IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Hołpowy rozgardiasz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Lis 29, 2015 1:40 pm

Wbrew oczekiwaniom Susan, Hope wcale nie poczuła się ani urażona, ani specjalnie poruszona z powodu takiej, a nie innej odpowiedzi. Może gdyby usłyszała te słowa z innych ust, to postanowiłaby dać delikwentowi jakąś nauczkę za takie pyskowanie, jednak teraz tylko zaśmiała się cicho i pokręciła lekko głową.
-Pewnie nie masz w życiu łatwo, skoro nie odróżniasz groźby od propozycji, czyż nie?- spytała i wreszcie odpłaciła jej pięknym za nadobne, czyli dźgnięciem w żebra za dźgnięcie w żebra. Z tym, że jej dźgnięcie było trochę mocniejsze niż to, które sama wcześniej otrzymała, ot, żeby jakaś kara jednak była. Jak dzieci w przedszkolu, naprawdę...
-Punkt dla ciebie. Ja też nie, w końcu jakieś reguły trzeba mieć- odpowiedziała. -Chyba, że owe kobiety mnie poważnie denerwują, dźgają i jeszcze pyskują. Wtedy mogłabym rozważyć złamanie swoich zasad- mruknęła z rozbawieniem, uważnie przyglądając się Susan. Nie, tak na serio to nie. I trzeba przyznać, że troszkę skłamała. Zdarzało jej się atakować kobiety, ale nigdy na serio. Zawsze na treningach, gdy miała pod sobą miękką matę, a rywalki były na to przygotowane. No, i jeszcze zdarzyło jej się kilka razy w więzieniu i sierocińcu, ale nigdy bez powodu. Bójki były dla nią absolutną ostatecznością, gdy nie pomagały słowa, a delikwent sam zaczynał się rzucać i było po nim widać, że chce dostać w dziób. Takie myślenie zaprowadziło ją do paki, ale ćśśś. Grunt, że wtedy nie pobiła kobiety, bo miałaby większe wyrzuty sumienia.
Gdy tylko przysiadła się obok Susan, niemalże od razu wzięła do łap spory kawałek pizzy i dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że nie jadła nic od popołudnia, gdy zrobiła sobie szybką przerwę na wyskoczenie do piekarni po jakąś bułkę. W pędzie całkowicie zapomniała o jedzeniu. Tak to jest, gdy najpierw się pracuje, potem leci do domu, a następnie bije w barze, gdzie spotkała dobrą znajomą- po prostu nie ma czasu na myślenie o pewnych rzeczach, bo pojawiają się ważniejsze kwestie. To cud, że nie burczało jej w brzuchu. Jeszcze Australijka pomyślałaby sobie, że z Hope jest na tyle źle, iż nie dość, że wszczyna burdy i pije, to jeszcze nie stać ją na jedzenie czy coś. Haha.
Tak mijały kolejne minuty i kwadranse. Film leciał dalej, pizza się kończyła, puszka Red Bulla stała opróżniona do końca. Rogue siedziała sobie wygodnie z nogami wywalonymi na stolik i rękami zaplecionymi na piersi i wpatrywała się w ekran, kiedy poczuła dotyk na ramieniu. Momentalnie się spięła, a potem spojrzała w stronę Suzy i się nieco uspokoiła. Och, to jednak nie był jawny atak na jej prywatność, tylko zwyczajne znużenie i sen, które opanowały biedną Australijkę. Jak można przysnąć na takim zajebistym filmie? To się nie godzi. Ale spójrzmy na to z drugiej strony: było późno, a ta jeszcze trochę wypiła. Może lepiej byłoby, gdyby zamiast piwa wzięła Red Bulla, tak jak Hope, bo w takim wypadku Amerykanka nie musiałaby się martwić o to, co ma teraz do jasnej cholery zrobić. Wreszcie postawiła na rozeznanie się w terenie celem późniejszego opracowania planu. Lekko szturchnęła starszą dziewczynę łokciem.
-Ej, śpisz?- szepnęła na tyle głośno, żeby nie zostać zagłuszoną przez drącą się Furiosę.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Lis 29, 2015 2:44 pm

Trochę ją nie zadowoliła odpowiedź z ust Rogue, ale to w sumie ją tylko upewniło, że dziewczyna nie jest typową panienka, która z powodu byle tekstu zarumieni się albo zdenerwuje czy coś w ten desen. Na horyzoncie pojawiło się poniekąd pewne wyzwanie dla Hawke. No nic, nie wyglądała na ani trochę zrażona odpowiedzią Amerykanki. Wręcz z jej ust nie zniknął ten typowy dla niej lekko łobuzerski uśmieszek.
- A czy wyglądam na osobę, której by się źle powodziło? Z resztą z ust ładnej dziewczyny nawet groźba brzmi zachęcając - tak, Susan by nie była sobą, gdy jeszcze czegoś nie dodała. Ona po prostu była takim typem co lubił pyskować, miał to we krwi czy coś, i raczej nic nie zapowiadało się na to by miało by się to zmienić. Skrzywiła się, gdy dziewczyną dźgnęła ja w żebro. Zaraz spojrzał się na nią z wyrzutem. No bo jak to tak ją dźgać? Foch! Przecież jest grzeczna! ... Okej, okej.... Może nie do końca grzeczna w mniemanie ogółu społeczeństwa, ale przynajmniej na swoje standardy to była teraz niczym aniołek.
- Ano podobno trzeba mieć, więc próbuje się ich trzymać - powiedziała. Ona się tam powstrzymywała od bicia kobiet. Do mężczyzn miała o wiele mniejsze pochamowania. Cóż, tak jest jak się wychowujesz przy prawie samych chłopcach. Zaraz na jej buźce pojawił się teatralne zdziwienie. - Och! Którz taki miałby czelność tak cię denerwować swoją skrommną osoba? - och, jaką miała ochotę się zaśmiać. Chwilę jeszcze trzymała tę powagę na twarzy, po czym zwyczajnie się zaśmiała. No po prostu nie mogła.
Grzecznie jadła sobie pizze i ogladała film. Zdążyła trochę zgłodniec nawet jeśli przed zawitaniem do pubu zjadła jeszcze coś w domu. Powoli bez pośpiechu opróżniała zawartość swojej puszki z piwem. Czas sobie leciał bezpośpiechu, sceny na telewizorze się zmieniały, a Hawke czuła coraz to większe zmęczenie. Na początku jeszcze próbowała z tym walczyć, no bo ej! Film był ciekawy, ale wszystko było przeciwko niej. Sytuacja była wręcz idealna do spania. Ciemności, w miarę spokojnie, ciepełko, a w ostateczności kanapa nie była najgorszym miejscem do spania... Sypiała w gorszych miejscach podczas swoich podróży. Młoda pani dziennikarz po prostu w pewnym momencie przysnęła, a głową opadła jej na ramię Amerykanki. Spała spokojnie nie będąc świadoma, że poniekąd właśnie stworzyła problem dla Hope. Gdy została szturchnieta skrzywiła się delikatnie i wymamrotała coś mało zrozumiałego pod nosem. Nieco się rozbudziła, bo aż na moment uchyliła subtelnie powieki. Hope chwilę sobie poczekała zanim kobieta jej odpowiedziała.
- Nie... Nic, a nic - wymamrotała. Tak, raczej nie wskazywało na to, że Hawke jest do końca przytomna i wyrwana z objęć Morfeusza.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Lis 29, 2015 7:13 pm

Zarumieni? Hope? Haha, wolne żarty. Naprawdę trzeba byłoby ją doprowadzić do niezłego zmieszania, żeby na jej policzkach pojawił się chociaż delikatny róż. Łatwiej byłoby ją upić, a i to podchodziło pod krąg rzeczy prawie niemożliwych bez użycia czarnej magii i odtańczenia paru pogańskich wygibasów. Była przyzwyczajona do tego typu tekstów. Toć nie raz spławiało się facetów, a podczas jej pobytu w żeńskim więzieniu, takie coś było na porządku dziennym. Ot, uodporniła się na wszelkie zaczepki mające ugodzić jej pewność siebie czy zmieszać. Dlatego i na następne słowa Susan, jedyne, co można byłoby ujrzeć na jej twarzy, to swojego rodzaju zdumienie pomieszane z rozbawieniem.
-Nie. I doceniam twój komplement, jednak nie zdziw się, gdy groźba okaże się groźbą, a nie zaproszeniem- odpowiedziała, wysyłając jasne sygnały, wręcz malując sobie na czole czerwoną farbą "uważaj, jestem nieprzewidywalna". Właściwie to zaczynała się zastanawiać, co miała na celu wypowiedź Susan. Miała ją speszyć? Zdenerwować? A może zachęcić do czegoś? Właściwie, nic z tego jej się nie udało. Jedyne, co Hope poczuła, to pewne wątpliwości, czy Hawke przypadkiem nie myśli sobie za dużo, ale zaraz odpędziła te myśli. Co ty, ciulu. Ona się tylko zgrywa, szuka zaczepki, a ty już sobie nie wiadomo co wyobrażasz. A jednak Australijka zaczynała coraz bardziej kozaczyć. To było na swój sposób zabawne. Jakby myślała, że uda jej się wyprowadzić Rogue z równowagi i faktycznie zmusić ją do złamania swoich zasad dotyczących bicia kobiet. Jakby myślała, że dziewczyna w ogóle się tym jakoś szczególnie przejmie. Była w ogromnym błędzie. Okej, może Hope bywała nerwowa i potrafiły jej puścić nerwy, ale nie od takich szczeniackich tekstów. Do tego potrzeba było trochę więcej.
-A co zrobisz temu komuś? Pobijesz go, żeby się uspokoił?- odpowiedziała spokojnie, z lekko drwiącym uśmieszkiem na ustach. -Obawiam się tylko, że wtedy byłabyś zmuszona do pobicia kobiety i raczej nie wyszłabyś z tego starcia bez szwanku- dodała szybko, mrużąc wyzywająco ciemne ślepia.
W ogóle nie pocieszające było to, że Susan jako-tako się wybudziła, a przynajmniej to Hope wywnioskowała po tym mamrotaniu. To w ogóle nie rozwiązało jej dylematu. Ba, miała właściwie pewną nadzieję, że Hawke tak naprawdę nie śpi, tylko znowu się zgrywa. Wtedy sprawa byłaby prosta. Jednak kobieta serio przysypiała, więc nie wypadałoby ją na nowo rozbudzać, zmuszać do oglądania filmu, wychodzenia z jej mieszkania czy niczego takiego...
-Dobra, śpij tam- westchnęła niezbyt głośno i tym samym została zdegradowana do roli poduszki dla swojego gościa. Jak uroczo. Sama wreszcie odwróciła wzrok od Australijki i próbowała się skupić na filmie, ale nim ten się skończył, Hope... Też zasnęła, opierając łeb o głowę Suzy, w ogóle nie bacząc na to, że to bardzo niewygodna pozycja, a niedaleko miała łóżko. Nie miała czasu na takie rozmyślania. Ot, po prostu nagle zamknęły jej się ślepia i odpłynęła.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Lis 29, 2015 8:23 pm

