IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sven Théodore Lindquist

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Sven Théodore Lindquist   Pią Wrz 25, 2015 12:48 pm




Royal Cave

Mieszkanie Svena Lindquista.












Kliknij poniżej, żeby wyświetlić zdjęcia.

   
   
   
   
 
 
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Wto Wrz 29, 2015 4:29 pm

Siódma rano, budzik zaczyna swój piekielny koncert, a ja na krótką chwilę wciskam twarz w poduszkę i próbuję popełnić samobójstwo poprzez uduszenie. Nie trwa to długo, bo nieprzyjemne, niewygodne uczucie zapchanego nosa sprawia, że przekręcam się na bok i wydaję z siebie przeciągłe, męczeńskie westchnienie. Nie chcę wstawać, a leżenie nie sprawia mi przyjemności, kiedy nie mogę oddychać, a w gardle drapie jakaś przeraźliwa, bolesna siła. Umieram, to na pewno to. Przyszła już na mnie pora. Wciągam kołdrę na czubek głowy i zagrzebuję się w pościel, która wydaje mi się dziwnie zimna, chociaż mieszkanie jest ogrzewane. Drżę od chłodu, od rozdrażnienia i dziecinnego gniewu, który bierze się po prostu z faktu, że wiem, iż powinienem wstawać...


- Zaraz... - charczę sam do siebie, chcąc też poniekąd zarejestrować brzmienie swojego głosu, który notabene bardziej przypomina skrzek żaby niż ludzką mowę.


Milknę prędko, czując nieprzyjemny ból gardła i niemrawą ręką sięgam, żeby wyłączyć budzik. Tłumaczę sobie po cichu, że już za moment się podniosę, a w głowie toczę walkę sam ze sobą, która już i tak wiem, że jest przegrana. Żadna siła, ani z zewnątrz, ani wewnątrz mnie nie jest w stanie mnie dzisiaj podnieść. I chociaż gorliwie powtarzam, że zaraz wstanę, dalej trwam zawinięty w pościel, rozczochrany, rozdrażniony, obrażony na siebie, na świat, na jesień, której nigdy nie umiałem polubić.


Nie zasypiam, chociaż odpływam i zatrzymuję się w stanie półsnu, w którym trzyma mnie wzrastająca temperatura ciała. Nie słyszę żadnych dźwięków w mieszkaniu ani nie odczuwam upływu czasu, jakby ten stał w miejscu i jakby siódma rano na zegarku nie przekształciła się kolejna w siódmą trzydzieści, ósmą i dziewiątą.


Nie myślę o takich rzeczach, jak dzień sprzątania. Dzieje się to kiedy mnie nie ma, umyka to moim oczom, a ja nie muszę mieć świadomości, że tak było. Dlatego teraz jakby do mnie nie docierało, że dzisiaj przychodzi jakaś kobieta, żeby mi sprzątać, ta myśl nawet na moment nie pojawia się pod kopułą mojej czaszki, bo jestem zbyt skupiony na sobie, na swoim zawieszeniu między snem i jawą, gdzie częściowo nie odczuwam niewygody, związanej z przeziębieniem.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Czw Paź 01, 2015 12:28 pm

Długo nie chciałam się na to zgodzić. Znaczy, normalnie nie mam problemu ze sprzątaniem, ale robienie tego wypchanym kasą ludziom, którzy nie potrafią sami zetrzeć sobie kurzu z szafek, zdecydowanie wzbudza we mnie rozdrażnienie, niezadowolenie i wewnętrzny bunt, który usiłuję stłumić. Do tej pory sprzątała tu moja mama, mówiła, że mieszkanie jest bardzo ładne, a w domu nikogo nie ma w godzinach, w których pracowała. No i co najważniejsze, bardzo dobrze płacą. Teraz jednak postanowiła, że mogę to robić ja. Znalazła sobie kolejną pracę, która koliduje z godzinami tej, a uznawszy, że szkoda pieniędzy, które można tu zarobić - czemu ja, raz na jakiś czas - mam nie ogarnąć mieszkania i mieć przyjemny zastrzyk gotówki, taki dodatkowy do mojej wypłaty z księgarni. Argument mocny.


