IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 5:41 pm

Gabinet klasy 2-3

Czuję, że będzie padać. Czuję ten specyficzny chłód na swojej skórze, kiedy w pośpiechu rzucam papierosa na betonową powierzchnię dachu. Dzisiaj jest szaro, wszystko jest szare – kontur miasta, horyzont, niebo, zieleń – wszystko jest szare. Ale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, wprawia w dziwnie dobry nastrój. Czuję elektryzujące nitki, które drobnymi uszczypnięciami smagają moją skórę. Ruszam do drzwi, słysząc ponaglający dzwonek na pierwszą lekcję. Zdecydowanie za szybko. Wszystko. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do japońskiego roku szkolnego, kiedy wakacje zdają się być długim weekendem, a po dwóch tygodniach musisz zaczynać wszystko od nowa.
Przeczesuję dłonią jasne włosy, tą drugą wsuwam do kieszeni i zupełnie przypadkowo ignoruję spojrzenia kolegów z pracy, którzy właśnie wchodzą do swoich klas, by zacząć lekcje. Wewnątrz jest o wiele cieplej, co u mnie, paradoksalnie, wzbudza dreszcz na karku. Czuję jeszcze dym papierosowy w gardle, kiedy odsuwam drzwi, prowadzące do mojego gabinetu. Może nieco za mocno, bo hałas, który się rozlega, sprawia, że uczniowie nieruchomieją w ławkach. Nie umiem zapamiętać ich imion, w myślach nadając im własne pseudonimy, dzięki którym ich rozróżniam. Dla przykładu – przy oknie siedzi Mucha, a obok niej Koleżanka Muchy. Nie lubię ich, nie umiem powstrzymać się od odczuwania lekkiej niechęci do kilkorga spośród tego grona i mam wrażenie, że czyni mnie to kiepskim wychowawcą.
Opieram się o biurko dłońmi zaciśniętymi w pięści i dopiero teraz pozwalam sobie przesunąć wzrokiem po ich twarzach i zwrócić uwagę na najmniejsze szczegóły, takie jak drżenie rąk albo rozczochrane włosy. Widzę, że im się nie chce, widzę, że woleliby, by mnie tu nie było. A kiedy to widzę, mi też się odechciewa, a spojrzenie staje się ciemniejsze i rozdrażnione.
Do moich uszu dociera dźwięk kropel deszczu uderzających o szybę – pada. A mój wzrok, wędrujący w stronę okien, zatrzymuje się na jego sylwetce. Na linii szyi przekręconej w stronę, z której dochodzi dźwięk, na oczach utkwionych w kropelkach spływających po śliskiej powierzchni. Moje brwi na krótką chwilę unoszą się w górę, by zaraz opaść bardzo nisko, na czole tworzy się głęboka zmarszczka, bo jeśli jest jakiś sposób, by zapaść mi głęboko w pamięć, to sprawić, żebym od obojętnej sympatii, którą żywię do każdego ucznia na początku, przez irytację, przeszedł aż do wyraźnej niechęci. A on sprawił, że w pamięci wyryła mi się każda literka jego imienia, każda ocena, którą mu wstawiłem oraz widok beznadziejnie pustego krzesła na moich lekcjach. Mogłem sobie dać z nim spokój.
Nie musiałbym go teraz zaliczać do grona swoich zmartwień.
- Lenzeheuer… - mój pomruk przerywa ciszę, która zalega gęstą warstwą w klasie, jest wyraźny, chociaż nieco zachrypnięty.
Opadam na fotel za sobą i obserwuję, jak spogląda w moją stronę. Delikatnie odchylam głowę w stronę oparcia, czując skrobiącą z tyłu głowy niechęć.
- Witaj w klasie 2-3.


Ostatnio zmieniony przez Zachariah B. Ivers dnia Sob Lis 07, 2015 11:39 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 7:00 pm

Myślałem, że będę rozdrażniony. No bo, hej. Pierwszy dzień szkoły. Kolejny rok w klasie drugiej. Deszcz za oknem. Nieznajome twarze. Kto by nie był zirytowany? Zaspany? Z tego, co zauważyłem, wchodząc do gabinetu kilka minut temu, każdy siedział niezadowolony albo odsypiał nieprzespaną noc z głową i ramionami na ławce. Niektórzy mieli nawet tyle odwagi, by przynieść ze sobą poduszki.
Ku mojemu zdziwieniu, ze mną jest zupełnie inaczej. Stopa drga w rytm muzyki, kiedy kostka jednej nogi oparta jest o kolano drugiej. Głowa delikatnie buja się na boki, a usta nieznacznie poruszają się w bezgłośnych słowach chińskiej piosenki. Nie słyszałem dzwonka. Nie słyszałem trzasku drzwi. Muzyka gra zbyt głośno, a śledzenie wzrokiem ścigających się po szkle kropelek wody, które ostatecznie łączą się w jedną, większą i wspólnie docierają do mety - jest zbyt absorbujące. Jakby się uprzeć i starać się być poetyckim, to można podstawić pod nie dwójkę ludzi, których drogi w końcu się krzyżują i przez resztę życia idą razem. Albo ja po prostu powinienem wczoraj położyć się wcześniej spać.
Kącik moich ust drga w rozbawieniu, gdy widzę, jak spóźniona na lekcję uczennica biegnie w stronę wejścia do szkoły, starając się ukryć starannie ułożone włosy pod marynarką. Tej to już w ogóle dzień kiepsko się zaczął. Nie kojarzę jej. Pewnie jest z pierwszej klasy.
A, w sumie - głupi argument. Ja tu mało kogo kojarzę. Mogła być równie dobrze ze mną w poprzedniej klasie.
Swojego nazwiska również nie słyszę, dopiero jakiś koleś, siedzący ławkę obok, zbierając się na odwagę i domyślając, że pewnie chodzi o mnie, szturcha moje ramię i ruchem głowy wskazuje w stronę mężczyzny, którego przybycia nie zauważyłem. Pociągam za kabel od czerwonych słuchawek, by te wyleciały z uszu i przesuwam spojrzeniem po całej klasie, aż trafiam spojrzeniem na tego, który mnie wita.
I cały dobry humor szlag jasny trafia.
Brew drga w zirytowaniu, przewracam oczami, przykładając szczupłą, kościstą dłoń do czoła i klnę cicho, po chińsku. A mogłem sprawdzić. Mogłem, cholera jasna, sprawdzić, kto jest wychowawcą tej klasy. Wtedy bym się przepisał do innej w tym roczniku, może nawet z nadzieją, że dostanę innego fizyka, o ile w tej szkole takowy istnieje.
Mówiłem coś o pechowym dniu tamtej dziewczyny? Żartowałem. To ja właśnie przegrałem w życie.
Przecieram oczy palcami, zaciskam je delikatnie na wewnętrznych kącikach i wracam spojrzeniem do nauczyciela. Wstaję, skoro się do mnie zwraca. Nie będę bezczelny.
- Dziękuję za powitanie, sensei. Liczę na owocną współpracę.
Kłaniam mu się delikatnie i siadam z powrotem. Tak starałem się go unikać. A teraz to on będzie za mnie odpowiadał. Och, ironio, myślisz, że jesteś zabawna?
Bo mi wcale nie jest do śmiechu.
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 7:24 pm

Moja brew drga, kiedy wyciąga słuchawki i wstaje. Przyglądam mu się, przechylając głowę w bok i w jednej chwili robię setkę postanowień. Że nie będę zwracał na niego uwagi, że zachowam się, jakby go tu wcale nie było. Ale wiem, że nie mogę. Dzieciak jest teraz w mojej klasie, więc to ja za niego odpowiadam i każde jego wagary, każdy jego oblany egzamin – wszystko będzie teraz na moim karku. Spośród wszystkich zmartwień, które siedzą w ławkach przede mną, on jest tym najbardziej niepożądanym. Teraz ja będę musiał się martwić tym, czy zda, tym, czy przyjdzie do szkoły, tym, czy jest chory i czy trzeba powiadomić jego rodziców, ja będę musiał na niego uważać, ja będę musiał wszystko. A tak bardzo nie chcę.
Jego podejście mnie drażni. Jego osoba mnie drażni. Jego obecność mnie drażni. W zeszłym roku szkolnym na każdej lekcji udowadniał mi, że nie umiem znieść wzruszania ramionami i wzroku pozbawionego chociaż krzty zainteresowania. Jakby wcale go tu nie było. Jakby robił mi łaskę, pozwalając, by jego ciało przebywało na mojej lekcji. Jakby się spodziewając, że za samą obecność, która i tak nie była stu-procentowa, należy mu się uścisk dłoni i pochwała.
Przecieram oczy dłonią, odrywając wzrok od jego osoby, ale tylko na chwilę.
- Schowaj te słuchawki – burczę w jego stronę, wstając i odwracając się do tablicy.
Zapisuję na niej imiona przewodniczących klasy z zeszłego roku, postanawiając skupić się na czymś, co nie jest nim, a sprawą o wiele bardziej istotną. Albo mniej. Nie wiem. Wiem tylko, że jeśli teraz będę się nad nim rozwodził, rozdrażniony trzasnę drzwiami i wyjdę, żeby uspokoić się papierosem. Ostatnio zbyt łatwo mnie zdenerwować. A na pewno jemu jest zbyt łatwo mnie zdenerwować. Nie powinien działać na mnie w ten sposób, nawet jeśli nie widać tego na zewnątrz.
Pozwalam im się zgłaszać, choć mija kilka długich chwil, zanim pierwsza ręka wędruje w górę. Opieram się o biurko, zerkając to na tablicę, to na nich, w palcach obracając białą kredę, z której pył sypie mi się na spodnie. Staram się nie patrzeć w jego stronę, ale wzrok i tak przesuwa się w jego kierunku, jakbym miał nadzieję, że już go tam nie będzie.
Ale jest. I będzie – jeśli uda mi się zachować jak poprawny wychowawca – przez kolejne trzy lata…
Wychodzę zza biurka i podchodzę do okna, rozpoczynając powolny spacer po klasie, kiedy pierwszy chętny wychodzi naprzód i staje pod tablicą. Nie wtrącam im się w to głosowanie, bo zapewne i tak skład samorządu klasowego pozostanie ten sam, co w zeszłym roku. Przechadzam się więc powoli, obserwując ich profile i plecy, jego profil i plecy, kiedy przechodzę obok jego ławki. Będę musiał wykazać się naprawdę silną wolą, żeby nie zostawić go w drugiej klasie na kolejny rok…
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 7:57 pm