Co chciała tym wszystkim osiągnąć? Hm... To bardzo dobre pytanie! Pewnie, gdyby ktoś ją zapytał o powod to by nie potrafiła na nie odpowiedzieć. Cóż, w zachowaniu Hawke nie zawsze się opłaca szukania tego logicznego wytłumaczenia. Mogło jej chodzić dosłownie o wszystko. Nawet o jakąś głupotę. Choć pewnie gdzieś tam w jej łbie tliła się nadzieja na zobaczenie choć delikatnego różu na policzkach Hope. W końcu to byłby taki niecodzienny widok! Za to na ustach młodej pani redaktor dalej był ten sam rozbawiony, lekko zadziory uśmiszek. Choć jakby o ciuteczke on złagodzniał po słowach dziewczyny, a w spojrzeniu Susan jakby się odbiła nutka hm... troski?
- Och, sunshine, i po co się malujesz na taką groźna kobietę, hm? Na co to wszystko, hm? Zawsze trzeba grać takiego twardego? - spytała i zwyczajnie uniosła dłoń i jak gdyby nigdy nic pogłaskała dziewczynę po policzku. Z resztą nie robiła tego też przez zbyt długo. Za chwilę odsunęła dłoń od policzka Amerykanki. Czemu to wszystko brzmi tak jak byś próbowała mnie od siebie skutecznie odstraszyć i do siebie zrazić? zapytała samą siebie w myślach. Coś czuła, że nie dostanie odpowiedzi na swoje pytania, a jak już je otrzyma to będą one mocno nieszczere. Huh... W takim wypadku to chyba już w ogóle wolała by nie usłyszeć nic.
Zaraz się delikatnie zaśmiała na słowa dziewczyny. No na serio? No tym to ją Amerykanka rozśmieszyła nie ma co. Miałaby się bić sama ze soba? Na prawdę ciekawe musiało by to być widowisko!
- Ja mam coś robić? Czemu? Okej, lubię cię, ale to nie znaczy, że od razu wszystko zrobię za ciebie, moja droga. Z resztą jak mówiła! Ja nie biję kobiet. Z resztą ja przy bójkach zazwyczaj nie wychodze bez szwanku - rzekła, uśmiechając się do niej przyjacielsko.
Ją pewne też nie pocieszył by taki, a nie inny obrót wydarzen. Na całe szczęście to jej przypadła rola tej śpiacej, a nie decydujacej. Ona sobie grzecznie spała. Na jej obliczu malował się spokój i łagodny uśmiech. Tak, w tej chwili jej było dobrze. Nawet jeśli poza do spania była mało wygodna. Na całe szczęście Rogue dała jej spokój, więc już po chwili znów wróciła w objęcia krainy Morfeusza. Nie, nie miała co z tego powodu narzekać i w ogóle nie zdawało się jej przeszkadza, że głowa Amerykanki spoczęła na jej własnej. W końcu młodsza dziewczyna była całkiem przyjemną poduszką.
Sen jest przyjemny, ale wszystko co miłe w końcu musi się skończyć. Takim o to cudem Hawke zwyczajnie obudziła się. Oczywiście nie zerwała się od razu na równe nogi. Co to to nie. Wszystko działo się stopniowo. Najpierw leniwie uchyliła powieki, które i tak nie były zbyt chętne do podnoszenia się. Ciemnowłosa podróżniczka powoli się rozbudzała i odzyskiwała świadomości. Przetarała oczy dłonią, ziewnęła i zrozumiała, że coś chyba jest nie tak... Dopiero po chwili zadała sobie pytanie pod tytułem: "Gdzie ja, kurwa, jestem i do kogo się przytulam?!". Wtedy zerknęła na Hope. Och...i wszystko zaczęło się jej przypominać. Huh... No tak. Czyli jednak przysnęła oglądając film. Huh... A chciała go do cholery obejrzeć!
- Cholera... - wymamrotała, krzywiąc się delikatnie, bo ciało postanowiło podziękować za spanie w takiej, a nie innej pozycji. Zerknęła znów na dziewczyne i w sumie jej wzrok został na niej nieco dłużej niż powinien. Zamyśliła się na chwilę, kilka głupich pomysłów wpadło jej do głowy, ale zaraz odrzuciła swoje myśli w kąt. Głupia... Już całkiem ci pada na starości na tem mózg… skarciła się w myślach. Chwilę siedziała, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Szczerze? Najchętniej to by po prostu tu tak siedziała przy Hope i tyle, ale chyba nie powinna. W końcu postanowiła powoli wstać tak by nie obudzić dziewczyny i po prostu pójść do łazienki by się nieco ogarnąć.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Lis 29, 2015 10:07 pm

Zaraz z jej ust całkowicie zszedł uśmieszek i wszelkie inne objawy rozbawienia czy czegokolwiek w tym stylu.
"I po co malujesz się na taką groźną kobietę, hm? Zawsze trzeba grać takiego twardego?"
-Ja nie gram, skarbie- mruknęła tylko, jednak dalej miała spojrzenie wbite w burzowe ślepia Susan. Ciężko było wywnioskować cokolwiek z tego spojrzenia, ale był w nim cień bólu i pewnego wyrzutu. Poczuła dotyk na swoim policzku i odsunęła się od jego źródła, nim Australijka zdążyła zabrać rękę, dalej nie odrywając czujnego spojrzenia ciemnych oczu od twarzy swojej towarzyszki. Nie jej wina, że życie wykreowało ją taką, jaką właśnie teraz była: chłodną, groźną i lubiącą wzbudzać szacunek wśród innych. Wszystkie inne uczucia, które okazywała, były tylko ładną przykrywką dla tego, co czuła wewnątrz i niejakim oszukiwaniem samej siebie, że może być normalnym elementem społeczeństwa i zachowywać się jak każdy inny człowiek. Starała się bardzo być jak inni, ale wewnątrz zawsze pozostawał ten wulkan gniewu i żalu ukształtowany przez lata przechodzenia piekła i ten wulkan czasami musiał wybuchnąć, aby potem przez jakiś czas żyć normalnie. To teraz było tylko maleńką erupcją, która nie czyniła nikomu krzywdy, ale mogła trochę nastraszyć i zmartwić tych, którzy ją otaczali. Jaki miała cel w zrażaniu do siebie Australijki? Przede wszystkim taki, że panicznie bała się zbliżenia do drugiego człowieka, ponieważ to nigdy nie kończyło się dobrze. To zawsze obracało się w jakiś pieprzony dramat, a ona chciała darować sobie i jej niepotrzebnych cierpień w przyszłości. Mimo wszystko nagle doszła do wniosku, że może trochę przesadziła. Stała się zbyt twarda, co mogło urazić Susan, a tego nie chciała. Zabawne, prawda? Chciała się nieco odsunąć, a z drugiej strony cholernie się bała znowu zostać sama. To jest jednak Rogue, tego nie zrozumiesz. Zwiesiła lekko łeb i uciekła spojrzeniem gdzieś na bok. -Przepraszam. Przesadziłam- wymamrotała.
Rano pewnie spałaby do bólu, bo akurat tego dnia nie musiała się spieszyć do pracy, ale pojawiły się dwa problemy. Raz, coś się zaczęło ruszać pod jej głową. Jakby poduszka jej spierdalała. Jako, że jeszcze kompletnie nie kontaktowała, wystraszona uniosła łeb i otworzyła oczy. I tutaj pojawił się drugi problem.
-Ała...- jęknęła cicho i przeniosła jedną rękę na kark, żeby go trochę rozmasować. Czemu on tak cholernie bolał? Spojrzała na Susan, która powoli wstawała i szła do łazienki. Teraz zdała sobie sprawę z tego, jak to było. Film, pizza, kanapa. Musiała przysnąć w pozycji wyjątkowo niedogodnej i niewygodnej, dlatego teraz nie mogła się prawie wcale poruszyć. No nic. Zabrała nogi ze stolika i wtedy zdała sobie sprawę z tego, że po raz pierwszy od dawna przespała całą noc i obyło się bez koszmarów. Muszę częściej spać na kanapie. I to stwierdziwszy, powoli i ostrożnie się podniosła. Zgarnęła pudełko po pizzy i puszki po napojach, po czym korzystając z tego, że Susan poszła się ogarnąć do łazienki, sama poszła do kuchni i najpierw wywaliła śmieci po wieczornej uczcie, a potem wstawiła wodę na kawę. Potrzebny jej jakiś energetyczny kop, bo czuła się jakby ją coś przeżuło i wypluło. Musiała coś zjeść, wziąć prysznic i może przed pracą jeszcze pójść pobiegać czy coś, to może uda jej się pozbyć tego odrętwienia w całym ciele i zmęczenia ogarniającego ją mimo faktu, że przespała całą noc.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pon Lis 30, 2015 3:59 pm

