyć także i rówieśnicy, z klasy Ariela. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna teraz nie zastanawiał się nad tym, czemu należąc do kadry nauczycielskiej ani razu nie zaprotestował, tylko z zaborczością wkradał się, pomiędzy rozchylone wargi wychowanka.
Obsypywał skórę drobnymi pocałunkami, a na samym końcu przywłaszczył sobie cztery litery pana Austena wyglądając przy tym, na całkiem zadowolonego z faktu, że mógł w końcu to zrobić. Podejrzewał, że reszta nauczycieli na pewno nie skorzystałaby z sytuacji. Za bardzo przejmowali się tym, że dyrektor dowie się, do czego zdolni byli pracownicy placówki, szczycącej się przede wszystkim wysokim poziomem nauczania, oraz nauczycielami, którzy powinni utrzymywać emocje na wodzy, zajmując się nieposłusznymi uczniami w sposób inny, niż oferowanie seksu.
Chłopak naprawdę sprawdzał się znakomicie. Bardzo przyjemnie było się do niego zbliżyć. Ponieważ chociaż prezentował się jako strona uległa, całkiem aktywnie odpowiadał na ruchy, wypychając także i własne biodra naprzeciwko tym, które regularnie przysuwały się, a także oddalały, na znaczne odległości, penetrując dokładnie. Dreszcze przechodziły mu wzdłuż kręgosłupa, zaś mrowienie kumulujące się, w okolicy napiętego podbrzusza w bardzo irytujący sposób przypominało Yversowi, że poruszanie się, wewnątrz chłopaka w tak szybki, zdecydowany sposób wkrótce poskutkuje naprawdę porządnym spełnieniem. Starszy już przedtem oddychał niespokojnie. Częściej można było usłyszeć jego sapnięcia, przerywające ciszę, niżeli prawdziwe stęknięcia. W końcu sam zaczynał tracić siły, poruszając się w chłopaku naprawdę długo.
Przycichł, teraz skupiając się przede wszystkim na tym, aby Ariel był pierwszym. Nie chciał wyjść na niedoświadczonego. Lepiej wyglądało to, kiedy to właśnie młodszy, uleglejszy szybciej osiągał spełnienie od tego, który sytuacje winien kontrolować. Nie mógł się jednak długo powstrzymywać, kiedy ten zaczął wbijać paznokcie w jego boki.
Przyspieszył znacznie ruchy, nim w momencie, w którym zaczął wyczuwać zaciskające się na prąciu mięśnie, które go okalały – z mrukliwym, przeciągłym ale przyjemnym dla uszu stęknięciem wypełnił, jak mniemał naprawdę obficie, ponieważ ostatnimi czasy jego posucha trwała długo, swojego wychowanka ciepłym nasieniem, przyciskając go przy tym do siebie. Syknął. Jeszcze nie dochodząc do siebie w pełni, odgarnął drżącą dłonią włosy, opadające na twarz blondyna, gładząc go przy tym chwilę, po jednym z rumianych policzków. Powinien go pochwalić? Powiedzieć, że weźmie to pod uwagę, przy ocenie z zachowania? Że pięć. Z plusem. Schylił się, a wtedy skradł mu jeszcze jeden pocałunek.
Krótki, ale naprawdę czuły. Muskał jego miękkie wargi własnymi, co rusz owiewając je ciepłym, urywanym oddechem. Nie wychodził z niego zbyt prędko, ciesząc się przez moment z tego, że wewnątrz wciąż był strasznie rozgrzany. Nie należał do typów, którzy po wszystkim od razu zostawiali kochanka, szli sobie zapalić, chociaż miał w tym momencie naprawdę dużą ochotę. Wolał chwilę przy nim pobyć, rozkoszować się tym, że przez ten moment był tyko i wyłącznie jego, jakby był jakąś pierdoloną własnością, na którą mógł kłaść łapy, kiedy tylko mu się to podobało.
Lubił tę myśl, że pozornie miał na swoją wyłączność wychowanka, przewodniczącego.
Pomieszczenie nie należało do najcieplejszych. Przedtem panował tu całkiem odczuwalny chłód, a teraz, chociaż przedtem nie przywiązywali do tego tak dużej uwagi, wspomniany zdawał się nie istnieć. Kiedy nadszedł odpowiedni moment, w końcu przystosował się, do panujących warunków, niespiesznie z niego wychodząc wciąż trwał nad nim, zawieszony, jeszcze wpatrując się w te zielone, przeszklone tęczówki. Palcami sięgnął do podbrzusza ucznia, rozcierając na własnych opuszkach resztki jego spermy, nabierając odrobinę na same końce. Mimochodem je oblizał chcąc się upewnić, w razie gdyby nie miał już więcej do tego okazji, w jaki sposób smakował. Słodko-słono.
Uśmiechnął się kącikiem ust, przypominając sobie, jak bardzo chłopak przepadał za słodyczami. Czyżby to miało na to jakiś wpływ... Parsknął. Zaczepnie trącił nos Ariela własnym. Nie komentował.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Nie Wrz 20, 2015 5:04 pm

Tak jak się spodziewał, mężczyzna dobrze wyczuł sytuację, przyspieszając znacznie ruchy. Wtedy to była już kwestia tylko kilku minut. Młodzik w pewnym momencie po prostu wygiął plecy, tym razem w o wiele mocniejszy łuk, odrzucając głowę w tył, wydając z siebie przeciągłe jęknięcie i spinając się – doszedł. Po czym po prostu bezsilnie opadł na materac łóżka, starając się złapać oddech. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w szybkim tempie, oddychał ciężko, było mu gorąco, kręciło mu się w głowie. Wyglądał na naprawdę wykończonego. Od czasu do czasu podrygiwał jeszcze lekko, zapewne trochę potrwa, zanim jego organizm się uspokoi i wróci do pierwotnego stanu. Właściwie to nie do końca odzyskał jeszcze kontakt z rzeczywistością. Wpatrywał się tępym, zamglonym wzrokiem w sufit, starając się w jakimś stopniu opanować oddech i szybkie bicie serca. W głowie miał pustkę. Zupełnie tak jakby całkowicie się wyłączył i chwilowo po prostu go tutaj nie było. Nie miał siły, żeby chociażby ruszyć palcem czy się odezwać. Po prostu leżał, drgając co chwilę.
Na początku nie zwracał uwagi na jakiekolwiek czułe gesty ze strony mężczyzny. Przełknął głośno ślinę, oblizał językiem spierzchnięte wargi i przymknął na chwilę powieki, potrzebując paru minut, by jak najszybciej się ogarnąć. Dopiero po jakimś czasie zaczął odwzajemniać te krótkie, czułe pocałunki, unosząc jedną z rąk i opierając dłoń na jego karku, następnie wplatając palce w jego włosy. Otworzył oczy dopiero wtedy, kiedy mężczyzna z niego wyszedł. Wpatrywał się w jego twarz, już otwierając usta by coś powiedzieć, powstrzymać go, kiedy tamten zbliżył własną dłoń ku swoim ustom. Nie zdążył jednak, pokręcił tylko z niedowierzaniem głową, zaraz odwracając ją na prawo i wydając z siebie pomruk pełen dezaprobaty na jego poczynania. Nawet teraz musiał wykorzystać okazję, by zawstydzić blondyna.
W sumie to był wdzięczny, że Yvers nic nie mówił. Że nie poruszał tematu tego, czego właśnie obaj doświadczyli. Nie wiedziałby nawet jak o tym rozmawiać. Właściwie to miał nadzieję, że w ogóle nie będą o tym gadać. Nie widział sensu, by na razie się nad tym rozwodzić i komplikować rzeczy. Wiedział, że w końcu i tak nadejdzie pora, że będą musieli o tym porozmawiać, ale zdecydowanie nie teraz. Zresztą, Austen pewnie będzie tą rozmowę odkładał w nieskończoność.
Oparł jedną z dłoni na jego policzku i potarł o niego lekko opuszkiem kciuka. Palce drugiej wciąż błądziły gdzieś w jego włosach, czasem tylko ciągnąc lekko za któryś z kosmyków. Zagryzł swoją dolną wargę, przez długi czas po prostu tak wpatrując się w niego bez słowa. Wsłuchując w deszcz stukający o szybę, ich szybkie oddechy, przyspieszone bicie serc. Na krótki moment pozwolił sobie zapomnieć jaka była ich relacja, kim powinni dla siebie być, że nie powinni byli do czegoś takiego dopuścić. Chciał go traktować jak kogoś, kogo po prostu przypadkiem poznał. Nie żadnego nauczyciela, wychowawcę. Kogoś, z kim bez żadnych oporów mógłby to powtórzyć i nie obawiać się konsekwencji, które mogłyby spotkać jego i Irlandczyka. Chociaż był pewien, że starszemu o wiele bardziej by się za to wszystko oberwało. Nawet jeżeli blondyn, dosłownie, sam wlazł mu do łóżka i prosił się o to, do czego między nimi doszło.
Westchnął ciężko, znacznie się już uspokajając. Łatwiej mu się oddychało i chociaż wciąż kręciło mu się jeszcze trochę w głowie, to nie było najgorzej. Zdecydowanie potrzebował prysznica. Cały się lepił, od potu, nasienia – swojego i tego mężczyzny. Nieważne jak padnięty był, nie było szans, żeby czekał z tym do rana, czuł się zbyt brudny. Do tego to było takie… niehigieniczne. Pójść po prostu spać, będąc całym upacianym w różnego typu wydzielinach.
-Powinienem się umyć. –wymamrotał, na tyle jednak wyraźnie i głośno, by Yvers go usłyszał i zrozumiał. W końcu któryś musiał się odezwać, nie mogli tak przecież tkwić w kompletnej ciszy. Przygryzł lekko swoją dolną wargę, zmieszany, nie wiedząc, czy to odpowiednia rzecz, by zacząć rozmowę.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Nie Wrz 20, 2015 8:40 pm