Nie mam zamiaru się teraz pluć i buntować, że ich nie schowam. Nie będę wdawał się z nim w dyskusję na forum klasy. Nigdy tego nie robiłem. Nie w tej szkole. Nigdy mu nie pyskowałem. Może to o to chodzi. Że nie wzbudza we mnie żadnego zainteresowania. Zarówno fizyką, jak i samym sobą. Być może drażni go moja bierność. To, że bez najmniejszego sprzeciwu chowam je, jednak nie sprawia to, że zaczynam uważać. Że posiada na lekcji obecnego ucznia w postaci Wolfganga Veita Lenzeheuera.
Pomimo tego, że muzyka nie gra mi już w uszach, wciąż chodzi mi po głowie. Z tego też powodu, stopa ponownie wraca do drgania, zaś ja - do wpatrywania się w kropelki-przyjaciółki. Nie biorę udziału w całych tych wyborach na klasowy samorząd. Mam też nadzieję, że nikt nie zaproponuje mnie. Nie mam zamiaru się wychylać, a w ogarnianiu tych wszystkich rzeczy związanych z klasą i osobami w niej, a co ważniejsze - ciągły kontakt z wychowawcą - zdecydowanie nie jest na moje nerwy.
Choć na niego nie patrzę, dostrzegam kątem oka, że koło mnie przechodzi. Jest jak rekin, który powoli krąży wokół swoich ofiar. Zbudza strach i szacunek. Widzę, jak wszyscy prostują się w krzesłach, gdy tylko pojawia się obok. Gdy wyczuwają jego obecność. Silny, męski zapach, drażniący nozdrza, zmieszany z papierosowym dymem. Pozwalam sobie spojrzeć na jego osobę i wędrować tak za nim, póki jest tyłem do mnie. Chyba powinienem w tym roku dać sobie spokój z wagarami. Zwłaszcza z jego przedmiotu. Bo teraz i tak go nie uniknę. I tak będzie mnie ścigał. Teraz nawet bardziej. Już nie jako nauczyciel, a jako wychowawca. Czyżbym musiał się poddać? W innym wypadku czuję, że postara się udowodnić mi już nie tylko to, że nie potrafię jego przedmiotu, ale także, że nie jestem godzien bycia w jego klasie. I uwali mnie na kolejny rok. A ja - mimo wszystko - chciałbym jednak skończyć tę szkołę.
Z zamyślenia wyrywa mnie czyiś głos. Los postanowił zakpić sobie ze mnie dziś drugi raz, bo ktoś faktycznie proponuje, że może "nowy" zechce zaangażować się w życie społeczności klasowej.
Czuję na sobie spojrzenie młodszych o rok ode mnie uczniów. I otwieram usta. Poruszam nimi, ale nie do końca wiem, co powiedzieć.
- Nie, ja spasuję. Nie nadaję się na przewodniczącego - mówię powoli, starając się, by chiński akcent nie sprawił, że moja wypowiedź stanie się niezrozumiała.
Zerkam na nauczyciela. Mógłby wybić im ten pomysł z głowy. Przecież doskonale wiem, że i on tego nie chce. Że obaj tego nie chcemy. Doskonale wiem, że i jemu moja obecność tu jest nie na rękę. Tak samo jak ja, on także ograniczyłby nasze spotkania do minimum. A są nimi lekcje. Kontakty związane z rolą przewodniczącego i wychowawcy, to za dużo zarówno dla mnie, jak i dla niego.
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 8:20 pm

Pozwalam sobie nieco się wyłączyć, kiedy tak dywagują nad tym, kto będzie im przewodził. Ktokolwiek to będzie, raczej nie sprawi mi to kłopotu, oby tylko nikomu nie wpadło do głowy, żeby proponować nowego. Jestem w stanie dojść do porozumienia w każdej sprawie, ale z tym bym sobie chyba nie poradził. I tak będę musiał się z nim cackać, żeby zdał, nie mam ochoty z nim „współpracować”. Zresztą nie sądzę, że potrafiłby się zaangażować i prędzej, czy później, trzeba by było zmienić to stanowisko. Postarałbym się o to.
Nie słucham ich, krążąc między ławkami. Nie wiem nawet, czy myślę o czymś konkretnym, uspokajając się i próbując pogodzić z jego obecnością. Starałem się ułożyć w głowie plan działania, jak go ominąć, jak go podciągnąć, jak nauczyć się z nim żyć, ale nie jestem idealny w planowaniu, dlatego daję sobie z tym spokój. Odgłos moich własnych kroków i stukanie kropli o szyby okienne pozwala mi zupełnie wyciszyć ich głosy, jakbym przekręcił wyimaginowaną korbkę i sprawił, że zamilkli.
Do czasu, kiedy rozlega się jego głos.
Zatrzymuję się w pół kroku i prostując, spoglądam na niego z drugiego końca gabinetu. Marszczę brew, słuchając jego głosu, z tym charakterystycznym akcentem, który rak wyraźnie stara się ukryć. Naprawdę? Czy ktoś naprawdę go wybrał? Kiedy przesuwam wzrokiem po jego osobie, po szczupłej twarzy, rozczochranych, ciemnych włosach, po długim ciele, tak niedbale usadowionym teraz na krześle – nie wiem, jak ktoś mógłby pomyśleć, że będzie w stanie się przejąć. Nie on. Pan bierny i obojętny, pan odcięty od reszty.
- Nie sądzę, że to dobry pomysł – zabieram głos, który dźwięczy mocą pośród innych, młodzieńczych. – Wolfgang jest nowy w klasie, nie powinniście obarczać go taką funkcją.
Mam nadzieję, że moje słowa sprowadzą ich na ziemię. Że będą ostatnie i nikt nie zechce mi się sprzeciwić. Spoglądam na głowy, które obracają się – to w moją stronę, to znów na niego – i czekam, aż ktoś zbędzie ten idiotyczny pomysł. Jestem wręcz pewien, że tak się stanie…
- Sensei – odzywa się nagle cienkim, cichutkim głosem, stojąca pod tablicą przewodnicząca z zeszłego roku. – Ale… Jest od nas starszy. Jako senpai mógłby zostać przewodniczącym…
Wzrok całej klasy kieruje się na nią, a nagłość tego ruchu sprawia, że zdaję sobie sprawę, iż kwestia jest przegrana. Przesuwam dłonią po włosach, spoglądając na niego i wzdycham ciężko, widząc kolejne ręce, które wystrzeliwują w górę, popierając ten pomysł.
Cholera jasna. Milczę, gdy pani przewodnicząca podlicza głosy i z radością w głosie oznajmia, że ponad połowa klasy się zgadza. Zapewne nie chce już pełnić tej funkcji, z radością wepchnie ją jemu. Chociaż i ja na tym ucierpię. I pewnie oni wszyscy. Wiem, że wyczekują, aż coś powiem, a ja muszę się do tego zmusić, bo tak bardzo nie jest mi to na rękę.
- Lenzeheuer… - mówię w końcu, spoglądając na niego.
Nie kończę. Tylko ruchem dłoni wskazuję mu, żeby podniósł się z ławki i zamienił miejscami z dziewczyną, która w zasadzie odegrała rolę jego kata. Mojego kata.
Powrót do góry Go down
Satsuki Kaoru
Faultless One
avatar
Tytuł :
Cicha woda

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Hirosaki, prefektura Aomori

Zawód :
Uczennica Kakōgan

Stan cywilny / Partner :
Forever alone ( ͡° ʖ̯ ͡°)


http://bottledstars.forumpl.net/t363-topic
http://bottledstars.forumpl.net/t373-constance-taylor-ainley-satsuki-kaoru
PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 9:19 pm

Wtem! Z korytarza dobiega zbliżające się pospiesznie tupanie, po czym drzwi otwierają się z hukiem i sprawczyni całego tego rumoru wpada do klasy – dosłownie, bo w progu potyka się o własne sznurówki i tylko złapanie się najbliższej ławki chroni ją przed upadkiem na twarz. Prostuje się chwiejnie, poprawia cokolwiek wymiętoszoną koszulę i krawat, który podczas biegu przez korytarz zawinął się gdzieś na ramię, obrzuca szybkim spojrzeniem całą klasę wraz z nauczycielem, i mamrocze pod nosem:

Pszaszam za spnienie…

…Ale niestety nikt jej nie słyszy, bo w tym samym momencie rozlega się głos z klasy:

A może Satsuki-san?