Nie odwróciła wzroku, gdy wyraz twarz dziewczyny zmieniła się, a czujne spojrzenie Amerykanki było skupione na jej burzowych ślepiach. Choć trochę ją kusiło by to zrobić, ale zwalczyła tę chęć. Szczerze? Czuła się jakby trochę winna za ten ból i wyrzut w spojrzeniu dziewczyny. W końcu to ona ją pozbierała wtedy, gdy w Amerykance było brak chęci do życia. Czuła się przez to spojrzenie tak jakby Rogue obwiniała ją o to, że nie dała wtedy jej ze sobą skończyć. Poczuła się tak jakby tamta jej decyzja była czymś złym, a przecież taka nie była, prawda? Postąpiła dobrze i słusznie, co nie...? Wybrała najlepszą opcje, prawda...? Dlaczego więc czuła jakąś gorycz do siebie...?
Milczała, a z jej ust zniknął ten łobuzerski uśmieszek. Nie wiedziała co powiedzieć. Wyraz jej twarzy całkiem się zmienił. Zastąpiła go troską, zmartwienie, łagodności i jakby pewien... smutek. Patrzyła na nią ze spokojem. Jeśli Hope spodziewała się zobaczyć w oczach Australijki strach czy coś w tym stylu to się grubo myliła. Hawke w ogóle się jej nie bała. Choć przez moment przeszły po plecach ciemnowłosej niezbyt przyjemne ciarki. Ale nie, ona się nie bała Rogue. Nie, ona się tylko martwiła o tę osóbkę na przeciwko siebie. Cofnęła dłoń, gdy ta uciekła od jej dłoni. Nie miała zamiaru jej do niczego zmuszać. Szczerze? Hawke nie widziała w Hope zagrożenia. Nie, ona widziała w niej zagubionego, miotającego dzieciaka po przejściach, który nie umiał znaleźć sobie odpowiedniego miejsca w życiu, który dalej szukał siebie...
- Nie boję się ciebie, sunshine. Myśl sobie co chcesz, ale nie mam też zamiaru cię skrzywdzić - powiedziała tylko cicho, chodź pewnie. W sumie sama nie wiedziała czemu to mówi. Po prostu stwierdziła, że powinna i tak zrobiła. Głupie, prawda? Gdy Hope zwiesiła łeb, Susan miała ochotę pogłaskać ją po głowie, ale tym razem się powstrzymała od tego. W końcu Amerykanka unikała jej dotyku jak ognia... Gdyby ją znów dotknęła to pewnie skończyło by się to jak każda poprzednia próba, więc chyba nie ma co próbować.
Dotarcie do łazienki i ogarnięcia się nie było czym mega trudnym, a już samo ochlapanie twarzy wodą zrobiło swoje. Susan będąc w łazience spojrzał czy jej bluza wyschła. Z zadowolenie stwierdziła, że tak. Zmieniła, więc tę od Hope na swoją. Następnie poszła do kuchni gdzie zobaczyła Amerykankę. Chwilę stała w drzwiach, patrząc na nią.
- Hej- powiedziała, uśmiechając się lekko. Jak wyglądała Hawke? W sumie nie najgorzej. Choć jakoś bardzo nie bawiła się w układanie włosów. Tak, były one w dość sporym nieporządku. Powoli podeszła do Rogue. - Ten... Sorry, że mi się wczoraj przysneło... Nie chciałam. Serio chciałam obejrzeć tego "Mad Maxa". No i jakby co to mogę wziąć do siebie i wyprać tę bluzę co mi ją pożyczyłaś - powiedziała po chwili, masując dłonią kark.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pon Lis 30, 2015 8:51 pm

Hope nadal była tym zagubionym i miotającym się dzieciakiem, którym była wtedy, gdy spotkały się po raz pierwszy. Teraz nie dostawała obłędu z rozpaczy i przerażenia ani nie próbowała się zabić, jednak nadal nosiła w sercu pewien przeogromny smutek. To jak drzazga, której za nic nie dało się wyciągnąć i która ciągle uwierała przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Sam fakt, że uciekła od problemów i znalazła swoje miejsce na świecie jeszcze nic nie znaczył. Dalej goniły ją demony przeszłości, które nawiedzały ją w snach i uniemożliwiały zawarcie jakiejkolwiek silniejszej relację. Dalej istniała szansa, że dawni prześladowcy ją znajdą i zarżną w jakiejś ciemnej uliczce, przy okazji wyżywając się na tych, na których jej zależało. Jej tajemnica mogła wyjść na jaw i ludzie mogliby przestać patrzeć na nią z względną przychylnością. A jednak nigdy nie żałowała tego, że tamtej nocy spotkała Susan, która częściowo wyciągnęła ją z dołka i uratowała od zapicia się na śmierć. Chociaż wiedziała, że to niewątpliwie rozwiązałoby wszystkie jej problemy, po długich przemyśleniach doszła do wniosku, że samobójcy to tchórze. Ona nie była tchórzem i nadal tliła się w niej wątła nadzieja, że kiedyś wszystko się ułoży, będzie dobrze... Jak widać, to jeszcze nie ten moment, bo dalej miewała takie odskoki, gdy emocje brały górę.
Usilnie milczała, jakby bała się, że powie o jedno zdanie za dużo i jeszcze bardziej zrazi do siebie podróżniczkę. Ty mnie nie skrzywdzisz, bo to ja skrzywdzę ciebie. Tak samo, jak wszystkich innych. Nie dało się jej wmówić, że może być inaczej, że może być wszystko dobrze i obyć się bez krwi. Ona miała już zakodowane w głowie, iż najlepiej, żeby w ogóle się do nikogo nie zbliżała. A mimo to miała pewną silną ochotę najzwyczajniej w świecie przytulić się do Suzy, powiedzieć jej wszystko i czekać na reakcję. Ale bała się, tak cholernie się bała, że tylko stała jak ten kołek, aby później jak gdyby nigdy nic wrócić do reszty obowiązków. Czekał je wieczór z pizzą i takie tam, więc czas najwyższy wziąć się w garść.
Stała oparta tyłem o blat, więc miała doskonały widok na Susan, gdy ta stanęła w drzwiach. Momentalnie poczuła się jakoś tak nieswojo. Ludzie często jej się przyglądali, ale nie w taki sposób. Zazwyczaj patrzono na nią z pogardą, podziwem, lękiem lub jak na totalnego kosmitę, a to spojrzenie było wyjątkowo życzliwe. Nadal za mało, żeby sprawić u Hope rumieńce, ale wystarczające, żeby ją leciutko zakłopotać.
-Cześć- odpowiedziała i zaraz się lekko zaśmiała. -Nie ma za co. Ja też nie wytrzymałam do końca- odpowiedziała i zakryła łapą usta, bo jej się trochę ziewnęło. -Daruj sobie. Sama ją wypiorę, to żaden problem- dodała zaraz i w tym momencie czajnik się wyłączył. Hope lekkim ruchem odbiła się od blatu i stanęła przodem do niego, po czym wyciągnęła z szafki dwa kubki. -Kawy? Herbaty? Zostajesz na śniadanie?- mruknęła, kątem oka obserwując Australijkę, bo już była zajęta wsypywaniem kawy do swojego kubka.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Wto Gru 01, 2015 3:44 pm

