IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Witaminki, witaminki ♪

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Tatarikawa Junji
Former Glass Citizen
Wiek :
30 l.

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Japońska

Stan cywilny / Partner :
Ostatnie rzuciło go kilka lat temu.


PisanieTemat: Witaminki, witaminki ♪   Wto Wrz 15, 2015 2:26 am




30 L. // PERSONEL // MAHOU SENSEI // NAUCZYCIEL BIOLOGII // WYCHOWAWCA 3-3


WYGLĄD: Junji to kwintesencja japońskiej klasyki w ekonomicznym rozmiarze. Ma zawsze wymyte brzoskwiniowym szamponem, czarne włosy o standardowej grubości, które raz na (dokładnie) trzy miesiące są oddawane w ręce fryzjera. Ten dba o to, żeby ich powolne odrastanie wyglądało schludnie, nawet jeśli ich posiadacz nie pozwala obciąć karygodnie długiej grzywki, która nieco odobiera fryzurze schludności. Dlaczego? Po prostu lubi ją spinać kolorowymi wsuwkami na czubku głowy, a gdyby była krótsza kończyłby ze spinkami non stop stukającymi w jego ulubione, grube oprawki.
Skoro już o nich mowa - tak, są firmowe. Tak, były drogie. Tak, czasami nosi szkła kontaktowe. Minus dwie dioptrie w obu. Nie będzie nosić lżejszych oprawek. Nie obchodzi go to, że wyglądałby w nich doroślej. Ma jedną, elegancką parę z cienką, stalową ramą, które trzyma na specjalne okazje (czyt. wesela i pogrzeby) - to mu wystarczy. Junji należy do tej niewielkiej grupy ekscentryków, która lubi widzieć okulary na krawędzi obrazu podczas patrzenia. Boi się, że inaczej by o nich zapomniał. Poza tym takie oprawki w jego osobistym mniemaniu pasują do bardzo Azjatyckich, bardzo migdałowych oczu z ciemnymi tęczówkami.
To, co widać spod okularów jest wręcz boleśnie przeciętne, ale symetryczne, więc dobrze wychodzi na zdjęciach. Szczupły, lekko zadarty nos, wąskie usta i wysoko postawione kości policzkowe. Wszystko to obleczone dość bladą skórą, tkwi grzecznie na długiej, chudej szyi. I to by było na tyle. Matka Natura pożałowała mu charakteru i dała oblataną twarz, którą wszyscy znają, ale w ramach rekompensaty dostał sympatyczny uśmiech i umiejętność zwinięcia długiego języka w trzylistną koniczynę, więc Vitamin nie uważa, że powinien czuć się poszkodowany. Tym bardziej, że wygląda na młodszego, niż jest w rzeczywistości, a w jego wieku powoli zaczyna to mieć wrażenie.
Przynajmniej nikt go nie pozna, gdy zabije człowieka i roześlą za nim list gończy.
Tych, oczekujących większej ilości cech charakterystycznych poniżej szyi niestety musimy zawieść - pan Tatarikawa również tam jest przeciętny. Dwuznaczność w pełni zamierzona.
Vitamin jest trzydziestolatkiem w dobrej formie, który pięć razy w tygodniu biega w parku, a w niedzielę rano na dwie godziny odwiedza siłownię, żeby spalić pizzę, którą zjadł w sobotę. Był wychowany w przeświadczeniu, że ruch to zdrowie, przez osiemnaście lat trenował kendo, z którego zrezygnował dopiero po rozpoczęciu pracy w szkole, nigdy nie przegapił dnia ćwiczeń. Czymś musiał wypełnić tą ziejącą lukę w sercu i planie dnia. Efekt tego wszystkiego jest taki, że wygląda po prostu zdrowo. Jak generyczny model reklamujący świeżo wyciskane soki w plakacie reklamującym "zielone wtorki" w kawiarni na przedmieściach. Nie ma muskulatury, ani delikatnie zarysowanych mięśni, którymi można ciąć diament.
To zostawia swoim uczniom, na niego bez ubrań i tak nikt nie patrzy.
Jakiekolwiek odejście do normy można zaobserwować dopiero w kwestii ubrań. Junji wychował się w tradycyjnych, japońskich ubraniach i ciągle darzy je niemałą sympatią. Kimona, yukaty, hakamy - ma całą szafę wypełnioną tylko takimi strojami i nie ma problemu z tym, żeby wyjść w nich na ulicę. Większość czasu, rzecz jasna, spędza w ubraniach zachodnich: jeansach, dresach, koszulach, oraz koszulkach z nadrukami (w których zakochał się na zabój po pierwszej wizycie w sklepie z grami kilkanaście lat temu) - w nich wygodniej się ćwiczy i pracuje. Ale gdy tylko ma dzień wolny, lubi się ubrać jak emeryt i pójść na spacer w geta.
Jedyne, czego nie aprobuje to fundoshi i uparcie nosi nowoczesną bieliznę. Tylko.