Ona? Ta mała pierdołka, która dalej stoi w progu i nawet jeszcze nie ogarnia, że właśnie ktoś zgłosił jej kandydaturę na wiceprzewodniczącą? Żeby było śmieszniej, pierwszego ktosia już po chwili popiera jakiś drugi ktoś i zanim ktokolwiek się orientuje, nazwisko Satsuki Kaoru ląduje na tablicy pod dumnie brzmiącym nagłówkiem „wiceprzewodnicząca”. Sama zainteresowana mruga kilka razy ze zdziwieniem, ale nie protestuje, chociaż oczy ma jak spodki, a w dodatku drży jej dolna warga. Przez chwilę wygląda, jakby miała zaraz albo się rozpłakać, albo wycofać z powrotem na korytarz, ale w końcu bierze się w garść i zajmuje swoje stałe miejsce w ławce. Jej mały prywatny kryzys zostaje zażegnany, zanim porządnie się rozwinie, a uwaga uczniów z powrotem kieruje się w stronę wychowawcy i Wolfganga. Którzy, zauważa mimochodem Kaoru, wyglądają, jakby ze sobą flirtowali, w dodatku zupełnie nieświadomie. Ciekawe, czy ktoś jeszcze się zorientował?


_________________

WHEN I TRIP ON MY FEET, LOOK AT THE GROUND
THE WORDS ARE WRITTEN IN THE DUST
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 9:50 pm

Z nadzieją wpatruję się w oblicze nauczyciela, ignorując unoszące się dłonie uczniów. Ty tu rządzisz. Jesteś mężczyzną. Zrób coś. Dlaczego im ulegasz? Dlaczego pozwalasz im zadecydować za mnie? Za siebie? Przecież nie chcesz. Ja też nie chcę. Huknij, warknij, zrób tę swoją groźną minę i po prostu powiedz im, że się nie nadaję.

Słowa przewodniczącej dzwonią mi echem w głowie. Jakim cudem przez dwa lata udało mi się siedzieć niezauważonym, a teraz wystarczyło kilka minut, by wepchnąć mi w ręce posadę, której naprawdę nie potrzebuję do szczęścia, tym samym zwracając na mnie uwagę wszystkich uczniów.

Mam wyjść na środek. Mielę językiem, niezadowolony. A może on w ten sposób się mści? Może widzi, że nie chcę być przewodniczącym, dlatego robi mi na złość, tym samym dając sobie prostą drogę do kontrolowania mnie? Dopilnowania, bym był. Albo jest tak cwany, albo tak jest mu ta klasa obojętna, że nie ma zamiaru się wtrącać.

Okay, wystarczy, że zrobię na nich złe wrażenie. Podnoszę się powoli z ławki, przeczesuję dłonią czarne włosy, ciągam je delikatnie i ruszam w miejsce, które opuściła dla mnie drobna Azjatka.

Czuję, jak w jednym momencie spojrzenia uczniów ze mnie, przenoszą się w stronę rozsuwających się z rozmachem drzwi. Nie powiem, sam na nie spoglądam, zatrzymując się w półkroku. Unoszę brew na widok spóźnionej... Osoby. Nie jestem w stanie określić, czy to dziewczyna, czy chłopak. Nie, kiedy stoi na drugim końcu klasy i tak trudno dostrzec szczegóły, które mogłyby wskazywać na którąkolwiek z tych opcji. Postanawiam to jednak zignorować. Nie jest to ważne. Nie w momencie, kiedy w moim sercu rodzi się nadzieja. Zaczynają głosować. Nie na mnie.

Kimkolwiek jesteś, Satsuki, właśnie ratujesz mi życie.

Już mam obracać się na pięcie, już wracać na swoje miejsce, gdy ktoś zapisuje nazwisko nie pod napisem "przewodniczący", a "wiceprzewodniczący".

Czuję się, jakbym dostał mentalnego liścia w policzek. I idę na środek klasy.

- Jak już mówiłem... - Biorę głębszy wdech, znów mówię powoli. - Nie nadaję się do tej funkcji, dlatego wybierzcie kogoś odpowiedniejszego.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Sie 29, 2015 10:18 pm

Spoglądam w stronę drzwi, kiedy z takim łomotem się otwierają i rozpoznaję twarz Kaoru. Jest jedną z niewielu uczennic, które pamiętam, ale akurat jej twarz zapadła mi w pamięć. Nie wiem, dlaczego. Być może rysy jej twarzy, tak zwykłe i proste, na swój sposób płynne i pozbawione dziewczęcości sprawiły, że ten obraz wyrył mi się w pamięci z podpisem „Satsuki Kaoru”. Przyglądam się jej, kiedy maszeruje do ławki.


Satsuki, wyjdź na środek - zwracam się do niej, widząc, że została wybrana na kolejnego nieszczęśnika, a potem patrzę, kiedy niczym kolejna skazana brnie naprzód, żeby stanąć obok Lenzeheuera.


Podchodzę w ich stronę, a potem zerkam na klasę. Zastanawia mnie, czy w tym roku postanowili po prostu pójść na łatwiznę i wypchnąć kogokolwiek. Zapewne. Inaczej nigdy nie stałby tu on. I zapewne nigdy nie stałaby tu ona. Znaleźli się tu z dwóch prostych powodów – nowy i spóźniona pierwszego dnia. Młodzież w tej klasie zaczyna mi poważnie działać na nerwy swoim chodzeniem na łatwiznę i skróty. Ale nie mam zamiaru wmuszać w nich entuzjazmu i zaangażowania. Sam nie potrafię go z siebie wykrzesać, kiedy nie ma go w nich.


Dlatego o wiele lepiej czuję się na uniwersytecie.


–  Czy jesteście pewni tej decyzji? – mrukam, zerkając na klasę, być może brzmiąc nawet nieco podejrzliwie, jakby dając im szansę, żeby zmienili zdanie i zaskoczyli mnie krztą pozytywnej energii.

Ale oni milczą. Ignorują słowa Wolfganga, chociaż kiedy to mówi, spoglądam na niego, widząc jego zmieszanie i niechęć wobec tej funkcji. Ale może mu to wyjść na dobre. Może bardziej będę go miał na oku. Może nawet za moment zacznę się łudzić, że dzięki temu szybciej się do niego przyzwyczaję…? Wzdycham ciężko. Więc postanowione. Przesuwam wzrokiem po niej i po nim, mając chociaż nadzieję, że dziewczyna dobrze na niego wpłynie i zmusi do pracy. Istnieje też możliwość, że wszystko zostanie zrzucone na jej głowę.


–  Może na dobre Ci to wyjdzie, Lenzeheuer – burkam, uśmiechając się krzywo kącikiem ust i ruszając w stronę biurka, żeby wpisać ich do dziennika. – Satsuki, gdyby były z nim jakieś problemy, zgłoś się do mnie. Możecie usiąść. I podejdźcie do mnie oboje na przerwie.


Siadam dość ciężko przy biurku, odprowadzając ich wzrokiem. Jego wysoką, długą figurę i jej drobną, niknącą przy nim. Kręcę głową, mając złe przeczucia. Ale zamaszyście wpisuję w dzienniku ich imiona, kreśląc dość ostre znaki…

Powrót do góry Go down
Satsuki Kaoru
Faultless One
avatar
Tytuł :
Cicha woda

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Hirosaki, prefektura Aomori

Zawód :
Uczennica Kakōgan

Stan cywilny / Partner :
Forever alone ( ͡° ʖ̯ ͡°)


http://bottledstars.forumpl.net/t363-topic
http://bottledstars.forumpl.net/t373-constance-taylor-ainley-satsuki-kaoru
PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 9:14 am

Hm? Hę? Ledwo zdążyła usadowić się na swoim miejscu, a już każą jej z powrotem stanąć przed całą klasą? Trudno, mus to mus. Powoli podnosi się z ławki, ostrożnie, żeby przypadkiem znowu się nie potknąć i doszczętnie nie skompromitować, wychodzi na środek sali i zajmuje swoje miejsce obok nowego przewodniczącego. Jaki on wysoki…! Wydaje się ściągać na siebie uwagę klasy jak piorunochron błyskawice, i Kaoru trochę przy nim niknie, jakby wtapia się w tło. Uspokaja ją to. Chociaż są i wady – na przykład ta, że nie może mu się porządnie przyjrzeć bez zadzierania głowy do góry, więc tylko zerka na niego kątem oka. Czy on aby nie jest rok starszy? Nie kojarzy go zbyt dobrze, ale to jeszcze o niczym nie świadczy, własnych znajomych z klasy też czasem nie poznaje na korytarzu. Nazwisko, nazwisko… Jest zapisane na tablicy za nią, ale nie może się przecież teraz odwrócić, na pewno wszyscy będą jej się przyglądać, więc tylko wysila pamięć i próbuje je sobie przypomnieć – na zewnątrz wygląda to, jakby nagle zaczęła się nad czymś mocno zastanawiać, zmarszczone brwi, skupiony wyraz twarzy i tak dalej. Nie. Nie pamięta. No trudno.

