IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Yversa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Sro Wrz 30, 2015 9:47 pm

Oczywiście, że nie miał zamiaru nigdzie iść i dawać komukolwiek dupy. Nikomu poza Yversem. Nawet chcąc zrobić mężczyźnie na złość, nie posunąłby się do czegoś takiego. Może i lubił imprezować i zbyt często pozwalał sobie na różnego rodzaju używki, ale się szanował i akurat tego nie miał zamiaru zmieniać. Powiedział tak, bo chciał uderzyć w czuły punkt bruneta, jakoś go obruszyć. Pokazać i udowodnić mu, że nie ma nad nim żadnej władzy, że gdyby tylko chciał to przecież mógłby to zrobić. A Irlandczyk nawet nie miałby pojęcia gdzie, z kim i kiedy.
-A co, zazdrosny? –posłał mu pytające spojrzenie, ponownie lekko się uśmiechając, będąc dumnym z siebie, że udało mu się ruszyć mężczyznę. –Ach, no i jeżeli będę miał ochotę to będę się z Tobą droczyć. A Ty znowu nie będziesz w stanie utrzymać łap przy sobie. Dobrze o tym wiesz. –stwierdził, całkowicie pewien swoich słów. Miał już w głowie kilka kolejnych sposobów, jakby tu w razie czego podejść mężczyznę i był przekonany, że nie zawiodą. Zresztą, skoro tym razem nie mógł się pohamować, to dlaczego miałby to zrobić za kolejnym? Wystarczyło zagranie podobne do tego, które blondyn wykorzystał w nocy, a O’Reilly zapewne znowu pchałby łapska – i zresztą nie tylko je – tam gdzie nie trzeba. Zacisnął wargi w wąską linię, przyjmując  całkowicie niewinny wyraz twarzy, chcąc pokazać, że nie ma pojęcia o co mu chodzi. Czasami lubił te ich sprzeczki, zawsze był ciekaw, kto wygra. W większości przypadków był to akurat Austen, ale czego można spodziewać się po kimś, kto ucieka się do nieczystych posunięć, byleby tylko wyszło na jego. Zawsze plótł rzeczy które były nie na miejscu i których definitywnie nie powinno się mówić do własnego nauczyciela, z czystej ciekawości chcąc sprawdzić jak się zachowa, zareaguje. Jaki tak naprawdę ma do niego stosunek.
Nawet jeżeli Yvers starał się mu ponownie dokuczyć, to tym razem blondyn już się nie dał. Oczywiście, że nie zawsze bywał na dole, ale nie miał najmniejszego zamiaru spowiadać się ze swojego życia seksualnego przed wychowawcą. Poza tym wiedział, że bardziej w Irlandczyka uderzy to, że sam się komuś podkłada i daje dupy, niż jakby miał pełnić rolę aktywa. A przynajmniej takie miał wrażenie. Prychnął i przewrócił oczami, nie wiedząc nawet do końca jak skomentować jego słowa.
-A może lubię się podkładać i kiedy ktoś mnie posuwa? I co? –zapytał, przygryzając lekko zębami swoją dolną wargę. Zdawał sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć, mógł się również tym  nieco upokorzyć, ale nie przejmował się tym zbytnio. Odchrząknął cicho, widząc, że jego słowa i zachowanie najwyraźniej zadziałały. Znał mężczyznę na tyle długo, że nie miał problemów by odgadnąć, co powinien zrobić i powiedzieć, by wyszło na jego. Zawsze kiedy znajdował się w niekorzystnej sytuacji pozwalał sobie na posyłanie mu szczenięcych spojrzeń i robienie z siebie ofiary, byleby zyskać akurat to, co właśnie chciał. Tym razem również wyszło na jego. Obserwował go uważnie kiedy się podnosił, samemu jeszcze przez krótką chwilę leżąc na kanapie. Uśmiechnął się nikle, widząc, jaki ten jest teraz naburmuszony, w końcu samemu wracając do pozycji siedzącej. Zerkał na niego co chwilę kątem oka dopóki ten nie wstał i nie skierował się do kuchni. Mimo, że nie słyszał dokładnie co tamten sobie mamrocze pod nosem, był pewien, że dotyczyło to właśnie jego. Uniósł nieco brwi, zdziwiony tym niecodziennym przezwiskiem, jakim zwrócił się do niego starszy. Tego to jeszcze nigdy od niego nie słyszał, Irlandczyk był dość monotematyczny, wtrącając to swoje „szczeniaku” praktycznie za każdym razem, kiedy zwracał się bezpośrednio do blondyna. Wydął dolną wargę i podciągnął kolana pod brodę, opierając na nich głowę i czekając, aż nauczyciel wróci.
Zdziwiony, wziął od niego tabliczkę czekolady i kiwnął lekko głową w geście podziękowania. Zaśmiał się cicho pod nosem, widząc, że mimo wszystko starszy najwyraźniej wciąż jest na niego zły. Otworzył czekoladę i ułamał dwie kostki, zaraz wsuwając je sobie do ust. Resztę odłożył na stolik przed nimi i westchnął ciężko. Spojrzał na niego i zagryzł wnętrze swoich policzków. Przewrócił oczami, po czym wpakował mu się okrakiem na kolana, szybkim gestem zgarniając mu z twarzy kilka kosmyków włosów do tyłu.
-No nie gniewaj się już... –mruknął i potarł pieszczotliwie kciukiem o jego policzek, zaraz obejmując rękami jego szyję. Uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu, wciąż rozbawiony jego zachowaniem. Mimo, że był starszy od Austena o prawie dziesięć lat, to czasami zdarzało mu się zachowywać zupełnie jak dziecko, które akurat nie dostało tego, co chce.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Czw Paź 01, 2015 12:38 pm