Wydawało mu się to całkiem naturalnym posunięciem. Nie widział niczego obrzydliwego w tym, że w pewien sposób,  w tym momencie próbował go skosztować. Wystarczająco dużo rzeczy, tego wieczoru robił mu ustami, dlatego na  dezaprobujące pomrukiwania jedynie wzruszył ramionami. Dmuchnął, we wpadające na twarz pasma włosów. Nie wypadło mu przewrócić oczyma, a więc dyskretnie zagryzł wnętrze własnych policzków, przymilając się ze skutecznością do dłoni, która w naprawdę sympatyczny sposób wędrowała wzdłuż karku, wchodząc mu aż we włosy. Zaszczycił go ochrypłym, niskim warkotem, w międzyczasie palcami, tymi które nie miały styczności ze spermą dotykając krwawiącej ranki, która powstała w okolicy obojczyka. Zsunął ze sobą w zamyśleniu brwi. Nie potrzebował interwencji lekarskiej, to nie był wypadek śmiertelny, a wręcz żałosny, ponieważ na pewno nie taki jaki powinien w przypadku nauczycielskich zębów być. Wsłuchiwał się przede wszystkim w jego oddech.
Niespiesznie wędrował palcami w kierunku szyi chłopaka, upewniając się, że był wystarczająco przez niego oznaczony. Wwąchiwał się, w przyjemnie pachnącą skórę, która chociaż zroszona była potem, wciąż wydzielała charakterystyczną dla ucznia woń. Chłopak zdecydowanie teraz nie wydzielał takiego zapachu, jak przedtem. Wydawało mu się, że po części pachniał także nim. Kreślił wymyślne wzory na zadrapanych ramionach, które miał naprzeciwko siebie. Opuszki sięgnęły także ud, które wciąż gdy wspierał na nich całą dłoń, drżały. Wyglądały mu na obolałe, na pewno pozycja w której przedtem trwali nie należała do najprzyjemniejszych, to znaczy widział przedtem, jak blondyn musiał się pod nim giąć, żeby przyjąć odpowiedni dla siebie kąt. Może po prostu tak lubił...
W sumie znali się już długo. A mimo tego, nie wiedzieli o swoich preferencjach łóżkowych ani nawet seksualnych. Starszy zaczął interesować się tematem w momencie, w którym zrobili to po raz pierwszy. Ale nie chciał rozmawiać o tym teraz.
Chociaż na usta cisnęły mu się setki pytań, na które nigdy przedtem nie poznał odpowiedzi nie prędko zamierzał przeprowadzić z młodzieńcem poważną rozmowę o tym, do czego pomiędzy nimi doszło. Wiedział jednak, że nie będzie mógł przestać o tym myśleć. Że to na pewno dlatego, że było bardzo niepoprawne, nie prędko wyjdzie mu z głowy. Wyglądało na to, że doszedł do siebie o wiele szybciej niż młodszy. Kiedy skupiał się na pieszczotach, instynktownie uspokajał swój oddech, starając się w stosunkowo krótkim czasie przenieść całą swoją uwagę nie na uczucie przyjemności, które naprawdę wstrząsnęło organizmem. Ale właśnie na blondyna, w obawie o to, że skoro był młodszy, takie rzeczy nie robiły na nim dużego wrażenia. Przełknął ślinę, wciąż mimo wszelkich starań niespokojnie mrucząc w chwilach, w których nad nim wisiał.
- Wiesz... Wydaje mi się, że nie ma w całym bloku prądu. W łazience, w szafce znajdziesz świeczki. A w kuchni na pewno leży jakaś zapalniczka. Nie zapomnij koszuli. Poradzisz sobie... Czy Ci pomóc? - Wyrwał się z zamyślenia, kiedy usłyszał głos Ariela a wtedy strożnie z niego zszedł, wciąż jeszcze rozszerzonymi źrenicami, jak u narkomana lustrując jego sylwetkę. Usadowił się obok, a tam w końcu opadł na nieszczególnie miękki materac. W ostatniej chwili powstrzymał się przed przysłonięciem twarzy dłonią. Obrócił się do niego, pospiesznie zakrywając co nieco swojego szlachetnego tyłka fragmentem kołdry, zaprzestając tym samym gorszenia niewinnej młodzieży. Zaproponował mu tylko włączenie światła, odprowadzenie oraz ewentualnie doniesienie jeszcze jednego czystego, chociaż u niego zawsze znajdywały się zapasy, ręcznika. Z wiadomych względów, także miał ochotę na kąpiel.
Wiedział jednak, że musi uczniowi z grzeczności ustąpić ponieważ nie znajdywał się w stanie podobnym do tego, który prezentował Jeleń. Westchnął. Na pewno nie chciał wskoczyć z nim do jednej wanny, nie teraz kiedy zaczynało robić się coraz niezręczniej. Wypadałoby wtedy ze sobą rozmawiać, a on starał się teraz rozmowy jak najbardziej ograniczać.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:08 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Wrz 21, 2015 1:00 pm

Świeczki, naprawdę? Czy Yvers poważnie właśnie to teraz powiedział? Czy Ariel wyglądał mu w tym momencie na kogoś, kto ma ochotę lecieć do kuchni po zapalniczkę, a potem kulać się do łazienki, gdzie rozstawi wszędzie świeczki, przy okazji pierdzieląc się jeszcze z zapalaniem ich? Jak dobrze, że mamy XXI wiek, gdzie telefony są tak zaawansowane, że posiadają latarkę.
-Nie, dzięki, poradzę sobie sam. –odparł w odpowiedzi. Naprawdę nie miał ochoty wstawać. Był zmęczony, obolały, najchętniej zakopałby się już pod kołdrą i poszedł spać… czy coś. Niestety nie zawsze ma się w życiu to, czego się chce, są też sprawy bardziej naglące. Przez chwilę jeszcze tak leżał, po czym podniósł się powoli do siadu, wydając przy tym głośne, ciężkie westchnięcie, niczym człowiek zmarnowany życiem. Przetarł dłonią twarz, mierzwiąc po tym chaotycznie swoje włosy i przeciągnął się, rozglądając się uważnie po pokoju i namierzając co gdzie jest. Oczy zdążyły się już przyzwyczaić do ciemności, a blondyn i tak miał dobry wzrok, w ciemności raczej też dość dużo widział. Nie sprawiło mu to więc większych problemów. Przez krótką chwilę siedział tak jeszcze, w bezruchu, jakby kontemplując, czy rzeczywiście chce mu się z łóżka wychodzić. W końcu jednak dźwignął swoje szanowne dupsko. Wciąż jeszcze nie zregenerował w pełni swoich sił, dlatego gdy tylko wstał i się wyprostował, zachwiał się lekko, łapiąc jednak szybko równowagę. Przeklął cicho, uświadamiając sobie, że spodnie przecież są w salonie. Zrezygnowany, polazł tam, po drodze zgarniając jeszcze z podłogi swoje bokserki i koszulę. Znalazłszy się już w salonie, podszedł do krzesła i wyjął z kieszeni telefon, odblokował go. Zmarszczył lekko brwi, ignorując wszelkie wiadomości czy nieodebrane połączenia i po prostu włączył latarkę. Następnie po prostu skierował się w stronę łazienki. Kiedy znalazł się już w środku, rzucił ubrania gdzieś na podłogę i odkręcił wodę, ustawiając odpowiednią temperaturę, nie pierdzieląc się już z żadnym płynem do kąpieli, bo kto miałby teraz, zwłaszcza w takich warunkach, na to czas.
W międzyczasie, jak wanna powoli napełniała się wodą, blondyn stanął przed lustrem i poświecił na siebie, żeby ogarnąć w jakim jest stanie. Widok ten skwitował krótko – nie najlepiej. Wyglądał, dosłownie, jakby wdał się z kimś w bójkę. Powiódł palcami po obojczyku i syknął cicho, następnie odchylając głowę i przyglądając się swojej szyi. Westchnął ciężko, opierając czoło o lustro i przymykając na krótką chwilę powieki. Oczami wyobraźni już widział, jak nauczyciele na niego krzywo patrzą, a niektórzy, zdecydowanie zbyt dociekliwi, wypytują co się stało.
Rozmasował palcami swój kark i wyprostował się, zakręcając w końcu wodę. Ustawił telefon tak, by światło padało w jego stronę. Zgarnął jeszcze ręcznik i położył go bliżej, po czym wszedł po prostu do wanny. Na początku miał zamiar szybko się z tym uporać i prędko wrócić pod kołdrę, do Yversa. Jednak ciepła woda sprawiła, że się nieco rozleniwił, spędzając co najmniej dwadzieścia minut na bezczynnym leżeniu i relaksowaniu się. W akademiku nie miał takich luksusów. W końcu jednak zebrał się w sobie, dokładnie się wyszorował i po około pół godzinnym grzaniu dupska w cieplej wodzie, nareszcie wyszedł. Pachnący, mięciutki i miły w dotyku. Wytarł się dokładnie, naciągnął na tyłek bokserki i zarzucił na siebie koszulę, nie fatygując się już z zapinaniem jej. Wziął telefon, spoglądając jeszcze przelotnie w lustro, zanim wyszedł.
Przed wejściem do sypialni wyłączył już latarkę. Zdążył zapamiętać co gdzie jest w pokoju, dlatego nie było ryzyka, że powpada na meble i się poobija. Wszedł do środka, po drodze do łóżka jeszcze odkładając telefon gdzieś na pobliską szafkę. Następnie wpełzł pod kołdrę i utkwił wzrok w mężczyźnie, a właściwie to w jego plecach, bo właśnie w takiej pozycji tamten się teraz znajdował.
-Śpisz…? –wymamrotał cicho, przysuwając się bliżej niego, chcąc ukraść mu trochę ciepła. Nie słysząc odpowiedzi, a jedynie jakieś niewyraźne pomrukiwania, doszedł do wniosku, że nie będzie już zaczepiał starszego i da mu w spokoju spać. W końcu tyle siedział w tej wannie, nie ma co się dziwić, że brunet po prostu odpadł. Przylgnął klatką piersiową do jego pleców, przerzucając jeszcze ręką przez jego talię i po prostu się do niego przytulił. Zamknął oczy, a że był naprawdę mocno zmęczony, zaśnięcie zajęło mu kilka minut.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Wrz 21, 2015 5:57 pm