Czy są pewni tej decyzji? Ma ochotę zachichotać, ale oczywiście się powstrzymuje. Najwyraźniej są, bo nikt nic nie mówi. Wreszcie odzywa się wychowawca, tym samym przypominając jej nazwisko kolegi. Lenzeheuer…! Nic dziwnego, że nie mogła go zapamiętać. No, ale teraz już będzie wiedziała. Jest tak usatysfakcjonowana tym odkryciem, że dopiero po chwili orientuje się, że nauczyciel zwrócił się też do niej.

T-tak jest! – Stara się mówić wyraźnie i przez to wychodzi jej ciut za głośno. Lekko zmieszana wraca do ławki, siada i natychmiast zerka z powrotem na Wolfganga. Ciekawe, jaki z niego będzie przewodniczący. Ciekawe, co to w ogóle za jeden. Ciekawe, o co chodzi z nim i z wychowawcą (bo przecież ewidentnie mają ze sobą jakąś wspólną przeszłość). Wszystko to jest bardzo ciekawe. Mentalnie zaczyna już komponować notkę na bloga opisującą całą tę sytuację.


_________________

WHEN I TRIP ON MY FEET, LOOK AT THE GROUND
THE WORDS ARE WRITTEN IN THE DUST
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 1:00 pm

Nie rozumiem. Jak głupim trzeba być, żeby uznać, że "senpai" zajmie się ich klasą najlepiej? Okay, w normalnych okolicznościach - na pewno. Ale, halo! Czy uczeń, który powtarza rok, naprawdę wydaje się wzorem do naśladowania i tym, który ma reprezentować klasę? Szczerze śmiem w to wątpić.


Zerkam na drobną osóbkę, która przy mnie staje. Dyskretnie, acz wnikliwie się jej przyglądam, by w końcu upewnić się co do płci spóźnialskiego, który, podobnie jak ja, zostaje wpychany tam, gdzie chyba również nie chce. Delikatne rysy twarzy, charakterystyczne marszczenie koszuli... No i coś, co chyba powinienem dostrzec już na samym początku. Spódniczka. Moja brew drga, gdy w końcu podejmuję decyzję. A więc dziewczyna. W porządku. W sumie - jakby mi to robiło jakąś różnicę.


Głos nauczyciela odwraca moją uwagę od towarzyszki i zmusza, bym spojrzał na niego. Jak zdradzone wilczę. Potem jak wkurzony wilk. Odwracam wzrok, bo nie powinienem tak patrzyć na kogoś starszego, a tym bardziej - nie na nauczyciela. Na dobre? Ha! Zabawne. Więc jednak mu to na rękę, będzie mógł mnie pilnować. Gdybym to była szkoła gimnazjalna, na pewno szykowałbym się do uprzykrzania mu życia na tyle, by zdjął mnie z tej roli i żałował swojej decyzji do końca życia.


Ale nie jest. Jestem w Japonii. W szkole średniej. Nawet, gdybym chciał pyskować, nie brzmiałbym groźnie, zbyt zastanawiając się, czy mówię poprawnie i czy chiński nie wpływa na zrozumienie. Zaś gdybym zaczął wyklinać po mandaryńsku, i tak nikt by mnie nie zrozumiał. Chociaż, może to i lepiej?


Mielę językiem, ucieka mi z ust cichy, ojczysty wulgaryzm, w którym staram się zawrzeć całą swoją irytację, by nie dać się wytrącić z równowagi. Okay. Okay... Spokojnie, Xiǎo Láng... Jest jeszcze ona. Co prawda niby ma na ciebie donosić w razie, gdybyś się nie spisywał albo zrzucał na nią całą robotę, bo zapewne też o to chodzi, ale nie siedzisz w tym sam. Najwyżej zrzucisz na nią... większą część.


Przeczesuję włosy dłonią, szarpię je delikatnie, odgarniam do tyłu. Masując kark, ruszam w kierunku swojej ławki. Opadam na krzesło, zrezygnowany i wracam do kropelek-przyjaciółek, które wciąż i wciąż uderzają o okno, jakby chcąc je zbić i umożliwić mi drogę ucieczki. Muzyka uciekła mi z głowy już jakiś czas temu... A dobry humor? Ivers go przeżuł, wypluł, zdeptał i stwierdził, że dlaczego nie? Przecież bycie przewodniczącym i kolejne minuty we wspólnym towarzystwie na pewno wyjdą mi na dobre.


A miałem unikać sytuacji, które są niewygodne i ludzi, których nie lubię...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 1:25 pm

Muszę o nim zapomnieć. I o tej sytuacji, która sprawiła, że trochę straciłem kontrolę nad swoimi humorami. Wszystko skumulowało się we mnie i zaczęło trząść, kiedy tylko go zobaczyłem. A wszystko dlatego, że postanowiłem być uparty i nie dałem mu zdać. Mam wrażenie, że wszechświat mści się na mnie za ten właśnie upór, za ten brak umiejętności powiedzenia sobie „daj spokój”. Jakbym wszystko zawsze musiał mieć tak, jak chcę, jakbym nie umiał przejść obojętnie obok rzeczy, które nie są dla mnie wygodne. Przecież umiem. Więc dlaczego wobec niego stałem się taki zatwardziały?


Przez moment siedzę w milczeniu, żeby potem wstać i zamaszyście zapisać na tablicy kilka zadań  z wykorzystaniem wzorów, których uczyłem ich w zeszłym roku. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Zazwyczaj oddanie się tłumaczeniu i długim wykładom sprawia, że zapominam o tym, co mnie drażniło, jednak teraz nie mam takiej pewności. Zadania są krótkie, prawdę mówiąc banalnie proste, ale mam wrażenie, że niektórzy w tej klasie by sobie z nimi nie poradzili, widzę to po ich twarzach, kiedy mrużąc oczy, spisują z tablicy znaki i dziwią się, jakby pierwszy raz na oczy widzieli te pojęcia i wzory, zapominając schematy, których uczyli się kilka miesięcy temu.


Walczę z ochotą, by to jego wziąć do tablicy. Walczę z ochotą, by być tym nauczycielem „który się uwziął”. Ostatecznie wołam do siebie kogoś innego. Pamiętam tylko jego nazwisko, ale to wystarczy, bo podchodzi do tablicy i pozwala mi, chociaż na chwilę, skupić się na czymś innym. Może nawet odprężyć. Nie jest takim idiotą, więc nie idzie mu to źle, a przy okazji pozwala mi zabrać głos, przypomnieć im kilka zasad. Nie patrzę na niego. Nie chcę widzieć jego twarzy, kiedy mnie nie słucha. Obrzydziłby mi nawet to, co lubię najbardziej. Wolę spoglądać na tych, którzy z nikłym zainteresowaniem unoszą głowy i wsłuchują się w mój głos, który rozbrzmiewa na sali, gdy ostrymi, szybkimi ruchami zapisuję ciemną powierzchnię tablicy rozwiązaniami, wzorami i wykresami.


Włosy mam nieco rozczochrane, rękawy koszuli podwinięte, a na kamizelce już kilka białych śladów po kredzie. Szczękę nieogoloną – znów przypomniałem sobie o tym dopiero w samochodzie, jadąc do pracy.


Kiedy dzwonek oznajmia koniec lekcji, zamieram, wytrącony nieco z toku swoich myśli… Odkładam kredę i otrzepuję dłonie, spoglądając na nich.


–  To tyle, jeśli chodzi o przypomnienie. Dokończycie w domu. Przewodniczący... – Spoglądam na niego i po krótkiej chwili daję mu znać, żeby zakończył lekcję.


Zbieram swoje rzeczy, podnosząc jedynie wzrok na niego i Satsuki, czekając, aż zjawią się przy biurku…

Powrót do góry Go down
Satsuki Kaoru
Faultless One
avatar
Tytuł :
Cicha woda

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Hirosaki, prefektura Aomori

Zawód :
Uczennica Kakōgan

Stan cywilny / Partner :
Forever alone ( ͡° ʖ̯ ͡°)


http://bottledstars.forumpl.net/t363-topic
http://bottledstars.forumpl.net/t373-constance-taylor-ainley-satsuki-kaoru
PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 3:26 pm

Fizyka nigdy nie była jej mocną stroną i nic nie wskazuje, żeby to się miało w najbliższym czasie zmienić. To nie tak, że ona jej nie lubi, w zasadzie fizyka ani ją ziębi, ani grzeje, ale jakoś nigdy nie udaje jej się dostrzec żadnego związku ze światem rzeczywistym. Kulki się toczą, bloczki przesuwają, prąd płynie w gniazdkach, a kilometrowe wzory i piętrowe równania dalej nie mają dla niej sensu, ale za bardzo obchodzą ją oceny, żeby mogła tak po prostu sobie darować. Uczy się więc pilnie, sumiennie przepisuje wszystko z tablicy, mechanicznym ołówkiem kreśli w zeszycie rządki znaków i próbuje znaleźć w nich jakiś głębszy sens, a wszystko to z głową zwieszoną nisko nad ławką, żeby przypadkiem nie rzucić się nauczycielowi w oczy. Gdyby wywołał ją teraz do tablicy, chyba z miejsca zapadłaby się pod ziemię.