Hope pomimo swoich działań nie zraziła swoimi słowami Hawke. W końcu Susan wiedziała jaka jest Amerykanka. Troszkę czasu z nią przecież spędziła. Była świadoma czego mniej więcej powinna się po niej spodziewać. Szczerze? Prędzej by przypuszczała, że jej towarzyszka ma jej dość za to jak zachowuję się ona. Gdyby miał jej dość to po prostu by sobie już darowała i wróciła do domu. Australijka nie była osobą, która lubiła się męczyć. Wyznała, że nie ma co się meczyc. Kiedy miała czegoś dość od razu to pokazywała, a nie czuła niechęci do Hope.
Milczała, patrzył spokojnie na Rogue choć męczyło ją to. Męczyła ją takie coś. W końcu nie była przyzwyczajona do spokojnego przyglądania się całej sytuacji. Nie, ona wolała działać, ale teraz czekała na reakcję Amerykanki. Nie doczekała się jednak. Postanowiła, więc darować ciągnięcie tematu. Tak, na razie to lepiej zostawić.
Hawke miała całkiem niezły humor pomimo tego, że mięśnie nie były zadowolone z tego jak Australijka spała. Tak, na ustach ciemnowłosej pani redaktor widniał ten lekki, łobuzerski uśmieszek.
- Och... Czyli jest jakby po równi - powiedziała po czym się lekko zaśmiała, dłonią przy okazji znów czochrając włosy. Już chciała coś powiedzieć na temat tej bluzy, ale postanowiła sobie darować. Przecież nie będzie robiła awantury o to. Choć na jej buźce pojawiło się lekkie niezadowolenie. Przyglądała się Hope, gdy ta wsypywała kawe do kubka.
- Ja bym poprosiła kawe - powiedziała, przeciągając się. Szczerze? Jakoś milej jej się zrobiło, gdy dziewczyna się zapytała czy zostanie na śniadanie. Dawno nie miała jakoś tak z kim usiąść i zwyczajnie zjeść z śniadanie, a przecież od razu jest przyjemniej, gdy można z rana pogadać z drugim człowiekiem. - Jeśli mnie nie wyrzucisz, to z chęcią zostanę na śniadanie - rzekła od razu, szczerząc się do niej niczym dzieciak, który dostał lizaka czy ukochany prezent pod choinkę. Stała kawałek za nią, zastanawiając się co mogłaby zrobić. Wzrok dalej miała skupiony na dziewczynie. W sumie zbytnio nie wiedziała dlaczego, ale z jakiegoś nie wyjaśnionego dla siebie powodu zaczęła mieć sporą chęć by zwyczajnie się przytulić do Rogue. Dłuższa chwilę się przed tym broniła, ale w końcu trochę mimowolnie podeszła do dziewczyny i nieco niepewnie przytuliła się do jej pleców. Sama była zaskoczona, że odważyła się przytulić do Amerykanki.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Wto Gru 01, 2015 9:27 pm

Co do humoru Hope: no jakiś tam był. Dość średni, bo przez całą noc spała niewygodnie, a potem rano została obudzona, ale mogło być gorzej. Bądź co bądź, przynajmniej nie spędzała tego poranku sama, a to był już pewien plus.
-Taaa- mruknęła i wywróciła oczyma. -A szkoda, bo przysnęło mi się akurat podczas końcówki. I całe oglądanie w pizdu- dodała zaraz i pomasowała się po karku, który zdawał się boleć przez sam fakt, że istniał. Nigdy więcej w życiu spania na kanapie w takiej popierdolonej pozycji, nigdy. Już nawet jak spała raz pod mostem, to nazajutrz miała lepsze samopoczucie niż w tym momencie.
Z zadowoleniem przyjęła fakt, że jeszcze przez jakiś czas będzie miała towarzystwo. Nawet, jeśli ów towarzystwo będzie jej objadać lodówkę. To nic. Naprawdę lubiła obecność Susan. Nawet, jeśli dalej była wobec niej nieufna i ta relacja mogła pozostawiać wiele do życzenia, to jednak Australijka należała do wąskiego grona osób, które wiedziały o niej sporo, a i tak z nią wytrzymywało. To jej się ceniło.
-Już robię, a ty tymczasem usiądź. Sypana czy rozpuszczalna? Z ilu łyżeczek? Z mlekiem czy bez?- wypytywała dalej, chcąc zrobić jak najlepszą kawę. Cała ona: nie chciała zawieść Suzy nawet w tak trywialnej kwestii jak robienie kawy. Zaraz podeszła też do lodówki i przejrzała dokładnie jej całkiem bogatą zawartość. -W sumie... Na co masz ochotę?- spytała jeszcze przez ramię, szerzej otwierając skrzydło lodówki i odsuwając się, aby kobieta mogła przejrzeć zawartość. Hope osobiście nie była głodna, dalej siedziała w niej wczorajsza pizza i absolutnie nie miała ochoty na śniadanie, ale gościem musiała się zająć.
Dokładnie w tym momencie poczuła dotyk. Automatycznie spięła się, albowiem tego typu niespodziewane gesty powodowały u niej swego rodzaju niechęć, czy też nawet lęk, albowiem nie kojarzyły jej się specjalnie dobrze. Tylko jednej osobie pozwalała na takie rzeczy bez żadnych konsekwencji, a i do tego potrzebowała dążyć przez długie tygodnie, żeby Hope wreszcie przestała kojarzyć to z atakiem na jej osobę. Tej osoby od dawna nie było, a Susan nadal była dla niej kimś prawie obcym, więc nic dziwnego, że zareagowała tak, a nie inaczej. Potrzebowała parę sekund na ogarnięcie lekko przyspieszonego oddechu i walącego serca, bo doskonale wiedziała, że Australijka nie chce jej zrobić krzywdy. Nawet po tym czasie po prostu stała jak kołek, nie wiedząc do końca, co powinna zrobić. Wreszcie jednak obróciła łeb na bok i spojrzała na ciemnowłosą.
-Skoro chcesz śniadanie, to musisz mi pozwolić je zrobić- szepnęła ciut niepewnie, grzecznie czekając, aż kobieta ją puści. Dopiero jeśli tego nie zrobi, Rogue będzie mogła pomyśleć o jakimś szarpaniu się. Kompletnie nie wiedziała, co ma o tym myśleć, ale zaczynała się bać, że ta relacja może jednak zaczynać być za bardzo zżyta, co osobie trzymającej ludzi na dystans takiej jak Hope jest bardzo nie na rękę. Cóż, czas pokaże, o co tutaj właściwie chodzi.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sro Gru 02, 2015 3:45 pm

Cóż, Hawke była wiecznym optymistą, a przynajmniej się starała. Z resztą czemu miałaby nie mieć całkiem nie najgorszego humoru? Przecież wczorajszy dzień była przyjemny (ciiii… Ta bójka w barze się nie liczy), a poranek mogła spędzić z kimś kogo lubiła. Ba, jeszcze dostanie śniadanie. Kurna, no same plusy! Jak tu się nie cieszyć?
Wzruszyła ramiomani.
- Czy ja wiem czy tak od razu w pizdu. Zawsze możesz sobie odtworzyć film na momencie, który pamiętasz. To też zawsze jakieś rozwiązanie - stwierdziła. Sama ciemnowłosa miała zamiar obejrzeć do końca “Mad Max”.
Była ewidentnie zadowolona, że Amerykanka nie wyraziła sprzeciwu związku z pomęczeniem jej jeszcze trochę przez Australijkę.
- Chciałabym jakoś pomóc... - mruknęła zaraz. Po pierwsze nie chciała zbytnio wykorzystywać Hope. Po drugie w sumie wizja robienia wspólnie jedzenia mogła być całkiem fajną zabawą, co nie? Przynajmniej tak się zdawało Susan. - Em… Może być rozpuszczalna z dwóch łyżeczek z mlekiem. Dwie słodzę tak jakby coś - powiedziała. I raczej Hope się nie miała co martwić o kawę, którą by zrobiła Susan. Młoda Australijka już była wdzięczna za sam fakt zrobienia tego napoju bogów.
- Nie wiem - burknęła jeszcze przed tym całym przytuleniem się do Amerykanki. W sumie nie miała ochoty na nic konkretnego. Byłaby zadowolona ze wszystkiego co by było jadalne i jako tako smakowało.
Stała tak chwilę przytulona do Hope. Było jej całkiem miło. Dawno nie miała okazji się do nikogo przytulić. Jak się nie ma czasu na spotkania ze znajomymi i bliskimi to tak już jest. Postanowiła się jednak odsunąć od dziewczyny kiedy ta do niej znów przemówiła.
- No tak… Ten, sorry - powiedziała, uśmiechając się przepraszająco, a dłonią masując tył głowy. - Em… To może ja serio usiądę... - dodała zaraz, po czym usiadła przy najbliższym krześle.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Czw Gru 03, 2015 7:52 pm

Również wzruszyła ramionami, lecz w przeciwieństwie do Australijki, nie okrasiła tego gestu żadnym komentarzem, uznając to za kompletnie zbędne. Już jej postawa okazywała totalny sceptycyzm w tej kwestii, to nie będzie sobie języka dodatkowo strzępić. Prawda jest taka, że uważała takie coś za kompletnie idiotyczne. Bo nie dość, że teraz będzie ją męczyć to, iż nie znała zakończenia, to jeszcze zanim zdąży puścić sobie ową końcówkę, pewnie zapomni, co było wcześniej... I w efekcie trzeba będzie powtórzyć seans. Do kitu z takim czymś. Lepiej byłoby, gdyby poprzedniego wieczoru jakoś się opanowała i jednak wytrzymała do końca. Szkoda, że warunki były idealne do spania: wygodna kanapa, ciemności, ciepło bijące od Susan, która zrobiła sobie z niej wygodną poduszkę... Nawet silna wola Hope i wypity energetyk nie dały rady wygrać z czymś takim.
Zignorowała uwagę dotyczącą pomocy jej skromnej osobie i zaczęła przygotowywać kawę tak, jak powiedziała jej to Susan- dwie łyżeczki kawy i dwie cukru. Nie dane jej jednak było zalać obu kubków, albowiem woda w czajniku skończyła się gotować mniej-więcej wtedy, gdy Rogue została "zaatakowana" od tyłu. Całe szczęście, że kobieta postanowiła puścić ją po dobroci, gdyż Amerykanka już zaczynała się powoli denerwować. W ogóle nie wiedziała, jak ma odebrać ten gest. Za dużo procentów we krwi? Jakaś nagła potrzeba bliskości? Naprawdę miała nadzieję, że to któreś z tych dwóch. Bo jak nie to, to co? Bała się, prawdziwie się bała, iż Susan od wczorajszego wieczoru mogła sobie za wiele pomyśleć i dlatego pozwalała sobie na więcej, niż umysł Hope mógł znieść za jednym razem. Z drugiej strony, naprawdę lubiła tę kobietę. Miała w sobie coś takiego, co budziło w Rogue nie tylko sympatię, ale też niejakie zaufanie. Co dalej nie zmieniało faktu, że co za dużo to niezdrowo i zwyczajnie nie była przygotowana ani na takie coś, ani na nic więcej. No kurwa. Przez jakiś czas milczała, pochłonięta zalewaniem kawy. Wreszcie jednak zdobyła się na to, żeby spojrzeć na Susan, gdy ta siadała przy stole.
-Jeśli chcesz, możesz mi pomóc w robieniu śniadania. Nie jestem jasnowidzem i niestety nie wiem, w czym gustujesz- powiedziała, stawiając kubek z gorącym napojem przed kobietą. Taa, lepiej nawiązać jakiś kontakt, niż tak siedzieć w ciszy i niepewności. -Jeśli nie, to robię tosty. Wybacz, ale moje umiejętności kulinarne są mocno ograniczone.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Gru 05, 2015 9:30 pm

