IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lee Heewon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lee Heewon
Former Concrete Citizen
avatar
Wiek :
Dwadzieścia siedem lat.

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Koreańska

Stan cywilny / Partner :
---


PisanieTemat: Lee Heewon   Wto Wrz 22, 2015 10:44 pm


Lee Heewon


SHOW ME A HERO


POCHODZENIE: Korea Południowa
DZIELNICA: Kinzoku, wieżowiec
WIEK: dwadzieścia siedem lat

GRUPA: Kinzoku
RANGA: Bękart
PRACA: aktor teatralny

ZAINTERESOWANIA:
─ Mężczyzna wyśmienicie radzi sobie z tańcem towarzyskim.
─ Książki, książki i jeszcze raz książki. W mieszkaniu można zauważyć ich sporą kolekcję różnej tematyki, najczęściej są to jednak powieści detektywistyczne/kryminalne, ewentualnie thrillery.
─ Aktorstwo, bo jakże by inaczej? Już jako mały brzdąc występował publicznie, czy to w szkolnych teatrzykach czy klubach teatralnych. Uwielbia być na scenie, czuć na sobie wzrok publiczności oraz, co najważniejsze, wcielać się w co nowe postaci. Ponadto, dzięki temu może być podziwiany przez innych. I nie bez powodu, ponieważ trzeba przyznać mu jedno - jest dobry w tym, co robi. I to cholernie dobry.
─ Wszelakie instrumenty klawiszowe oraz smyczkowe. Uwielbia wsłuchiwać się w wydobywającą się z nich melodię, aczkolwiek sam - chociaż można to zaliczyć do jego pragnień - nie potrafi grać na żadnym. Niegdyś próbował sam nauczyć się grać na pianinie, jednak to tylko uświadomiło go, jak okropnym jest nauczycielem.
─ Czy tego chciał czy nie, z roślinami miał styczność już od dzieciństwa. To on był odpowiedzialny za ich stan w rezydencji - musiał o nie dbać najlepiej, jak tylko potrafił, czasem lepiej niż o samego siebie. Czy narzekał? A które dziecko zamiast biegać po podwórku, wolałoby podlewać i przesadzać kwiatki? Początkowo faktycznie nie widziało mu się takie zajęcie, jednakże z czasem zaczął inaczej na to patrzeć. Robił to z przyjemnością nawet wtedy, gdy tego od niego nie wymagano. Dlaczego? Ponieważ zauważył, że rośliny potrafią być niezwykłymi przyjaciółmi - nie mówią wiele i są doskonałymi słuchaczami. Poza tym zawsze są szczęśliwe.
─ Trudno powiedzieć, aby gotowanie było jego zamiłowaniem (w końcu podczas tej czynności wszystko aż zalewa brud), ale mimo wszystko mężczyzna radzi sobie z gotowaniem z pewnością o wiele lepiej, niż przeciętna kobieta.

SŁABE STRONY:
─ Pedant. Nienawidzi brudu, żeby nie powiedzieć, że go przeraża. Wszystko wokół niego musi być nieskazitelnie czyste - czy to jakieś pomieszczenie, mieszkanie, a nawet całe otoczenie. Gdy tak nie jest, brzydzi się dotknięcia czegokolwiek. Nim dotknie klamki od drzwi, okryje swoją dłoń rękawem, a i nawet po tym myje ręce, nawet jeśli jest to już dziesiąty raz z rzędu. Sprząta, gdy jest czysto, ponieważ nadal czuje otaczający go brud. Męczy go to, aczkolwiek nie może żyć z myślą, że gdzieś tam mógł zalęgnąć się jakiś kurz czy - nie daj Boże - pajęczyna.
─ Alergię na sierść ma już od dzieciństwa, dlatego stara się ograniczać swój kontakt ze zwierzętami do minimum.
─ Nie przepada za ostrymi zapachami - te zawsze sprawiają, że kicha jak opętany.
─ Posiada problemy z krążeniem. Przez ten fakt jego rany goją się dłużej, posiada chłodne, wręcz lodowate dłonie, męczy się szybciej oraz często morduje się z bezsennością.
─ Trudno mu pokochać, zaufać. Żyje samotnie, w swojej własnym świecie, którego zaczyna mieć dość. Nie tylko jego, ale i samego siebie. Łatwo popada w krótkotrwałe stany depresyjne.