Podejrzewał, że uczeń będzie miał ochotę dostać się, mimo wieczornego seksu do telefonu. Nie miał mu tego za złe dobrze rozumiejąc, jak bardzo dzisiejsze społeczeństwo, łącznie z nim, bywało uzależnione od wiadomości oraz internetu. Dlatego zaproponował pamiętając, że zostawił jego spodnie przewieszone przez kuchenno-salonowe krzesło, przejście się, w drodze do łazienki właśnie po zapalniczkę. Nie uważał się za tradycjonalistę, ani romantyka urwanego z choinki.
Po prostu jeśli by miał ochotę na kąpiel, a oczywiście miał, na pewno sięgnąłby po wspomniane ustawiając przynajmniej dwie większe świece na zlewie. Albo przynajmniej toalecie, jeśli światło byłoby niewystarczająco mocne. Latarka w praktyce sprawdzała się kiepsko, przekręcała się na najróżniejsze strony świata zaś baterie nie raz miała zbyt słabe. Westchnął. W momencie w którym spostrzegł, jak kochanek zabawnie zachwiał się na boki z trudem utrzymując równowagę, powstrzymał parsknięcie. Uśmiechnął się naprawdę głupio, po części będąc naprawdę dumnym z tego, jakby znowu miał tych dwadzieścia lat, że doprowadził młodzieniaszka do takiego stanu.
Wymamrotał na odchodne coś w stylu, żeby mimo wszystko na siebie uważał a w chwili, w której został w pomieszczeniu naprawdę sam, nie mając przy sobie ani jednej pary ciekawskich oczu ze zrezygnowaniem schował twarz w poduszce. Pozostawał w bezruchu, aby do końca się uspokoić. Kiedy zaczynało go to nużyć, poszedł śladem wychowanka i od niechcenia przysiadł, wzrokiem pobieżnie lustrując pomieszczenie. Wstał, aby uchylić na moment okno. Wyzbierał porozrzucane ubrania. Odruchowo te także zostawił na krześle, a później wrócił z powrotem pod miękką pierzynę, czekając na swoją kolej do kąpieli. Niestety, kiedy skusił się na zmrużenie powiek z zamiarem zabicia wolno upływającego czasu, mimowolnie przysnął przegapiając powrót wychowanka do łóżka.
Mimo wszystko wiedział, kiedy ten znalazł się z powrotem tuż przy nim, ponieważ robił wokół siebie naprawdę dużo zamieszania, wyrywając przysypiającego człowieka ze snu. Kolejny raz sunął dłonią tam, gdzie nie powinien, ale tym razem nauczyciel nie zareagował tak żywotnie, jak przedtem, teraz tylko przytrzymując jego dłoń na sobie. Śniąc, często zmieniał pozycję przekręcając się, z jednego na drugi bok. Ale kiedy miał przy sobie Ariela -  w chwili, w której przekręcił się, po raz pierwszy w jego kierunku, zaborczo przyciągnął go do siebie. Wtulił się w drobne, okaleczone dziecię – leżąc tuż przy nim naprawdę długo. Oparł policzek na jego głowie. Innym razem na ramieniu.
Czasami mruczał mu coś przez sen, nosem sunął po zapełnionej malinkami szyi, tylko po to aby później kontynuować śnienie. Noc upłynęła spokojnie. A kiedy przestał padać deszcz, a słońce zaczynało powoli wychodzić dla odmiany spomiędzy chmur, powietrze chociaż chłodne, przyjemnie drażniło nozdrza. Wietrzyło sypialnie wolnymi podmuchami.
Było już konkretnie po ósmej. Wciąż splatali ze sobą dłonie, wtulali się, w żaden sposób jeszcze nie uświadamiając sobie, ile w nich było w dniu dzisiejszym grzeszności. Uchylił zaspane powieki, ostrożnie nie wykonując gwałtowniejszych ruchów odchylając głowę, aby spojrzeć na to kogo miał przy swoim boku. Chłopak wciąż spał, a kiedy to robił wyglądał naprawdę...  Cieszył się, że nie miał ani jednej okazji oglądać go w podobnym stanie. Chociaż oddychał spokojnie, a włosy sprawiały, że mógłby porównywać go do aniołka, w rzeczywistości był bardzo sponiewierany. Kiedy wspomniane włosie miał bardzo rozmierzwione, a na każdym centymetrze skóry, znajdywały się na zmianę zadrapania, malinki oraz inne czerwone, a czasami nawet wyraźnie siniejące ślady.
Potarł palcami po jednym z jego policzków, uważając przy tym, aby go nie rozbudzić. Z początku tylko na niego patrzył, obserwował a później żałował, że nie mógł strzelić mu kompromitującego zdjęcia. Przetarł kark, przeciągnął się niespiesznie nim nie odsunął się od chłopaka, zakrywając go zaraz dokładniej kołdrą. Zadrżał. Zrobiło mu się zimno, kiedy tylko wyszedł. Zorientował się, że wciąż pozostawał goły, a wtedy... Przeklął na siebie pod nosem. Zgarnął ułożone poprzedniego wieczoru bokserki z krzesła, w międzyczasie po cichu wyjmując z szafy normalne ubrania. Ulotnił się w trybie ekspresowym. Szybkim krokiem zmierzał do łazienki w której wstępnie spojrzał w lustro. Przeczesując palcami włosy, jeszcze kilkakrotnie siarczyście na siebie wyklinając zadecydował, że wypadałoby przed tym, nim chłopak się obudzi doprowadzić się do ładu.
A więc przede wszystkim wykąpać. Starał się nie zaprzątać swojej głowy tym, że najprawdopodobniej dobierał się do przewodniczącego klasy czwartej. Pod prysznicem spędził mniej więcej pół godziny, szorując się ale także i myjąc włosy. W trakcie kąpieli zauważał więcej śladów na swoim ciele, przypominając sobie, kiedy mógł je na nim Ariel zostawić. Kiedy skończył, wyszedł opatulając się ręcznikiem. Powycierał się, nie szczędząc także i włosów z których woda skapywała na ramiona. Oporządził się. Przeczesywał szczotką  kłaczyska, zajmował się starannym wciąganiem na siebie bielizny. Czarnych, przeciętych na kolanach spodni w których na szczęście znajdywał się skórzany pasek oraz czarnej koszuli, która w tym momencie wszystkiego dopełniła. Tylko stopy wciąż bose. Skarpetek zapomniał. Wychodząc, zamknął za sobą drzwiczki a kiedy znalazł się w kuchni, zabrał z niej zmiotkę wraz z szufelką aby wyzbierać znajdujące się w salonie resztki roztrzaskanej żarówki. Wyrzucił wszystko do śmietnika nim wygrzebując resztki z paczki zostawionej na stole, nie odpalił papierosa. Trzymając go w ustach, znalazł butelkę jeszcze nie otwartej wody, którą postawił na stole w towarzystwie szklanki oraz jednej tabletki na kaca, do rozpuszczania. Sobie zaś zrobił kawę.
Zaciągnął się, nim nie przytknął warg do ciepłego naczynia, jakim był kubeczek z gorącym napojem. Wspierając się o blat, upił kilka powierzchownych łyków, wyczekując wychowanka.
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Wrz 21, 2015 8:17 pm

Spał jak zabity. Nienawidził wstawać rano, a jeszcze bardziej nienawidził, kiedy ktoś go rano budził. Od razu robił się rozdrażniony, pyskaty i przez cały dzień pluł jadem na prawo i lewo. Zapewne spałby sobie dalej w najlepsze, gdyby nie krzątanina mężczyzny, która w pewnym momencie go obudziła.  Wciąż jednak uparcie leżał w łóżku, nie mając zamiaru ruszać nigdzie dupska, mając nadzieję, że za chwilę z powrotem uśnie. Poza tym pod kołdrą było mu ciepło, przyjemnie i pachniało Yve… Momentalnie otworzył szeroko oczy, jakby go nagle oświeciło. W mgnieniu oka dotarły do niego wszystkie wydarzenia poprzedniej nocy. Zamrugał, kilkakrotnie, nie widząc jednak nigdzie w zasięgu wzroku mężczyzny, dopiero odgłosy dochodzące zza drzwi uświadomiły go, że to właśnie Irlandczyk był powodem jego pobudki. Przełknął nerwowo ślinę i podniósł się do siadu, po czym od razu poczuł nieprzyjemny, pulsujący ból w głowie. Rozmasował palcami skronie i skrzywił się. Do tego niesamowicie chciało mu się pić. Odgarnął z twarzy grzywkę i rozejrzał się. Szczerze powiedziawszy, to nie wiedział, czy wychodzić. Jak powinien się zachować. Teraz to wszystko wydawało mu się takie… złe. Nie powinien był się tak daleko posuwać, ale z drugiej strony, mężczyzna nie powinien też na to wszystko się zgodzić. Jakby nie było, obaj byli temu wszystkiemu winni. Skąd miał wiedzieć, że zwykła prowokacja, ot taka dla zabawy, przerodzi się w coś tak poważnego.
Siedział tak na łóżku, w bezruchu, kontemplując nad tym co powinien zrobić. W międzyczasie, drżącymi palcami zapiął kilka guzików koszuli, żeby się chociaż w miarę zasłonić. Zamarł, słysząc, jak Yvers wychodzi z łazienki, odetchnął jednak z ulgą, kiedy nie pojawił się z powrotem w sypialni. Chociaż widział, ze sam i tak w końcu będzie musiał stąd wyjść i mu się pokazać.
Zsunął nogi z łóżka, z zamiarem wstania, chociaż wcale nie miał na to najmniejszej ochoty. Ból, zwłaszcza tam na dole, też nieźle dawał o sobie znać. Zagryzł swoją dolną wargę, by po chwili syknąć. Ta również mocno piekła. Przeklął pod nosem, po czym po prostu wstał, prostując się. Rzucił jeszcze kilkoma przekleństwami, chcąc wyrazić w ten sposób swoją frustrację bólem. Który, tak na dobrą sprawę, dokuczał mu praktycznie na każdym skrawku jego ciała. Miał w tym momencie ochotę zabić wychowawcę. Zabawne, jak w przeciągu kilku godzin jego nastawienie do niektórych rzeczy diametralnie się zmieniało.
Po cichu, ostrożnie podszedł do drzwi sypialni, nie chcąc, by starszy zorientował się, że już nie śpi. Zacisnął wargi w wąską linię i powoli otworzył drzwi, po czym wystrzelił w stronę łazienki, zasuwając się tam. Stanął przed lustrem, teraz w spokoju mogąc się w nim dokładnie przejrzeć. Zdecydowanie za dobrze to wszystko nie wyglądało. Cała szyja w siniakach i malinkach, w niektórych miejscach wciąż było jeszcze widać wyraźne ślady zębów. Westchnął i odkręcił wodę w kranie, by przemyć twarz. Rozejrzał się dookoła, w końcu sięgając po płyn do płukania ust, którego od razu użył. Niestety nie miał ze sobą żadnego plecaka ani torby – a co za tym idzie, nie był w posiadaniu własnej szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Tyle musiało wystarczyć. Odstawił butelkę z powrotem na półkę, spoglądając jeszcze na krótką chwilę w lustro i układając w miarę włosy, żeby nie wyglądać, jak jakiś wypłosz. Potarł dłonią twarz i otworzył drzwi, wychodząc. Przez chwilę stał tak w miejscu, zbierając się mentalnie na konfrontację z mężczyzną. Wziął głęboki wdech i uniósł kąciki ust w typowym dla niego, pełnym pewności siebie uśmiechu, kierując swoje kroki do kuchni.
Zgarnął ze stołu butelkę z wodą, ot tak, podrzucając ją sobie raz, po czym odkręcił korek, nalewając jej do szklanki. Wrzucił do niej tabletkę, a czekając aż ta się rozpuści, upił kilka dużych łyków z butelki. Zakręcił ją i odstawił z powrotem na blat. Oparł się tyłkiem o krawędź stołu i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Doskonale ukrywał swoje zdenerwowanie, nie chciał, żeby mężczyzna się zorientował, że jest zestresowany tą całą niezręczną sytuacją. Dmuchnął sobie w grzywkę i odchrząknął cicho.
-Dzień dobry. –mruknął, sięgając po szklankę i upijając niewielki łyk. Skupił swój wzrok na jej zawartości, zaciskając usta w wąską linię.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 22, 2015 4:58 pm