Mężczyzna nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby być o Austena zazdrosny, dlatego tylko na zadane pytanie naburmuszył się, jeszcze raz. Nim nie pokręcił przecząco głową w ten mało wymyślny sposób pokazując, że sam do końca nie był pewien tego, co względem wychowanka mógł kiedykolwiek czuć. Powtarzał sobie, że to jedynie nieuzasadniona, bezinteresowna sympatia którą mimochodem obdarzało się tych, którzy zapełniali w jego życiu pustki. Wszyscy wokół doskonale wiedzieli o tym, że stosunkowo młody, w porównaniu do całej podstarzałej kadry, nauczyciel był naprawdę bardzo osamotniony. Wyraźnie nie interesował się związkami długoterminowymi, nieprzychylnie wypowiadał się o przytulających w miejscach publicznych parach, a kiedy mowa była o walentynkach, powtarzał uparcie, że nie przepada za czekoladkami, na kwiaty ma uczulenie, a na brak seksu nie narzeka – było to wierutnym kłamstwem. Chociaż zgadzało się po części, że dłoń nigdy nie odmawiała mu współpracy.
- W takim razie, nie będę reagować na Twoje zaczepki, a kanapa nadal będzie Twoim ulubionym miejscem do spania. Zdążyliście się zżyć. Nie miałbym serca, żeby was teraz po tych latach rozdzielać, na rzecz miękkiego łóżka. - Parsknął. Pewny swoich słów Ariel wydawał się, ani przez chwilę nie zastanawiać nad tym, że przecież posępny nauczyciel w rzeczywistości potrafił być bardzo uparty. Nawet jeśli chodziłoby o sprawy związane z seksualnością. Przez dwa lata dzielnie powstrzymywał się przed tym, aby dobrać się do nieprzytomnego, spitego na umór blondyna któremu równie dobrze mógłby po wszystkim wmówić, że wszystko tylko mu się śniło. Całkowicie wypierając się tego, że rzeczywiście byłby wtedy, niejednokrotnie, bo zawsze znajdywała się jakaś przyzwoita okazja, we wnętrzu zaledwie osiemnastoletniego dzieciaka który z ledwością dowiadywał się, na czym stosunek między mężczyznami polegał.
- Pstro. Widać po Tobie. Szczególnie wtedy, kiedy się tak w tych ciemnościach rumienisz. Czasami mi się wydawało, że to Twój pierwszy raz. Zdarza Ci się jęczeć naprawdę głośno. Koncerty, jakie sprezentowałeś na pewno się sąsiadom spodobały. - Przewrócił oczyma. Tym razem nie miał zamiaru go tym zdenerwować. Zwyczajnie odpowiedział na jego zaczepkę, czymś równie szybkim. Od razu przywiódł sobie na myśl sytuacje, jakie miały ich jeszcze czekać w bloku, w którym pewnie roiło się od homofobów oraz babć, które nie miały ochoty mieszkać drzwi w drzwi z pederastami sprzeciwiającymi się temu, co Bozia powiedziała o wkładaniu penisa w niewłaściwe dziurki.
Mężczyzna na pewno zdenerwowałby się równie mocno w obu przypadkach. Nie ważne, czy Anglik by się sam komuś podkładał, czy rzeczywiście dominowałby, w jakimkolwiek związku sama myśl o tym, że mógłby robić to z kimś innym, nie odczuwając żadnych wyrzutów - drażniła go. Chociaż nie powinna, skoro sam kierował się podobnymi zaleceniami, zazwyczaj patrząc tylko na to, żeby zaspokoić własne potrzeby, czasem czyjeś a po wszystkim po prostu pójść w swoją stronę. Nie wykazując się w stosunku do osoby, z którą do zbliżenia dochodziło głębszymi emocjami. O niezapomnianych, filmowych miłostkach z nieprzyjemnym w obyciu nauczycielem, można było od razu zapomnieć. Najprawdopodobniej tylko kuło to jego męskie ego, ponieważ jedynie Ariel wykazywał się takim tupetem, żeby mówić mu wprost, że wciąż ma zamiar robić wszystko tak jak do tej pory. Powinien to przemilczeć.
- Ić stont. Będę się na Ciebie gniewać, ile będzie trzeba... - Kiedy brunet znów się przy nim znalazł, to znaczy siedział taki obrażony na wszystko i wszystkich - co było w jego przypadku naprawdę częstym zachowaniem - nie spodziewał się tego, że nierozważny chłopak w tak śmiały, jak na niego sposób wdrapie mu się na kolana. Objął go rękami, ale nadal wyglądał na zezłoszczonego, przybierając typowy dla siebie, oskarżycielski wyraz twarzy. Czasami spomiędzy warstwy opanowania, wciąż przebijały się jego młodzieńcze humorki. Niegdyś był naprawdę nie do zniesienia.
Dopiero teraz, gdy powtarzał sobie, że jest już dorosłym, opanowanym mężczyzną jakiego chciał widzieć go świat, nauczył się powstrzymywać przed większością rzeczy, na które miał ochotę. Dmuchnął mu w grzywę. A kiedy spostrzegł delikatnie wybrudzony kącik ust blondyna, przetarł po nim kciukiem. Później musnął dolną wargę, niby to pod pretekstem zabiegów higienicznych rozchylając ją nieco.
- Przeproś. Ładnie. - Zażądał. Wydawał się być przy tym całkowicie poważny. Przychylił się nad nim, dmuchnął mu w ucho ciepłym powietrzem. Miał w zamyśle jakiś drobny pocałunek, za wszystkie wyrządzone szkody, ale nie powiedział mu o tym wprost dając mu wolną rękę w wymyśleniu tego, w jaki sposób chciał go udobruchać. A należało mu się, za słuchanie o tym dawaniu dupy, w szczególności.