CHARAKTER: Tatarikawa był klasycznym paniczykiem wychowywanym w rodzinie tak tradycyjnej i hermetycznej, że przylgnęła do niej reputacja xenofobów zatrzymanych w erze sakoku. Teraz jest trzydziestoletnim, życiowym wykolejeniem, które patologicznie bluzga, pali i przewraca się o własne nogi. Mimo to jeszcze żyje, więc doceńmy chociaż jego wysiłki. Człowiek naprawdę stara się wszystko sobie poukładać i, szczerze mówiąc, mogło mu iść zdecydowanie gorzej.
Odrobina historii - Junji pierwszy raz pojechał do dużego miasta w wieku dziewiętnastu lat, kiedy to głowa rodziny uznała, że nie jest aż tak potrzebny jej interesom. Pozwolono mu wybrać karierę i uczelnię, na której miał się uczyć. Młody i głupi wybrał Tokyo, ot, zaciekawiony tym, jak żyje się w stolicy. Wyobrażenie sobie szoku termicznego, który przeżył chłopak z tradycyjnej posesji na południe od środka Nigdzie, ot tak rzucony na pożarcie bestiom z metropolii pozostawiamy kreatywnym czytelnikom. Innym mówimy tylko dwa słowa - było źle.
Grzeczny, uprzejmy, oraz starodawnie wychowany młodzieniec pozostawiony bez opieki musiał szybko nauczyć się żyć w nowym otoczeniu. Opanowanie podstawowych zasad i zasymilowanie ze społeczeństwem zajęło mu nieco ponad semestr, a czas ten bogaty był w doświadczenia tak wesołe, jak i przykre. Za to wszystkie zgodnie doprowadziły Vitamina do wyciągnięcia jednego, bardzo prostego wniosku.
Do tego czasu nie żył normalnie.
Ten szybko zmienił się w dość mocną potrzebę samodzielnego decydowania o swoim życiu. Niestety pozbycie się klapek z oczu nie sprawiło, że magicznie zwiększyła się objętość oleju w jego obitej głowie. Junji przy pierwszej nadarzającej się okazji wrócił do domu i postawił dziadkowi warunki swojego dalszego życia jako członek rodu Tatarikawa, bez wzięcia pod uwagę tego, czy naprawdę jest im potrzebny.
Do swojego pokoju w akademiku wracał już wydziedziczony.
To doświadczenie nauczyło go szanować autorytety i okazało się jednocześnie najlepszym i najgorszym co kiedykolwiek go spotkało. Dopływ gotówki został odcięty, tak samo jak wszelkie kontakty. Chłopak z członka dość bogatej i starej rodziny został przeciętnym, szarym studenciną, który pierwszy raz mógł robić co chciał bez smyczy. Była to druga wielka zmiana w jego życiu.
Aktualnie Vitamin jest typem spokojnego nauczyciela-kumpla. Rzecz jasna lubi mieć wszystko schludnie i jasno poukładane w czasie, a harmonogramów pisze więcej niż przeciętna gospodyni domowa list zakupów, ale poza jego zamiłowaniem do bezwzględnego przestrzegania terminów, uczniowie nie mają specjalnie na co narzekać.
Junji nigdy do końca nie dorósł i widać to w jego dość specyficznym poczuciu humoru i zachowaniu. Mimo to pewnych przyzwyczajeń z  dzieciństwa nigdy nie był w stanie się pozbyć,  i skończył w dziwacznym stanie zawieszenia miedzy byciem klasycznym gentlemanem i bluźniącym weteranem życiowym w dresach z niskim krokiem. Wiele zależy od sytuacji, dnia, horoskopu na dany tydzień, układu gwiazd i wilgotności powietrza. Niezależnie jednak od tego, do którego końca spektrum jest mu w konkretnym momencie bliżej, to ciepły, szczery człowiek, który nie jest w stanie zostawić kogoś bez pomocy - nie z czystym sumieniem. Uwielbia ludzi w każdym wieku, ale utrzymuje, że jedno na tysiąc urodzin kończy się wysłaniem na świat skończonego buca - niereformowalnego i niewartego psucia sobie krwi. Stara się jednak nie przyklejać innym takiej etykiety przedwcześnie, rozumiejąc, że są różne dni i sytuacje.
Sam przez wiele przechodził. Nie były to chwile, w których wzięliby go do roli piątego Teletubisia.
Nie stawia się wyżej od innych, jest empatyczny i zaskakująco cierpliwy, biorąc pod uwagę to, jak łatwo doprowadzić go do szału w gorsze dni. Poza tym lubi to, co robi, więc jest naprawdę niezłym materiałem na nauczyciela i wychowawcą godnym pozazdroszczenia. Trzeba mu tylko wybaczyć dziwactwa, niewyparzony język, brak jakiegokolwiek doświadczenia i talentu w utrzymywaniu relacji romantycznych, oraz dziecinny entuzjazm, którym zaraża wszystkich jak wbita w spodnie Audrey Hepburn w Rzymskich wakacjach.
Warto też zamontować gąbkowe obicia na wszystkie ostre krawędzie, jeśli Vitamin ma służyć dłużej niż dwa miesiące - nieważne jak dobrze ukryte, on zawsze uderzy w każdy kant w zasięgu wzroku, a nie do twarzy mu w fiolecie.