Kiedy spostrzegł go na horyzoncie, odruchowo się wyprostował. Przeszło mu to zupełnie, kiedy chłopak znalazł się w pobliżu, zachowując się normalnie. Jak zawsze rankiem panoszył się po mieszkaniu, wypijał to na co miał ochotę. Czasami nawet wyciągał z lodówki to, co chciał a na domiar wszystkiego, narzekał. Ale nie dzisiaj. Teraz zadowolił się tylko butelką wody. Wyglądał na zamyślonego, kiedy grzał dłonie o kubek. A kiedy raczył się papierosem, niespiesznie wypuszczając ustami dym, dało się dostrzec, że czasem drżały mu palce. W odpowiedzi skinął mu krótko.
Obserwując poczynania ucznia, w pewnym momencie odłożył kubek za siebie, nim nie przetarł wciąż mokrych od wody, poplątanych włosów. Teraz nie miał ochoty na śniadanie. Jedzenie na pewno utknęłoby mu w gardle, tak jak i poranna kawa, której w towarzystwie Ariela w spokoju nie mógł dopić. Cudem się nie zakrztusił, kiedy znów mógł go spotkać.
- Lepiej się już czujesz? Wczorajsza impreza warta była tego kaca? - Zapytał. Mimochodem nawiązywał także do tego, jak się czuł tam na dole. Czy nie żałował... Nie miał o tym z nim rozmawiać, jednak z ciekawości wymkało mu się to spomiędzy ust. Żadnego innego tematu do rozmowy nie potrafił znaleźć. Spalił papierosa do końca, gasząc go w popielniczce. Nieprzyjemnie mruknął, pocierając palcami po karku, jak gdyby wciąż po wszystkim był bardzo obolały.
- O której wychodzisz? - Zmierzył go pytającym spojrzeniem. Z drugiej jednak strony, pokazywał, że nie miał zamiaru gościć go w mieszkaniu przez cały dzień. Miał na mieście parę spraw do załatwienia. Nie widział potrzeby prowadzenia się z małoletnim po miejscach, takich jak banki, oraz pomniejsze sklepiki dzięki którym uzupełniał zapasy w lodówce. Pochuchał na zmarznięte dłonie, jeszcze raz sięgając po kubek z napojem. Spojrzał w kierunku okna.
A później znowu zawiesił wzrok na chłopaku, który nie wyglądał najlepiej. Miał ochotę do niego podejść, zmierzwić mu jeszcze raz włosy a później rzucić jakimś niewybrednym komentarzem. Teraz jednak nic sensownego nie było go stać, a dotykanie wychowanka wydawało mu się... nie na miejscu. Zagryzł wnętrze swojego policzka, nie mogąc w żaden sposób komentować tego, że zrobił mu na skórze istne pobojowisko. Westchnął. Zrobiło mu się słabiej, odchylił głowę w tył.
- Przynajmniej dzisiaj nie przemokniesz do suchej nitki. O ile pogoda znowu się nie zepsuje... -  Zamrugał kilkakrotnie, nim do siebie nie doszedł. Czasami mu się to zdarzało. Chłopak naprawdę się zmienił. Pamiętał jeszcze początki ich znajomości, kiedy oboje trzymali się na dystans. Tak jak teraz. Stojąc w pewnej odległości od siebie. Kiedyś traktował go bardzo ozięble. Nie zwracał uwagi na to, jak mógłby się z pewnymi zachowaniami czuć. Nie żałował. Wiedział, że gdyby od początku był w stosunku do niego pobłażliwy, znajomość nie rozwinęłaby się w tym kierunku. Nie podejrzewał jednak, że kierunek w najmniej oczekiwanym momencie zmieni tor. Przysłaniając usta dłonią, ziewnął nim nie przetarł ze znudzeniem zaspanych oczu. Zastukał palcami o blat, w momencie w którym znów się na nim wsparł.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 22, 2015 6:48 pm

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się tak w zawartość szklanki, oderwał od niej swój wzrok dopiero wtedy, kiedy mężczyzna się odezwał. Wzruszył lekko ramionami, samemu nie wiedząc, jak tak właściwie się czuje. Nie było najlepiej, ale zdecydowanie zdarzały mu się o wiele gorsze poranki. Tyle że, wtedy akurat bywał przetyrany tylko samym alkoholem.
-Nie mam kaca. –mruknął, dopijając do końca wodę i odstawiając pustą szklankę na blat stołu. Z powrotem skrzyżował ręce na klatce piersiowej i westchnął cicho. Ta atmosfera, które teraz między nimi panowała, była nie do zniesienia. I niewiarygodnie irytująca. Nie wiedział co ma mówić, jak się zachować. Czy ma po prostu się ubrać i bez słowa wyjść, tak jak zawsze robił? Może powinien był wstać wcześniej, przed mężczyzną i po prostu się wymknąć, by później udawać, że nic, kompletnie nic z tego co zaszło, nie miało miejsca. Albo udawać, że był tak pijany, że teraz nie pamięta. Nie, ostatnia opcja by nie przeszła, zważając na stan w jakim znajdowała się skóra blondyna. Te wszystkie ślady aż krzyczały, co wydarzyło się między nim a jego wychowawcą.
Drgnął lekko, słysząc jego pytanie, przez chwilę jeszcze jakby przetwarzając słowa mężczyzny w głowie. Czy on go wyganiał? Ma już sobie iść? W sumie to nie byłby taki głupi pomysł, czuł się w jego obecności, jakby nie mógł oddychać, jakby się dusił. Odchrząknął cicho i dmuchnął sobie w grzywkę.
-Och… No tak. Mogę już iść, jeżeli Ci przeszkadzam. –odpowiedział, dało się jednak słyszeć w jego głosie lekki wyrzut. Miał wrażenie, że mężczyzna chce się go pozbyć i zapytał o to, by go przycisnąć do tego, żeby uczeń opuścił jego mieszkanie. Nerwowym gestem zmierzwił lekko swoje włosy i pospiesznie się rozejrzał. Wyprostował się i podszedł do krzesła, zgarniając z jego oparcia swoje spodnie.
-Raczej nie planuję dzisiaj gdziekolwiek wychodzić jak wrócę. –odpowiedział w międzyczasie, naciągają rurki na siebie i zapiął pasek, by zaraz wzrokiem przyuważyć swoją koszulkę, która walała się w okolicach salonowej kanapy. Skierował tam swoje kroki, po drodze rozpinając koszulę, po czym zsunął ją z ramion i niedbale rzucił na oparcie sofy. Zgarnął swoją bluzkę z podłogi i ubrał. Odwrócił się w stronę mężczyzny, zerkając na niego przelotnie, po czym wrócił do niego z powrotem. Tym razem usiadł na brzegu stołu, krzyżując nogi w kostkach i zacisnął wargi w wąską linię. Sięgnął po butelkę, stojącą zaraz obok i dopił wodę do końca. Zaczął się nią bawić, obracać w dłoniach, skupiając na niej swój wzrok i uwagę. Starał się jakoś oczyścić myśli. Dlaczego, do cholery, nie mogli się względem siebie zachowywać jak inni kochankowie, po wspólnie spędzonej nocy. Z powrotem powstała między nimi bariera, Ariel czuł się jakby wrócili do punktu wyjścia. Wszystko byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby starszy nie był tym cholernym nauczycielem, w dodatku jeszcze pieprzonym wychowawcą Austena. Dlaczego nie mógł go poznać w jakimś losowym pubie, podczas którejś ze swoich całonocnych libacji? Wszystko byłoby wtedy takie banalne, mogliby ze sobą sypiać bez żadnych przeszkód i nikogo by to nie obchodziło.
Zacisnął dłonie na krawędzi stołu, po czym po prostu się z niego zsunął.
-Lepiej będzie, jak już pójdę… -rzucił, czując, jak ściska go w gardle. Skierował swoje kroki w stronę sypialni. Czuł, że nie powinno go tutaj być, że nie powinien tu w nocy przychodzić. Że nie powinien już nigdy więcej pojawić się w tym mieszkaniu, skasować numer Yversa i widywać go tylko w szkole, o ile oczywiście raczyłby się w niej pojawić.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 22, 2015 8:07 pm