Wreszcie dzwonek! Dopiero w połowie entuzjastycznego wrzucania rzeczy z powrotem do torby Kaoru orientuje się, że musi jeszcze zostać w klasie z wychowawcą i Wolfgangiem. Cóż, jak mus to mus. Zarzuca torbę na ramię i dziarskim – aczkolwiek ostrożnym – krokiem podchodzi do biurka, zerkając przy tym przez ramię na Lenzeheuera, żeby sprawdzić, czy na pewno też idzie.

Sensei, zrobimy, co w naszej mocy, żeby udźwignąć tę odpowiedzialność! – oświadcza wyraźnie i głośno (może nawet ciut za głośno), posyłając przy tym Wolfgangowi krótkie, acz znaczące spojrzenie. Gdyby próbował protestować, nie zawaha się zaaplikować mu dyskretnego kopniaka w kostkę.


_________________

WHEN I TRIP ON MY FEET, LOOK AT THE GROUND
THE WORDS ARE WRITTEN IN THE DUST
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 4:01 pm

Fizyka? No tak, mogłem się domyślić, że jest tym typem nauczyciela, który jest w stanie poprowadzić swój przedmiot na lekcji wychowawczej. W sumie, to bardzo to do niego pasuje. Wzdycham, wyciągam zeszyt z pandą na okładce, otwieram gdzieś w środku i obróciwszy ołówek kilka razy w palcach, powoli zaczynam przepisywać to, co mężczyzna kreśli na tablicy. Nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi, zwyczajnie powtarzam jego ruchy kredą swoim ołówkiem, żeby nie wyszło, że prowokuję go już pierwszego dnia. Nie zdążę przepisać wszystkiego, niespecjalnie mi się śpieszy. Ale nie zarzuci mi, że nic nie robię. Że mam pusty zeszyt.


Unoszę brew, nie odrywając wzroku od kartki. To nie moje nazwisko padło. Nie mnie dręczy przy tablicy. Robi to dla mnie? Nie, raczej nie. Nie chodzi tu o to, by nie skompromitować świeżego przewodniczącego. To on nie ma ochoty się ze mną użerać. Ale skoro tak, dlaczego pozwolił im wybrać mnie na ucznia, z którym będzie miał najwięcej kontaktu? Widocznie ten mężczyzna nie tylko na biurku ma chaos, ale także w głowie, bo za cholerę nie potrafię zrozumieć, o co mu chodzi. A to podobno kobiety są skomplikowane.


Co do kobiet... Zerkam na Satsuki. Widzę, jak się kuli, jak zawzięcie przepisuje to, co tłumaczy i kreśli na tablicy nauczyciel. Ona natomiast wydaje się zupełnie nieskomplikowana. Taka jakaś... Może nawet sympatyczna? Z tym, że chyba odrobinę dla mnie za głośna. A ja mam z nią współpracować.


Wzdycham ciężko, czemu towarzyszy odgłos dzwonka, zwiastującego koniec  pierwszej lekcji. Zamykam zeszyt, przeciągam się. Dopiero po chwili trafia do mnie, że zwrot "przewodniczący" był przecież do mnie. Chwilę zajmuje mi także zrozumienie, o co chodzi.


Och! No tak. Jak to szło...?


Wstaję, nieco zdezorientowany. Nigdy nie zwróciłem szczególnej uwagi na to, jak przewodniczący mojej poprzedniej klasy zaczynał i kończył lekcję, ale to chyba leciało jakoś...


- Klasa, uwaga. - Robię krótką pauzę, by wszyscy się wyprostowali. - Ukłońcie się.


I w tym momencie, gdy uczniowie siedząc w ławkach, pochylają się, ja wykonuję prosty, pełny ukłon. Po wszystkim, gdy większość decyduje się wyjść na przerwę, masuję kark i ruszam w stronę nauczyciela. Kątem oka dostrzegam, że moja zastępczyni robi to samo.


Zatrzymuję się przy jego biurku. Znów ma na nim istny bałagan, choć wydaje się, jakby nic nie robił. W zeszłym roku nauczycielka, która przychodziła do nas po jego zajęciach, zawsze marudziła, jaki to z niego bałaganiarz i że za każdym razem musi po nim sprzątać. Może żonka za bardzo go rozpieszcza? Zerkam na jego dłonie. Żadnej obrączki. Och, więc zwyczajnie nie ma kto go dopilnować. Może dlatego jest taki cięty.


Spoglądam zaskoczony na Satsuki, trochę się od niej odsuwając, gdy jej deklaracja swoją głośnością sprawia, że aż marszczę brwi. Chociaż, może to z powodu, że wypowiada się również za mnie.


- Sensei, dobrze wiemy, że to nie jest dobry pomysł. - Przenoszę spojrzenie na niego.


I niech powie mi, że nie mam racji.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 4:44 pm

Lekkim skinieniem głowy kończę lekcję. Wszyscy natychmiast wstają, zaczynają rozmawiać, wyjmują jedzenie i rozpierzchają się po klasie, jak szarańcza w szaroniebieskich mundurkach. Składam swoje rzeczy na stosik, dość nierówny, prawdę mówiąc, z którego wystają pojedyncze kartki. Rok szkolny dopiero się zaczyna, a ja już mam bałagan w rzeczach. Chociaż ciężko, żeby go tam nie było, skoro jest w moim życiu zjawiskiem codziennym… Na dobrą sprawę nie mam pojęcia, gdzie i z kim mam teraz lekcje, nie pamiętam o której kończę dziś pracę, nie jestem pewien, czy zamknąłem mieszkanie na klucz i mam nadzieję, że kluczyki od auta są w teczce… Cholera. Zapaliłbym papierosa.


Pocieram kark dłonią i podnoszę wzrok na dwójkę, stojącą przede mną. Opieram łokcie na biurku, a potem uśmiecham się delikatnie, słuchając entuzjastycznego zapewnienia vice przewodniczącej, której głośny głos rozlega się przy mnie. To miękki uśmiech, może nawet nieco troskliwy. Jej zdenerwowanie trochę mnie bawi, ale też utwierdza w przekonaniu, że przynajmniej ona poradzi sobie z tym stanowiskiem, bo bierze je na poważnie.


- Wiem, Satsuki. Nie wątpię w Twoją odpowiedzialność… - mówię spokojnym, niskim głosem, a potem odchrząkuję, żeby pozbyć się drapiącego uczucia z gardła.


Deszcz stuka o szyby, światło w sali jest przytłumione, nieco szare, ponure. Kilkoro uczniów, którzy zostali w klasie, rozmawia szeptem, być może bojąc się, że zwrócę im uwagę. Nie zrobiłbym tego. Przenoszę wzrok na Wolfganga i mrużę oczy, przechylając głowę.


Wiem, że to nie jest dobry pomysł, ale chcę to potraktować jako eksperyment. Sprawdzić swoją wolę, opanować swoje odczucia względem niego. Nie zrobię tego, zachowując się, jakby nie istniał. Jedyną radą jest nauczenie się funkcjonowania z nim, ba, myślenia o nim z troską, jak opiekun, czego na razie nie potrafię. Wcale.


- Nie, to nie jest dobry pomysł – mrukam, zgadzając się z nim. – Ale zamierzam dać temu wszystkiemu szansę…


Milczę przez chwilę, wbijając spojrzenie zielonych oczu w jego twarz, w jego ciemne tęczówki. Nie wiem, po co. Nie wiem, czego tam szukam. Wstaję, momentalnie stając się wyższym od obojga i chwytam swoją teczkę w dłoń, a w ich stronę wyciągam plik kartek. Są pomieszane, na pewno nie można ich nazwać równo ułożonymi… Papier jest jeszcze ciepły, a nagłówek na pierwszej stronie głosi dumny napis „Ankieta kwietniowa”.


- Chcę je dostać z powrotem do końca zajęć lekcyjnych… I macie się tym zająć razem – szczególny nacisk kładę na słowo „razem”, a potem ruszam w stronę drzwi, tym samym dając im znać, że to koniec pogadanki z wychowawcą.


Zatrzymuję się jednak na krótką chwilę i spoglądam na nich, marszcząc jedną brew.


- Lenzeheuer… W tym roku chcę, żebyś zdał – mówiąc to, wychodzę.



[ z/t ]


Ostatnio zmieniony przez Zachariah dnia Nie Sie 30, 2015 9:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Satsuki Kaoru
Faultless One
avatar
Tytuł :
Cicha woda

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Hirosaki, prefektura Aomori

Zawód :
Uczennica Kakōgan

Stan cywilny / Partner :
Forever alone ( ͡° ʖ̯ ͡°)


http://bottledstars.forumpl.net/t363-topic
http://bottledstars.forumpl.net/t373-constance-taylor-ainley-satsuki-kaoru
PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 8:53 pm

Tym razem powstrzymuje się przed kopniakiem w kostkę; zamiast tego lekko szturcha Wolfganga w stopę. Ewidentnie nie zgadza się z jego słowami, ale woli nie zaprzeczać mu wprost. Lepiej, żeby nie kłócili się przed nauczycielem, w końcu jako przewodniczący i wice powinni mówić jednym głosem, prawda?

Szansę? Bardzo dziękujemy – podchwytuje temat, a w jej głosie brzmi entuzjazm, który, jakkolwiek dziwny, wydaje się być szczery. – Nie zawiedziemy pana, sensei.

Przyjmuje od niego kartki z głębokim ukłonem, jakby dawał jej jakąś świętą relikwię. Trzeba będzie je przejrzeć i zorientować się, co to w ogóle do licha jest, ale to później, kiedy będą już go mieli z głowy.