Cóż, sama Hawke nie wiedziała czemu zrobiła tak, a nie inaczej. Jednakże, gdyby miała sama sobie tłumaczyć ten gest to raczej obstawałaby potrzebę bliskości drugiego człowieka. Ciemnowłosa mimo wszysko była dość uczuciowa osóbka. Potrzebowała bliskości tej drugiej osoby. Cóż, zazwyczaj utrzymywała rozmowę przez dotyk. Takie dziwne zobczenie, że od czasu do czasu było trzeba swojego kompana tyknać, szturchnąć, poklepać po ramieniu czy coś w ten desen. Dziwne, co nie? Wielu takie zachowanie Susan denerwowało, wręcz irytowało, ale ona raczej nie była w stanie z tym niczego zrobić na dłuższa metę. Choć momentami rozumiała jakie to czasem musi być upierdliwe dla drugiej osoby, no ale cóż... Czy za dużo sobie pomyślała? A czy powinna? W końcu nic takiego się nie stało, prawda? Przynajmnej tak się zdawało ciemnowłosej, ale kto tam wie. Może jej zdanie w tym temacie jest mylne, hm?
Zaufanie, powiadasz? W sumie to nie było by trudno wytłumaczyć. Młoda pani redaktor mimo wszystko należała do osób szczerych. Czasami (a tak na prawdę to zazwyczaj) aż do bólu. Swoje odczucia do innych pokazywała od razu. Starała się nie bawić w podchody. Wolała wyłożyć prosto z mostu o co jej chodzi. Zazwyczaj było jasne czego można się spodziewać po Hawke.
Usiadła sobie w spokoju na krześle, oparła łokcie o blat stołu. Nie podobało jej się to milczenie. Przez tę ciszę ze strony Amerykanki poczuła się tak jakby zrobiła serio coś złego. A przecież nie zrobiła czegoś mega złego prawda? Ale przecież to był jej punkt widzenia, prawda? Mogła się mylić w swoim zdaniu... Dłonią przeczesała włosy, a potem zjechała nią na kark by po pomasować. Wbiła swoje burzowe spojrzenie w blat stołu. Czuła, że atmosfera robi się napięta. Hm... Może powinna się po prostu wycofać by nie drażnić Rogue? W końcu ta się nią wczoraj zaopiekowała, no i chyba nie powinna się jej odpłacać za to nerwową atmosfera... Spojrzał na Hope dopiero wtedy, gdy ta do niej znów przemówiła, ale to też po chwili zawiechy. Zaraz się do niej uśmiechnęła lekko.
- Znaczy wiesz, moje zdolności kulinarne też nie są jakieś super... I szczerze? Zjadłabym to co byś zrobiła, byle by to było jadalne. I ten, tosty mogą być - powiedziała, a po chwili objęła dłonią kubek z parująca kawą. Chwilę milczała, patrząc się w kubek, po czym przeniosła spojrzenie na Amerykankę. - Em... Ale jeśli chcesz to mogę ci pomóc w robieniu tych tostow lub czegoś bardziej wymyślonego... - postanowiła jeszcze zaproponować. Ba, była już nawet gotowa wstawać, gdyby Hope się jednak zgodziła. - W końcu zawsze milej jest pracować z kimś... - dodała zaraz.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pon Gru 07, 2015 4:29 pm

Mimo wszystko łatwiej byłoby dla obu stron, gdyby Susan jednak jakoś wcześniej okazała swoją potrzebę bliskości, zamiast tak nagle i z zaskoczenia. I od tyłu! Całe szczęście, że Hope nie miała w ręce żadnego ostrego przedmiotu i wiedziała, iż nikt inny nie mógł jej tego zrobić, niż Australijka. Inaczej cholera wie, jak to by się skończyło. Może jak w barze, a może i gorzej, bo w kuchni było więcej przedmiotów, które przypadkiem mogą zrobić krzywdę przy jakichś nagłych manewrach. Jednakże tak się nie stało, bo Rogue się na swój sposób... przyzwyczaiła, tak. Poznała swoją towarzyszkę na tyle, aby wiedzieć, że jest kontaktową osobą stawiającą na kontakt fizyczny, niekoniecznie bliższy, ale nadal jakiś. Z tego powodu była przygotowana na tego typu rzeczy i nie reagowała na nie przerzuceniem delikwenta przez ramię. Po pierwsze z powodu przyzwyczajenia do aktualnej sytuacji (co nie zmienia faktu, że dalej jej to nieco przeszkadzało), po drugie z powodu tego swoistego zaufania. Jasne, dalej nie miała pewności, czy ciemnowłosa nie zadźga ją nożem ani nie zrobi niczego innego, jednak w jej głowie już powstał pewien obraz Susan i ten całkowicie kłócił się z obrazami ludzi złych, którzy niegdyś chcieli zrobić jej krzywdę. I nie, wcale nie dlatego, że była ładną kobietą. Hope spotkała w życiu ładne kobiety, które chciały wbić jej nóż w plecy. Zwyczajnie charakter Australijki i jej zachowanie kłóciły się z zachowaniami potencjalnych wrogów. Były zbyt szczere i dobre.
Zapraszająco machnęła ręką w stronę starszej kobiety i uśmiechnęła się lekko, jakby nieco przepraszająco za to, że wcześniej była ciut oschła i milcząca. W efekcie naprawdę nieco się tak czuła, bo swoimi głupotami zniszczyła całkiem miłą atmosferę, ale no co miała zrobić? Odwrócić się i przytulić Hawke? To nie było w jej stylu. Absolutnie nie. W każdym bądź razie, wróćmy do tematu. Gdy tylko kobieta dołączyła do niej w tej ciężkiej i trudnej czynności znanej jako robienie tostów, Hope poczuła, że może jednak niepotrzebnie się tak stresowała. Susan nie wyglądała na jakąś specjalnie urażoną tamtym drobnym wydarzeniem. I to było widać przez cały okres robienia tostów, jedzenia tostów i późniejszego ogarniania kuchni po robieniu tostów. Później jeszcze chwilę gadały o wszystkim i o niczym, aż po jakimś czasie rozeszły się w pokoju i dobrej atmosferze, a Rogue wróciła do swojego codziennego, samotnego trybu życia.

/zt x2

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pią Sty 08, 2016 5:43 pm

Po powrocie od Susan do swojego domu, poczuła się jakoś dziwnie nieswojo. Stanęła w progu z butelką pierwszego wina, jakie udało jej się zobaczyć w monopolowym, a potem odstawiła deskę, przebrała się, wzięła prysznic i walnęła się na swoim łóżku z owym alkoholem w dłoni. Wypiła chyba z pół butelki, gdy zorientowała się, że już zaczyna jej lekko szumieć w głowie i może czas najwyższy przestać. Wtedy odstawiła ją na podłogę koło łóżka i położyła się, poświęcając się pasjonującej czynności, jaką było patrzenie się w sufit. Wystarczyło pięć sekund, żeby ten demotywujący głos zazwyczaj błądzący po jej głowie znowu się odezwał, nie pozwalając dziewczynie na szybkie zaśnięcie.
Ty idiotko.
Westchnęła i przetarła dłońmi twarz. Głos w jej głowie miał rację: była skończoną idiotką. Co ona sobie w ogóle myślała? Nie umiała żyć blisko z innymi ludźmi. Nie mogła. To dlaczego dalej dążyła do tego, żeby właśnie to zrobić? Dlaczego tak bardzo ufała tamtej dziennikarce? Jasne, uratowała jej raz życie, drugi raz to Hope jej nieco pomogła, była szczera, budziła sympatię, była ładna... Ale to wcale nie są konkretne i rzeczowe powody do tego, żeby przestać trzymać kogoś na dystans. Właściwie, to były bardzo dobre powody do tego, żeby zacząć to robić. Pamiętasz, jak skończyła Rachel? Pamiętała. Za dobrze pamiętała, by musieć to powtarzać po raz kolejny. Można było nazwać ją tchórzem, cały czas uciekającym przed ludźmi, żeby tylko nie zranić ich i zarazem siebie, jednak naprawdę nie chciała ponownie przeżyć straty kogoś, na kim jej zależało. Drugi raz mogła tego nie przeżyć. Tym razem mogłaby nie trafić na kolejną Suzy, która najpierw ją uratuje, a potem kopnie w tyłek i pokaże, że jednak warto żyć. A jeśli tym razem nic się nie stanie? Nie mogła odrzucać takiej opcji, że jednak żaden psychopata-ćpun nie będzie chciał zaciukać Australijki, jednak tutaj też w jej głowie pojawiały się pewne wątpliwości. Ona była dziennikarką. Podróżniczką. Nie zostanie tutaj na wieki, a im później się rozstaną, tym bardziej będzie to bolesne.
Dlatego Hawke mogła mieć wrażenie, że po tamtym wieczorze Rogue po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Nie dało się do niej dodzwonić, bo zmieniła numer i najczęściej kręciła się po dzielnicach innych, niż Kinzoku. Ba! Nawet w domu nie można było jej spotkać, bo zdecydowała wprowadzić się na parę dni do hotelu. Albo i trochę dłużej. Zależy, ile będzie potrzebne do tego, żeby stracić zainteresowanie Susan i wrócić do normalnego życia: samotnego, ale łatwego, tak doskonale znanego i bezpiecznego. To bolało, ale pocieszała się myślą, że kiedyś przestanie. No i na pewno miało boleć mniej, niż gdyby ciągnęła to dłużej.
Taki stan rzeczy trwał tydzień, ale nie mógł trwać wiecznie. W jej domu wciąż były rośliny do podlania, poczta do odebrania, a jej samej kończyły się pieniądze na rozbijanie się po hotelach, więc wreszcie zawitała do swojego mieszkania. Wrzuciła torbę z rzeczami do sypialni i zaczęła przeglądać listę rachunków i ulotek, jakie przez te dni wleciały do jej skrzynki. Znalazła tam reklamę jednej z chińskich knajp i momentalnie poczuła, jak bardzo jest głodna. Jako, że chińczyk był daleko, a jej nie chciało się wychodzić z domu (między innymi dlatego, żeby przypadkiem nie spotkać Suzy), zadzwoniła na podany numer i zamówiła krewetki z chili. Później walnęła się na kanapie przez telewizorem i czekała na swoje upragnione jedzenie.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pią Sty 08, 2016 6:51 pm

