IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zachariah Bram Ivers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Zachariah Bram Ivers   Sob Lis 07, 2015 6:49 pm


━ It's so far, so far away. Step infront of a runaway train just to feel alive again  ━
Wchodzisz do środka, ogarnia Cię przyjemna ciasnota i ciepło. Każde mieszkanie ma swój zapach i tutaj też go czujesz. Mieszankę zapachu kurzu i książek, przypraw, które kojarzą Ci się z zimą – cynamonu, goździków i imbiru, ostrą nutę męskich perfum i drażniącego dymu papierosowego. Kurz unosi się w powietrzu, widzisz go dzięki promieniom słońca. Nie jesteś pewien, czy powinieneś tu być.
Twoje kroki brzmią głucho na drewnianej podłodze. Słyszysz muzykę, ale nie znasz tej piosenki. Dźwięk śnieży i pstryka, kiedy płyta winylowa obraca się pod igłą gramofonu. Widzisz książki. Jest ich pełno na każdej półce. Zastanawia Cię to. Czyżby on przeczytał je wszystkie?
Rozglądasz się, ale chyba go nie ma. Może śpi? Może wyszedł…? Na oparciu kanapy wisi sweter, widziałeś go w nim ostatnio, kiedy minął Cię na ulicy, zapatrzony przed siebie – jak zawsze. Stolik zawalony jest papierami i książkami, na podłodze leży zmielony koc, jakby odrzucony w pośpiechu. W pierwszej chwili zastanawiasz się, czy jest jeszcze ciepły, czy dawno został tak porzucony… Podnosisz wzrok i widzisz swój cień na osłonecznionej ścianie. Trochę Cię wystraszył, myślałeś, że to on wrócił… Cofasz się, biorąc głęboki oddech. Jego mieszkanie przytłacza Cię tak, jak on sam. Nie widzisz żadnych śladów po żonie, z którą musiał tu mieszkać. Pokoje wydają się równie samotne, co on sam. W kuchni jest chłodno. W zlewie stoją dwa kubki po kawie, zapewne z wczorajszego wieczora i dzisiejszego poranka. Masz wrażenie, ze on pije za dużo kawy. Mógłbyś mu powiedzieć…
Drzwi do łazienki są uchylone. Zaglądasz do środka, tak z czystej ciekawości – wcześniej nigdy tam nie byłeś. W środku jest ciepło, jakby jeszcze przed chwilą brał prysznic. Czujesz zapach męskich perfum, silnych, piżmowych, drażniących nozdrza. Na jego skórze jest o wiele delikatniejszy…
Twoja dłoń drga, kiedy kładziesz ją na chłodnej klamce drzwi do sypialni. Skrzypią i to dość głośno, jednak popychasz je do przodu i zaglądasz. Okno jest otwarte, firana powiewa, a Ty czujesz dreszcze przesuwające się po Twoim ciele od zimna. Pachnie nim. Czujesz go tu. Przez bałagan, przez książki, przez papiery zaśmiecające biurko, przez pościel, która leży na łóżku w nieładzie. Na poduszce widzisz wgniecenie.
━ It's so far away. Pushing forward through the night, aching chest and blurry sight  ━
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Sob Lis 07, 2015 7:56 pm

Ciszę przerywa jedynie monotonny dźwięk wskazówek zegara, które powoli przesuwają się po jego tarczy, wisząc nad moją głową. Jest zimno, nie przywykłem do dbania o ciepło w mieszkaniu, bo nie przeszkadza mi taka temperatura. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, że to zaniedbanie, skoro będę mieć gościa, ale nie ruszam się z miejsca, aby to naprawić, zbyt skupiony na tekście przewijającym się szybko pod uważnym, skupionym spojrzeniem. Odwracam kolejną kartkę książki, którą trzymam w dłoni, pochłaniając rzędy niewielkich liter. Jakaś myśl w głowie kusi, żeby zerknąć na zegarek i sprawdzić, która jest godzina, ale nie odczuwam wystarczająco dużej motywacji, żeby to zrobić. Zbyt zastygły, jak posąg, którego jedyną ruchomą częścią jest nadgarstek, przewracający strony i gałki oczne, które śledzą myśli autora wtłoczone czarnym tuszem w papier.