Ostatnio zmieniony przez Yvers S. O'Reilly dnia Pią Paź 30, 2015 3:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Czw Paź 01, 2015 9:23 pm

Co prawda nie oczekiwał ze strony mężczyzny odpowiedzi prosto z mostu, potwierdzającą fakt, że owszem, jest zazdrosny i to bardzo. Poczuł się jednak nieco urażony, kiedy tamten pokręcił głową, nawet jeżeli nie było to do końca przekonywujące. Właściwie to Yvers przeczył sam sobie, bo gdyby rzeczywiście nie był zazdrosny, to nie zdenerwowałby się tak na słowa blondyna odnośnie świecenia dupskiem przed innymi facetami, przecież niby dlaczego miałoby go to obchodzić.
-Jasne, nie będziesz reagował. Jeszcze się przekonamy. Mhm, w takim razie zacznę wracać do akademika albo nocować u kogoś, kto będzie dla mnie milszy niż Ty i podzieli się ze mną łóżkiem. -swoją wypowiedź zakończył cichym prychnięciem. Skrzywił się lekko, niezadowolony na samą myśl, że musiałby z powrotem gnić na tej ciasnej kanapie, pod kocem, kiedy Yvers w najlepsze grzałby tyłek pod kołdrą na miękkim materacu dużego łóżka. Poza tym nie po to tyle się starał, żeby Irlandczyk go wpuścił do swojej sypialni, żeby teraz z powrotem wylecieć do salonu. To nie tak miało działać, miał nadzieję, że jak już udało mu się spędzić noc w łóżku starszego, to teraz za każdym razem kiedy będzie wpadał do niego z późnymi wizytami, to właśnie sypialnia będzie pomieszczeniem, gdzie od razu skieruje swoje kroki po zdjęciu butów. Nie wiedział w sumie, czy mężczyzna tak na poważnie z tą kanapą mówił czy nie, ale nie miał ochoty się o tym przekonywać. Uznał, że już więcej nie poruszy tematu podkładania się byle komu, zwłaszcza, że udało mu się poprzedniej nocy zapunktować na wyższy poziom.
-A co, szkoda Ci, że to nie Tobie przypadła rola rozdziewiczenia swojego ulubionego ucznia? Wiem, że byś chciał. Musi Cię smucić fakt, że przypadło to komuś przed Tobą. –westchnął teatralnie i zacmokał cicho, kręcąc jeszcze głową. Dobrze, że nie rozpętała się między nimi większa kłótnia i ograniczyli się, zwłaszcza teraz, do niegroźnej sprzeczki polegającej na ciągłym dogryzaniu sobie nawzajem i wymyślaniu rozmaitych ripost, bo w końcu żaden nie chciał dać za wygraną.  –A sąsiadami się nie przejmuj, powinni zazdrościć. –dodał nieco ciszej, unosząc kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Mimo wszystko, liczył na to, że nie będą się oni za bardzo gniewać przez tą arię, na którą sobie nocą pozwolił. Nie chciał, żeby Yvers miał przez niego problemy wśród mieszkańców, nawet jeżeli sam częściowo by się do nich przyczynił.
Przewrócił oczami i westchnął ze zrezygnowaniem, widząc, że brunet najwyraźniej dalej ma zamiar się na niego foszyć i ani myśli, żeby dać się udobruchać. A blondyn przecież tak stara się być kochany, przymila się, głaszcze, przytula, prosi o pieszczoty… To nie pierwszy raz, kiedy widzi tą obrażalską stronę wychowawcy. Czasami, kiedy ten bywał taki naburmuszony i rozgniewany na Ariela, bo ten akurat powiedział bądź zrobił coś nie tak, zastanawiał się, czy przy innych osobach też mu się to zdarza, czy tylko przy Austenie pozwalał sobie na takie krótkie chwilę słabości. Od czasu do czasu się obnażając, czując się w jego towarzystwie komfortowo.
Poprawił palcami swoją rozmierzwioną grzywę, przywracając ją do względnego ładu i acisnął wargi w wąską linię, przez moment zastanawiając się, co mężczyzna miał na myśli przez „ładnie”.
-Ładnie przepraszam…? -mruknął niepewnie, dopiero po chwili przysuwając się znacznie bliżej niego, prawie że opierając swoją klatkę piersiową o tę jego. Chwycił palcami jego brodę i odchylił nieco jego głowę, nachylając się i muskając wargami linię jego szczęki. Następnie powiódł ustami wzdłuż jego szyi, po czym wyprostował się i złożył krótki, ale czuły pocałunek na jego wargach. Miał nadzieję, że takie przeprosiny usatysfakcjonują mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pią Paź 02, 2015 7:02 pm