A Hawke się na prawdę dobrze czuła to tamtym wieczorze. Cieszyła się, że mogła znów spotkać kogoś z kim jej się dobrze rozmawiało i miło spędzało czas. Tak, czegoś takiego w tych jej wszystkich podróżach brakowało. Zwykłej, życzliwej osoby z którą mogłaby spędzić czas. Cóż, jednak chyba życie dla Hawke nigdy nie może być zbyt spokojne i potulne, a sama ciemnowłosa znów miała się poczuć jakby coś było z nią nie tak, że zbyt odstaje od reszty ludzi…
Na początku nie odczuwała tego żeby Hope ją unikała czy zniknęła, minęło jednak kilka dni i Hawke poczuła się dziwnie. Czegoś jej ewidentnie brakowało. Nie umiała na początku określić czego. Serio nie wiedziała o co jej samej chodzi. Dopiero po dłuższych przemyśleniach, przy pisaniu kolejnego artykułu zrozumiała o co chodzi, a raczej o kogo. Brakowało jej towarzystwa tej lekko ponurej i wrednej Amerykanki. Następnego dnia ruszyła do jej mieszkania. Cóż, na miejscu czekała ją nie miła niespodzianka. Rouge najwidoczniej w mieszkaniu nie było, a jej zostało co najwyżej pocałowanie klamki. Nie podała się mimo to następnego dnia szukała dziewczyny po mieście, a potem znów zaszła do niej. Sytuacja się powtórzyła. Hawke czuła się coraz bardziej dziwnie i nie przyjemnie. Martwiła się o Rouge. Bała się, że coś jej się stało. Nie była pewna co powinna zrobić. Jednak z tyłu jej głowy zaczęły kiełkować jeszcze inne myśli. Może to była jej wina? Może zrobiła coś źle i Amerykanka postanowiła ją unikać… A może po prostu Hope nie pasowało jej towarzystwo... Nie wiedziała co się stało, mogła gdybać. Kolejne dni nie rozwiewały jej wątpliwości. Ciemnowłosa darowała sobie szukanie Amerykanki po mieście, po prostu pod wieczór przychodziła pod jej drzwi i próbowała nawiązać kontakt. Oczywiście jej wszelkie próby się nie powiodły.
Dziś przywędrowała do mieszkania Hope całkiem zrezygnowana. Strzelała, że znów nie spotka dziewczyny w mieszkaniu. Cholernie ją to smuciło. W końcu jeszcze niedawno myślała, że znalazła sobie świetnego kompana, a ten jakby rozpłynął się w powietrzu tak jakby nigdy go nie było. Jednak coś ją zmusiło do ruszenia dupy z domu i ruszenie w kierunku mieszkania Rouge.
Stanęła przed drzwiami. Chwilę tak stała, nie wiedząc czy dobrze robi. Może powinna sobie darować? Znów miała się zawieść i wrócić do domu z okropnym humorem? Takie coś w ogóle się nie opłacało. Wzięła głębszy wdech i zadzwoniła dzwonkiem, który znajdował się przy drzwiach. Zaraz nerwowo poprawiła włosy, czekając na jakiś odzew.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Sty 09, 2016 7:14 pm

Mijał czas, a po jakichś czterdziestu pięciu minutach Hope zaczynała się powoli denerwować. Bo ile można wieźć zwykłe krewetki (pewnie jeszcze odgrzewane) z knajpy położonej może parę przecznic stąd? Już szybciej zajęłoby jej podniesienie się z kanapy, pójście do sklepu i zrobienie czegoś własnoręcznie. Może byłoby mniej smacznie, ale przynajmniej przez ten czas nie zeszłaby z głodu. Już naprawdę czuła, że jej żołądek chce wessać sam siebie, gdy wreszcie usłyszała upragniony dzwonek do drzwi.
Zwycięstwo.
Przyciśnięta głodem, czym prędzej zerwała się na równe nogi i ruszyła w stronę wejścia, upewniając się, że ma w kieszeni wystarczającą kwotę, żeby zapłacić. Doszła do drzwi, otworzyła zamek i nie patrząc nawet przez wizjer, zaczęła równo jechać po domniemanym dostawcy.
- Nareszcie. Ile można czekać na cholerne... - jednak nie było jej dane dokończyć, bo gdy tylko otworzyła drzwi, zorientowała się, że nie stoi za nimi żaden przystojny facet w firmowym wdzianku i z opakowaniem ciepłego żarcia w dłoni, tylko ktoś absolutnie inny. Ktoś, kogo Rogue starała się unikać przez ostatni tydzień i udawać przed nią, że nie istnieje, aby nie zranić ani jej, ani siebie. Jednak gdy zobaczyła Susan Hawke w drzwiach swojego domu, wszystko do niej wróciło. Przypomniała sobie, jak dobrze było jej w towarzystwie dziennikarki, jak ona na nią działała, jak łatwo było jej sprawić na ustach Amerykanki uśmiech. Nawet, gdyby bardzo chciała, to nie mogłaby udawać, że nie ma jej w domu i zamknąć kobiecie drzwi przed nosem mówiąc, że nie chce jej już widzieć na oczy, bo to byłoby straszne kłamstwo. Chciała ją widzieć na oczy. Chciała śmiać się z nią, pić wino i wspólnie spędzać czas na pierdołach. Tylko tak cholernie się bała. Zresztą, nie spodziewała się tego, że Australijka w ogóle się pofatyguje, żeby sprawdzić, co się dzieje z tą mrukliwą i tajemniczą dziewczyną, która zawsze pojawia się w najmniej spodziewanym momencie i znika, gdy jest potrzebna. Po tygodniu większość ludzi by się poddało... Jednak nie Suzy.
- Hm, cześć? - mruknęła po krótkiej chwili otępienia spowodowanego tym nagłym przybyciem i tym, że właśnie zjechała kumpelę za to, że spóźnił jej się obiad. - Co jest? Wchodzisz? - spytała, wskazując dłonią wgłąb mieszkania. Grunt to gościnność. Wobec osoby, którą robiłaś w chuja przez ostatni tydzień, udając, że nie istniejesz. Ale to było co innego. Wtedy nie widziała Susan, więc łatwiej przychodziły jej pewne decyzje. A teraz... Teraz to co innego. Miała ją przed sobą i chyba to powodowało u niej ogólne zmiękczenie. Znowu czuła, że w jej umyśle coś wariuje i to coś nie pozwalało jej na jakiekolwiek chamstwo względem ciemnowłosej dziennikarki, dlatego zaczęła się zachowywać zupełnie tak, jakby nic się nie stało, a poprzednie dni zostały całkowicie wykasowane z jej pamięci.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Sty 09, 2016 8:22 pm