Jak myśliciel, posąg o marmurowej, chłodnej skórze i groźnie zmarszczonym czole, chociaż myśli kłębiące się pod kopułą czaszki wcale nie są aktualnie złowrogie, nie są nawet konkretne. Porządkują tok słów, który pochłaniam, układają go w stosiki, małe wysepki pośród chaotycznego oceanu, który obecnie spokojnie faluje w odcieniach szarości i szumi, zlewając się z równie ponurym niebem.

Podnoszę wzrok, czując zmęczenie w oczach i momentalnie zawieszam go na oknie, na tym, co za nim. Po raz kolejny zdaję sobie sprawę, jak bardzo nie przeszkadza mi taka pogoda, a wręcz jak bardzo mnie ona zadowala. Odwracam się za siebie, słysząc zmęczone jęknięcie krzesła, żeby zerknąć na zegarek. Marszczę brew i wstaję, z głuchym tąpnięciem zamykając książkę i odkładając ją na stosik innych, w nieładzie porzuconych na podłodze i krześle przy biurku. Wstaję, podwijając rękawy białego swetra, a potem chwytam kubek z przygotowaną wcześniej kawą, jednak momentalnie czuję, że jest już zimny, co wzbudza nieco mojej irytacji. Nie pierwszy raz zdarza mi się zapomnieć o kawie, zastanawia mnie wtedy tylko jak długo siedziałem bez ruchu, nie dopuszczając do siebie żadnych bodźców z zewnątrz.

Wychodzę do kuchni, gdzie wylewam kawę do zlewu, patrząc na nią z niemałym obrzydzeniem, jakby to była jej wina, że wystygła, stojąc na moim biurku i czekając, aż ją wypiję. Odstawiam kubek na blat, obok niego stoi już trzy, czekając na umycie. Do oderwania od nich wzroku zmusza mnie dzwonek do drzwi. Przeciągam się i ruszam do nich, otwieram dość zamaszyście i z klatki schodowej wpuszczam do środka jeszcze więcej chłodu i zapach wilgoci.

Spóźniłaś się... — mruczę pod nosem, dość niedelikatnie, jednak przepuszczam dziewczynę w drzwiach i zamykam za nią.

Bez dalszych wyjaśnień staję nad nią i czekam, aż zdejmie okrycie, bym mógł je od niej zabrać...

Powrót do góry Go down
Amelie R. Haart
Faultless One
avatar
Tytuł :
Różyczka

Wiek :
18 lat.

Znak zodiaku :
Virgo

Narodowość :
Brytyjsko-holenderskie.

Pochodzenie :
York.

Zawód :
Uczennica Kakougan; klasa 3-2

Stan cywilny / Partner :
Sexy, free and single



http://bottledstars.forumpl.net/t370-rozyczka#1435
http://bottledstars.forumpl.net/t377-amelie-rosaline-haart-ruri-sigmardottir
PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Sob Lis 07, 2015 9:13 pm