CIEKAWOSTKI:
─ Jeśli o gust muzyczny chodzi... tylko muzyka klasyczna oraz jazz. Wszelkie popy czy rapy krzywdzą jego uszy.
─ Książki, które trzyma w mieszkaniu, są ułożone alfabetycznie, a niekiedy podzielone są ze względu na tematykę bądź wysokość grzbietu.
─ Jego pedantyzm może być spowodowany faktem, że już od najmłodszych lat spędzał czas w sterylnie czystych pomieszczeniach. Wszystko aż biło po oczach swoją nieskazitelnością, dlatego teraz trudno mu odzwyczaić się od wszechobecnej czystości.
─ Nienawidzi zwierząt. To znaczy - ich wygląd, sierść... to wszystko go obrzydza. Dla niego są brudne, zapuszczone, śmierdzące. Stąd jego niechęć do trzymania w mieszkaniu jakiegokolwiek zwierzęcia (poza tym ma alergię na sierść). Ponadto, sprawa podobnie ma się do dzieci... Z tą różnicą, że tych po prostu nienawidzi.
─ Irytuje się, gdy ktoś w jakiś sposób zdrabnia jego imię bądź zwraca się do niego na swój własny, wymyślny sposób. Akceptuje jedynie swoje imię, ewentualnie nazwisko.
─ Syn przedsiębiorcy i pokojówki. Wychowywany w rezydencji. Bękart. Niechciany. Kochany jedynie przez matkę. Ojciec rozkazał jej nie wspominać ani słowem o tym, kto jest ojcem, w zamian za zapewnienie mu dachu nad głową i edukacji. Gdy tylko dowiedział się, że jego kochanka jest w ciąży, stracił nią zainteresowanie i wrócił do swojej żony.
─ Nie pali, aczkolwiek nie pogardzi alkoholem raz na jakiś czas. Plus, trudno go upić.
─ Uwielbia jesienną pogodę. Deszcz, zachmurzenie, burze… wprawia go to w dość spokojny nastrój.
─ Ma słabość do starych filmów. Zawsze w weekend wybiera się do kina na takowy bądź wypożycza film, aby móc obejrzeć go w domowym zaciszu.
- Od śmierci matki dręczą go sny, w których może się z nią spotkać. Wie, ze to tylko wytwór jego wyobraźni, jednakże to poprawia mu humor. Z tym, że przez nie coraz bardziej nie może się pogodzić z jej śmiercią.

CHARAKTER/APARYCJA:
Wiatr.

Spokojny szum fal.

Moment, w którym oceaniczna woda nabiera na sile i obija się o skały, a potem…

A potem ponownie cisza. Pozostał sam. Wiedział jednak, że nie na długo.

Nie wiedział natomiast, w którym momencie jego pustka zostanie naruszona. Jednakże dopóki mógł rozkoszować się samotnością – robił to. Siedział sam. Tak jak całe życie.

Nie. Nie zawsze był sam. KTOŚ w nim był. Pamiętał, choć nie chciał. Wolał zapomnieć. Zapomnieć o wszystkim, ponieważ właśnie to było przyczyną jego ciszy, jego pustki, której tak nienawidził. Gdyby nie był tak słaby, gdyby tylko rozum powrócił mu w odpowiednim momencie… nadal czułby tę ciszę, pustkę, ale to nie byłoby to samo. Nie bolałoby tak, jak boli teraz. A on nie lubi bólu.

Odgłos uginającego się pod ciężarem piasku.

Już nie jest sam. Ale jednocześnie nie jest do końca z KIMŚ.

- Trudno cię znaleźć. Kiedy stałeś się tak dobry w chowanego?

Łagodny, uspokajający głos. Damski.