Stała i czekała, a wzrok miała wbity w swoje buty. Ta… Buty i podłoga to takie fascynujące rzeczy. Powinnam je wyczyścić… Zaraz westchnęła cicho. Czuła, że to nie ma sensu. Tym razem też czekało na nią kolejne zawiedzenie i będzie musiała wrócić do domu, niepokojąc się tym wszystkim. Ona się serio martwiła. W końcu lubiła Amerykankę, a ta tak bez słowa zniknęła. Nie rozumiała tego wszystkiego. Co się takiego stało? Przecież jeszcze tydzień temu rozmawiały, śmiały się, grały na konsoli. Przecież wszystko było okej, nie? Hope mówiła, że niby zadawała się z niefajnym towarzystwem, które mogło chcieć ją dorwać, no ale czy oni mogli ją znaleźć po takim czasie aż tu w Japonii? To mało możliwe, prawda? Co, nie?
Czekała tak i z każdą chwilą traciła nadzieje w to, że te drzwi się otworzą. Już miała się odwrócić na pięcie i wrócić do domu, gdy one się jednak otworzyły, a Hawke dostała opieprz za coś czego nie zrobiła i nie miała na to wpływu. Ciemnowłosa podniosła swoje burzowe spojrzenie na Hope i milczała, stojąc jak słup soli. Tak, miała chwile zawiechy. Nie wiedziała co zrobić. Radość w Hawke mieszała się ze złością i chęcią przywalenia Amerykance z całej siły, tak by ta to jak najbardziej odczuła. Tak, było to spowodowane tym, że dziewczyna nie dawała znaków życia przez tydzień, wręcz się rozpłynęła w powietrzu, a teraz stała przed nią i zachowywała się jakby nic się nie stało. To cholernie bolało Susan. Ona się przecież przez to denerwowała i martwiła, a ona sobie po prostu teraz tak stała. Dopiero po chwili, gdy jednak te pozytywne uczucia wygrały, Hawke zwyczajnie podeszła do Hope i przytuliła się do niej jak małe zagubione dziecko zaciskając palce na materialne znajdującym się na jej plecach. Dłuższą chwilę milczała i lekko drżała na ciele. Tak, Susan powstrzymywała się od płaczu i uspokajała. Tak, w tej chwili schodził z niej cały stres, który siedział w niej od ostatnich kilku dni. Dopiero po chwili , gdy się w miarę uspokoiła i stwierdziła, że jest wstanie mówić, a jej głos nie będzie drżał, postanowiła przemówić.
- Gdzieś ty była? Co się, do cholery, stało? Czemu nie dawałaś znaku życia? Ja… Ja się martwiłam - wyszeptała, dalej tuląc się do Amerykanki. Nie chciała się teraz odsuwać się od niej. Bała się. Zwyczajnie bała, że Rouge zaraz zniknie czy coś. Może to głupie, ale no cóż... Tak bywa, gdy się człowiek boi.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Sty 10, 2016 11:32 am

Przez dłuższą chwilę stała jak ten słup soli i czekała. Nie poruszyła się nawet, gdy Suzy się do niej przytuliła. Z jej strony można było wyczuć jedynie lekkie spięcie towarzyszące temu uściskowi. Oto właśnie Susan wreszcie ją znalazła i Hope naprawdę nie wiedziała, czy bardziej się z tego powodu cieszy, czy denerwuje. Hej, w końcu jej plan legł w gruzy i znowu została z tym lękiem, że wreszcie coś pójdzie nie tak... Ale nie można było ukrywać, że na jej widok poczuła pewną ulgę i radość, że wreszcie się widzą. To kłębowisko sprzecznych emocji sprawiło, że poruszyła się dopiero wtedy, gdy poczuła, że Suzy drży. Wtedy postanowiła się zreflektować i objęła kobietę oraz zaczęła delikatnie głaskać ją po plecach. Sądziła, że dziennikarka nie przejdzie obojętnie wobec jej zniknięcia, jednak nie uważała, że to będzie aż tak silne, żeby sam widok Rogue ją tak rozbił. Przykro było na to patrzeć i jeszcze mieć tą świadomość, że jest się tego przyczyną.
Przez dłuższą chwilę od usłyszenia pytań nie wiedziała, co powiedzieć. Skłamać? Bo przecież nie powie jej prawdy... Ale nie chciała jej okłamywać. No i co by tutaj... Wtedy wkroczył superman w czerwonej kurtce z chińskim znaczkiem na piersi, dzierżący w dłoni pudełko z jej obiadem. Wszedł speszony po schodach i spojrzał na Amerykankę niepewnie, wyczuwając, że wszedł w nieodpowiednim momencie i pokazał jej dłonią na opakowanie. Dziewczyna tylko spiorunowała go wzrokiem, po czym wywróciła oczami, podała mu pieniądze i odebrała jedzenie, następnie samym wzrokiem dając mu do zrozumienia, że ma wypierdalać w podskokach, co ten posłusznie uczynił.
I tak właśnie została z ciepłymi krewetkami w łapie i kurczowo tulącą się do niej kobietą. Czego chcieć więcej? Może tego, żeby ta kobieta nie była tak zdenerwowana. Westchnęła.
- Przepraszam. Miałam parę spraw do załatwienia na mieście - skłamała tak gładko, że aż ją to zakłuło w sercu. Ale nie mogła powiedzieć prawdy. A na pewno nie teraz, gdy dziennikarka była taka zdenerwowana i dalej stały w progu. - Chodź - mruknęła tylko, wolnym ramieniem zagarniając ją wgłąb mieszkania z nadzieją, że kobieta jednak nie zacznie drążyć, wykłócać się ani nie będzie próbowała dać jej po pysku i uciec.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Nie Sty 10, 2016 7:20 pm

Zamknęła oczy, wtulona w Amerykankę. Teraz się czuła o wiele lepiej niż przez ostatnie kilka dni. W końcu Rogue była cała i zdrowa. Nie było po niej widać żeby coś się złego stało, a to przecież bardzo dobrze, co nie? Ciemnowłosa powoli się uspokajała, a cały stres z ostatnich dni powoli z niej schodził. Naprawdę wcześniej się bała i martwiła o Hope. Nie chciałaby dziewczynie stałą się jakakolwiek krzywda. Raczej nikt nie chciał, by kumplowi stało się coś niedobrego, tym bardziej gdy wiedział, że tamten wcześniej kręcił się w niezbyt ciekawym towarzystwie. Z resztą, jak to było już gdzieś wcześniej wspominane, Hawke czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna o tę mrukliwą i nieco wredną Amerykankę.
Stała, więc tak i uspokajała się. Nawet nie zwróciła większej uwagi na fakt, że dostawa z żarciem postanowił zawitać w skromne progi Amerykanki. Nie, ją to teraz chyba najmniej interesowało. A niech se będzie jakiś tam gość z krewetkami, ona chciała się trochę poprzytulać do Hope, by całkowicie się upewnić, że to ona, a nie jakiś jej pieprzony sen czy coś w ten desen.
Hawke nie stawiała się Amerykance, posłusznie dała się zaciągnąć do jej mieszkania. Uchyliła wtedy lekko powieki i zmarszczyła delikatnie brwi. Jakoś słabo pasowało jej to wytłumaczenie. Rozumiała, że ktoś mógł mieć kilka spraw, ale chyba wtedy wracał do domu na noc, nie? A przecież Hawke kilka razy zawitała pod drzwi mieszkania dziewczyny. Choć z drugiej strony równie dobrze ta mogła wracać później do domu niż Susan próbowała do niej wpaść, co nie? Dopiero po chwili odsunęła się od Hope. Dłonią zaraz przeczesała swoje włosy. Teraz trochę dziwnie się poczuła, że aż tak zareagowała na to wszystko. Zaraz wbiła wzrok swoje buty.
- Ja... Ja przepraszam, po prostu od kilku dni cię nie widziałam. Nigdzie nie mogłam znaleźć, a nawet, gdy do przychodziłam pod twoje mieszkanie to ciebie nie było... Martwiłam się... Strasznie się martwiła... W końcu przy ostatniej naszej rozmowie mówiłaś o tych typach... - powiedziała dość cicho jak na siebie. Dopiero po chwili spojrzała znów na Amerykankę. - Mam nadzieje, że ci nie przeszkadzam, bo wiesz... Jakby co to mogę sobie pójść i wpaść kiedy indziej. Nie chce się narzucać czy coś... - dodała zaraz. W końcu rozumiała, że dziewczyna może być zajęta czy coś, a Hawke starczył, że Amerykanka była cała i zdrowa.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pon Sty 11, 2016 7:48 pm