Wiedział, że uczeń na pewno nie zrezygnował z okazji stracenia pierwszego razu z przypadkowym rozrabiaką. Widziałby po jego zachowaniu, że nie pogodził się z myślą, że mógłby dotykać go starszy mężczyzna, bezceremonialnie pozwalający sobie na robienie rzeczy, o których na pewno się rodzicom, dobrze wychowującym syneczka nawet nie śniło. W końcu byli bardzo przykładną, heteroseksualną parą, która na pewno czekała dnia, w którym Ariel przyprowadzi do domostwa jakąś brzuchatą nastolatkę. Z którą musiałby się, w towarzystwie rozwrzeszczanego potomka zmagać przez resztę swojego wtedy niesamowicie nieszczęśliwego życia.
- Chyba nie miałbym cierpliwości, żeby Cię porządnie rozdziewiczyć. Marudziłbyś. Nerwowo bym nie wytrzymał z taką pierdołą, jak Ty. A na domiar wszystkiego, na pewno zeżarłby Cię wstyd. Zresztą, kto Ci powiedział, że jesteś ulubieńcem? Na moich zajęciach tylko telefonem się bawisz. Przeszkadzasz. Śmieszkujesz. - Nie mając zamiaru przeoczyć interesującego fragmentu opowieści, wyliczał mu na palcach bardzo dokładnie, co takiego wyrabiał ani przez moment nie interesując się tematem lekcji. Nie był do końca poważny w momentach, w których rozmawiało się o tematach raczej cięższych. Wypierał się naprawdę bardzo dzielnie, ale mimo wszystko widać było, że to właśnie niesprawiedliwie faworyzowanemu Arielowi pozwalał na panoszenie się po klasie, szczególnie po zajęciach.
Przetarł dłonią swoją twarz, wzdychając głęboko, niespiesznie wypuszczając spomiędzy uchylonych ust nagrzane powietrze. Pozwolił sobie na chwilę zapomnienia w towarzystwie blondyna, starając się nie przejmować tym, co miało stopniowo zagnieżdżać się w nauczycielskim mieszkanku, a także w serduszku które kiedyś niewzruszone teraz zaczynało uciążliwie bić mocniej. Doprowadzając nieświadomego mężczyznę, do stanu prawdziwego podirytowania niewytłumaczalną reakcją. Naciskał palcami na skórę, którą obleczone były plecy niecodziennego kochanka. A kiedy zatracał się w tym, że ten był w gruncie rzeczy całkiem ciepły, nawet dobrze pachnący a na domiar wszystkiego miękki, przyjemny w dotyku - pozwalał sobie mrużyć oczy, trwając w ten sposób przy nim naprawdę długo.
Jakby wcale nie spieszył się do ważnych urzędów, jakby nie myślał nawet o tym z czego wieczorem zrobi kolacje i dlaczego będzie ona tylko dla jednej osoby, a nie dla dwojga. Obecność chłopaka na moment pozwalała zapominać mu tym, jak cholernie samotny w tym wielkim świecie bywał. Lżej się robiło na duszy, kiedy ten Jeleń którego nie powinno tu być, którego nie powinien obejmować był tutaj, bliziutko niezmartwiony tak strasznie tym, że doszło do czego doszło.
- Ładnie... Ale następnym razem będziesz się musiał bardziej postarać. - Zastrzegł. Miał zamiar z biegiem kłótni podnosić poprzeczkę. Nie wypadało mu w ten sposób naigrywać się z wychowanka, jednakowoż nie mógł się przed tym powstrzymać chcąc mu pokazać, że także w jakiś sposób mógł nad sytuacją panować. Kiedy jego wargi zsuwały mu się na szyję, zamruczał urwanie w ostatniej chwili wstrzymując się, od pokazywania, że w rzeczywistości strasznym bywał pieszczochem. Ucałował kąciki jego warg. Na pocałunek odpowiedział od razu. Uśmiechając się, skradł mu krótki, ale staranny pocałunek na zakończenie jeszcze hacząc zębami o wyraźnie pogryzione, najpewniej bolące wargi. Teraz nie miał zbyt dużego planu na to, co powinni ze sobą zrobić. Zwykle nie trzymał kogoś tak długo w objęciach. Mruknął. Sięgnął jeszcze do tabliczkę czekolady. Trzymając chłopaka, aby nie ześlizgnął mu się przypadkiem z kolan wyprostował się nieco, kiedy zdobył między smukłe palce skromną kosteczkę. Wsunął mu ją na początek ust, ale nie pozwolił mu jej zjeść. Jeszcze nie wyrósł z dzielenia się kawałkami jedzenia. Przygryzł przeciwległą część kostki. Dopiero wtedy mruknął gardłowo, że ten może wsunąć ją między wargi głębiej. Darował mu w ten sposób dość niecodzienny, ale całkiem słodki pocałunek, w międzyczasie niespiesznie zagryzając z zamiarem spróbowania, czy rzeczywiście była taka dobra, kostkę.
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Paź 05, 2015 5:40 pm