Tak jest! Zajmiemy się tym – zapewnia go poważnym głosem. Spojrzeniem odprowadza wychowawcę do wyjścia i żegna się z nim kolejnym ukłonem. Po prostu wzór odpowiedzialności i dobrego wychowania.

Kiedy tylko za Iversem zamykają się drzwi, dziewczyna wypuszcza powietrze z płuc z wyraźną ulgą i obraca się z powrotem do Wolfganga, po czym mruga do niego konspiracyjnie.

Cztery na dziesięć – stwierdza zmienionym głosem, mniej poważnym, bardziej… normalnym. Wraca jej standardowe ciche mamrotanie i niestaranna wymowa. – Ja wiem, że ci się nie chce, mi też się nie chce, ale zobacz, jak mu pokażesz, że ci zależy, to da ci spokój. Ja wiem, jaki on jest. – Orientuje się, że już od kilku chwil miętosi kartki w palcach, i wygładza je pospiesznie na biurku. – Zobaczysz, jak się trochę przyłożymy, to się od ciebie odczepi.

My? A od kiedy to ich dwójka zaliczała się do jakiegoś wspólnego zbioru? Cóż, najwyraźniej właśnie od teraz.

Dasz mi swój numer telefonu? – pyta rzeczowo, ale po chwili peszy się, jakby zawstydzona własnymi myślami. – Znaczy… Żebyśmy mogli się skontaktować w razie potrzeby. No wiesz. W sprawach klasowych.


_________________

WHEN I TRIP ON MY FEET, LOOK AT THE GROUND
THE WORDS ARE WRITTEN IN THE DUST
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Nie Sie 30, 2015 9:31 pm

Gdy patrzy mi w oczy, nieznacznie odwracam spojrzenie. Nie lubię kontaktu wzrokowego. Nie mam zamiaru go z nim utrzymywać. To zbyt prywatne. Zbyt intymne.


Dlatego też od razu spoglądam na kartki, gdy wręcza je Satsuki. Pozwalam jej mówić, zająć się wszystkim. Skoro sama podejmuje temat, może będzie się tak tym wszystkim zajmować do końca roku? Nie, że chcę jej wykorzystywać, ale jej chyba łatwiej przyszło pogodzenie się z nową rolą. Wyjmuję jej z dłoni jedną z kartek, przeglądam prędko wzrokiem, by chociaż pobieżnie ogarnąć, o co chodzi. Rozda się to uczniakom i będzie z głowy. Przyciśnie trochę, żeby wypełnili, oddali jej, żeby mogła mu odnieść... Bo ja tego na pewno nie zrobię.


Zerkam na Iversa, gdy wstaje i rusza do drzwi. Odprowadzam go spojrzeniem, przez co widzi, że na niego patrzę, gdy sam się odwraca, a nasze spojrzenia się krzyżują. Znów uciekam swoim.


Drgam.


Wiem, że te słowa wcale nie znaczą, że mnie przepuści nawet, jeśli będę się obijał. Oczekuje, że się przyłożę. Że postaram się choć trochę. Zwilżam wargi językiem, przygryzam dolną. Chyba nie mam wyjścia. Też chcę zdać. A wiem, że byłby w stanie oblać mnie znowu. I znowu. Aż się nie nauczę, że jego się nie ignoruje. Nie lekceważy. Będę więc przychodził na jego lekcje, choć niech nie oczekuje, że zrozumiem fizykę.


A całe to bycie przewodniczącym? Cóż. Z tym chyba musi pomóc mi Satsuki. Unoszę brew, nie do końca rozumiejąc to jej "cztery na dziesięć". Oceniała jego tyłek, czy co?


Myliłem się. Jej też nie pojmuję. Może ja zwyczajnie nie znam się na ludziach? Za to ona mówi, że zna go. Że się ode mnie odczepi, jeśli się przyłożę. Cóż, do tego wniosku doszedłem sam, więc nie powiedziała mi nic nowego. Choć fakt, że ściszyła głos mi odpowiada. Jakoś przyjemniej się jej teraz słucha.


- W porządku - odpowiadam bez większego zastanowienia.


Wyciągam telefon z kieszeni, odczepiam od niego słuchawki, by nie zawadzały i podaję go jej, żeby zapisała swój numer telefonu. W końcu jakoś musimy się kontaktować, prawda? Choć jej speszenie jest na swój sposób nawet urocze.


Kiedy oddaje mi telefon, wysyłam jej pustego SMS-a, żeby mnie zapisała.


- No, to jakby co, jesteśmy w kontakcie. I ten. Zajmiesz się ankietami, nie? Ja ich jeszcze nie znam... - Oglądam się na klasę, a potem kiwam jej głową i rzucam "dziękuję", nim zdąży mi odpowiedzieć.


Wracam na swoje miejsce, zakładając słuchawki, by resztę lekcji spędzić na siedzeniu w cieniu, co jakiś czas wychylając się, by powitać lub pożegnać nauczyciela, jak na przewodniczącego przystało...




[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:31 pm

Pokój nauczycielski

Czekam na niego. Ta myśl dudni mi w głowie, sprawiając, że nie umiem się skupić na gorzkim smaku porannej kawy. Jest gorąca, mocna – parzy język i wzdryga przy każdym łyku. Pierwsza lekcja trwa, mają teraz historię – schematy takie, jak plan lekcji, umiem zapamiętać w kilka sekund, więc doskonale wiem, gdzie się teraz znajduje i kto powie mu, że ma przyjść do pokoju nauczycielskiego. Bo ja na niego czekam. Wyobrażam go sobie, jak idzie w tę stronę. Każda moja myśl zaprzątnięta jest nim, co sprawia jednocześnie, że nerwowo stukam palcami o czarny kubek, rozdrażniony, podburzony.


Nie mogę ignorować jego zachowania, chociaż takie było moje postanowienie. Powiedziałem sobie, że będę się zachowywał, jakby on nie istniał albo przynajmniej, jakby zeszły rok nie miał dla mnie miejsca. Dlaczego tak się tym przejmuję…? Dobre pytanie, sam nie znam na nie odpowiedzi. Nienawidzę, kiedy coś burzy mój spokój, kiedy jakaś nieprawidłowość wkrada się do mojego świata, do mojej opanowanej względnie rzeczywistości. On jest taką nieprawidłowością, tym samym wytrącając mnie z równowagi za każdym razem, kiedy o nim pomyślę. Próbowałem przekonać sam siebie, że dam radę podejść do niego lekką ręką, a zarazem stanowczo, jak dobry wychowawca. Z obojętnym profesjonalizmem.


Nie umiem. Wagarował. Powinienem wzruszyć ramionami i przygotować się na łajanie ucznia, który na samym początku roku szkolnego ucieka z lekcji. A jak się czuję? Jakbym miał zaraz stoczyć bitwę. Przekonuje mnie to o fakcie, że nie ram rady potraktować go nigdy obiektywnie, że nie dam rady nigdy wzruszyć ramionami, że nie dam rady… po prostu się z tego wyleczyć.


Nie wiem, co jest w tym chłopaku, że on jeden wzburza we mnie tak silne fale. Tak silne sztormy. I to nie jest dobrze. Nie w moim wypadku.


Zerkam niecierpliwie na zegarek. Lekcja zaczęła się piętnaście minut temu. Jeśli jeszcze go nie ma, może to oznaczać, że albo znów wagaruje, albo się spóźnia. Irytujący… Biorę głęboki oddech i dopijam ostatni łyk kawy, moim oczom ukazuje się ciemne dno kubka… Wyszedłbym zapalić, mając już przeczucie, że się tu nie pokaże. Ale nie drgam. Siedzę cierpliwie, usiłując skupić wzrok na pracach domowych pierwszoklasistów.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:33 pm

Powoli zaczynam się irytować, rozdrażnienie rośnie we mnie, choć staram się je tłumić, na zewnątrz jedynie kiwając pokornie głową i mamrocząc słowa przeprosin, że to się więcej nie powtórzy. Nauczycielka kaligrafii nie chce mnie jednak puścić. Prawi mi kazanie, że ja tak nie powinienem, że to pierwsza lekcja, że jestem bezczelny, że mam tupet. Że nie szanuję nie tylko jej pracy, ale i jej samej. Wiem - zrobiłem źle. Nie było warto rezygnować z cholernej lekcji kaligrafii tylko po to, by odpocząć i zakończyć już ten denerwujący, stresujący dzień. Przez to - dzisiejszy wcale nie jest lepszy. Wręcz przeciwnie. Nie dość, że obrywam od niej, to jeszcze przez nią spóźniam się na spotkanie z wychowawcą, który zapewne ma zamiar zrobić to samo.


Wyraz mojej twarzy wciąż jest łagodny, wciąż powtarzam przeprosiny, choć w środku zaczynam się wściekać. Przecież zrozumiałem za pierwszym razem, obiecałem poprawę. Kobieto, po jaką cholerę ciągniesz dalej? Grozisz, że powiesz wychowawcy, że będziesz mnie w tym roku trzymać krótko. A ja właśnie przez ciebie jestem w plecy nie tylko z lekcją historii, ale także reprymendą od Iversa.


Biorę głębszy wdech, by się uspokoić, by mój głos nie brzmiał agresywnie. Kłaniam się głęboko.