Jest coś, co Amelie w japońskiej komunikacji zbiorowej bardzo drażni. Chodzi o to, że w każdym większym mieście musi mieszkać aż za dużo ludzi, którzy na hura muszą pchać się do pociągu. Dwa przystanki jeszcze przeżyła. Cyrk zaczął się dopiero wtedy, gdy do jej wagonu napłynęła kolejna fala ludzi. Może to był przypadek, ale dziwnym trafem ciągle czuła jakąś rękę na swoim siedzeniu. Dwa razy to przypadek, ale trzy, cztery, pięć, sześć i tak dalej, to już po prostu przesada. I dlatego też zdecydowała się przed najbliższym przystankiem użyć swoich łokci i jak najszybciej wygramolić się z tego przeklętego wagonu. Staranowała torebką kilka osób, ale przynajmniej mogła odetchnąć. I uwolnić swoje zacne siedzenie od jakichś wstręt łap. Kto to widział. Nawet jeśli w Japonii przemysł dla dorosłych rozwija się w zawrotnym tempie, to i tak jakieś zasady dobrego wychowania obowiązywać powinny nawet w tym kraju. Śluby udzielane przez roboty, fetyszyzm majtkowy czy hotele na godziny chyba jeszcze nikomu tak na psychikę i instynkt samozachowawczy nie powinny paść. Trochę żałowała, że nie miała jak temu komuś dać po ryju. Ale w sumie to śmieszne. W kraju, gdzie za szczyt braku kultury uważa się podanie ręki, na porządku dziennym jest obmacywanie dziewcząt w pociągach. Gdzie tu jakakolwiek logika?…
Fakt faktem całą drogę musiała przebyć pieszo. Głupio zrobiła zakładając buty na obcasie, bo zamiast się energicznie przebiec, dreptała powoli. Mogła co prawda wejść szybko do jakiegoś sklepu obuwniczego i kupić pierwsze lepsze czałapaczki, ale znając jej naturę spędziłaby tam jeszcze więcej czasu niż potrzebowała na dojście do celu. Dlatego też podskakując z wolna zbliżała się tam, gdzie powinna już być, ale jeszcze była w drodze.
Prawie zabiła się, przeskakując nad rozległą kałużą. Na szczęście do tego nie doszło, w przeciwnym razie dalsza narracja nie miałaby przecież żadnego sensu. Niemniej jednak narobiła takiego rabanu, że mijający ją batalion Japończyków jak na zawołanie odwrócił głowy w jej stronę. Zaczerwieniła się i zawstydzona przyspieszyła kroku. Niezbyt się jej to udało, ale jednak minęła tę odmierzoną jak od linijki gromadkę tylko po to, aby zatrzymać się z nimi na najbliższych światłach. Tupnęła kilka razy, zniecierpliwiona. Irytacja dziewczyny wzniosła się na wyższy poziom, gdy pomimo upływu kilku dobrych minut światła nadal się nie zmieniały. Przestąpiła z nogi na nogę i tupiąc kilka razy, wywróciła oczami. Raz, dwa, trzy, cztery. Cztery minuty i puściła się pędem. Kolejna ulica, druga trzecia. Fryzura dziewczyn rozwiała się, ale cóż, nie było czasu, aby ją poprawić.
Z bijącym sercem wpadła do jednego z budynków mieszkalnych. Już nawet nie czekała na windę, była teraz tak wprawiona w biegu na szpilkach, że cały dystanst między mieszkaniem nauczyciela. Wpadła tam z takim wigorem, że prawie rozwaliła drzwi.
Najmocniej przepraszam! — wypaliła, gdy tylko nauczyciel otworzył jej drzwi. Ukłoniła się kilka razy. — Miałam małe problemy z dotarciem.
Aby nie marnować już więcej czasu, ściągnęła płaszcz już w drzwiach i z przepraszającym spojrzeniem podała je nauczycielowi. Dobrze tego nie zrobiła a już, kicając na jednej nodze, zaczęła ściągać buty.

_________________

dresscoatshoesbagwatchstockinghairstylebraceletsearring
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Sob Lis 07, 2015 9:45 pm

Przechylam głowę, patrząc na nią nieco sceptycznie, a na moim czole formuje się głęboka zmarszczka, którą bardzo ciężko określić, czy wyczytać z niej jakąkolwiek reakcję. Po prostu tam jest, obniża moje brwi i wprawia twarz w nieokreślony wyraz niezadowolenia. Bez słowa wieszam jej płaszcz na wieszaku, czując od niego mocny zapach kobiecych perfum. Odznacza się wyraźnie na tle ostrego, wyraźnie kawalerskiego zapachu mojego mieszkania, w którym rzadko bywają jakiekolwiek kobiety. Wnętrza wręcz krzyczą brakiem damskiej dłoni, zakurzone powierzchnie, chłodne ściany i setki niewielkich, niewidocznych dla mnie szczegółów, jak suche liście nielicznych roślin i powietrze przepełnione dymem, duszne, wymagające wietrzenia.