Musiał przyznać, że jego pierwszy raz to rzecz, o której niekoniecznie miał ochotę pamiętać czy się rozwodzić. A na pewno nie miał zamiaru opowiadać o tym akurat nauczycielowi. Nie miał oczywiście nie wiadomo jakich wyobrażeń, do romantycznego bohatera też mu było daleko, jednak rzeczywiście spodziewał się czegoś innego. Kiedy do tego doszło nie był nawet wtedy w stanie trzeźwości, chłopak podobał mu się od dłuższego czasu, trafili na jedną imprezę, zaciągnął blondyna do łóżka i po sprawie. Wtedy jeszcze Ariel był naiwniakiem, który dawał się dość często wodzić za nos. Z wiekiem jednak, można powiedzieć, że wydoroślał, skrupulatniej dobierając sobie kochanków i dbając o to, by nie czuć się później po wszystkim wykorzystanym.
-Jak to nie jestem ulubieńcem? Czyli jest jeszcze ktoś poza mną, komu użyczasz swojej kanapy, tudzież łóżka i okazyjnie wjeżdżasz również w dupę? –rzucił z przekąsem, przyglądając mu się uważnie. Właściwie to było to pytanie retoryczne, wiedział, że tylko jemu na to pozwala. W jakim stanie by nie był, Yvers zawsze pomarudzi, wyklnie go, ale koniec końców i tak wpuści do domu, przygotuje pościel i zadba o to, aby wychowanek bezpiecznie poszedł spać, nawet jeżeli musiałby się poświęcić i zafundować sobie nieprzespaną noc. Zajmował się nim również kiedy uczeń był chory, pilnując, żeby brał leki i załatwiając mu wizyty u lekarza. –Zresztą, sam mi na to wszystko pozwalasz, więc nie rozumiem w czym masz problem… -burknął, wzruszając lekko ramionami. Właściwie to nigdy nie zastanawiał się dlaczego to akurat jego wychowawca tak faworyzował, pozwalając na znacznie więcej niż innym uczniom, nie zamierzał też wnikać, bo w końcu to wszystko było na jego korzyść, nie miał na co narzekać.
-Bardziej…? Powinienem to potraktować jako jakąś  aluzję? -odchrząknął cicho i na chwilę opuścił głowę, jakoś tak spoglądając na krok mężczyzny. No cóż, jeżeli zajdzie i taka potrzeba, to przeprosi również w ten sposób. Z powrotem się wyprostował i uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu, jakoś tak przy okazji mimowolnie się o niego ocierając. Zacisnął usta w wąską linię, muskając jeszcze opuszkiem kciuka jego wargę, zanim mężczyzna sięgnął ku stolikowi. Odwrócił głowę, uważnie śledząc wzrokiem jego poczynania. Już otworzył usta, mając zamiar upomnieć Yversa, żeby nie ruszał jego czekolady. Nie zdążył jednak, gdyż kostka zaraz znalazła się w ustach blondyna. Uniósł lekko brwi, nieco zaskoczony poczynaniami mężczyzny, które swoją drogą naprawdę go rozczuliły. Miał szczęście, że to akurat jemu przypadło mieć Irlandczyka w swoich ramionach, blisko, widzieć te jego strony, o których inni nie mieli nawet pojęcia. Mruknął cicho, zadowolony, czując jego wargi na swoich. Nie dość, że dostał buzi to jeszcze czekoladę, czego chcieć więcej? Trafił mu się kochanek wręcz idealny.
Objął ciasno ramionami jego szyję i nagle po prostu się do niego przytulił, bez słowa. Wsunął nos pomiędzy jeszcze nieco wilgotne kosmyki ciemnych włosów wychowawcy. Przymknął powieki i nie odzywał się, po prostu pozwalając sobie przez dłuższą chwilę tkwić w takiej pozycji, napawając się zapachem starszego mężczyzny i jego bliskością. Nie odzywał się, mimo, że było tyle rzeczy, które miał ochotę powiedzieć. Były one jednak tak bardzo nie na miejscu, że wciąż dalej wszystko trzymał w sobie. Westchnął ciężko, nie chcąc nawet myśleć o tym, że za niedługo będzie musiał wrócić do akademika i ponownie zapewne zobaczą się dopiero w szkole – gdzie i tak będą musieli udawać, że to wszystko nigdy nie miało miejsca. W końcu jednak odsunął się od niego, spoglądając na jego twarz i dmuchając w kosmyki włosów opadających na twarz wychowawcy.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Pon Paź 05, 2015 7:04 pm