Zsunął ze sobą brwi. Znał Ariela zbyt dobrze. Przychodził do niego naprawdę często. Czasami opowiadał mu po pijaku o tym, co mu na sercu leżało, a innym razem po prostu nadymał policzki, wymijał tematy, obruszał się o wszystko, o czym starszy mu opowiadał. Wciąż popełniał wiele błędów. Nie mógł znieść myśli, że po wszystkim po prostu się na niego obrazi. Jak wtedy, kiedy nie chciał oddać mu całej bułki na śniadanie, ponieważ nie miałby wtedy sam co jeść. Albo pamiętnego wieczoru, w którym miał jeszcze zepsuty zamek w drzwiach i wszedł w momencie, w którym młody się załatwiał. Starszy nigdy nie zapomniał tego, że musiał szorować ulubioną gąbką kafelki, na których w jego mniemaniu wciąż znajdywały się zarazki i mocz. Latami nazbierało się najrozmaitszych wspomnień, których mogliby im niektórzy pozazdrościć.
Ale teraz postępował bardzo źle. Proponował mu wyjście z pomieszczenia, jednak inaczej nie potrafił. Do końca nie wiedział, czy lepszym rozwiązaniem byłoby zostanie z niepełnoletnim w środku, czy może szybkie pożegnanie się. Rozważał wiele opcji, jednak kiedy ten przy nim był, wpatrywał się tak uparcie, z wielkim wyrzutem na wszystko co wokół istniało, nie mógł długo zastanawiać się nad innymi możliwymi rozwiązaniami. Gdy się w niego wpatrywał, zdawał się zapominać o tym, co rzeczywiście robili w kuchni. Nie mógłby nazwać tego prawdziwą rozmową. To była tylko wymiana kilku zdań, na odczepne, aby zachowywać należyte pozory poukładanych ludzi, którzy nijak nie przejmowali się wpadkami.
Kiedy wychowanek skierował się w stronę sypialni, nawet przez chwilę nie oglądając się przez ramię, mężczyzna pod wpływem impulsu szybko za nim podążył. Kiedy ten znikł za framugą niedomkniętych drzwi, on sam po cichu je rozchylił, jeszcze nie wiedząc czego się spodziewać. Był podenerwowany. Blondyn miał na niego naprawdę duży wpływ. Starszy zachowywał się przy nim w mieszkaniu zupełnie inaczej niż zazwyczaj, kiedy przebywali w jednej klasie na zajęciach musząc się wzajemnie znosić przez minimum cztery godziny. Zacisnął wargi w wąską linię, a wtedy zaszedł wychowanka od tyłu zaborczo obejmując go wokół talii. Wtulił się w plecy, które teraz przylegały do jego klatki piersiowej, przymrużył powieki ignorując fakt, że serce nerwowo stukotało mu wewnątrz zaraz opierając policzek o ramię, po którym potarł. Nie miał zamiaru pozwolić mu teraz wychodzić. Wiedział, ile w tym było zdrożności. Ciążyło mu to w pewnym stopniu na sercu. Szybkim ruchem zaciągnął go w głąb przedpokoju. Darował sobie komentarze.
Wciąż miał problemy z wykrztuszeniem z siebie czegoś mądrego. Dopiero kiedy blondyn drgnął, a on od razu ze względu na odległość, której między nimi nie było to wyczuł, uspokajająco ucałował odsłonięty kark, po którym przeszły po pocałunku dreszcze. Trzymał go przy sobie blisko, nie pozwalając mu się wyrwać, ani wykonywać nieprzemyślanych ruchów.
- Nie... Nie o to mi chodzi. Nie wyganiam Cię. Możesz zostać tu tak długo, jak będziesz chciał... - Wymruczał. Ale pomruki te bywały bardzo niewyraźne, w końcu wypowiadanie podobnych zdań dla mężczyzny, w jego wieku bywało naprawdę kłopotliwe. Musiał się przed nim wytłumaczyć. Nie mógł puścić tego w niepamięć. Kiedy upewnił się w tym, że blondyn w przestrachu nie zacznie uciekać, ani nie uderzy go porządnie w twarz obrócił go przodem do siebie, zbierając się na odwagę aby jeszcze raz spojrzeć mu w oczy.  Wsparł jedną dłoń na jego biodrze, zaś drugą podtrzymał jego podbródek ku górze aby spoglądał na niego, a nie go wzrokiem wymijał jak to miał w zwyczaju. Przychylił się nad jego pogryzionymi, okaleczonymi wargami. Podarował mu kilka muśnięć, nieco wystraszonych ale naprawdę bardzo starannych.
Zaprzestał, aby przyjrzeć mu się dokładniej ponieważ nie zwrócił uwagi na to, czy wychowanek nie zaczął się go bać. Przesunął paznokciami po jego boku. Teraz go nie okłamywał. Przeciętny Yvers, nauczyciel który w stosunku do ucznia nie zachowywał się jak profesjonalista.
- Pomyślałem, że źle Ci teraz w moim towarzystwie. - Odgarnął mu wpadające na oczy, pomniejsze pasma grzywy w ten sposób pokazując mu, że przejmował się nawet takimi drobnostkami. Palcami potarł po jednym z jego policzków. Pilnując przy tym, aby nie opuścił głowy w zawstydzeniu niżej. Pierwszy raz zdarzyło mu się z Arielem złamać takie prawo. Kiedy już został spod niego wyjęty, zaczynał obawiać się konsekwencji mniej przejmując się przy tym zniszczeniem relacji. Sądził, że przelotny numerek na pewno nie zaszkodzi młodemu dwudziestolatkowi, który w życiu szukał przecież przygód.
Seks łączył ludzi, a kiedy był dobry, zwykle relacje międzyludzkie naprawiały się do takiego stopnia, że nawet wielkie kłótnie nie niszczyły rosnącej pomiędzy wybrańcami miłości. A czy tu było coś takiego? Nie wiedział. Nerwowo zagryzł własne wargi.
Wsunął chłodne dłonie pod materiał koszulki Ariela, druga dłoń także szybko tam powędrowała skupiając się na lędźwiach, które w przepraszającym geście bywały masowane. Z czasem zaczynał wchodzić coraz wyżej, uważnie naliczając pomniejsze kości kręgosłupa.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:13 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 22, 2015 9:29 pm

Po wejściu do sypialni, zgarnął z szafki swój telefon i wsunął go do kieszeni spodni. Obmacał je jeszcze dokładnie, sprawdzając, czy na pewno ma przy sobie również portfel i klucze. Wszystko było na swoim miejscu. Rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu, przestąpił z nogi na nogę kilka razy, wciąż stojąc w miejscu, nie mając całkowicie pojęcia, co ma ze sobą zrobić. I przy okazji klnąc na siebie, że zachowuje się w tak żałosny sposób. Zupełnie jak nie on. Powinien być dumny, pewny siebie, chodzić z wysoko podniesioną głową, docinając mężczyźnie, że udało mu się Yversa zaliczyć. Właśnie to byłoby w jego w stylu. A on co? Zachowywał się jak wystraszony szczeniak, nie był nawet w stanie spojrzeć wychowawcy w twarz, uciekając wzrokiem w popłochu na boki. Starając się stąd ulotnić jak najszybciej, zamiast panoszyć się po całym mieszkaniu niczym pan i władca, jak to miał w zwyczaju. Grzebiąc wszędzie, robiąc to, na co tylko żywnie ma ochotę. Śmiać mu się chciało z samego siebie.
Już miał się odwrócić i wyjść z pokoju, kiedy nauczyciel niespodziewanie objął go od tyłu. Blondyn zamarł w bezruchu, wstrzymując oddech i się wyprostował. Wypuścił głośno powietrze z ust i zagryzł lekko swoją dolną wargę. Odchylił głową, spoglądając na niego przez krótką chwilę, nim nie został zmuszony do opuszczenia sypialni. Mimo, że serce waliło mu w tym momencie jak szalone, co było wywołane bliskością mężczyzny, w jego głowie jednak zapanował błogi spokój. Uświadomił sobie, że wcale nie jest tak jak myślał, że Irlandczyk mimo wszystko nie żałuje tego, co się wydarzyło. A przynajmniej tak w tym momencie odebrał to młodzik.
Słysząc jego słowa, uniósł jeden z kącików ust w złośliwym uśmieszku, jakby w mgnieniu oka wracając do normalnej wersji siebie.
-O, to super, w takim razie zostanę parę dni… -rzucił rozbawiony. Po części chciał też jakoś rozładować tą niezręczną atmosferę. Przymknął na krótką chwilę powieki, a kiedy znalazł się już twarzą w twarz z wychowawcą, objął jego szyję rękami, splatając palce dłoni na jego karku, który to wcześniej lekko zadrapał paznokciami. Uśmiechnął się delikatnie, starając się utrzymać z nim kontakt wzrokowy, naprawdę, ale po prostu nie był w stanie, zaraz uciekając  spojrzeniem na bok. Nie chodziło nawet o Yversa, to dotyczyło każdej osoby, nie był w stanie patrzeć komuś w oczy. Nawet jak z kimś rozmawiał, to skupiał wzrok na jego nosie czy ustach, byleby spojrzenia się nie spotkały. Odwzajemnił jego muśnięcia, na początku niepewnie, przy kolejnych jednak pozwalając sobie na chwilę relaksu. W końcu przecież w nocy gorsze rzeczy wyprawiali.
-Niby dlaczego miałoby mi być źle, hm? –zapytał, unosząc lekko brwi, wpatrując się w jego twarz z nikłym uśmiechem. Wcześniej czuł się niekomfortowo, to prawda, ale nie przeszkadzała mu obecność mężczyzny, a cała ta ciężka atmosfera, która między nimi panowała. Na szczęście, a przynajmniej tak się Jeleniowi wydawało, jak na razie kryzys został zażegnany. Odruchowo jakby, przytulił twarz do jego dłoni, wydając z siebie cichy, zadowolony pomruk.
Zastanawiał się czasami, czy ze względu na tak dużo wspólnie spędzanego czasu, mężczyzna żywił do niego sympatię większą niżeli wychowawca wobec swojego pupila powinien. Czy zastanawiał się, co by było gdyby nagle ni stąd, ni zowąd Austen urwał kontakt, przestał do niego przychodzić co drugą noc, ignorował go w szkole i zachowywał się jak każdy, przeciętny uczeń. Czy jemu też zależało na blondynie tak samo, jak młodszemu na Yversie. Szczerze, nie chciałby, żeby ich relacja w jakimkolwiek stopniu się pogorszyła, bądź w ogóle przestała istnieć. Za bardzo przyzwyczaił się do obecności bruneta w swoim życiu, żeby teraz po prostu wszystko miał szlag trafić.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sro Wrz 23, 2015 2:33 pm

Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Odruchowo marszcząc w niezadowoleniu czoło na tę propozycję, zmierzył młodzika ostrzegawczym spojrzeniem, burcząc przy tym pod nosem, żeby nie przesadzał. Bo naprawdę straci do niego cierpliwość i zaprzestanie oferowania mu mieszkania jako schronienia. Obiecywał mu to poprzedniego wieczoru. Przewrócił w niedowierzaniu oczyma. Zapobiegawczo trącił nosem jego policzek. Nie brał jego słów na poważnie, jednak nie mógł powstrzymać się przed zareagowaniem. Obruszając się na myśli o tym, że musiałby go przez kilka dni żywić. A także ubierać! Pomyślał, że gdyby chłopak miał ze sobą ubrania na zmianę, oraz własną szczoteczkę... Nie. Zdecydowanie, nie wytrzymałby w jego towarzystwie więcej, niż tych przykładowych kilku godzin. Uśmiechnął się, rozczulając się przez moment nad tym, że wychowanek chciałby mimo wszystko urzędować u boku nauczyciela.
A więc nie był na niego tak bardzo bardzo zły, jak starszy podejrzewał. Zaaprobował to, że na muśnięcia odpowiadał stosunkowo spokojnie. Nie wyczuwając w jego ruchach tak dużej niepewności, jak przedtem, również pozwolił sobie odetchnąć. Starając się niecodziennego kochanka traktować normalnie, w miarę możliwości nie jak podopiecznego.
- Chociażby dlatego, że jestem Twoim wychowawcą. Wyglądałeś mi na zmartwionego. Też się tym trochę przejmujesz? Mnie nie oszukasz. Znam Cię, aż za dobrze. - Wypowiadając te słowa, czuł w żołądku nieprzyjemny ścisk podenerwowania, jednakże skrywał to bardzo skutecznie pod sympatycznym uśmiechem. Słowa nauczyciela zawierały w sobie bardzo dużo prawdy, wszystko o czym wspominał było jego osobistymi przemyśleniami. A chociaż nie przyznawał się do tego, że blondyn porządnie namieszał mu teraz w życiorysie starał się, w tej chwili być dla niego wsparciem, doroślejszym, troszkę bardziej odpowiedzialnym – chociaż za krzty tej odpowiedzialności w momencie pieprzenia się, ze wspomnianym nie było. Wielu zdążyło już zauważyć, że w stosunku do Przewodniczącego wykazywał się czymś więcej, niżeli beznamiętnym rzucaniem mu poleceń związanych z wykonywaniem pewnych obowiązków. Wyraźnie dbał o to, żeby Ariel przechodził z klasy do klasy, pilnował jego ocen. Zwracał mu uwagę w momentach w których miał dużo sprawdzianów do zaliczenia. Troszczył się o niego, a mimo to robił to na tyle dyskretnie by blondyn nigdy nie zwrócił na to uwagi. To właśnie Yvers czasami chodził do nauczycieli, prosząc o to aby dawali Arielowi drugą szansę, kiedy pod koniec roku bywało z nim przez nieobecności bardzo krucho.
- Może... A skusiłbyś się na cukiereczka? Ewentualnie dziesięć, zanim naprawdę wyjdziesz? Zaproponowałbym Ci jeszcze jakieś kotki w piwnicy, ale to chyba nie najlepszy pomysł. - Nie zastanawiał się jednak nigdy nad tym, czemu pomagał takiemu buntownikowi, który mu jawnie pokazywał, że szkołę wraz z kadrą nauczycielską miał w głębokim, głębokim – a teraz, zdążył się już przekonać jak bardzo głębokim – poważaniu. Wyszczerzył się w zawadiackim uśmiechu, po chwili starając się jednak spoważnieć. Odsunął go od drzwi. Kiedy wykonywał kroki w tył, próbując wciągnąć go z powrotem do kuchni, a dokładniej w kierunku salonu przytrzymywał go blisko, aby za nim podążał. Na zewnątrz dopiero co porządnie zaczynało świtać. Wychodzenie o tak wczesnej godzinie trochę mijało się z celem. Miał zamiar go spławić po dwunastej, może trzynastej jeśli sam nie postanowiłby zebrać się w podobnych godzinach.
Zaciągnął go na kanapę, a tam zgarnął go szybkim ruchem na swoje kolana. Tryumfalny uśmiech przeszedł mu przez usta. Skinął na niego głową, starając się zakomunikować swoimi uniesionymi brwiami, coś w stylu „I co teraz zrobisz?”