DODATKOWE:

> Zapis imienia: 祟川 純治
> Urodziny: 12.01.1985
> Grupa krwi: A RH-
> Ulubiony kolor: niebieski
> Ulubiona potrawa: aonegi gyuudon
> Ulubiony deser: sakuramochi
> Ulubiony owoc: brzoskwinia
> Ulubiona pora roku: zima
> Ulubione zwierzę: meduza
> Ulubiony kwiat: magnolia
> Ulubiony gatunek muzyczny: rap
> Ulubione papierosy: Golden Bat
> Opiekun: klub picia herbaty
> Hobby: orgiami i horrory
> Typ: ESFJ

> Mieszka w dość standardowym domku w Ryuusei i jeździ używaną Toyotą Aqua w metalicznym błękicie z naklejką przedstawiającą Gudetamę na tylnym zderzaku. Dobrze się czuje ze swoją przeciętnością i dziękuje za troskę.
> Jego rodzina tak naprawdę jest rodem pełną gębą. Dwudziestopokoleniowym, o czystym, klasycznym układzie, zgodnie z którym pierwszym dzieckiem małżeństwa jest zawsze chłopiec. Mimo to ród Tatarikawa nie jest bajecznie bogaty - jest tylko bajecznie starodawny. Zajmują się konserwacją i pielęgnowaniem zabytków (praktycznie każdy mebel i kamień na terenie ich posesji jest warty przerażające pieniądze przez swój wiek, jak utrzymuje Vitamin), również w kwestii wychowywania dzieci i hierarchii. Głową rodziny jest dziadek Junjego, a sam chłopak uczył się w domu pod okiem guwernera. Świetnie zna zwyczaje, wszelkie niuanse etykiety, umie odpowiednio zaparzyć herbatę, kaligrafować, grać na kilku klasycznych instrumentach, trenował kendo i przez jakiś czas kyuudo - krótko mówiąc wie wszystko, czego potrzebuje sztampowy arystokrata. Od czasu opuszczenia rodzinnego gniazda (i późniejszego wydziedziczenia za lekceważenie głowy rodu) nie chwali się tym jednak zbyt często, ale pomimo wielu zderzeń jego czaszki z twardymi powierzchniami i opinii publicznej, ciągle to wszystko pamięta. Czasami nawet odwiedza klub, którym się opiekuje i robi im prawie profesjonalną herbatę.
> Do Amanogawy przeprowadził się cztery lata temu i od tego czasu uczy w Kakougan. Największe wyzwanie w karierze? Powstrzymanie się od bluźnienia na terenie szkoły.
> Przezwisko wymyślił mu Australijski student z wymiany. Nikt nigdy nie zrozumiał jego wyjaśnień dotyczących genezy ksywki, ale ta się przyjęła, a przyzwyczajenia mają straszną moc.
> Jest biromantycznym... no właśnie. O ile nie ma problemu z samą ideą związku, to jego dość powściągliwe podejście do seksu jest jednym z głównych źródeł problemów z utrzymywaniem takich relacji. To nie tak, że nie odczuwa podniecenia, o nie. On po prostu nie widzi w tym wszystkim siebie i czuje się dość nieswojo, gdy jest stawiany w sytuacji, w której musi się z kimś przespać - lepiej czuje się na pozycji pasywnego obserwatora. Kiedyś znalazł w internecie, że jego "przypadłość" nazywa się autochorisseksualizm, ale nie jest w stu procentach pewny, czy to słowo istnieje naprawdę. Dylematy aseksualistów z potrzebami.