Kiwam głową w stronę salonu, by ruszyła za mną i tam też się udaję. Wcześniej uprzątnąłem nieco gratów ze stolika w salonie, gdzie zazwyczaj pełno jest książek, gazet, przypadkowych kartkówek, śladów po szklankach i okazjonalnie papierków po znalezionych w kieszeniach cukierkach rozdawanych na ulicach wraz z ulotkami, reklamującymi kredyty chwilówki. Jest zimno, a okno zasłania żaluzja, więc podchodzę do niego i odsłaniam je, wpuszczając trochę światła, co uwidacznia drobinki kurzu falujące w powietrzu. Przy okazji odkręcam kaloryfer, żeby zrobiło się cieplej.

Możesz usiąść. Wyjmij książki — mówię zachrypniętym głosem, a następnie odchrząkuję, by nadać mu nieco mniej gardłowe brzmienie, słychać w nim dym papierosowy.

Przez moment zastanawiam się nad zaproponowaniem jej herbaty, ale żadne inne słowa nie wydostają się z moich ust. Brzmię dość sucho, dość obojętnie, jakbym nie mówił do konkretnej osoby, a do obecności, która nawiedziła moje mieszkanie. Może to dlatego, że nie jestem przyzwyczajony do kogokolwiek oprócz mnie, przebywającego w tych pomieszczeniach. Przyglądam się jej, dalej z tym samym, zmarszczonym wyrazem twarzy, z którego ciężko odczytać moje intencje czy samopoczucie. Przyglądam się, jak zajmuje miejsce na mojej kanapie, a potem wybieram sobie fotel obity brązową skórą, stojący zaraz obok.

Powiedz mi, od czego chcesz zacząć kiedy będziesz gotowa — mówię dość głośno, tonem rozkazującym, pozbawionym miękkich brzmień.

Powrót do góry Go down
Amelie R. Haart
Faultless One
avatar
Tytuł :
Różyczka

Wiek :
18 lat.

Znak zodiaku :
Virgo

Narodowość :
Brytyjsko-holenderskie.

Pochodzenie :
York.

Zawód :
Uczennica Kakougan; klasa 3-2

Stan cywilny / Partner :
Sexy, free and single



http://bottledstars.forumpl.net/t370-rozyczka#1435
http://bottledstars.forumpl.net/t377-amelie-rosaline-haart-ruri-sigmardottir
PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Sob Lis 07, 2015 11:19 pm