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Czw Wrz 24, 2015 4:37 pm

Spojrzał na niego, marszcząc nieco brwi, pokręcił lekko głową, chcąc mu dać do zrozumienia, że nie rozumie o co starszemu chodzi. Przecież blondyn tyle rozrywki przez to kilka dni by mu dostarczył, nie byłoby godziny, żeby nauczyciel się nudził. Mogliby razem oglądać telewizje, przytulać się ile wlezie, piec razem babecz… No, może bez tego ostatniego. To nie był jeszcze ten etap znajomości. No i oczywiście mógłby mu w dość… przyjemny sposób umilać czas. Posiadanie Austena przy sobie przez dłuższy okres  miało same zalety. Co prawda od czasu do czasu Ariel żerowałby sobie na jego lodówce, podkradał piwa czy papierosy, zrzędził i marudził, ale to przecież nic wielkiego…
Westchnął cicho na jego słowa. Wiedział, że nauczyciel miał rację, trochę go to wszystko dręczyło. Zwłaszcza wcześniej, teraz jednak już się tym tak bardzo nie przejmował. Przecież jakby nie było, nikt się o tym nie dowie. Żaden z nich nie jest na tyle głupi, żeby komukolwiek opowiadać o tym co się między nimi wydarzyło. W szkole będą zachowywać się normalnie, jak gdyby nigdy nic, to w końcu logiczne. Tyle tylko, że całkowicie nie miał pojęcia co dalej z tym wszystkim robić. Na czym tak właściwie stoją i w jaki sposób to zmieni ich dotychczasową relację.
-A ja jestem Twoim uczniem. Nie zapominaj, że oboje znaleźliśmy się w nienajlepszej sytuacji.  –rzucił w odpowiedzi. Był świadom tego, że nauczyciel też się tym wszystkim stresuje. Jakby nie było, znajdował się w o wiele gorszym położeniu niż blondyn. Gdyby jakimś cudem, ktokolwiek ze szkoły dowiedział się, że uprawiał seks ze swoim wychowankiem, Irlandczyk zostałby zwolniony w trybie natychmiastowym. Ariel natomiast zapewne nie zostałby nawet wyrzucony ze szkoły. Mimo, że był jaki był, gdyby Yvers stracił przez niego pracę, to sumienie męczyłoby go do usranej śmierci. Obwiniał by się za wszystko, a nie mając już kompletnie żadnego powodu, żeby do szkoły więcej przychodzić, całkowicie by ją olał. Zapewne wróciłby do Anglii. Wątpił, że w takim położeniu byłby w stanie widywać się z mężczyzną i spojrzeć mu kiedykolwiek w twarz. Najlepszym wyjściem była po prostu ucieczka, jak najdalej.
Słysząc o słodyczach, otworzył szerzej oczy i wlepił swoje spojrzenie w jego twarz. Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu i pokiwał energicznie głową. Wystarczyło wspomnieć o czekoladzie czy czymś słodkim, a zachowywał się jak dziecko. Zapewne za kostkę czekolady byłby w stanie pójść za kimś na koniec świata i jeszcze dalej. Poza ciągłym naburmuszaniem się i obrażaniem o byle pierdołę, to była kolejna z rzeczy, które świadczyły o tym jaki zdziecinniały potrafił bywać Ariel.
-Oczywiście, że chcę cukiereczka. Dziesięć. Całą torbę. A masz może czekoladę? –zapytał, rozentuzjazmowany, patrząc na niego z nadzieją. Posłusznie dał się zaciągnąć do salonu, bo przecież po co miałby się opierać. Poza tym nie miał ochoty stąd iść, miał zamiar pouprzykrzać Yversowi życie przez kilka najbliższych godzin. Najchętniej to w ogóle by nie opuszczał tego mieszkania, no ale to akurat było niemożliwe.
Znalazłszy się na jego kolanach, przyglądając się mężczyznie, uniósł pytająco brwi, zastanawiając się, co takiego Yvers kombinuje. Objął rękami jego szyję, wygodniej usadawiając się na jego kolanach. Odgarnął kilka ciemnych kosmyków z twarzy wychowawcy, po czym po prostu wplótł palce w jego włosy i zaczął je leniwie przeczesywać.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sob Wrz 26, 2015 2:20 pm

Czasami nie mógł nadziwić się temu, jak bardzo zmienny Ariel potrafił bywać. W jednej chwili przejmował się sytuacją która należała do naprawdę poważnych przypadków, a w drugiej już jego myśli zaprzątała kostka słodkiej czekolady. Nauczyciel uśmiechnął się kącikami ust na jego słowa. Udając zamyślonego, potarł się z wyrafinowaniem po brodzie, jak gdyby był jakimś greckim filozofem z naprawdę gęstym, pokaźnym zarostem. W rzeczywistości mógł się poszczycić jedynie niedogolonym, skromnym meszkiem, o który nie zadbał w przeciągu najbliższych dni. Ale w żaden sposób nie przeszkadzało mu to we wczuwaniu się, w swoją niesamowicie poważną, kilkusekundową rolę.
- Torbę? Nie za dobrze by Ci było? Czekolada by się jakaś na pewno znalazła. Zawsze kupuję. Ale musiałbym się zastanowić, czy rzeczywiście na nią zasłużyłeś? - Kiedy zadawał uczniowi to bardzo retoryczne pytanie, zamruczał nisko z powodu jego wplątujących się, pomiędzy pasma włosów palców. Ku którym odruchowo przychylił się, z zamiarem jak najstaranniejszego wykorzystania sytuacji, w której mógłby uzyskać minimum pieszczoty. Kiedy przytrzymywał go przy sobie, dłonie wspierał w okolicy jego lędźwi na które wkradł się, chłodnymi palcami unosząc mu w międzyczasie koszulkę do tego stopnia, aby dostać się pod wspomniany materiał. Teraz bezpośrednio dotykał całkiem ciepłej skóry. Przychylił się w kierunku jego twarzy. Paznokciami niespiesznie zadrapywał miejsca które jeszcze do niedawna drażnił. W końcu ucałował z kolei; wyraźnie odznaczającą się linię jego szczęki, rynienkę tuż nad samymi wargami, później upatrzone miejsce tuż pod przymrużonym, zielonym okiem w ostatniej chwili schodząc raz jeszcze w kierunku ust, które dla dopełnienia ogółu ostrożnie cmoknął, tuż przy samym pokaleczonym kąciku.
- Słodycze, słodyczami ale kiedy Ty ostatnio u dentysty na przeglądzie byłeś? - Wyszczerzył się głupio, nim nie zdecydował się trochę spoważnieć. Odchrząkując znacząco, postanowił pójść jego śladem i odgarniając mu kilka pojedynczych pasm za ucho, zmierzwił jego przydługą, ale zadbaną grzywę tworząc mu na głowie całkiem przyjemny dla oka nieład. Staranne układanie fryzury, w łazience na nic się Arielowi zdało.
Teraz znowu wyglądał jak typowy, zmięty wypłosz który dopiero co wywlekł się z mięciutkiej pościeli. Nie mógł prezentować się naturalniej.
- A właśnie. Pogrzebałem trochę w Twoich kieszeniach. Wytłumaczysz mi się z tego, co robiły w nich pomięte skręty? I nie wykręcaj się, że to tyko papierosy. Oboje dobrze wiemy, że nie. - Potarł palcami po jego karku, zadrapując go przy nim nim nie spojrzał na niego pytająco. Podejrzewał, że chłopak nie tylko alkoholem się na imprezach raczył. Zmartwił się o jego zdrowie, chociaż teoretycznie nie powinien interesować się tym, co uczniowie zażywali prywatnie. Ale Ariel był inny.
Jemu za przeproszeniem wchodził w dupę, a nie w życie butami interesując się, gdzie tak naprawdę bywał, co robił i dlaczego akurat tam, a nie gdzie indziej. Pytał o to jednak bardzo, bardzo dyskretnie. Nie miał na jego wybory dużego wpływu. Wątpił w to, że po tym jak wylądowali w łóżku, chłopak zacznie stosować się do nauczycielskich poleceń. Odchylił jego podbródek ku górze, nie pozwalając mu spuścić z siebie wzroku. Krzyczeć też nie zamierzał, w końcu nie był jego ojcem. Podejrzewał, że gdyby się rodzice Ariela dowiedzieli o jego nałogach, na pewno od razu zabraliby go z Japonii i przetransportowali z powrotem do Anglii. Owiał jego wargę ciepłym oddechem, nim nie zdecydował się wesprzeć czoła o to przeciwległe przyciągając go jeszcze troszkę, zaborczo trzymając go przy sobie, aby nagle nie wstał. Wiedział, że nie powinien przeprowadzać rewizji osobistej, ale nie mógł się powstrzymać kiedy przechodząc obok bluzy, wracał z łazienki. Wieczorem, kiedy zdejmował jego spodnie spostrzegł coś w jego kieszeniach, wtedy nie zwracał na to dużej uwagi, chociaż zaprzątało mu to myśli.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Wrz 28, 2015 1:14 pm