Przełykam więc dumę, niemal się nią dławiąc, gdy jadę windą apartamentowca na właściwe piętro. Spokojnie, Oh Hye Rim, nie musisz nawet wiedzieć, kto to jest. Wystarczy, że posprzątasz, dostaniesz pieniądze i udasz, że nic się nie stało. I tak regularnie - co tydzień. Jak dobrze pójdzie, nawet nie spotkasz pracodawcy. Mama wspominała coś o młodym chłopaku, ponoć bardzo uprzejmym, choć z tego, co mi wiadomo, rozmawiała z nim może raz czy dwa, większość rzeczy omawiając raczej z jego rodzicami, którzy to zlecają ogarnianie bałaganu, który robi ich synek. Już sobie wyobrażam, jak obrzydliwie rozpieszczony i zadufany w sobie musi być. Nawet sobie gaci uprać nie może.


Czochram włosy, tupiąc i wyładowując rosnącą złość, gdy niekoniecznie zachęcające myśli wciąż i wciąż przewijają się w mojej głowie. Miałam się uspokoić, a zamiast tego jedynie od nowa się nakręcam. Wypuszczam powietrze z płuc, powoli, prostuję się, odgarniając kosmyki z twarzy i doprowadzając się do porządku. To Twoje miejsce pracy, Oh Hye Rim. To tylko praca...


Otwieram drzwi kluczami, które wręczyła mi mama, wchodzę do środka, nie rozglądając się jednak, gdy patrzę na kieszeń, do której z powrotem je chowam. Gdy już podnoszę spojrzenie, zamieram. Wiedziałam, że jest bogaty, ale... Wow, to ludzie naprawdę tak żyją?


Powoli wyciągam słuchawki z uszu, zsuwam buty i z delikatnie rozchylonymi ustami, wchodzę wgłąb mieszkania. Tfu! Apartamentu. Niepewnie zaglądam do pomieszczeń, jakby chcąc się upewnić, że nikogo tu nie ma, lecz nim sprawdzę do końca wszystkie, zdaję sobie sprawę, że ja przecież nie mam czasu na oglądanie, a właściciel wraca za jakieś dwie, trzy godziny. Związuję włosy w niechlujnego koka, zakasuję rękawy swetra i zabieram się do roboty. Zamiatam mu, zmywam podłogę, wycieram kurze. Naczynia, które zostawił w zlewie zmywam ręcznie. Co prawda ma zmywarkę, ale wolę nie dotykać technologii, z którą nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Ogarniam wszystko szybko i sprawnie, wstawiam pranie, z przyzwyczajenia nieco przestawiając mu rzeczy, czy to w łazience, czy w kuchni, ale nie myślę o tym, gdy to robię.


Przenoszę się w końcu do kolejnego pomieszczenia, które do tej pory było zamknięte. Naciskam klamkę, popycham drzwi, widzę skrawek łóżka. Sypialnia. Otwieram je szerzej, gotowa do sprzątania, ale zamieram, dostrzegając wyraźny, wypukły kształt pod kołdrą i wystającą spod niej jasną czuprynę.


Mrugam zaskoczona, stojąc chwilę w bezruchu, spanikowana. Co ja teraz powinnam zrobić? Przeprosić i sprzątać? Wyjść? Uciec?


- A..Am...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Pią Paź 02, 2015 9:56 am

Niby słyszę, że ktoś porusza się po moim mieszkaniu, ale zupełnie na to nie reaguję, jakby to do mnie nie docierało. Tylko nakrywam się bardziej kołdrą, zasłaniając nią całą, rozgrzaną od temperatury twarz, zaciskając szczypiące oczy. Drgam dopiero, kiedy słyszę, że otwierają się drzwi do mojej sypialni. Poruszam się, na moment całkiem znikając pod kołdrą, ale kiedy nie poprawia to ani mojego samopoczucia, ani wygody, gwałtownie podnoszę się do siadu z beznadziejną miną i zmrużonymi oczami dostrzegam stojącą w progu sylwetkę dziewczyny.