- Obiecuję, że to się już więcej nie powtórzy, a teraz przepraszam, muszę iść do wychowawcy, jestem już spóźniony.


I ignorując jej dalsze słowa, szybkim krokiem odchodzę, kierując się do pokoju nauczycielskiego, w którym na mnie czeka. Zdaję sobie doskonale sprawę, że każda kolejna sekunda, to lina zacieśniająca się coraz bardziej na mojej szyi. On musi być wściekły. I w sumie mu się nie dziwię. Też bym był. Jestem idiotą.


Zatrzymuję się przed drzwiami - i nim zapukam, by wejść do środka - oddycham głęboko, by pozbyć się irytacji związanej z nauczycielką. Przecieram oczy palcami, masuję kark i pukam. Wsuwam się do środka, zamykam za sobą drzwi. W pomieszczeniu jest tylko on. Widzę, że moje spóźnienie mu się nie podoba. Ja jednak milczę. Nie rzucam się z tłumaczeniami na łeb na szyję. Kłaniam mu się jedynie delikatnie, witam z nim. Czekam, na jego pytania. Jego słowa, by móc się do nich odnieść. Odpowiedzieć. Zirytowanie zniknęło, teraz jest mi po prostu głupio. Bo tak, jak go nie lubię, to domyślam się, że cokolwiek by teraz nie powiedział - będzie miał rację. Może właśnie dlatego unikam kontaktu wzrokowego. Stoję, otoczony jego chłodem, milczeniem. Wyczekiwanie na jego słowa dłuży się jak cholera, mam ochotę przestąpić nerwowo z nogi na nogę, ale odważnie stoję wyprostowany, gotów na jego irytację.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:33 pm

Kiedy słyszę pukanie, zamykam na moment oczy. Biorę głęboki wdech, pozwalam sobie zaczerpnąć powietrza, jakbym miał zaraz zanurkować. Mija kilka chwil, zanim pozwalam mu wejść. Odwracam się na fotelu w jego stronę, a moje oczy, jak zawsze, jednym tylko spojrzeniem obejmują całą jego sylwetkę, obecnie wyprostowaną odważnie przede mną, a jednocześnie w jakiś sposób skuloną i wycofaną. Patrzę na niego, badam go powoli uważnym wzrokiem, korzystając w pełni z każdej sekundy.


Pochylam się nieco na fotelu, łokcie opieram na kolanach i przez moment pocieram zarost na szczęce dłonią. Dlaczego milczę tak długo… Zbierając się na spokojny ton, na opanowanie, zbierając się na powstrzymanie swoich pochopnych wniosków, swoich uprzedzeń względem niego… Zbierając się na dotrzymanie sobie słowa – na danie mu szansy. Dlatego milczę tak długo.


- Dlaczego się spóźniłeś? – mrukam w końcu, a mój głos, nawet ku mojemu zaskoczeniu, jest wyjątkowo spokojny, dość cichy i zachrypnięty. Przypominający zimowy poranek.


Wzdycham głęboko, czując, jak rozdrażnienie nieco słabnie, jak się rozluźniam. Czuję jego skruchę, naprawdę ją wyczuwam. W tym, jak unika mojego spojrzenia, jak zatrzymał się, nieco za daleko, ignorując ten jeden krok, który mógł jeszcze zrobić. Wstaję i opieram dłoń o blat biurka.


- Gdzie byłeś na ostatnich zajęciach kaligrafii? Będziemy przez to przechodzić w tym roku? W ten sposób? – mój głos nabiera na mocy, chociaż nie na głośności.


Cały czas mówię tym samym, cichym, stanowczym, aczkolwiek zrelaksowanym głosem. Całe rozdrażnienie wyparowało, cała irytacja wyparowała. Czy jestem nim zawiedziony? Nie, nie jestem. Nie mogę być. Nie pokładam w nim zbyt wielkiej wiary, a ten spokój może wynikać tylko z jednego – jestem zmęczony już na samym starcie. Nie chcę sobie tego tłumaczyć inaczej.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:34 pm

Tykanie zegara staje się okropnie głośne i uciążliwe, gdy czekam, aż mężczyzna się odezwie. Ale on milczy. Milczy naprawdę długo, sprawiając, że zdenerwowanie we mnie rośnie. Zaciskam dłonie, my uniemożliwić im trzęsienie się. Nie wiem, dlaczego tak strasznie się stresuję. Chyba wolałbym już wrócić do reprymendy od nauczycielki kaligrafii, niż stać tu i trwać w ciszy, czując się jak w pułapce. Myślałem, że na mnie huknie, że warknie.


Słyszę, że bierze wdech, dostrzegam, jak rozchyla usta. Spinam się cały, nie wiedząc, jak szorstkiego tonu mam się spodziewać. Przełykam z trudem ślinę.


Drgam.


I w jednym momencie, robi mi się jakoś tak cholernie przykro. Bo on nie krzyczy. Nawet nie brzmi na wkurzonego. Wciąż jest chłodny, ale on zawsze taki jest. Mimo to, nie czuję ataku w jego głosie, nie czuję, jakby chciał mnie nim sparaliżować, uwięzić, jakby chciał zagonić mnie w kąt. Wręcz przeciwnie. On nie jest zły. A co gorsza, on nawet nie jest zawiedziony. Więc nawet we mnie nie wierzył. Nie wierzył, że się zmienię. Że dam radę. To jest chyba gorsze od jakichkolwiek wrzasków.


Nie odpowiadam mu. Jakoś tak nie umiem, czując ścisk w gardle. Za to on kontynuuje. I dalej mówi tak spokojnie, nawet, jeśli mocniej. On nawet nie daje mi możliwości, bym się zirytował. Wzbudza we mnie wyrzuty sumienia.


Naprawdę wolę wrócić do kazania nauczycielki...


- Przepraszam. - Kłaniam się nisko, z pochyloną głową. I w tej pozycji, tłumaczę się ze spóźnienia dalej. - Nauczycielka kaligrafii zatrzymała mnie, by porozmawiać na temat mojej nieobecności. Nie chciałem się spóźnić...


Tym razem, nawet, jeśli mówię powoli, to nie do końca dlatego, by starać się mówić zrozumiale. Staram się układać słowa tak, by nie brzmieć na zrzucającego winę na innych dzieciaka. By brzmieć jak najbardziej... Neutralnie. A jednak, by było słychać, że nie chciałem, że nie miałem zamiaru się spóźnić.


Prostuję się, a do drugiej części jego wypowiedzi odnoszę się jedynie delikatnym pokręceniem głową. Bo nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. A jego rezygnacja nawet nie wzbudza we mnie woli walki. Nie powoduje, że chcę się tłumaczyć. Bo przecież i tak nie mam jak. Zwiałem. Zwagarowałem. A on się o to nawet nie wścieka...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:34 pm

Biorę głęboki oddech, równie mocny, co ten na początku. Nie wiem, jak mam z nim rozmawiać. Nie wiem, jak do niego podchodzić, jak ubierać słowa. Sam nie wiem, czego chcę od niego wymagać. Czy poprawy, czy wzorowości, czy po prostu nie wchodzenia mi w drogę. Nie umiem ocenić swoich aspiracji względem jego osoby, nie umiem się do niego odnieść, krążąc wokół niego. Niechęć jest taka prosta, a kiedy usiłuję spojrzeć na niego inaczej, wszystko zaczyna mi się plątać. Rozdrażnienie, zawód, irytacja, dziwne zmęczenie – wszystko miesza się ze sobą, sprawiając, że ostatecznie nie wiem, czy jestem na niego zły, czy nim zmęczony.


Kiwam głową, dość sucho akceptując jego pierwsze wyjaśnienia. A potem patrzę jak kręci głową i stukam palcami o blat biurka. To wszystko, co masz mi do powiedzenia? Milczę, nie przerywając ciszy, która zapada po jego słowach, po każdym naszym oddechu, a moje spojrzenie uparcie tkwi wbite w jego twarz, świdrując ją głęboko, tak chłodno, że aż szczypiąc gorącem. Oblizuję wargi.


- Chciałeś mnie sprowokować? – mrukam nieco niżej, nieco ostrzej, wchodząc tym pytaniem na niebezpieczny teren, a tym samym utrudniając sobie pozostanie spokojnym. – Jeśli tak, nie udało Ci się. Jeszcze nie.


Robię krok w jego stronę, pokonując ten niepotrzebny dystans, który utworzył. Zaplatam ramiona na torsie i patrzę mu w oczy. Długo, nie odwracając spojrzenia – obezwładniająco mocnego, spokojnie chłodnego, suchego w swojej stanowczości. Z tlącą się gdzieś na dnie iskrą gniewu, której za wszelką cenę usiłuję nie rozniecić.

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:35 pm

Nie patrzę na niego. Nie podnoszę wzroku na jego twarz, a już tym bardziej nie na jego oczy. Nie lubię kontaktu wzrokowego, a w tym wypadku, nie umiałbym tego znieść nawet przez ułamek sekundy. Dlatego wpatruję się gdzieś w podłogę.