Na jego słowa, niezadowolony zmarszczył brwi i prychnął cicho. Niby co takiego zrobił, żeby sobie nie zasłużyć? Dał mu dupy, pozwala mu się przytulać, miziać i ukochiwać, a ten nawet nie uraczy go JEDNĄ kostką czekolady? Co za skąpiec. Naburmuszony, odwrócił głowę, chcąc mu pokazać jak bardzo urażony w tym momencie się poczuł. Dla podkreślenia dramatyzmu, skrzyżował jeszcze ręce na klatce piersiowej.
-Oczywiście, że sobie zasłużyłem i doskonale wiesz czym. Dawaj mi moją czekoladę. –rzucił, wydymając dolną wargę, starając się wyglądać uroczo i tym samym wywrzeć na Yversie presję. Dostanie tą czekoladę, już się o to postara. Westchnął cicho, z powrotem oplatając rękami jego szyję, palcami ponownie leniwie wędrując między kosmykami jego włosów. Od czasu do czasu tylko za któryś pociągnął mocniej, ot tak, w geście kary za brak słodkości. Czując zmarznięte dłonie wychowawcy na swojej skórze, wygiął lekko kręgosłup, dostając przy tym dreszczy.
Musiał przyznać, że nie spodziewałby się ze strony mężczyzny takich czułostek. Znaczy, biorąc pod uwagę to, z jakiej perspektywy go znał. Nie przypuszczałby, że pozwala sobie na takie pieszczoty względem swoich kochanków, bardziej postrzegał go jako kolesia typu „przeruchałem – wypierdalaj”. Możliwe, że taki naprawdę był, tylko względem Jelenia zachowywał się inaczej. W końcu był jego uczniem, a to znaczyło, że będą musieli mieć ze sobą codziennie do czynienia. Gdyby potraktował go w taki, a nie inny sposób i zdenerwował tym chłopaka, to zapewne niezbyt przyjemnie by się to dla wychowawcy skończyło. Los chciał, że z Ariela była naprawdę zawzięta i mściwa bestyjka, a kiedy tylko ktoś mu podpadł, to mógł być pewien, że Austen się na pewno w przyszłości za to odwdzięczy. Wolał jednak myśleć, że takie poczynania nauczyciela względem swojego ucznia płynęły tylko i wyłącznie z czystej sympatii wobec niego.
-Nie martw się, moje zęby są w naprawdę dobrym stanie. –stwierdził, wzruszając lekko ramionami. W jego przypadku, nieważne ile słodyczy jadł, to zęby naprawdę nieźle mu się trzymały. Nigdy nie narzekał, żeby go jakoś wyjątkowo bolały, rzadko kiedy był zmuszony w ogóle odwiedzać dentystę. A kiedy już coś się działo, to od razu do niego szedł. Nie był głupi, wiedział, że gdyby tak nie robił, to po kilku latach by tego żałował. Westchnął ciężko i dmuchnął sobie w grzywkę, która w wyniku działań mężczyzny przysłoniła mu oczy. Jak na razie nawet nie fatygował się z ponownym układaniem włosów, wiedział, że O’Reilly, na złość, z powrotem mu popsuje fryzurę.
Słysząc jego słowa, uniósł brwi, przyglądając mu się z niedowierzaniem. Od razu dało się stwierdzić, że się zdenerwował. Nie znosił, kiedy ktoś ingerował w jego życie prywatne, kwestionując jego wybory i styl życia, ale jeszcze bardziej nienawidził, kiedy ktoś grzebał w jego rzeczach. Prywatnych. Takie posunięcia naprawdę bardzo działały mu na nerwy. Zacisnął wargi w wąską linię, dając sobie chwilę, żeby nie wyskoczyć na bruneta z pyskiem i nie wszczynać awantury, jak to miał zwykle w zwyczaju w takich przypadkach.
-Nie mam obowiązku z czegokolwiek Ci się tłumaczyć. I kto, kurwa, pozwolił Ci grzebać w moich rzeczach? –wycedził. Odruchowo cofnął głowę, jakby nagle tracąc całkowicie ochotę na to, by mężczyzna go dotykał. Naprawdę nie spodobało mu się to, co zrobił. Może i go lubił, bardziej niż powinien i znacznie bardziej niż innych, ale nawet on nie miał prawa urządzać mu rewizji i z czegokolwiek go rozliczać. Jego sprawa, co i w jakich ilościach pije, jara czy może nawet ćpa. Zacisnął palce na jego nadgarstku, odciągając jego rękę od swojej twarzy. Nie miał ochoty teraz na niego patrzeć. Gdyby nie to, że mężczyzna go tak mocno trzymał i wręcz zmuszał do pozostania na jego kolanach, Ariel zapewne byłby już za drzwiami mieszkania, wracając do akademika. Bądź udając się gdzieś indziej, gdzie mógłby opanować nerwy.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 29, 2015 1:33 pm

Kiedy nieprzyjemny ton wypowiedzi blondyna zadźwięczał mu w uszach, a przez kręgosłup przeszedł wzdrygający ciało, niechciany dreszcz nauczyciel czym prędzej, zaprzestając niewinnego droczenia się, odsunął twarz od przeciwległej. Zmrużył w podenerwowaniu oczy,  kiedy czekał, aż chłopak zakończy swój wywód o prywatności w którą nie mógł wchodzić butami, kiedy tylko nabrała go na to ochota. Kiedy Ariel złapał go za nadgarstek, wyraźnie obruszył się na jego poczynania. Uwolnił własną dłoń szybkim ruchem z objęć zaciskających się coraz mocniej palców. Chwycił rozmówcę w pasie, a wtedy nie zastanawiając się ani przez chwilę, przewrócił go stanowczo na wcale nie taką twardą kanapę, zaś na niej przycisnął blondyna do materaca zawieszając się nad nim, z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy.
- Gdybym przyłapał Cię w szkole, tłumaczyłbyś się nie mi, a dyrektorowi. Mógłbyś wylecieć za to w podskokach. A co by powiedzieli Twoi rodzice? Zabraliby Cię z powrotem do domu. Mógłbyś zapomnieć o życiu prywatnym.- Zawarkotał nań ostrzegawczo, najwyraźniej nie zbyt dobrze znosząc odnoszenie się w ten mało wyrafinowany sposób. Teraz w końcu mógł bez wyrzutów sumienia pokazywać chłopakowi, jak bardzo pyskówki  działały mu na nerwy.
Chociaż nie cechował się brutalnością, bo był człowiekiem stosunkowo spokojnym, w jego ruchach niejednokrotnie dawało się wyczuwać chęci zdominowania drugiej osoby. Wwielbiał wręcz napawać się podenerwowanym spojrzeniem delikwenta, w tym przypadku nieroztropnego pana Austena który nie mógł się spod niego wyswobodzić.
- Nie potrzebuję Twojego pozwolenia. Szczeniak z Ciebie. To ja się Tobą opiekuję. Kto Cię w to wciągnął? Ten Twój przyjaciel, z którym regularnie na wagary chodzisz? Jak mu tam było... Oshin?  
Co Ci strzeliło do głowy?
 - W pewnym momencie, chwycił go za nadgarstki przyciskając je podobnie, zapobiegawczo aby rozjuszony młodzieniaszek nie mógł w przypływie silnych emocji uderzyć go, lub ze zdecydowaniem odepchnąć. Teraz, kiedy już całkiem wsiąknął w temat nie mógł powstrzymać się, od rzucania oskarżycielskich pytań w kierunku wychowanka. Zaczynał podejrzewać, że musiał mieć jakieś poważne problemy z samym sobą. Na pewno nie brał tego tylko dlatego, że lubił dobrą zabawę. Wszyscy dobrze wiedzieli, jak bardzo szkodliwe bywało wieloletnie ćpanie.
Chociaż palenie na pewno było mniej niebezpieczne od bezpośredniego dawania sobie w żyłę, czy wciągania kokainy nosem. Wszystko miało swoje konsekwencje, nawet zwyczajne popalanie fajek z którym Yvers latami użerał się ze stresu. To skutkowało pobolewaniem płuc, częściej chorującym gardłem oraz nieprzyjemnym zapachem, którym doszczętnie przesiąkały ubrania czy nawet włosy, wokół których kłębił się gryzący szary dym. Wpatrywał się w niego uparcie. Żałował, że nie miał teraz jeszcze jednej dłoni którą ścisnąłby nadymające się policzki uczniaka. Złościł się na niego nie tyle o to, że rzeczywiście miał jakieś nałogi, nie był takim aniołkiem na jakiego wyglądał a o to, że nie powiedział mu o tym. Dobrze się ukrywał. Znajdywał sobie miejsca na terenie szkoły, w których Yvers zwykle nie bywał kontrolując na dyżurach jedynie obszerne korytarze, toalety, rzadziej pomniejsze klasy.
Wtem mimochodem, kiedy przyciskał mu mocniej jeden z nadgarstków spostrzegł, że na palcu chłopaka znajdywało się coś ciemnego. A kiedy przyglądał się temu dłużej, zorientował się, że było to najprawdopodobniej wytatuowane, skromne serduszko. Parsknął. Spodobało mu się. Chociaż nie miał zamiaru mu o tym mówić teraz. Wiedział, że było to coś stosunkowo nowego, może robionego w wakacje ponieważ nie przypominał sobie, aby niecodzienna ozdóbka znajdywała się w tym miejscu od zawsze. Wstyd się do tego było przyznawać, ale nauczyciel bardzo interesował się wyglądem dłoni swoich rozmówców. Niejednokrotnie zwracając uwagę na to, czy te były wystarczająco zgrabne, długopalczaste. Pozbawione żyłek czy może wręcz nimi przepełnione.
- A to? Zakochałeś się w kimś? Naprawdę, nie wyglądasz mi na kogoś, kto tatuowałby sobie takie rzeczy, z myślą o wybrankach serca. Masz ich więcej? A może... Nie. Czyżbym się wieczorem zbyt dokładnie nie przyglądał? - Uśmiechnął się wrednie, nim nie dmuchnął mu w rozmierzwioną grzywę, w międzyczasie wsuwając kolano pomiędzy jego nogi tak, aby go jeszcze zapobiegawczo przytrzymywać przy sobie. Rozmawianie w tej pozycji, nie ukrywając sprawiało mu bardzo dużo przyjemności.
Zamruczał na niego nisko, tryumfalnie górując nad tym chłopaczkiem o niewyparzonym języku, który kiedy tak go obrażał, najchętniej ugryzłby. Dyskretnie zsunął nogę bliżej jego krocza, z ciekawości sprawdzając, czy straciłby na pewności siebie, gdyby tym razem pozwolił sobie na jeszcze większe naruszanie jego przestrzeni osobistej.
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 29, 2015 3:04 pm