Moja dłoń wędruje w kierunku głowy, kiedy czuję nagłe zawroty, wsuwam palce w rozczochrane, jasne kosmyki i mrugam ociężale, próbując zrozumieć, kim jest osoba, która przede mną stoi, skąd się tu wzięła i dlaczego akurat teraz, ale ból głowy sprawia, że tylko beznadziejnie się krzywię, a moje myślenie urywa się zaraz po tym, jak się zaczyna. Drżę z zimna, chociaż siedzę otulony kołdrą, a całe moje ciało się trzęsie.


Umieram, a ona jest aniołem, który po mnie przyszedł.


Patrzę na nią jakiś czas i normalnie pewnie bym się zastanowił, czy moje spojrzenie nie jest tępe, ale teraz po prostu ją obserwuję, chociaż fakty nie łączą się ze sobą. Znam skądś jej buzię... Kojarzę to spojrzenie, ten bałagan na głowie, ale czuję, jakby to było gdzieś daleko, na dnie moich wspomnień. Mrużę oczy, próbując sobie przypomnieć. A pośród wszystkich tych myśli nie umiem się jakoś odnaleźć, kiedy moją uwagę wciąż odwraca jej zaskoczona mina, serduszko ust rozchylone w delikatne "o" i zupełnie niepasująca do niczego, kolorowa miotełka do kurzu, kiwająca się w jej dłoni.


Wydaję z siebie przeciągły jęk, opadając na poduszkę, zakrywając się znów kołdrą.


- Jeśli nie jesteś moją halucynacją... - mrukam, głosem zupełnie niepodobnym do swojego. - Zrobisz mi herbaty?

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Pon Paź 05, 2015 1:33 pm

Cofam się przerażona o krok, gdy góra podnosi się, a kołdra zsuwa na tyle, bym mogła ujrzeć twarz potwora. I zamieram, gdy dociera do mnie, czyje jest to mieszkanie. Komu sprzątam. I kto teraz wygląda beznadziejnie, trzęsąc się, rozczochrany, blady, z półprzytomnym spojrzeniem i zachrypniętym głosem.


Targają mną różne emocje. Z jednej strony jest mi go szkoda, bo wydaje się być w opłakanym stanie małego chłopca, który potrzebuje, by ktoś się nim zaopiekował, bo się przeziębił, co - muszę przyznać - jest na swój sposób urocze. Z drugiej strony jednak, odczuwam okropne... Rozczarowanie. Że ten chłopak, na którego naskoczyłam, nawrzeszczałam, którego przepraszałam, który wydawał się tak sympatyczny, jest... Kolejnym rozpieszczonym bogatym dzieciakiem. Rabaty. Breloczek gratis. Pewnie wrzucił go do pierwszego lepszego śmietnika.


W jednej chwili całe to skrępowanie, zmieszanie. To wszystko pryska. Zostaje tylko dziwne przygnębienie. Zawiedzenie. Frustracja. Na jego prośbę natomiast tylko kiwam głową, choć pewnie już tego nie widzi, tonąc w pościeli. Wychodzę po cichu z pomieszczenia, smętnie stawiając kroki w kierunku kuchni, w której wstawiam wodę. Niby mam tu tylko sprzątać, ale mimo wszystko jest chory, zrobię mu tej herbaty, korona mi z głowy nie spadnie, jednak... Nie chcę tu już pracować. Nie u niego. Nie chcę pamiętać, że i on okazał się chłopakiem z wyższych sfer. Snobem, dla którego ktoś taki jak ja jest od sprzątania i robienia herbaty. Wiem, to bardzo płytkie z mojej strony, oceniać go od razu, jednak nie umiem inaczej. Nie chcę inaczej. Raz był moim klientem. Raz pracodawcą. W obu przypadkach to on płaci, a ja muszę spełniać jego oczekiwania.


Przecieram twarz dłonią, zatrzymując ją na czole i z przymkniętymi oczami czekam, aż będę mogła zalać mu herbaty. Widziałam w którejś z szafek leki, więc najwyżej mu je zaniosę, żeby się tak nie męczył, a potem zwyczajnie pójdę do domu, skoro wszędzie jest czysto, poza jego sypialnią. Nie będę jednak mu tam teraz przeszkadzać, niech wypoczywa w takim stanie. Najwyżej potrąci mi z pensji.