Na ostatnie pytanie uniósł pytająco brew, nim z zainteresowaniem nie podążył za jego wzrokiem, na specyficzne miejsce o którym mowa była wcześniej. Skinął kilkakrotnie głową ale były to skinięcia bardzo krótkie, że właśnie przede wszystkim o takie niestosowne sprawy mu chodziło. Dopuszczał możliwość innych przeprosin. Ale skoro Jeleń zaproponował. Mogłoby się wydawać, że czasami myślał tylko swoim penisem, ale byłoby to stwierdzenie bardzo niesłuszne, ponieważ był tylko mężczyzną. A jak to mężczyźni w zwyczaju mieli, kiedy ktoś oferował im tego rodzaju pieszczotę, w żaden sposób nie byli w stanie wykrztusić z siebie zastrzeżenia. Ani nawet nie myśleli o tym, zbytnio zaabsorbowani przyjemnościami aby ze zdecydowaniem złapać nieroztropnego delikwenta za wykonującą ruchy dłoń, czy wpleść palce we włosy, a później szarpnąć do tyłu jednoznacznie zakańczając niesamowite zbliżenie.
Odchrząknął. Czasami nie można było wytrzymać w jego towarzystwie. Kiedy uśmiechał się do Ariela naprawdę niewinnie, jakby to nie w jego głowie bywały w czasie posuchy myśli o najrozmaitszych igraszkach. Wciąż przypominając dawnego niegrzecznego Yversa, który nie bał się słów ani konsekwencji ponieważ był tylko dzieciakiem, a tym zawsze wszystko uchodziło na sucho. Niespiesznie wplótł palce w jego jasne kosmyki. Trochę był zaskoczony tym przytuleniem się, bez ostrzeżenia ale chociaż wyrwało mu się z ust niskie mruknięcie – zrezygnował z wypowiedzenia zdania, które cisnęło mu się na usta po prostu regularnie przymrużając powieki aby wtulić się w ucznia.
W sumie był zadowolony z tego, że to właśnie on wcisnął mu się w ramiona nie czekając na zaproszenie, którego nie miałby odwagi mu podarować. Chłopak był stosunkowo przystojny, chociaż charakter pozostawiał wiele do życzenia zawsze mógł trafić gorzej. Powinien cieszyć się z tego, że Ariel nie był delikatnym, płaczliwym gnojkiem, który obrażałby się na poważnie za każdym razem, kiedy komentowałby jego ubiór, wybory, fryzurę. Nawet to, z czym przynosił danego dnia skromnie przygotowane kanapki, bo mu w gardło regularnie na przerwach kiedy była okazja zaglądał.
Teraz kiedy już się uspokoił, miał naprawdę wielką ochotę rozmawiać. Opowiadać mu o najrozmaitszych sprawach, w żaden sposób nie bacząc na to, że nie powinien rozmawiać o nich właśnie z nim, z tym Szczeniakiem. Jelonkiem. Wsłuchiwał się w jego regularny oddech. Mógł też wyczuć bicie jego serca kiedy ich klatki piersiowe znajdywały się naprawdę bardzo blisko siebie. Mógł trwać przy nim w ten sposób naprawdę długo. Chciałby, jeśli miałyby być to jego ostatnie chwile, mieć właśnie Austena przy sobie, a czas który by pozostał zmarnować na ciszę, a jeśli nie na nią, to na powtarzanie, naprawdę uparte, że niesamowicie niezmiennie mu przez te lata na nerwy tak mocno działał...
Z zamyśleń wyrwał się dopiero wtedy, kiedy ten dmuchnął mu na grzywę, a on zmrużył na dmuchnięcie oczy szybko odpowiadając tym samym. Gładził spokojnie jeden z jego boków, palcami wolnej dłoni naznaczając podłużne linie wzdłuż jego odsłoniętego karku. Zaczynał czuć, że niedługo kiedy rozpoczną pierwsze zajęcia zrozumie, czym będzie prawdziwa zazdrość o tego niereformowalnego rogacza.
- Obiecasz, że tego wieczoru nie zastanę Cię pod drzwiami jeszcze raz? - Ucałował mu skronie. A później odnalazł jedną z jego dłoni, z tą splótł swoje palce i przybliżył ją do ust, aby ucałować jej wierzch zaś później poszczególne opuszki, które wyplótł aby nie przegapić ani jednego. Nie szczędził mu także dodatkowego, na rozchylonym wytatuowanym palcu w miejscu samego serduszka aby upewnić go w przekonaniu, że kłamał – a dziwny twór wyryty na skórze spodobał mu się do tego stopnia, że chciał dokładniej go zbadać. Zastanawiał się, czy nie żałował, że nosił na sobie taką ozdóbkę. Musnął wargami także jego nadgarstek, który przytrzymał na dłuższą chwilę przy ustach wpatrując się w Arielowe oczęta.
Powrót do góry Go down
Ariel B. Austen
Restless One
avatar
Tytuł :
Classic Asshole