Odwrócił swój wzrok od fal i przeniósł go na kobietę, która ponownie nie pozwoliła mu zatopić się w ciszy, w smutku. Tego w tej chwili potrzebował, ale to nie było dla niego dobre - zawsze mu to powtarzała.

- Wróciłaś.

Głos już nie tak samo łagodny, może nieco szorstki, ale nie nieprzyjemny. Męski.

- Zawsze wracam.

Usiadła na piasku tuż obok niego i zaczęła spoglądać na oślepiające promyki słońca.

- Nieprawda. Odeszłaś.

Wpatrywał się w nią tak, jak robił to zawsze. Widział ją codziennie, ale… czuł, że każde ich spotkanie jest tym ostatnim.

- Odeszłam stamtąd, aby pojawić się tutaj.

Przeniosła na niego swój smutny, ale zarazem piękny wzrok. Był pusty. Martwy.

- Stąd też odejdziesz.

Nagle ciszę ponownie rozdarł odgłos silnych fal.

- Tak, to prawda. Ale nie odejdę, dopóki będziesz mnie potrzebował.

Objęła go ramieniem, przyciągając do swojej klatki piersiowej niczym matka własne dziecko. Matka, którą była.

- Wiem o tym.

Mężczyzna zamknął oczy, wsłuchując się w szum fal i próbując wyłapać chociażby najcichszy odgłos, jakim było bicie serca, ale…

Nie usłyszał go. Jej serce nie biło. Była tak samo martwa, jak jej cudowne oczy.

Wtem wszystko zamarło. Czas się zatrzymał. Nie słyszał już wody, nie czuł pod rękoma piasku. Ani ciepła bijącego od jego matki.

A kiedy otworzył oczy – był sam. W ciemnym i chłodnym pokoju. Na twardym, tanim materacu.

Obrócił się na bok i znowu zasnął. Spał, aczkolwiek już nie śnił.  

---

- Znowu miałeś ten sen – powiedziałam nagle, przyglądając mu się badawczo. Ten przeniósł na mnie swoje ciemne, okaleczone chłodem oczy. Teraz wydawały się być nieobecne, ale zazwyczaj aż biło od nich arogancją. Przesiadując z nim tyle czasu, nauczyłam się jednego – w jego oczach można zauważyć wszystko, co złe – nienawiść, obrzydzenie czy zainteresowanie, czasem aż chorą fascynację. Na próżno jednak doszukiwać się w nich czegoś innego, pogodniejszego. Nawet kiedy się uśmiecha, jego wzrok pozostaje niewzruszony.

- To znaczy? – zapytał, choć wiedziałam, że bardzo dobrze wie, co mam na myśli. Po prostu chce, żebym to powiedziała. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może chciał mieć wszystko jasno powiedziane? Jego zachowanie na zawsze pozostanie dla mnie jedną wielką zagadką, choć znam go już spory kawał czasu. On… zmienia się w zależności do sytuacji. Czasem mam wrażenie, że w jego ciele żyje więcej niż jedna osoba. A każda z tych osób wymaga dokładnej analizy.

- O matce – sprostowałam, zwracając uwagę na niewielki uśmieszek, który zakradł się na jego cienkie, blade usta. Ledwo go dostrzegłam, ponieważ zakrył je chudymi, długimi palcami. Zupełnie tak, jakby tylko chciał sprawiać wrażenie, że wolał go ukryć.

Westchnął, dając mi do zrozumienia, że chce ominąć ten temat. Nie dam mu tak łatwo dać za wygraną. Gdy jest w takim stanie, o wiele łatwiej wszystko od niego wyciągnąć. Nie to, co zazwyczaj, gdy okrywa się warstwą dystansu i nieufności. Nie, tak właściwie nie ufa mi nawet w takich momentach. Po prostu jest zbyt słaby, aby się sprzeciwić. To zupełne przeciwieństwo człowieka, którym jest na co dzień – pewnym siebie, dumnym, bez skrupułów. Chociaż w tym momencie jestem najprawdopodobniej najbliższą mu osobą, mam wrażenie, że w każdej chwili byłby w stanie zostawić mnie jak psa w lesie. Wydać każdemu, jeśli tylko będzie coś z tego miał. Bo, nie ukrywajmy – Heewon jest człowiekiem, który nie robi nic bezinteresownie. Nawet jeśli za tobą będzie biegło stado zdziczałych byków, on otworzy ci drzwi dopiero w momencie, w którym dasz mu do tego powód. A nawet wtedy okazuje się, że był jakiś haczyk.  