Znalazłszy się w niekoniecznie korzystnym dla siebie położeniu, prychnął i pokręcił głową. Yvers naprawdę myślał, że takimi zagraniami zmusi blondyna do mówienia albo, co wydawało się jeszcze zabawniejsze, go przestraszy? Jedyny powód, dla którego takie posunięcie ze strony nauczyciela mogłoby go zdenerwować, to taki, że miałby ograniczoną swobodę ruchów. I szczerze powiedziawszy, to też działało mu nieźle na nerwy. Pan O’Reilly coraz bardziej sobie grabił.
-Ale nie przyłapałeś i nie przyłapałbyś, więc się odpierdo… -przerwał w pewnym momencie, zaciskając wargi w wąską linię. –Zresztą, to nie Twoja sprawa, co Cię to obchodzi. Niech się dowiadują i mnie zabierają, mam to gdzieś. –warknął. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej, starając się go od siebie odepchnąć. Naprawdę nie miał ochoty na jego zabawy i popisywanie się, jak to potrafi nad nim dominować. Ariel był coraz bardziej poirytowany tym, że Irlandczyk wykręcił mu taki numer. Nie miał żadnego prawa, żeby coś takiego robić. Nie był ani jego rodzicem, ani chłopakiem, żeby go sprawdzać i jeszcze bezczelnie mówić, co Austen może a co nie.
Słysząc jego kolejne słowa, zamarł w bezruchu, wpatrując się w jego twarz, gapił się na niego jak na kompletnego idiotę. W pewnym momencie parsknął. Na początku nie był pewien, czy dobrze usłyszał. Nie pytać o pozwolenie? Opiekować? Naprawdę?
-Nie za dużo sobie wyobrażasz? Jesteś tylko moim wychowawcą, nie zapominaj się. Nie masz obowiązku się mną opiekować i nie masz prawa ingerować w moje życie prywatne. I odwal się od Edgara, to co robię to tylko i wyłącznie moja decyzja. –wycedził przez zaciśnięte zęby. Szarpnął rękami, chcąc wyswobodzić nadgarstki z uścisku mężczyzny, na próżno. Coraz mniej mu się podobało to wszystko, przez moment przez myśl mu przeszło, że chciałby stąd jak najszybciej uciec i uniknąć tych wszystkich pytań ze strony starszego. Nie denerwować się i nie wywoływać kłótni, bo w końcu naprawdę nie będzie w stanie się powstrzymać i wiedział, że źle się to skończy. W pewnym momencie uniósł kąciki ust w złośliwym uśmiechu, a zaraz potem dmuchnął sobie w grzywkę.
Poza tym i tak będę robił co chcę. Będę pił, jeżeli mam ochotę, będę palił, jarał czy ćpał kiedy tylko zechcę… -przerwał na krótką chwilę, by spojrzeć mu w oczy, chyba pierwszy raz na dłużej, niż kilka sekund. –I będę dawał dupy kiedy i komu mi się podoba. A Pan, Panie O’Reilly, nie ma na to żadnego wpływu. –uniósł lekko brwi, dalej się w niego wpatrując, ciekaw jego reakcji. W sumie to sam zaczął się obawiać, że dostanie w końcu po ryju za takie chamskie odzywki. Ale nie potrafił inaczej, zwłaszcza, kiedy był zdenerwowany. Załatwianie z nim spraw w pokojowy sposób było niemożliwe, bo blondyn wiecznie musiał podnosić głos, pyskować, przeklinać i wyzywać. Zresztą Yvers powinien już się nauczyć, że kiedy Austen jest wnerwiony to trzeba go po prostu zostawić w spokoju, a nie jeszcze bardziej go prowokować i podjudzać.
Ponownie szarpnął rękami chcąc się uwolnić. Nie dość, że był zdenerwowany tym, że brunet przeprowadził rewizję jego ubrań, to jeszcze bardziej go irytowało to, że jest całkowicie pozbawiony swobody ruchów. I to, że mężczyzna co chwilę jakimś sposobem znajdował się coraz bliżej niego. Teraz ta bliska odległość sprawiała, że czuł się niekomfortowo. Przestał się wiercić, kiedy zorientował się, że uwaga wychowawcy skupiła się teraz na jego dłoni. Przez dłuższą chwilę nie był w stanie skojarzyć dlaczego, dopiero po chwili przypomniał sobie o tatuażu. Od razu zacisnął dłoń w pięść, zasłaniając go. Słysząc nauczyciela, odwrócił głowę na bok i westchnął cicho, wyraźnie zawstydzony. Może nawet zrobiło mu się przykro, że Yvers się z niego nabija i tak się go czepia. Nawet jeżeli byłby w kimś zakochany, to co w związku z tym? To jakaś zbrodnia, nie może? Wytatuował sobie serduszko, bo miał taką ochotę. Bo miał wrażenie, że w tym miejscu będzie ładnie wyglądać i nie będzie się rzucać w oczy. Westchnął ciężko i przełknął nerwowo ślinę.
-Nie, nie mam więcej. –burknął. Kiedy tylko kolano mężczyzny zawędrowało między nogi młodszego, ten odruchowo podsunął się nieco w górę, jakby uciekając, co jednak i tak na nic się zdało. Utkwił swoje spojrzenie w jego twarzy i poruszył nadgarstkami, tym razem delikatnie, nie mając już zamiaru się z nim więcej siłować. Wiedział, ze nieważne jakby się teraz miotał i szarpał, to ten tym bardziej nie będzie chciał go puścić.
-Yvers, to boli, puść. –wymamrotał, wciąż nie odrywając swojego wzroku od jego twarzy. Jeżeli nie mógł uwolnić się siłą, to spróbuje go wziąć na litość.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Wrz 29, 2015 6:42 pm

Chociaż nie wyobrażał sobie życia z rozwrzeszczanymi, czarnowłosymi dzieciątkami u boku to posadę wychowawcy traktował niesamowicie poważnie, przywłaszczając sobie prawie,  że rodzicielskie obowiązki w stosunku do niewychowanych uczniów pokroju Ariela. Wiedział dobrze, że nie urodził się w Japonii a przybył w to niecodzienne, kolorowe przepełnione najrozmaitszymi osobistościami miejsce jedynie w poszukiwaniu prawdziwej wolności.
Rodzice w żaden sposób nie mogli ingerować w to, co Ariel opowiadający im przez telefon robił w rzeczywistości. Nauczyciel skupiał się na nim nie tylko w szkole. Prywatnie także interesował się tym, co robili poszczególni uczniowie. Co prawda nie oferował nikomu, poza wspomnianym noclegu w swoim mieszkaniu, a już tym bardziej w łóżku to zawsze wyciągał w kierunku do wychowanków pomocną dłoń. Można było się zorientować po tym, że regularnie wysyłał wszystkim materiały, potrzebne do sprawdzianów, a kiedy komuś szło naprawdę źle, organizował korepetycje. Dyrektor nie zawsze mu za nie płacił, a kiedy nie mógł robić ich w szkole umawiał się z poszczególnymi delikwentami do zacisznych kawiarni, w których można było w spokoju nie martwiąc się niczym po prostu posiedzieć. Wykorzystywał takie sytuacje do nacieszenia się nie tylko przerabianiem po raz setny tego samego tematu, a możliwością skosztowania naprawdę dobrych kaw, które czasem ceny miewały naprawdę burżujskie.
- Jeśli zamierzasz spełnić swoje groźby, to następnym razem ani się waż ze mną droczyć. Myślisz, że z uśmiechem na ustach przyjąłbym w ramiona wydymanego przez całą szkołę, albo nawet miasto Szczeniaka? - Myśl o tym, że Ariel mógłby sypiać z kim popadnie sprawiła, że wzdrygnął się w nieprzyjemności starając się nie wyobrażać sobie, że miało to pokrycie w rzeczywistości. Uczeń skutecznie trafił w dumę, ale także i serce mężczyzny, zarzucając mu to, że przestanie się szanować wręcz nadstawiając na każdej imprezie przypadkowym uczestnikom. Prychnął. Starał się nie wyglądać na co najmniej oburzonego odpowiedzią Ariela. Kiepsko mu to szło. Dlatego w pewnej chwili siarczyście na niego przeklął. Kiedy kończył wypowiadać swoje zdanie, mierzył go naprawdę zirytowanym, dezaprobującym wszystko co w tym momencie robił - nawet to, że tak spokojnie oddychał – spojrzeniem.
- Szkoda by Cię było. A właśnie... Tylko nadstawiać się potrafisz? Ani razu nie myślałeś o tym, żeby się znaleźć na górze? Tu mi tak pyskujesz, tak się obruszasz a kiedy przychodzi co do czego, wolisz leżeć pod kimś? Nie będziesz miał się czym mi chwalić, skoro to Ciebie będą ruchać, a nie Ty ich.- Wypowiedział wszystko z niejakim wyrzutem. Chociaż zakpił sobie z męskości Ariela do tego stopnia, że poczuł się przez chwilę lepiej, nie satysfakcjonowało go takie puste gadanie do końca. Znęcał się nad nim jeszcze trochę. Nie miał zamiaru prędko wypuszczać go ze swojej pułapki, ale kiedy usłyszał ten błagalny ton, aż mu się krajało wrażliwe serduszko. Syknął. Zrobił to naprawdę głośno, nim nie puścił nadgarstków wychowanka posłusznie z niego schodząc. Trochę się ociągał, przedłużał co nieco nim nie usiadł z powrotem na swoim miejscu. Przetarł dłonią kark. Wyminął Ariela wzrokiem, prawie całkowicie się od niego odwracając.
Łaskawie spojrzał na niego dopiero po chwili, jakby upewniając się, że wciąż po ostrej wymianie zdań znajdował się przy nim. Zawsze tak ze sobą rozmawiali. Czasem nawet nazywali się gorzej, nie powstrzymywali przed przekleństwami chociaż przy Arielu Yvers nie klął dużo, chcąc sprawiać wrażenie wykształconego i kulturalnego. Wstał. Wtedy też szybkim ruchem skierował się tam, gdzie znajdywały się wysoko zawieszone kuchenne szafki, skrywające w swoich wnętrzach wiele smakowitości w postaci herbat, ciasteczek oraz dodatków do słodkich potraw, których zwykle z braku czasu nie miał okazji zrobić.
- Kiedyś Ci te sarnie oczy wydłubię. Pffft... Na litość mnie nimi bierzesz. Ty... Jeleniu. - Marudził. Stosunkowo cicho. Dopiero ostatnie słowa, a właściwie niecodzienne określenie wypowiedział głośniej, dosłownie w kierunku Austena. W połowie na ślepo, w drugiej na wyczucie odszukał dłonią niedawno zakupioną mleczną czekoladę. Na słodycze nie szczędził pieniędzy, zawsze kupował coś lepszego nie mogąc znieść gorzkich, nie rozpływających się w ustach.
Wrócił ze zdobyczą z powrotem w kierunku kanapy, na której przesiadywał wspomniany Jeleń i wcisnął mu całą tabliczkę, ani razu nie otwieraną w dłonie nieprzyjemnie go przy tym ofukując i wyklinając, jaki był z niego podstępny, nieusłuchany wąż-zdradziciel-kombinator.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Yversa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Kinzoku :: Mieszkania-