Zgodnie z postanowieniem, koniec końców wchodzę do jego pokoju nie tylko z herbatą, tabletkami i szklanką wody, którą miałby je popić, ale także z kilkoma kanapkami na talerzu, by nie brał leków na pusty żołądek. Strzelam, że nic nie jadł.


Stawiam tacę na szafce, przy łóżku, potem drapię się zakłopotana w potylicę, nieco psując sobie przy tym koka.


- Zjedz i weź tabletki, powinieneś poczuć się lepiej... Pójdę już, nie będę sprzątać w sypialni, wypoczywaj... - mówię cicho, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Chrząkam.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Sro Paź 07, 2015 7:11 pm

Kiedy wychodzi z mojej sypialni, zakrywam się mocniej kołdrą, tak, że wystają mi z niej tylko oczy i rozczochrana czupryna. Sięgam dłonią w stronę szafki nocnej, z której ściągam pudełko chusteczek, które następnie, z całą moją zmarzniętą ręką daje nura pod kołdrę. Zaciskam na moment powieki, ale otwieram je, bo przez otwarte drzwi w sypialni mogę ją widzieć, kiedy krząta się po mojej kuchni. Spojrzenie mam zamglone, a oczy okropnie mnie pieką, ale mimo to, patrzę na jej zgrabną sylwetkę, która przesuwa się po moim mieszkaniu...


Pamiętam ją. Jej głos, jej włosy, jej buźka, wszystko to wydaje mi się tak bardzo znajome, jakby było oczywistym, że zapadła mi głęboko w pamięć, a jednocześnie nie mogę sobie przypomnieć, skąd ją znam. Oczywiście, mimo stanu, w jakim się znajduję, dociera już do mnie, że to dziewczyna, która u mnie sprząta, ale mój umysł przypisuje jej jeszcze jakąś rolę...


Macam prześcieradło w poszukiwaniu telefonu. Przyciągam go do siebie i sprawdzam godzinę. Pod kołdrą blask wyświetlacza razi mnie w oczy i sprawia, że się krzywię, ale jednocześnie rozjaśnia nieco przestrzeń przed moją twarzą i dostrzegam przypięty do obudowy niewielki breloczek z dwoma konikami morskimi. I wtedy do mnie dociera. Jak błyskawica wyskakuję spod kołdry, podnosząc się do siadu, aż zaczyna mi się kręcić w głowie i muszę się oprzeć o materac za sobą. W tym samym momencie ona wchodzi do pokoju z tacą z jedzeniem, a ja w niemym zachwycie przyglądam się, jak stawia mi ją przy łóżku.


Zjawiła się w idealnym momencie. I się mną opiekuje. Zapewne dlatego, ze ma pensję, ale nie przeszkadza mi to w tym momencie w wyniesieniu jej na piedestał. Wodzę za nią wzrokiem, oddychając przez usta...


- Hej... - chrypię, żeby ją powstrzymać przed wyjściem tak szybko, a zaraz potem zanoszę się ostrym kaszlem. - Przypomniałem sobie Ciebie... Jesteś tą tańczącą dziewczyną ze sklepu...


Uśmiecham się do niej kącikiem ust i unoszę delikatnie telefon, przy którym dynda breloczek, który mi wtedy dorzuciła gratis za ten wybryk z pustą kasą.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Sro Paź 14, 2015 1:13 pm

Odwracam się na pięcie, gotowa opuścić to pomieszczenie, mieszkanie, budynek. I najlepiej by było, gdybym nie musiała już tu więcej wracać. Bo to takie trochę poniżające. Sprzątać u chłopaka, który może być maksymalnie pięć lat starszy, którego spotkało się już wcześniej. Trochę poniżające jest sprzątać właśnie u niego. Chociaż, pewnie nawet mnie nie zapamiętał, tacy jak on nie mają na to czasu. Ani ochoty zawracać sobie głowę kimś stojącym niżej w hierarchii. I czuję, że takie myśli tylko wzbudzają we mnie przygnębienie i frustrację. Wściekłość.