- Nie chcę o tym rozmawiać – złapał się za tył swojej długiej, wąskiej szyi, by ją rozmasować. Często narzekał na bóle, które objawiały się w różnych miejscach, o różnym czasie. Zupełnie tak - jak to kiedyś powiedział – jakby ktoś nagle wbijał igłę w laleczkę voodoo, którą przedstawia. Ale czy ktoś miał do tego powód? Tak, i to z pewnością niejedna osoba. Jest kimś, kogo się kocha albo nienawidzi. A ta druga grupa osób jest o wiele większa. Większa, niż można byłoby się spodziewać. Ma w sobie coś, co odstrasza ludzi.

Momentalnie przyjrzałam mu się dokładniej. Posiadał dość… charakterystyczną urodę. Pociągła twarz, uwydatnione kości policzkowe, nieco zaokrąglony nos, kwadratowa szczęka… wszystko to powodowało, że czasem sprawiał wrażenie modela wyciągniętego wprost z magazynu. Nawet jego blada cera, przez którą można było zauważyć każde przebarwienie, nie oszpecała go. A wręcz przeciwnie – idealnie pasowała do jego prostej, wysokiej postury. Martwi mnie jednak jego niedowaga, która powiększa się z dnia na dzień. Jakby nie przejmował się, czy danego dnia cokolwiek jadł. Dziwi mnie, że jednocześnie nadal posiada w sobie tyle siły…

Wtem szybko podniosłam wzrok, uświadamiając sobie, że wpatruję się w niego już zbyt długo. Na jego twarzy zastałam tylko nieukrywany - tym razem - uśmiech. Nie rozbawiło go moje zachowanie, po prostu to lubił. Uwielbiał czuć na sobie wzrok innych, pałać się w nim. Może właśnie dlatego wybrał aktorstwo – nie tylko z tego powodu, że potrafił grać. Gdy jest na scenie, może poczuć podziw innych skierowany w jego stronę. Zupełnie tak, jakby to ludzie go napędzali. Ich zazdrość, zachwyt. Nie rozumiałam tego, ale nie tylko w tej kwestii nie wykazywałam zrozumienia, jeśli chodzi o jego osobę.

A przecież wiem, jak traktuje ludzi. Widzę, jak patrzy na nich z góry, jak tylko się nimi zabawia. Brzydzi się ich, patrzy na nich jak na zwykłe gówno, które jedynie dostarcza mu atrakcji. Bo, wiecie, Heewon nienawidzi nudy. Nienawidzi jej tak bardzo, że jeśli tylko nie jesteś interesujący, nawet na ciebie nie spojrzy. Ominie, jakbyś nie istniał. Tak, jak człowiek omija odchody.

Wiem o tym, a jednak nadal przy nim trwam. Tak samo jak ma w sobie coś, co innych od niego odpycha, tak samo ma w sobie coś przyciągającego. Coś, co trudno określić. Mimo tego, że prawdopodobnie jestem w jego życiu tylko pionkiem – kimś, kogo łatwo będzie mu skreślić z życia i nawet za nim nie zapłakać, mi nie jest tak łatwo o nim zapomnieć, jak mu o mnie.