Jego głos się zmienia, jest coraz bardziej nieprzyjemny, coraz chłodniejszy, ostry... Wciąż nie wzbudza we mnie gniewu czy irytacji, a jedynie wgniata mnie mocniej w ziemię. Jakby ciężar powietrza robił się zbyt duży dla mojej głowy i barków. Znów tylko kręcę głową. To nie była prowokacja. Nie myślałem o tym, żeby mu dopiec w momencie opuszczania klasy. Chciałem po prostu odpocząć, zrelaksować się. Być może zwyczajnie uciec od tego, z czym sobie w danej chwili nie radziłem. Pogodzić z myślą, że będę go widywał tak często, pogodzić się z całą nową sytuacją, która poniekąd mnie przygniotła. Poradzić sobie jakoś z tym, że powoli przestaję utrzymywać się w cieniu. Uspokoić strach związany z obawą, że jeśli zacznę rzucać się w oczy, trudniej będzie mi się kontrolować. Że śnieg stopnieje. Czuję się od wczoraj jak tykająca bomba. Nie wiem tylko, co się stanie, gdy ona wybuchnie.


Kiedy robi krok w moją stronę, ja, jakoś tak instynktownie, cofam się o jeden. Może jest to jakaś reakcja obronna, może zwyczajnie mnie spłoszył, a jednak utrzymuję dystans, który pozwala choć odrobinę czuć mi się komfortowo. Który pozwala mi kontrolować drżenie rąk, który sprawia, że ścisk w gardle nie jest aż tak silny.


Przełykam z trudem ślinę i w końcu dukam cicho, chrypliwie:


- Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:35 pm

Kiedy się cofa, ja się zatrzymuję, nie przekraczając już tego dystansu, który wyraźnie zaznacza, dzięki któremu, na swój sposób, ucieka przede mną. Odcina się. Czyżby się mnie bał? Czyżby obawiał się, że podniosę głos, że coś mu zrobię? Na pewno nie czuje się przy mnie bezpieczny, wiem to, umiem to uzasadnić, bo nasza sytuacja nie budzi wątpliwości. Ale to nie jest dobrze, powinienem się tym martwić, a on nie powinien się mnie bać. Wiem jednak, że teraz bardzo ciężko o inne odczucia.


- Po prostu powiedz mi, dlaczego? – kontynuuję powoli, po pauzie. – Nie musisz mi mówić gdzie byłeś i co robiłeś, to Twoja sprawa.


Nie patrzy na mnie, jego głos drży, jego dłonie się trzęsą. Ja czuję się dziwnie. Czuję jak emocje nachodzą mnie przypływami. Zwykłej, znanej mi już niechęci do niego, irytacji, chęci zakończenia tego, na zmianę z delikatnością, spowodowaną tą jego skuloną postawą, oklapniętymi uszami i podkulonym ogonem. Nie wiem, który z tych przypływów przeszkadza mi bardziej, wiem tylko, że do siebie nie pasują, a ja przez nie, nie umiem pogodzić swojego zachowania, swojego podejścia, nie umiem przejść przez to gładko. Dlatego z jednej strony brzmię chłodno i sucho, z drugiej emanuję spokojną delikatnością.


Wiem, że mam nad nim przewagę. Jestem większy, silniejszy, on ma obowiązek okazywać mi szacunek, jest młodszy i to jemu jest teraz przykro. Wzdycham ciężko i przeczesuję włosy palcami. Nie wiem, co mam z nim zrobić. Nie umiem traktować go jak recydywisty, który dąży tylko do rozdrażnienia mnie, kiedy taki zdenerwowany ucieka przed każdym moim spojrzeniem.


- Co ja mam z Tobą zrobić, co…?

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:35 pm

Przecieram twarz dłońmi, żeby się uspokoić. Zatrzymuję palce nieco dłużej na oczach, potem zaciskam je na wewnętrznych kącikach. Staram się wziąć w garść. Nie jestem przecież dzieciakiem z podstawówki, który się rozryczy, bo ktoś zwraca mu uwagę, że źle zrobił. Bo ja wiem, że zrobiłem źle. Zdobywam się na odwagę, by podnieść na niego spojrzenie, choć przez pocieranie oczu, tańczą mi przed nimi kolorowe plamki i nie umiem przez moment złapać ostrości. Kiedy wzrok już się normuje, przez chwilę wbijam spojrzenie ciemnych, bezdennych oczu w te jego. Raz, dwa, trzy.... Nie wytrzymuję dłużej, niż pięć sekund. Znów uciekam wzrokiem, choć już się nie trzęsę, stoję bardziej wyprostowany, jakbym zdecydował, że dam sobie radę. Muszę się wytłumaczyć, przeprosić, obiecać poprawę i wyjść. A potem ograniczyć wszystko, co wymaga ode mnie wychylania się - do minimum.

Zwilżam usta językiem, przygryzam dolną wargę. Postaram się być szczery, ale brzmieć jak najbardziej... Bez emocji. Tak, by nie wyjść na żałosnego ani bezczelnego. Mój ton musi być po prostu spokojny, uprzejmy. Formalny. Rozmawiam w końcu z nauczycielem. Umiesz to zrobić, Xiǎo Láng...


- Potrzebowałem odetchnąć. Poukładać i zaplanować sobie swoją nową rolę przewodniczącego klasy. Niby to była tylko godzina, mogłem wysiedzieć i wytrzymać, ale nie potrafiłem. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy. Nie mam zamiaru wagarować w tym roku. Również zależy mi na zdaniu do następnej klasy - I znów kłaniam mu się lekko, dość sztywno, formalnie - jak założyłem, że muszę - nie chcąc już dłużej pokazywać tego stresu, strachu, tego dziwnego smutku.


Prostuję się, ale nie spoglądam już na niego. Wyłamuję palce, czekając na jego dalsze słowa. Albo będzie mówił dalej, albo puści mnie już wolno. Ale on znów milczy, co zmusza mnie do podniesienia wzroku. I choć nie chcę, dalej wyglądam jak zbite wilczę. Bo trochę mi ciężko.


- Nie będę sprawiał problemów, sensei...

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   Sob Lis 07, 2015 11:35 pm

Patrzę na niego w milczeniu. Po prostu patrzę. Zastanawiam się, czy jest sens z nim teraz rozmawiać. I wbrew pozorom – toczę niewielką bitwę wewnątrz siebie. Walczą ze sobą sprzeczności, a dokładniej różne rozwiązania, różne możliwe sposoby, w jakie mogę teraz postąpić. Mogę go wypuścić, kazać mu już iść, spojrzeć na niego ostatni raz, kiedy wychodzi, usłyszeć trzaśnięcie drzwiami, uwierzyć mu, że pójdzie na zajęcia i wrócić do swojej pracy. Spróbować się na nowo skupić, spróbować o nim zapomnieć – znów. Mogę też zapytać. O co – nie wiem jeszcze. Ale mogę zmusić go do mówienia, próbować z nim walczyć, próbować się z nim dogadywać ze skutkiem niewiadomym. Któryś z nas wybuchnie, któryś z nas zrobi coś nie tak, któryś z nas będzie żałował. Chyba nigdy nie będę miał pewności, które z wyjść jest dobre. Nie przy nim, skoro budzi we mnie tyle wątpliwości, skoro z jednej strony nie daje o sobie zapomnieć, a z drugiej prosi się, żeby wyrzucić go z myśli, skoro będąc tam, wokół siebie tworzy tylko chaos i spustoszenie.


Coś Ty ze mną zrobił, dzieciaku? Kim Ty jesteś, że tak burzysz mnie całego. Kim Ty jesteś, że zmuszasz mnie do tak intensywnego myślenia o kimś, nad kimś, nad sobą i swoim postępowaniem. Nie wiem, co chcę zrobić teraz, a tym bardziej nie wiem, jak chcę z nim postępować w przyszłości.

Czuję, że… Że chciałbym, być może, że mógłbym spróbować sam siebie przy nim zmiękczyć. Spróbować się o niego zatroszczyć, spróbować podejść go od innej strony. Nie jego. Mojej.


Milczę zbyt długo, dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę. Wyłączyłem się, zamilkłem, wpatrując się w niego uparcie, jakbym chciał odczytać jego myśli. Mogę go jedynie odesłać. Teraz mogę zrobić tylko to, wytrącony z równowagi swoim nagłym zapomnieniem, odpłynięciem daleko na te fale, które we mnie wzbudził.


- Idź na lekcje, Wolfgang… - mrukam w końcu, chrypliwe i nieco nieobecnie, przesuwając wzrok na swoje biurko i zalegające na nim papiery. – I pamiętaj…


Biorę oddech, zanim kontynuuję. Zastanawiam się przez moment, czy nie zabrzmi to dla niego jak groźba. Chcę to dobrze ubrać w słowa.


- Wiem, że nie uśmiecha Ci się bycie moim wychowankiem przez następne trzy lata. Mógłbym sprawić, że znów nie zdasz i zarówno ja miałbym Cię z głowy, jak i Ty mnie… Ale chcę, żebyś wiedział, że to nie jest rozwiązanie ku jakiemu się skłaniam… - urywam, nieco nagle, jakbym chciał coś jeszcze mówić, ale się rozmyślił.


Kręcę tylko głową i wskazuję na drzwi. Może już iść. Nie ma potrzeby, bym mówił coś jeszcze.

Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]   

Powrót do góry Go down
 
Początek roku szkolnego 2015 [ Zachariah&Wolfgang ]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Początki relacji Natalie - Blight [rysunek i malarstwo]
» Czyżby początek III Wojny Światowej?
» wiosenny plebiscyt 2015
» ..."(6) Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka."
» Fajne filmy :)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Offtop :: Archiwum :: Inne-