Kiedy stawiam krok, by przejść przez próg i zostawić go już tak na zawsze, zatrzymuje mnie jego chrypliwe "Hej". I to w sumie nie przez nie się odwracam. Bardziej niepokoi mnie ten kaszel, który przerywa mu wypowiedź. Spoglądam na niego, oparta o framugę. Pewnie aż go drapie w płucach, bo nie brzmi to przyjemnie. Marszczę brwi, przyglądając mu się i czekając, aż skończy. Może powinnam zadzwonić po lekarza? Pewnie ma jakiegoś rodzinnego, prywatnego, który jest na każde skinienie jego palca. Przecież go na to stać. Szkoda mi go jednak. To nie tak, że cieszę się z tego, w jakim jest stanie. Nie myślę "Ha! Dobrze mu tak! To za te wszystkie pieniądze, które on ma, a ja nie!". Bo w mojej niechęci do tych pięknych i bogatych wcale nie chodzi o zera na ich koncie. Chodzi o ich stosunek do reszty społeczeństwa. I, bardzo mi przykro, ale nie spotkałam jeszcze żadnego przedstawiciela tej warstwy, którą stać na drogie samochody, wielkie wille i dopasowane garnitury, który byłby uprzejmy i ciepły. Który nie zaznaczałby tak wyraźnie granicy.


Mrugam zaskoczona, gdy po tej serii kaszlu, przez którą omal nie wypluł wnętrzności, on oznajmia mi, że mnie pamięta. Tańcząca dziewczyna ze sklepu. Cóż. Przynajmniej nie "Dziewczyna, która na mnie nawrzeszczała". Zwilżam usta językiem i burkam mu na to:


- Nazywam się... - przerywam, gdy dostrzegam mały, dyndający przedmiot przy jego telefonie.


Breloczek. Te dziwne koniki, które sobie wybrał, a które byłyby ostatnimi, które wybrałabym ja. Więc jednak je nosi? Taką małą pierdółkę? Byłam przekonana, że prędzej znalazłabym ją w śmietniku przed sklepem, niżeli przy jego smartfonie. I aż mi głupio, że wcześniej zarzuciłam mu, nawet, jeśli w myślach, że mógłby pogardzić prezentem...


- ...Oh Hye Rim... - dokańczam po pauzie, którą wywołało zaskoczenie.


Głupi...
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Sro Paź 21, 2015 12:45 pm

Uspokajam oddech po kolejnym napadzie kaszlu i wsuwam dłoń w rozczochrane, jasne włosy, mierzwiąc je jeszcze mocniej. Uśmiecham się do niej głupio, nieco przepraszająco, bo mój stan nie jest zbyt zjawiskowy. Nos mam zapewne czerwony jak pomidor, oczy podkrążone i nawet nieco kręci mi się w głowie. Od razu nakrywam się kołdrą, czując przeszywające ciało dreszcze. Wyraźnie wzmaga się moja temperatura. Wyglądam śmiesznie w porównaniu z nią. Nawet jeśli przyszła do mnie, żeby posprzątać, wygląda uroczo, a moja wzmianka o tym, ze ją pamiętam, wyraźnie ją zaskakuje, bo tak zabawnie mruga i układa ustka w zaskoczone "o", przygotowując się do powiedzenia czegoś. Podoba mi się to, zawsze lubiłem koreańską urodę.


- Hye Rim-ah... - kącki moich ust drga, a potem pozwalam sobie opaść na poduszkę i odłożyć telefon na prześcieradło obok siebie. Mój wzrok wędruje na kłębki pary unoszące się znad kubka z herbatą, ale stwierdzam, że nie mam na nią jeszcze ochoty. - Sven Lindquist, miło mi Cię poznać... Chociaż już się znamy...