Mimowolnie wydęła policzki na wzór żaby, gdy tylko dostrzegła na twarzy nauczyciela ten niemiły, nieco sceptyczny grymas. Do tego ta mało twarzowa zmarszczka, brrr. Nie żeby coś, ale jednak nie powinien robić takich min. Nauczyciel powinien wzbudzać respekt. I najlepiej poprzez robienie groźnych min. Może powinna poprosić swoją rodzinną primadonnę, Anne Marie, żeby udzieliła mu kilka lekcji robienia nieprzyjemnych grymasów? Akurat te robiła po mistrzowsku. Od demonicznego wkurwu poprzez anielską złość na babcinym niezadowoleniu z odmówienia dokładki kończąc. Może w tym gronie znalazłaby się mina adekwatna dla profesorka fizyki?…
Gdy weszła do salonu, od razu uderzył ją zapach dymu tytoniowego. Kaszlnęła kilka razy. Nikt w jej rodzinie nie palił, ona sama stroni zarówno od fajki, jak i towarzystwa, w którym papierosy były nieodłącznym częścią każdej rozmowy, dlatego też nie była przyzwyczajona do tego nieco duszącego i gryzącego zapachu. Przełknęła ślinę, próbując stłumić kolejny atak kaszlu.
Kolejną rzeczą, która od razu rzuciła się Amelie w oczy był wszechobecny bałagan. Może nie tyle bałagan, co po prostu męski sposób postrzegania porządku. Tu jakieś gazety, tu kubki, a na parapecie, obok kwiatków, uschnięte listki i płatki, z odrobinką kurzu. Odczuła nieodpartą chęć zrobienia tu swojego porządku, ale w porę się powstrzymała. Ale przynajmniej nie musiała odsłaniać okien i odkręcać kaloryfera. Zresztą, to by chyba było nieco niegrzeczne, prawda? Tylko śmieszne, że jest tutaj kaloryfer… Może pan Ivers jest tak zeuropanizowany, że nawet w Japonii nie dał się skusić urokom ogrzewania podłogowego? W sumie wyglądał jej na takiego typa. Chociaż mieszka w Azji, nie umie zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń, które w Europie weszły mu już w krew wraz z pokarmem przez pępowinę, jeszcze w łonie matki. Amelie w sumie też taka była, jednak lubiła te japońskie dziwactwa. Chociaż do maseczek jesienną porą nadal żywiła pewną awersję. Ale jednak… Takie ogrzewane deski klozetowe czy kaloryferki ukryte pod panelami? Aż miło się leży na samym kocyku i czyta książkę!
Skinęła jedynie głową, gdy pan Ivers kazał jej usiąść. Czy może raczej pozwolił? Z jego tonu nie była w stanie wywnioskować, jak dokładnie powinna zrozumieć jego wypowiedź. W końcu jednak usiadła i zaczęła szperać w torebce. Zeszyt, piórnik w słodkie pandy wypełniony po brzegi kolorowymi długopisami i ołówkami, podręcznik. Trochę tego było.
Przejrzała szybko notatki. Kinetyka. Najgorsze, co można spotkać uczniów, którzy nie są klasycznymi ścisłowcami.
Już! — zakomunikowała, niby to z entuzjazmem, a naprawdę to swoistym lękiem.

_________________

dresscoatshoesbagwatchstockinghairstylebraceletsearring
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Nie Lis 08, 2015 12:06 pm

W milczeniu i ze stoickim spokojem przyglądam się jej, kiedy przygotowuje się do pracy, jednak zainteresowaniem darzę jej ekwipunek tylko przez jakiś czas, po chwili zerkając w znajdujące się przede mną okno i pozwalam sobie utkwić wzrok w przezroczystej tafli szkła i czubkach kilku drzew, które kołyszą się za nią. Z zamyślenia wyrywa mnie dopiero jej entuzjastyczny okrzyk, przepełniony drobnymi igiełkami lęku, który zmusza mnie, bym powoli obrócił głowę w jej stronę i nachylił się nad notatkami, które przyniosła. Doskonale słyszę, że czuje się niezręcznie, nie wie, jak zachować, że wzbudzam w niej trochę niepotrzebnego stresu i teoretycznie mógłbym rozładować te emocje krótkim pytaniem, czy nie jest jej zimno, czy nie przeszkadza jej bałagan, który ja osobiście bardzo lubię, ale wszystkie te przykładowe sposoby na rozwianie ciężkiej atmosfery, która między nami zalega nie wychodzą z fazy pomysłu, nie przedostają się przez barierę moich strun głosowych, które jak zwykle, od długiego milczenia, zastygają i tężeją.

Moje spojrzenie szybko przesuwa się po notatkach, które wieńczy mnóstwo kolorowych zakreśleń, wytłuszczonych pojęć i schludnych tabelek. Z pewnością jest staranną uczennicą, ale nie czyni to z niej jeszcze orła w fizyce, dlatego przez moment zastanawiam się jak i gdzie zacząć. Ostatecznie decyduję się, żeby... zacząć od początku. Jest pewna różnica między tym, jakiego można mnie zobaczyć na lekcji i tym, jaki jestem teraz, indywidualnie. Mówię więcej, co chwilę odchrząkując, mówię szybciej i żwawiej, zadając jej pytania i przewracając kartki w podręczniku, żeby wskazać jej odpowiednie pojęcia i przykłady. To tak bardzo różne od nauczyciela, jakim bywam w szkole - mrukliwego, ponurego, pozbawionego jakiejkolwiek wiary w umiejętności uczniów. Zadaję jej pytanie i cierpliwie czekam na odpowiedzi, chociaż z mojej twarzy nie bardzo da się odczytać, czy jestem z nich zadowolony, czy nie.