> Poza bycia skrajną łamagą w świecie fizycznym jest też tragedią literacką na dwóch nogach. Nigdy nie każcie mu pisać niczego romantycznego, bo natychmiast się pogubi w metaforach i szyku zdania. Nie, żeby ktokolwiek prosił go o poradę przy jego krótkiej i pełnej porażek historii związków, ale warto uprzedzić.
> Gdy przyłapie ucznia na spaniu na lekcji, zazwyczaj robi sobie z nim selfie i przypina do tablicy korkowej obok tygodniowej rozpiski sprzątających. Przez te kilka lat zebrał już całkiem obszerną kolekcję, stworzył też oficjalny ranking swoich ulubionych zdjęć. Pierwsze trzy miejsca mają naklejone w rogu metaliczne naklejki - miedzianą, srebrną i złotą gwiazdkę.
> W całym swoim życiu był w dwóch związkach. Jeden przetrwał miesiąc, drugi pół roku, oba skończyły się SMS-em „wyniosłam twoje rzeczy przed dom, odbierz je i nie przychodź więcej”. Junji podejrzewa, że kobiety musiały się znać.
> Ma alergię na pyłki traw i drzew, więc wiosna, podczas której wszyscy napawają się pięknem kwiatów wiśni, jest dla niego drogą przez mękę.
> Wypala średnio paczkę papierosów dziennie i lepiej mu nie wypominać, że nie pasuje to do jego zdrowego stylu życia. Robi mu się wtedy głupio i zaczyna się tłumaczyć - a to jest żałosne.
> Należy do tych irytujących kierowców, którzy puszczają muzykę na pełen regulator i otwierają okna, robiąc za korkowego DJ-a. Uprzedzając pytanie - nie zmieni stacji, lubi ten kawałek.
> Ciągnie go do hazardu, ale ma niesamowicie parszywe szczęście. Chodzą legendy o tym, jakoby miał założyć się ze znajomym, że rzucona moneta wyląduje na reszce LUB orle... a ta wylądowała na krawędzi i tak została. W ramach kary musiał cały kolejny dzień chodzić w stroju pielęgniarki. A że był to czas egzaminów oblano go za rzekome lekceważenie wykładowców, zaś legenda przetrwała do dziś. Mimo to ciągle zakłada się o wszystko, bo w końcu kiedyś musi się udać. Potrafi być uparty.
> Uwielbia magię i okultyzm, a książki na ten temat połyka jak młody rekin. Największym sentymentem darzy serię o Harrym Potterze.
> Na studiach nauczył się grać w karty i była to miłość od pierwszego przetasowania. Aktualnie zna kilkanaście sztuczek i tricków, umie też całkiem nieźle oszukiwać, ale o tym nikt nie musi wiedzieć.
Teraz dzięki podrygowi geniuszu wiedzą wszyscy.