Moje spojrzenie jest nieco zakłopotane, a po chwili z mojego gardła wyrywa się kolejny atak kaszlu, który sprawia, że muszę położyć dłoń na torsie, żeby było mi łatwiej złapać oddech. Pościel wokół mnie jest zmechacona, poduszki wygniecione, przyklepane, widać, że w nocy musiałem mieć równie wysoką gorączkę, bo materiał jest przepocony. Ja sam nie mam na sobie koszulki, więc może dostrzec bladą skórę mojego ciała. Zapewne powinienem się ubrać, otulić chociażby szlafrokiem, ale nie należę do osób, które umieją o siebie dbać. Nigdy nie musiałem. Zawsze ktoś był obok i niekoniecznie była to służąca, która miała obowiązek zrobić mi coś do jedzenia, a po prostu moja własna mama, która nigdy nie pozwalała nikomu się mną opiekować, kiedy byłem chory i robiła to sama. Nie choruję też specjalnie często... nie pamiętam ostatniego razu, kiedy zignorowałem jakiś swój obowiązek ze względu na chorobę.


- Wybacz, że przeszkodziłem Ci w pracy... dziękuję bardzo za herbatę, zaraz wezmę leki... - mrukam to, przymykając oczy, niekoniecznie będąc pewnym tego, czy zaraz je wezmę, czy może znów zapadnę w półsen i odpłynę, zapominając zarówno o herbacie jak i o kanapkach i lekarstwach. - Nie musisz tu siedzieć... zarazisz się...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Wto Lis 03, 2015 9:52 am

Haaaa, jinjja...


Warczę na siebie w myślach, co chyba widać także po mojej minie. Owszem. Mogę sobie iść. Mogę go tu zostawić na pastwę losu, zasmarkanego, z gorączką, żeby wypluł sobie płuca i inne wnętrzności, a potem to ja będę mieć wyrzuty sumienia, bo pojawiłam się w złym miejscu i o złej porze. Bo to ja mogłam zostać, dopilnować, by wziął leki, by się przebrał, by coś zjadł. I nawet jeśli mówi, bym poszła, bo się zarażę, to już za późno. Byłam gotowa zrobić to jeszcze chwilę temu, przekonana, że nie pamięta, kim jestem, a teraz? Nawet, jeśli wiem, że jest jednym z tych bogatych dzieciaków, których tak strasznie nie lubię, a które tak bardzo gardzą ludźmi takimi, jak ja... Nie umiem już wyjść. Wzdycham, bardziej nad sobą, niż nad nim i wracam wgłąb pokoju, zatrzymując się dopiero przy łóżku, na którym leży. Dotykam chłodną dłonią jego rozgrzanego czoła i kręcę głową.


- Masz coś zjeść... Chodź tu, podnieś się trochę...


Chwytam talerz z kanapkami, siadam na brzegu wyrka i podsuwam mu je.


- Chociaż jedną, Sven. Żebyś nie brał lekarstw na pusty żołądek.


Staram się nie błądzić wzrokiem po jego nagich ramionach, choć brak koszulki widocznie mnie peszy, zwłaszcza, gdy tak blisko przy nim siedzę. Kiedy już podciąga się do pozycji półleżącej, wręczam mu talerz, a sama wstaję i zaczynam przeglądać jego szafki, by dać mu jakąś koszulkę, bo głupotą jest, by leżał taki półnagi z gorączką. Powinien to wszystko wypocić, a nie trząść się pod kołdrą bez piżamy. Potem mu to wszystko przepiorę, ale póki co, dla jego i mojego dobra, lepiej będzie, jak się ubierze.


Biorę coś, co wygląda jak góra od piżamy, choć niekoniecznie musi nią być. Nieważne. Wracam do niego, zabieram mu na moment kanapkę z dłoni, którą zresztą niechętnie żuje i pomagam mu ubrać koszulkę. Odgarniam mu jasne włosy z czoła, znów sprawdzając przy okazji jego temperaturę.


- No załatwiłeś się na amen... - wzdycham, wciskam mu chleb w usta i gdy je, zabieram się za poprawianie mu poduszek, by było mu wygodniej, jak już się położy z powrotem.