Rozumiesz? — pytam spokojnym tonem, poprawiając błędy w zadaniu, które rozwiązywała. — Jeśli Cię to męczy, możemy ewentualnie zrobić przerwę...

Milczę przez moment, zastanawiając się chwilę...

Może herbata Ci pomoże?

Powrót do góry Go down
Amelie R. Haart
Faultless One
avatar
Tytuł :
Różyczka

Wiek :
18 lat.

Znak zodiaku :
Virgo

Narodowość :
Brytyjsko-holenderskie.

Pochodzenie :
York.

Zawód :
Uczennica Kakougan; klasa 3-2

Stan cywilny / Partner :
Sexy, free and single



http://bottledstars.forumpl.net/t370-rozyczka#1435
http://bottledstars.forumpl.net/t377-amelie-rosaline-haart-ruri-sigmardottir
PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Nie Lis 08, 2015 7:46 pm

Amelie nie była encyklopedycznym okazem ADHD, właściwie była całkiem stabilna ruchowo i emocjonalnie, ale przy panu Iversie właśnie tak się czuła. Spokojne, flegmantyczne wręcz ruchy nauczyciela wpędzały ją w małe zakłopotanie. Nawet jeśli samej Amci zawsze było wszędzie pełno, to jednak inaczej się tę cechę odbiera w towarzystwie osoób stowarzyszających się z nią temperamentem, a jeszcze odmienniej w pobliżu kogoś tak cholernie spokojnego. W sumie tak najłatwiej rozpoznać osobę bezlitośnie pogrążoną w świecie swoich myśli. W sumie… Chyba wszyscy poświęceni swojej pracy ścisłowcy są tacy. Nieco oderwani od rzeczywistości. Rosaline była raczej swoistym przeciwieństwem. Niby łatwo się koncentrowała na jednej rzeczy, ale też nie widziała zbytniego sensu, aby tak całkiem się poświęcać. Tylko dzięki temu o wiele łatwiej się stresowała, nawet jeśli faktycznie była przebojowa. Dawało się to w sumie całkiem łatwo wyjaśnić. Jako wzorowa uczennica naprawdę rzadko potrzebowała korepetycji czy pomocy kogoś trzeciego. Nawet z przedmiotami, których uczyla się na pamięć, bo niewiele z nich rozumiała, radziła sobie nieźle, siedemdziesiąt procent z testu bez większego wysiłku mogła wycisnąć. Ale… Fizyka. FIZYKA. Z matematyką sobie radziła, z chemią również. A tutaj jednak nie mogła przeskoczyć kilku progów.
Westchnęła cicho i podała nauczycielowi zeszyt. Akurat zawsze je ładnie prowadziła. Każdy miał jakieś dziwactwa, a w przypadku Rose było to przepisanie całego zeszytu od nowa, jeśli tylko jakimś wyrazem wyszła poza wytyczoną linię. Poza tym lubiła, jak jest ładnie. W tym mieszkaniu też byłoby ładnie, gdyby nie ten męski sposób sprzątania. Ale czego wymagać od kawalera po czterdziestce? Jak kobitka nie weźmie faceta w ryzy, to może się różnie skończyć. Chociaż jej ojciec, pomimo sześćdziesięciu lat z VAT-em na karku, nadal miał mentalność flei. Więc pan Ivers rozgrzeszony.
Poczuła się głupio przez to, że tak pochopnie oceniła belfra. Nie był taki sztywny. O swoim przedmiocie opowiadał z taką pasją, że kilka razy miała ochotę poprosić go, aby nieco przystopował. Ostatecznie jednak tego nie zrobila. Pozwoliła sobie poprawiać błędy w zadaniach i przytakiwała grzecznie za każdym razem, gdy pan Ivers wyjaśniał jej, czemu tu jest dobrze, a tu zrobiła wyjatkowo głupi błąd.
Tak, na razie wszystko tak. Nie ma potrzeby, akurat się wkręciłam — odpowiedziała energicznie i z jeszcze większym wigorem dokończyła kolejne równanie. Na kolejne pytanie nauczyciela wydęła lekko policzki i wymamrotała niewyraźnie:
Jeśli to nie problem, to… Poproszę.