Dlatego że jestem w nim zakochana. I on o tym wie. To właśnie z tego powodu nadal pozwala mi się ze sobą kontaktować, przebywać w jego towarzystwie. Nigdy mu o tym nie powiedziałam – on to po prostu wie, jakby to ze mnie wyczytał. I, jeśli mam być szczera, nie dziwię się temu. Jest niezwykle inteligentny, sprytny i, co najważniejsze, na pewno nie jest ślepy. Łatwo mu odkryć kłamstwo, a nawet jeżeli już tak się stanie, nie da innym do zrozumienia, że o tym wie. Będzie się nimi bawił. Tak samo, jak bawi się teraz mną. Po to, aby mieć swój teatrzyk. Jest w stanie manipulować innymi, prowokować ich, aby tylko zrobili coś, co rozwieje jego szarą rzeczywistość. Niech zakochają się w nim na zabój, niech znienawidzą całym sercem, niech, do licha, zrobią cokolwiek, aby tylko miał przed sobą swój teatr, który mógłby obserwować. Niech tym razem to publiczność zaserwuje mu wspaniałą sztukę! Niech leje się krew, niech wylewają łzy, niech śmiech zapełni całą salę. Niech tylko…

- Nie wyglądasz najlepiej – wzdrygnęłam się na jego słowa, a gdy tylko zauważyłam, jak podnosi się z miejsca, odruchowo wcisnęłam się bardziej w fotel. Obserwowałam jego każdy krok, to jak długie nogi niosą go coraz bliżej. Heewon był piękny, ale jednocześnie nadawał się tylko do obserwowania. Tak jak lubisz przyglądać się obrazowi, tak wolisz nie zbliżać się do tego mężczyzny i tylko go oglądać. Dlatego że jeśli tylko znajdzie się bliżej ciebie, czujesz nieuzasadniony niepokój, czasem może i obrzydzenie. A gdy tylko jego lodowate dłonie chociażby musną twoją skórę, przechodzi cię dreszcz - tak jak właśnie mnie. – Źle się czujesz? – zapytał ze wzrokiem pełnym ciekawości, jednocześnie przybliżając się do mnie coraz to bliżej i bliżej, a ja z każdą chwilą miałam ochotę się oddalić. Obserwował moje reakcje. Interesowałam go, a ja, głupia, cieszyłam się z tego powodu. Cieszyłam się, że wie o moich uczuciach, ponieważ dzięki temu ma obiekt obserwacji. Sam nigdy się nie zakochał, do nikogo nie poczuł nic więcej, jak zwykłą nienawiść bądź zainteresowanie. Stąd jego ciekawość. Nie powiedziałabym, że chciałby tego doznać. Sam niegdyś wyznał, że miłość tylko ogłupia ludzi. Myślę, że on po prostu tego nie rozumie. Nie rozumie miłości, przyjaźni, zaufania czy troski. Nie zna się na tym i to go denerwuje. A gdy jest zdenerwowany, ma tendencję do popełniania błędów. Heewon nienawidzi popełniać błędów. Nienawidzi być nieidealnym.  

- Nie, wszystko w porządku. Martwisz się? – Zaśmiałam się, czochrając go po kruczoczarnych włosach. Ten odsunął się jak poparzony, krzywiąc swoje usta w grymasie. Nie dlatego, że miałam czelność zepsuć jego perfekcyjnie ułożoną fryzurę. Nie – on po prostu nie lubi dotyku innych. Za każdym razem, kiedy ktoś go chociażby muśnie, wygląda, jakby zetknął się z czymś ohydnym. Nie jest przyzwyczajony do dotyku. Nie jest przyzwyczajony do wielu rzeczy, które są ludzkie.

- Tak – nagle z moich ust spełzł uśmiech. Otworzyłam szerzej oczy, nie wierząc własnym uszom. – Martwię się – przez chwilę poczułam ogarniające mnie ciepło, które następnie nagromadziło się w okolicach ust. Ust, które pocałował. A ja, uświadamiając sobie, do czego to zmierza, zamknęłam oczy, aby nie widzieć jego twarzy. Nie wstydziłam się, po prostu… wiedziałam, co się na niej maluje. Nie było na niej żadnego uczucia, tylko ciekawość i chłodny profesjonalizm. Nie kochał mnie i prawdopodobnie nigdy nie pokocha, a ja dalej żyłam w kłamstwie. W kłamstwie, którym on sam mnie karmił.

---

Swoje nieobecne oczy wpatrywał w spokojną, nienaruszoną wodę, która ciągnęła się aż po horyzont.