Pozwolę mu zasnąć, ale dopiero wtedy, jak upewnię się, że wziął leki, a z tego, co widziałam, gdy je brałam, to ma naprawdę dobre, więc nie powinniśmy walczyć z przeziębieniem jakoś specjalnie długo.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Sob Lis 07, 2015 12:31 pm

Przesuwam za nią spojrzeniem, utkwiwszy wzrok w jej ciele i tylko zmieniając jego poziom. Od jej buzi, po ramiona, dłonie, uda. Nagle wszystko zaczyna się dziać szybko, ona porusza się jak huragan, wyraźnie poczuwszy się pewniej. W jednej chwili czuję jej chłodne palce na swoim czole, przyjemne zimno jej skóry sprawia, że na krótką chwilę przymykam oczy, odczuwając ochotę przylgnięcia całą twarzą do jej rąk. Nie jest mi jednak dane długo się tym rozkoszować, bo chwilę potem wciska mi w dłonie talerz z kanapkami, a ja niechętnie otwieram oczy, kiedy znika to błogie uczucie ulgi, jakie wzbudził we mnie jej dotyk...

Podnoszę się niechętnie, marszcząc przy tym czoło. Oczy mam przymrużone, bo pieką mnie, kiedy dociera do nich więcej światła. Kołdra opada z moich ramion, powodując, że przeszywa mnie nagły dreszcz. Sięgam po kubek z herbatą i przytulam jego rozgrzany brzeg do swoich ust, chociaż uczucie płynu, spływającego przez moje gardło sprawia, że się krzywię. Kęs kanapki drapie podrażnione miejsca... Spoglądam na nią trochę beznadziejnie, z jednej strony nieco zaskoczony, że nagle tak chętnie się przy mnie kręci, skoro nie należy to do jej obowiązków, a z drugiej po prostu wdzięczny. Nie lubię być sam, kiedy jestem chory, głównie dlatego, że nie umiem o siebie zadbać. Nigdy bym nie pomyślał, żeby wstać z łóżka i poszukać sobie koszulki, tak, jak ona robi to teraz, a po prostu leżałbym półnagi pod kołdrą i trząsł się z zimna, przeklinając swój los.

Własnie zamierzam wziąć kolejnego kęsa kanapki, kiedy jedzenie zostaje mi wyrwane z ręki, a ja zaskoczony podnoszę na nią wzrok. Ubieram się posłusznie, koszulka jeszcze bardziej czochra mi włosy, a ja otwieram usta, żeby się do niej odezwać, a wtedy ląduje w nich chleb. Mrugam, nieco pobudzony takim traktowaniem.

Brutalna z Ciebie pielęgniarka — śmieję się nieco chrypliwie, biorąc kęsa kanapki; zaraz potem kicham głośno i stękam, kiedy odzywa się ból w podrażnionym gardle. — Ale dziękuję... Nie musisz tego robić, więc... tym bardziej dzięki — kończę, nieco nie wiedząc, co chcę powiedzieć.

Zdaje się, że choroba odebrała mi możliwość składnego komplementowania i dziękowania dziewczętom. Nie jestem czarujący, będąc przykutym do łóżka, raczej sprawiam wrażenie bezradnego dziecka...

Krążę za nią wzrokiem, kiedy poprawia mi poduszki i sięgam po tabletki z szafki obok łóżka. Popijam je herbatą, a potem opadam na pościel i zamykam oczy, odwracając się na bok. Na talerzu spoczywa niedojedzona kromka chleba.

Jeśli chcesz tu zostać, możesz używać wszystkiego, co jest w mieszkaniu, nie krępuj się... — mrukam szeptem, żeby nie nadwyrężać bolącego gardła, a potem uchylam jedno oko, żeby na nią spojrzeć, chociaż moja wizja jest nieco rozmazana. — Ale jak chcesz, możesz po prostu zadzwonić po lekarza...