> Ogląda na telefonie więcej anime, niż wypada mu się przyznać.
> Bardzo dobrze zna angielski i w stopniu średnio-zaawansowanym chiński, ale ten drugi szlachtuje beznadziejnym akcentem, więc stara się go jak najrzadziej używać. Dla dobra ludzkości i obywateli Chin.
> To, że umie grać na kilku instrumentach nie znaczy, że jest w tym kierunku utalentowany. Owszem, umie czytać nuty i zna technikę, ale w temacie wymyślonych melodii bije go na głowę przeciętny pingwin. A one nawet nie mają palców.
> Jako żyjący samotnie mężczyzna opanował tajemne sztuki sprzątania, gotowania i prania, ale nie należy oczekiwać fajerwerków w żadnej dziedzinie z tych wiedz tajemnych. Chociaż prawdą jest, że robi naprawdę dobrą tempurę.
> Jest wielkim fanem horrorów, takim mogącym pochwalić się bogatą kolekcją tematycznych koszulek, płyt DVD, a nawet tajemnych artefaktów zwanych kasetami VHS. Jest też weteranem rzucania nawiązaniami, których nikt nie rozumie.
> Kolekcjonuje gadżety z Gudetamą i nawet nie próbuje się z tym kryć. Nie gdy przy kluczach ma wielki pęk uroczych breloczków. Poza tym twierdzi, że utożsamia się z maskotką. On też jest leniwym żółtkiem napędzanym tylko siłą gniewu i własną upartością.
> Ma czwórkę rodzeństwa: dwóch starszych braci (Yamato i Hiroto), oraz dwie młodsze siostry bliźniaczki (Aki i Ami). Aktualnie kontakt utrzymują z nim tylko siostry i średnio dwa razy na rok odwiedzają go w Amanogawie.
> The nose is a lie. All hail Voldemin - the ultimate Magical Girl.






Ostatnio zmieniony przez Vitamin dnia Wto Wrz 15, 2015 3:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Witaminki, witaminki ♪   Wto Wrz 15, 2015 3:00 pm

Admin się czepia:

(...)nawet jeśli ich posiadacz nie pozwala obciąć karygodnie długiej grzywki, która nieco dobiera fryzurze schludności.
Nie masz tu literówki przypadkiem? "Odbiera" zamiast "dobiera".

Większość czasu rzecz jasna spędza w ubraniach zachodnich(...)
Przecinek przed i po "rzecz jasna", bo w tym wypadku to wtrącenie.

Ale gdy tylko ma dzień wolny, lubi się ubrać jak emeryt i pójść na spacer w getach.
Okay, przyznam, że nie znałem słowa "geta", ale po góglowaniu >D stwierdzam, ze raczej się to nie odmienia. Tak myślę. Więc nie musisz koniecznie zmieniać.

Nie były to chwile, w których wzięliby go roli piątego Teletubisia.
"Do" Ci uciekło.

To tyle. Bardzo ładne KP.


Już jest dobrze. AKCEPT.
Powrót do góry Go down
 
Witaminki, witaminki ♪
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Offtop :: Archiwum :: Karty postaci-