Wiek :
Dwadzieścia lat.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Anglik

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczeń Kakougan, Klasa 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
Single



http://bottledstars.forumpl.net/t358-hey-you-know-what-s-fun-alcohol
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Nie Lis 01, 2015 9:17 pm

Mógł mu obiecać, ale nie miał na to ochoty. Dzisiejszego wieczoru chciałby z powrotem znaleźć się w tym mieszkaniu, w łóżku wychowawcy, razem z nim. Nawet jeżeli mieliby tylko się przytulać i spać – tylko tyle – nawet to w zupełności zadowoliłoby blondyna. Tak właściwie najchętniej to spędzałby tu każdą noc, nie tylko te, kiedy był kompletnie pijany, pozbawiony możliwości powrotu do akademika.  Wiedział jednak, że nie może też aż tak bardzo nadwyrężać cierpliwości Yversa. Gdyby składał mu takie niezapowiedziane wizyty każdej nocy, prędzej czy później zapewne zaczęłoby to denerwować nauczyciela i całkiem możliwe, że przestałby traktować Austena tak ulgowo, jak do tej pory. Blondyn lubił mu się naprzykrzać i zawracać dupę przy każdej możliwej okazji, ale wiedział też, że w przypadku bruneta nie może pozwalać sobie na to, na co żywnie mu się podoba, wszystko w końcu ma swoje granice. A Yvers był ostatnią osobą, u której chciałby na poważnie narobić sobie problemów.
-Skoro nie chcesz mnie już dzisiaj widzieć, to ewentualnie mogę Ci obiecać… -wymamrotał cicho pod nosem, wydając z siebie jeszcze głośne, zrezygnowane westchnięcie. Jak zawsze musiał sobie coś dopowiedzieć i spróbować choć trochę ruszyć sumienie swojego wychowawcy. Wiedział jednak,  że czego by teraz nie powiedział, to O’Reilly i tak by się nie zgodził, by spędził tutaj kolejną noc. Ariel zapewne odczeka jeszcze dzień czy dwa, zanim z powrotem przypałęta się pod drzwi bruneta, totalnie napruty, ledwo trzymając się na nogach, waląc alkoholem i dymem papierosowym na kilometr.
Ujął jego twarz w dłonie, przez krótką chwilę po prostu się w nią wpatrując. Uniósł kąciki ust w nikłym uśmiechu, gładząc opuszkami kciuków policzki starszego. W pewnym momencie musnął wargami jego czoło, następnie czubek nosa, zewnętrzny kącik prawego oka, oba policzki, by na końcu przycisnąć swoje wargi do tych jego, przypieczętowując tą drobną pieszczotę krótkim, czułym pocałunkiem, po którym cofnął nieco swoją głowę. Zagryzł swoją dolną wargą, sięgając do kieszeni, by wyjąć telefon i sprawdzić godzinę. Westchnął cicho i zacisnął usta w wąską linię. Mimo, że nie miał ochoty, wiedział, że powinien już wracać do akademika. Yvers zapewne miał swoje sprawy do załatwienia, młodzik nie mógł go przecież tak długo zatrzymywać.
-Chyba powinienem już wracać. –stwierdził, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni. Jednak dopiero po dłuższej chwili zszedł z kolan mężczyzny, zaraz przeciągając się mocno i rozprostowując kości, pomrukując przy tym cicho. Sięgnął jeszcze ku opakowaniu z czekoladą, odłamując dwie kostki, które następnie wsunął do ust.
-Widzimy się dopiero w szkole? –zapytał, zerkając jeszcze przelotnie na mężczyznę, po czym skierował się w stronę drzwi. –Chociaż pewnie i tak będę dzwonił albo pisał. –rzucił, przykucając by założyć buty. Kiedy skończył je sznurować, wyprostował się i odwrócił w stronę Yversa, spoglądając na niego. Przez krótką chwilę tak stał i po prostu się na niego gapił, nie wiedząc tak właściwie, jak się powinien pożegnać. Z reguły ulatniał się zanim mężczyzna w ogóle wstał i dzięki temu unikał takich niezręcznych sytuacji. Odchrząknął cicho i przestąpił nerwowo z nogi na nogę, po czym po prostu do niego podszedł i objął jego szyję rękami, przytulając się do niego niepewnie.
-Jak będziesz grzeczny to może nawet dostaniesz jakieś fajne zdjęcia. –mruknął, trącając czubkiem własnego nosa linię jego szczęki i uśmiechając się delikatnie. Odsunął się z cichym, niezadowolonym westchnięciem. Nacisnął na klamkę drzwi, zerkając jeszcze przelotnie na wychowawcę. –Do zobaczenia. Czy coś. –wymamrotał i zaraz opuścił mieszkanie, po drodze na dół jeszcze dzwoniąc po taksówkę.