Niespecjalnie chcę, żeby zdecydowała się akurat na to. Nie przepadam za lekarzami, a ona... nie chodzi tylko o to, ze się mną zaopiekowała i jest mi z tego powodu miło, ale jest ładna i odświeżająca... I podoba mi się, że tu jest.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   Nie Lis 08, 2015 8:31 pm

Jego słowa uświadamiają mi, że faktycznie zachowuję się nieco chaotycznie. Nieco bardzo. Za bardzo. I aż robi mi się głupio, od razu uspokajając się i drapiąc zakłopotana w policzek. Ma rację. Nie dość, że jestem w obcym mieszkaniu, to jeszcze opiekuję się obcym facetem. Powinnam być chyba trochę bardziej delikatna i zorganizowana, dlatego po wszystkim siadam na brzegu jego łóżka i ogarniam włosy za ucho, spoglądając na jego zmęczoną, bladą twarz.


- Wybacz... - mamroczę i poprawiam kołdrę, zakrywając go nią bardziej.


Przyglądam mu się, pozwalam sobie odgarnąć mu jasne kosmyki z buzi, by nie łaskotały go i by nie czuł dyskomfortu, a mógł po prostu zwyczajnie odpoczywać, bo to jest mu teraz najbardziej potrzebne. Zjadł, wziął leki. Co ja więcej mogę? Chyba tylko pilnować, by zasnął i sprawdzać, czy spada mu gorączka. I właściwie to mam zamiar zrobić, bo jak już tu jestem i zabrałam się za opiekowanie nim, to doprowadzę to już do końca. Zwłaszcza, że taki chory zachowuje się zupełnie jak mały, nieporadny chłopiec, którego powinno się przytulić i leżeć z nim, pilnując, by nie dręczyły go koszmary. Co jest na swój sposób urocze. Choć dalej za nim nie przepadam. Dalej jest dzianym, rozpieszczonym dzieciakiem. Z tym, że teraz potrzebującym pomocy.


Wzdycham.


Ach, Hye Rim, ty głupia dziewucho...


- Wątpię, że lekarz coś pomoże, najwyżej jeśli te leki nie pomogą i jutro nie będzie lepiej, to wtedy się zadzwoni. Na razie spróbuj zasnąć, Sven... - mówię cicho, ale słyszalnie dla niego.


Staram się brzmieć łagodnie, tak, by nie zmęczyć go zarówno mówieniem jak i słuchaniem. Siedzę tak przy nim, patrząc, jak zamyka powieki i faktycznie zarówno choroba, jak i leki, nużą go i zmuszają do snu. To dobrze. Najwyżej jak się obudzi, powiem mu, by wziął kąpiel, ubrał świeżą piżamę, coby nie leżał w kółko w tych samych zarazkach. Odgarniam mu co jakiś czas niesforny kosmyk z buzi, tym samym sprawdzając, czy temperatura jego czoła, jak i całego ciała, spada. A kiedy mam pewność, że śpi już w miarę głęboko i spokojnie, że wypoczywa, zamierzam wykorzystać pozwolenie, które mi dał. Wstaję, opatulam go kołdrą i ruszam do kuchni. Zaglądam mu do lodówki, do szafek. Zrobię mu zupę. Tak. To dobry pomysł.


Włączam cicho muzykę, tak, by było ją słychać w kuchni, ale w jego sypialni już nie i nucąc cicho, zabieram się za gotowanie. Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie on, dawno skończyłabym już pracę i mogła wrócić do akademika, ale czy naprawdę aż tak bardzo mi się śpieszy? Niby nie mam żadnych korzyści z tego, co teraz robię, bo i żadnej kasy ekstra za to nie wezmę, ale niech już mu będzie. Mi byłoby smutno, gdybym miała leżeć tak sama, chora, bez nikogo i niczyjej pomocy.


Zerkam do sypialni, gdy zupa się gotuje. Przyglądam się jego zmarszczonym brwiom, zamkniętym oczom, rozchylonym ustom... Nie. To, że jest przystojny, nie ma z tym nic wspólnego. Ja... Mama po prostu wychowała mnie na dobrego człowieka i nauczyła, by pomagać innym. Zdecydowanie tak.


Ale ja już lepiej wrócę do zupy...

Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sven Théodore Lindquist   

Powrót do góry Go down
 
Sven Théodore Lindquist
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Offtop :: Archiwum :: Inne-