_________________

dresscoatshoesbagwatchstockinghairstylebraceletsearring
Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   Wto Lis 10, 2015 3:40 pm

Powoli kiwam głową i wstaję, przeciągając się, a potem, obdarzywszy jej drobną, dziewczęcą buzię krótkim spojrzeniem, wychodzę do kuchni, żeby zrobić coś do picia. Przez chwilę przeszukuję szafki w poszukiwaniu czystych kubków, ostatecznie znajdując ostatni - biały z wizerunkiem smerfetki. Przez moment trzymam go w dłoni, zastanawiając się, skąd taki potwór wziął się w mojej kuchni. Zastygam na krótką chwilę, odszukując we wspomnieniach ten śmieszny wizerunek, a potem marszczę brew, kiedy zdaję sobie sprawę, że to jedna z pozostałości po Grace. Jakiś czas nie umiem na to zareagować, traktując ten prosty przedmiot codziennego użytku jak zbrodniarza, który zachwiał względnie idealnym porządkiem, panującym w moim chaotycznym świecie. Jeszcze kilka lat po rozwodzie zdarza mi się znajdować rzeczy mojej byłej żony, których zapomniała albo których nie chciała brać, które chciała zostawić tutaj, jako mściwe pułapki, które będę znajdował w najmniej oczekiwanych momentach i pozwalał, żeby cały okres naszego małżeństwa przewijał mi się przed oczami.

Nie było złe. Nie było dla mnie też niczym szczególnym, choć zdawałem sobie sprawę, że nie potrafiłem nigdy być mężem. Umiałem być opiekunem, umiałem być kochankiem, umiałem być doradcą, ale nie posiadałem umiejętności, która zespoliłaby wszystkie te funkcję w jedną. Być może dlatego Grace była jedyną osobą, która odważyła się spróbować do mnie zbliżyć i wyszukać coś, co skłoniłoby ją do kochania mnie. Być może dlatego nasz związek był męczarnią, głównie dla niej i być może dlatego skończył się, czyniąc ją moim wrogiem, chociaż nigdy tego nie chciałem... Czasem miewam nawet wyrzuty sumienia.

Kręcę głową, w pierwszej chwili zdecydowany pozbyć się tej pamiątki, ale zatrzymuję się, zdając sobie sprawę, że nie będę miał czym uraczyć swojego gościa, więc nieco zdenerwowany przyrządzam jej herbatę w tym właśnie kubku, decydując jednak, że zaraz po jej wyjściu się go pozbędę.

Wracam do pokoju i na stoliku przed nią stawiam buchający parą napój, wcześniej nie zabezpieczywszy przed nim w żaden sposób powierzchni stolika. Siadam na fotelu i biorę do ręki jej zeszyt, żeby sprawić, co robiła pod moją nieobecność, dziwnie podejrzliwym wzrokiem odprowadzając smerfowy kubek swojej byłej żony...

Przyniosłem Ci cukier, nie wiedziałem ile chcesz... — mruczę dość niezgrabnie, po cichu, charcząco, a potem z odruchu wyciągam z kieszeni spodni zapalniczkę, a z niewielkiego stolika przy fotelu zgarniam papierosy, jednak zastygam, kiedy moje spojrzenie uniesione znad fajka napotyka jej wzrok. — Wybacz, zapewne Ci to przeszkadza - bąkam ponuro i odrzucam papierosy na kanapę.

Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zachariah Bram Ivers   

Powrót do góry Go down
 
Zachariah Bram Ivers
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Kinzoku :: Mieszkania-