[zt]
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    Wto Lis 03, 2015 12:01 pm

Nie mógł powstrzymać się od westchnięcia, tym razem nie okłamując żadnego z nich, że chciałby, aby dorastający chłopak został w mieszkaniu aż do następnego wieczoru, narażając się na jeszcze więcej niestosowności ze strony zaabsorbowanego jego obecnością nauczyciela.
Zdecydowanie zastanawianie się nad tym, czy postępowali dobrze wykazując się względem siebie taką ilością czułostek mijało się z celem, dlatego wzruszył tylko ramionami na moment zawieszając wzrok na jego barku, starając się zbytnio nie dopuszczać do siebie myśli, że wykładał dokładnie w tej szkole, w której Austen musiał się uczyć. Uśmiechnął się, a delikatny uśmiech szybko przerodził się w zawadiacki grymas. Trudno było mu uwierzyć w to, że młodzieniec który dotychczas na pierwszy rzut oka nie lubił przebywać nadprogramową ilość godzin w domostwie Yversa, teraz wydawał się być wręcz zawiedziony tym, że musiał skierować swe kroki w kierunku akademika, do którego wspomniany wcześniej nie miał zbyt dużego dostępu. Mówiło się, że nauczyciele mogli wpaść do uczniów na chwilę, na kawę chociaż i na to patrzyło się bardzo krzywo. Ale nawet takie krótkie odwiedziny skutkowały plotkami, rozchodzącymi się po szkole w trybie ekspresowym. W końcu pracownicy szkoły nie powinni zbytnio spoufalać się z uczniami.
Wydawało mu się, że nie prędko będzie miał przyjemność gościć u siebie Ariela. Wychodził z założenia, że ten na pewno teraz po wszystkim przestanie patrzeć na niego tak jak dotychczas. W rzeczywistości chyba tylko Yvers tak bardzo przejmował się sprawą, w końcu przedtem nie zwracał na niego aż tak dużej uwagi. Traktował ucznia neutralnie, to znaczy nie patrzył na niego jak na obiekt seksualnego zainteresowania.
A teraz? Sam nie wiedział.
- Powinieneś. W końcu nie możesz spędzić tutaj całego dnia... Masz jeszcze sporo do roboty. Zajęcia nie mogą czekać. Zresztą, Ty też musisz być na jutrzejsze wypoczęty. A nie, że Cię coś boli, że to i tamto... - Pomachał na niego palcem, jak to miał w zwyczaju nim nie odsunął od niego swoich  dłoni, ułatwiając mu niezgrabne zejście z siebie. Poczekał, aż ten odsunie się kawałek nim nie idąc jego śladem, także ruszy się z miejsca strzepując z siebie resztki niewidzialnego kurzu. Nerwowo przygryzał wnętrze swoich policzków, kiedy swe kroki kierował tuż za Arielem, snując się za nim.
- Raczej tak. Swoją drogą, w tym tygodniu zajęcia nam się w środę o godzinę przedłużą. Matematyk wziął sobie w tym dniu wolne. Pewnie na drugą godzinę, wygonią was na zajęcia muzyczne. Mogliby po prostu zrobić wtedy okienka. - Przeciągnął się, w oczekiwaniu na zakładającego buty uczniaka. Marudził coś niewyraźnie pod nosem, bo to właśnie przez klasę Ariela musiał w tym dniu zostać dodatkową godzinę, za którą co prawda płacili całkiem słusznie – ale historyk naprawdę nie przepadał za przeładowanym planem tym bardziej, że zajęcia zaczynał równo od ósmej.
Zamrugał, nieco zdezorientowany kiedy spostrzegł, że chłopak stanął jak słup po prostu się w niego wpatrując, kiedy on oddawał się swojemu marudzeniu na wszystko, co na świecie jeszcze istniało. Zaskoczony nagłym przytuleniem, nie wykrztusił z siebie sensownego zlepka słów. Stał tak przez chwilę, nim z początku niepewnie nie objął chłopaka w pasie. Wtulił się w niego, na moment przymrużając powieki.
W co on się najlepszego wpakował...
- Czekałem, aż o tym powiesz. Tylko... Tym razem nie wciskaj mi żadnych do biurka. - Wymamrotał. Chociaż coś takiego miało miejsce już dawno, warto było Arielowi przypomnieć, aby się trochę opamiętał. Nauczyciel nie miałby nic przeciwko gdyby dostawał od uczniów takie gratisy, ale na osobności. A najlepiej, przez internet. Trącił go swoim nosem, z rozbawionym pomrukiem nim nie skinął na niego głową, kiedy ten naciskał na klamkę. - Uciekaj. Sarenko. - Mruknął, ale całkiem wyraźnie nim nie odprowadził go wzrokiem po schodach. Wsłuchiwał się w jego kroki. A później wrócił do mieszkania, zamykając za sobą drzwi.


[ z/t ]
Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Yversa    

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Yversa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Kinzoku :: Mieszkania-