Sceneria senna zawsze wyglądała tak samo, od bardzo długiego czasu nic się w niej nie zmieniło. Czasem jednak na niebie pokazywały się mewy, a wraz z nimi do połowy nieznośny, a do połowy kojący odgłos skrzeczenia. Innym razem zamiast dnia, na niebie wisiał księżyc. Działo się tak wtedy, gdy czuł się naprawdę źle. Od kiedy dzień w dzień dręczy go ten sam sen, stało się tak zaledwie kilka razy. To dobry znak.

Złym znakiem natomiast był brak odgłosu uginającego się piasku.

Wiedział, że to podstęp. Czynność, która miała zmusić go do odwrócenia się za siebie – w miejsce, gdzie rozciągała się niezbadana dzicz pełna wysokich drzew i krzewów. Kilka razy udało mu się odwrócić – to z ciekawości, to z chęci wkroczenia pomiędzy rośliny, by przekonać się, że są tak niebezpiecznie, jak myśli.

Był nawet czas, podczas którego wstał. Wstał i wpatrywał się w to, ponieważ wyczuł zmianę. A tak właściwie usłyszał.

Z głębi lasu, najpierw cicho, a z każdą chwilą coraz głośniej, wydobywał się czyjś głos. Głos, który wołał go po imieniu, kazał mu do siebie przyjść.

Wpatrywał się tak, dopóki nie ucichł.

Potem nie usłyszał go nigdy więcej.

- Czekałeś na mnie.

Nie musiał się nawet ruszyć, aby wiedzieć, kto przyszedł.

- Zawsze czekam - stwierdził z delikatnym uśmiechem, nadal jednak nie odrywając wzroku od oceanu.

- I to mnie martwi.

Usiadła przy nim, opierając swoją głowę o ramię mężczyzny. Widząc jego pytające spojrzenie, postanowiła kontynuować.

- Dlaczego tam nie pójdziesz?

Nie tłumaczyła mu tego, ponieważ była wręcz pewna, że wie, o co jej chodzi – o dzicz.

- Tutaj jest mi dobrze.

- Siedzisz bliżej brzegu niż zazwyczaj.

- Naprawdę?

Rozejrzał się dookoła, omijając tyły.

Jego mama miała rację – z dnia na dzień siadał coraz bliżej wody.

- Jeśli coś jest nie tak, zawsze możesz mi powie…

- Tutaj jest mi dobrze - powtórzył się, mając nadzieję, że matka skończy temat.  

- Nie wychowałam cię na złego człowieka - rzuciła, choć usłyszał w jej głosie nutę niepokoju. Martwiła się, ponieważ niebo zaczęło ciemnieć, a słońce zachodzić.

- Ty nie, ja tak.

Nagle wszystko umilkło – woda, wiatr, mewy, a nawet jego mama. Przez krótką chwilę przestraszył się, ponieważ pomyślał, że to już koniec, że musi się z nią pożegnać… ale kiedy zerknął na swoje ramię, ta nadal się o nie opierała. Odetchnął.

Już chciał się odezwać, gdy zamiast niego zrobiła to kobieta.  

- Nie znam bardziej cierpliwszego człowieka od ciebie. Wiedz tylko, że każdy ma swoje granice.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

Zerknęła na niego zirytowana, ale jej wzrok napełnił się falą współczucia, kiedy jedyne co zastała, to wyraz niezrozumienia z jego strony.

- Niedługo sam się dowiesz, w końcu to twoja głowa.

- Nie rozumiem, o co ci…

Ciemność. Cisza.

Sen dobiegł końca.

AND I'LL WRITE YOU A TRAGEDY

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Lee Heewon   Sro Wrz 23, 2015 2:19 pm

AKCEPT.

Mógłbym Ci wytknąć jedną rzecz, która jakoś dziwnie rzuciła mi się w oczy, ale KP ładne i mi szkoda xD.
Powrót do góry Go down
 
Lee Heewon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Offtop :: Archiwum :: Karty postaci-