Nigdy nie lubiła, gdy ktoś zachowywał się tak, jakby był jej cholernym aniołem stróżem. Takie uświadamianie Hope na siłę, że jednak nie jest w stanie dać sobie ze wszystkim rady samotnie tylko powodowało u niej pewną niechęć do tego typa. No i przede wszystkim sprawiało, że jeszcze bardziej chciała od niego uciec, aby wyrwać się od matkowania i udowodnić swoją dorosłość i niezależność.
W tym przypadku jednak było nieco inaczej. Gdy tylko usłyszała, że Susan się o nią martwiła i ciągle próbowała się dobijać... Doszła do wniosku, że nie dopuszczenie jej bliżej siebie niż innych ludzi było błędem, tylko ta paniczna próba ucieczki i ratowania ich obu, póki jeszcze nic się nie stało. To nie było fair względem Australijki. Nie było przyjemnym widzieć jej takiej, jaka była teraz: zdenerwowana i wystraszona. Znacznie bardziej wolała oglądać ją jak się śmiała lub nawet trochę wykłócała. Jasne, istniało pewne prawdopodobieństwo, że w Hope włączył się po prostu ten tryb tchórza, który w niezwykły sposób miękł przy tej dziennikarce i gdy ta tylko wyjdzie, dziewczyna znowu będzie sobie pluła w brodę za to, jak bardzo daje się podejść i rozpracować... Ale w tym momencie jakoś nie martwiła się tym, że coś może się stać. Że Hawke może przypadkiem odkryć przeszłość Rogue, jej powiązania z kartelami narkotykowymi i utarczki z podejrzanymi typami, pozna jej ciemną stronę i w najgorszym wypadku boleśnie odczuje minusy tej znajomości. Teraz chciała tylko w spokoju pogadać o niczym, uspokoić ją i pokazać, że nic się nie dzieje. Jakoś zrekompensować swoją głupotę. Powiecie, że to hipokrytka, bo jeszcze nie tak dawno unikała jej jak ognia i chciała zerwać tę znajomość, a teraz jak gdyby nigdy nic pragnęła jej jeszcze bardziej, aby zaraz znowu zacząć mieć wątpliwości. To jest Hope, tego nie zrozumiesz. A tym bardziej nie zrozumiesz jej, gdy zaczyna się kierować uczuciami, a rozum spycha na drugi plan.
- Nie martw się o mnie. Typów zostawiłam daleko za sobą... A nawet jeśli coś by się działo, to zazwyczaj wychodzę ze wszystkiego bez szwanku - powiedziała, uśmiechając się pokrzepiająco. No tak, znała się na parkourze i samoobronie, więc potrafiła sobie dać radę w sytuacjach beznadziejnych. A jeśli nie, to najwyżej lądowała w kiciu. Albo lekko obita. Ewentualnie okradziona. Jej samej nigdy nie działo się nic poważniejszego, bo miała takiego farta w życiu, że zawsze jakoś udawało jej się wyjść obronną ręką ze wszystkiego. Jej pech za to obracał się w stronę innych ludzi. Nawet, jeśli sama nie cierpiała za bardzo z powodu swoich decyzji i działań, często robili to inni. Na przykład ta sytuacja w barze, gdy Hope pozostała nietknięta, a Suzy dostała po twarzy. To tylko taki drobny przykład, jeden z wielu.
- Zostań - odpowiedziała szybko, gdy tylko dziennikarka zaproponowała, że pójdzie. - To znaczy... Jeśli chcesz. Tylko zdejmij buty i się rozbierz - dodała zaraz, drapiąc się po potylicy. - Chcesz coś? Kawę, herbatę? No, i mam krewetki. Miałam je zjeść sama, ale skoro jesteś... - mruknęła jeszcze, unosząc do góry trzymane w dłoni pudełko.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Czw Sty 14, 2016 5:13 pm

Cóż, czy ona się bawiła w pouczanie, matkowanie czy prawienie morałów Amerykance? No raczej nie. Przecież jej nie mówiła, że ma tego i tego nie robić, albo sprzątnąć pokój czy nauczyć się gotować. W sumie to by była z jej strony hipokryzja... Jakby nie patrzeć sama gotować nie potrafiła, a swój pokój rzadko sprzątała. Ciemnowłosa po prostu się o nią martwiła i tyle. To nic niezwykłego.  Chciała pogadać i sprawdzić czy wszystko jest okej. Cóż, byłoby o wiele prościej, gdyby miała numer do Rogue, ale nie miała, więc no bywa, nie? Jak nie można zadzwonić, ani wysłać wiadomości to wypada, by sprawdzić czy wszystko jest w porządku samemu, co nie?
Ona raczej nie myślała o przyszłości ich znajomości. Nie miała w końcu po co. Nie wiedziała o obawach dziewczyny i zwyczajnie wierzyła w wcześniejsze słowa Hope. W końcu sądziła, że Amerykanka, by jej nie oszukała, bo po co? Kumplowała się z Rogue, a kumple się od tak nie oszukują, co nie? Przynajmniej ona tak sądziła. Ona sama nie okłamałaby swojego zioma.
Nie wiedział czy mimo wszystko słowa dziewczyny ją bardziej uspokoiły czy zaniepokoiły. W końcu nie pamiętała w jakim stanie była Amerykanka wtedy w Nowym Jorku.... Może nie była pobita czy coś w tym stylu. Okej zdarzyły się jakieś drobne siniaki czy zadrapania, ale raczej nie było się o nie co martwić. Hope fizycznie to była cała i zdrowa, ale psychicznie była całkowitym wrakiem. Hawke to pamiętała i się martwiła, więc Amerykanka nie zawsze wychodziła bez szwanku.
- No jak tak uważasz to okej... – mruknęła, choć nieco mało przekonująco. Tak, nadal się mimo wszystko martwiła o dziewczynę, ale nie miała zamiaru jej matkować czy coś. Zaraz spróbowała się uśmiechnąć nawet jej to wyszło. W końcu miała się z czego cieszyć. Hope była cała i zdrowa, a to się w tej chwili najbardziej liczyło. Wzięła dłoń od włosów.
- To ten... Bo mam trochę czasu to mogę zostać... - powiedziała po chwili. Chciała zostać, spędzić trochę czasu z Amerykanką. Co z tego, że czuła się trochę zmęczona? To nie ważne. Zaraz zaczęła ściąć buty i kurtę, które zaraz odłożyła na bok. - Kawa wystarczy. Nie no spoko, nie jestem głodna. Możesz sobie spokojnie zjeść – powiedziała i spojrzała na Amerykankę. Chwilę zastanawiała się co zrobić. - To ten... Co u ciebie? W sensie jak w pracy i takie tam... Wiesz o co chodzi, nie? - znów na chwilę urwała.

_________________

Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Pią Sty 15, 2016 5:54 pm

Psychiczna wrakowatość się nie liczy, bo gdyby patrzeć na to pod tym względem, Hope była nim praktycznie od dziecka. Może nie wrakiem, jednak mocno poturbowaną łodzią, która stopniowo nasiąkała wodą i płynęła na dno... Żeby osiągnąć je wtedy, gdy Susan miała okazję ją poznać. Gorzej już być nie mogło. W Japonii nie miała innych czynników, które mogły pociągnąć ją w dół. Zerwała kontakty ze wszystkimi podejrzanymi typami, miała uczciwą pracę, nie pchała się w jakieś niebezpieczne akcje, zawsze znajdowała jakiś umiar... Po prostu bardzo starała się wrócić do normalności. Albo raczej wreszcie osiągnąć ten poziom, na którym nigdy nie była. Jednak Suzy mogła o tym nie wiedzieć. W końcu Rogue jej się nie zwierzała za bardzo, a Hawke nie mogła zobaczyć na własne oczy, że wszystko jest w porządku, nie ma za wiele siniaków, nie ma stłuczeń ani tym bardziej nie mogła zauważyć, że nie mentalnie nie była takim totalnym wrakiem. Co najwyżej miała mętlik w głowie i dalej nie do końca była pewna niektórych spraw i bała się wielu rzeczy, ale prócz tego była w całkiem niezłej kondycji. A przynajmniej była, dopóki dziennikarka nie zapukała do jej drzwi i nie namieszała jej we łbie jeszcze bardziej. Ale to drobny szczegół, prawda?
- Brzmisz tak, jakbyś mi nie wierzyła - mruknęła i odsunęła się nieco od kobiety, żeby ta mogła ją widzieć w całości. - Wyglądam, jakby coś mi było? Zapewniam cię, że poza paroma siniakami z treningów, nic mi nie jest - powiedziała, pokazując ręką na całą siebie i przywołując na twarz delikatny uśmiech. Ktoś się martwi? Przecież to jest całkiem zdrowy i przykładny obywatel! Ta, prócz tego, że dalej była ciut zestresowana tym spotkaniem, jednak to bardzo dobrze ukrywała. Jak zwykle. Nie mogła ot tak wyskoczyć z tekstem w stylu "nie, tak naprawdę to nic nie jest okej, bo chyba cię bardzo lubię i boję się tego". Mówcie o Hope co chcecie, patrzcie na jej styl życia, na to jak potrafi sobie radzić i mówcie, że jest odważna i pewna siebie, lecz ona tak naprawdę jest cholernym tchórzem. Może nie w kwestiach skakania po dachach, łażenia po torach kolejowych czy walczenia z dwa razy potężniejszym facetem, lecz w sprawach tych bardzo przyziemnych jak relacje międzyludzkie i wyrażanie uczuć, była prawdziwie upośledzona. Za bardzo bała się konsekwencji, żeby pchać się w coś, w czym wyczuwa chociaż minimalne zagrożenie.
- Jesteś pewna? Jak coś, to mogę się podzielić, pewnie trochę tego jest - spytała, przyglądając się uważnie kobiecie, podczas gdy już powoli szła tyłem w stronę kuchni. Po chwili obróciła się przodem w kierunku pomieszczenia i zaczęła robić kawę swojemu gościowi, postawiwszy pudełko z jedzeniem na blacie.
- Nic szczególnego - odpowiedziała szybko, niemalże bez namysłu. - W pracy jak w pracy, chociaż ostatnio miałam trochę więcej roboty, bo kolega poszedł na zwolnienie. Takie tam, naprawdę nie ma o czym gadać - dodała zaraz. Jak zwykle zdawkowa i bardzo ogólnikowa odpowiedź, którą mógłby rzucić każdy w dowolnym momencie. Typowa dla niej niechęć do mówienia o swoim życiu, które uważała za co najmniej normalne. Przynajmniej teraz. - A u ciebie? Wszystko w porządku? - zapytała zaraz, odwracając się przodem do kobiety i spoglądając na nią. Dalej pamiętała stan, w jakim była podczas ich ostatniego spotkania. Martwiła się o tę kobietę przez cały czas. Bała się, że podczas gdy jej nie będzie obok, Susan znowu się załamie, bo znowu coś ją przybije tak, jak to było wtedy.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Sty 16, 2016 2:50 pm

Ciemnowłosa była człowiekiem, który mimo wszystko martwił się o ludzi, których polubiła. Z resztą to nic dziwnego. No, a nie da się ukryć, że Susan mocno zaniepokoiło to nagłe zniknięcie Amerykanki. Miała zwyczajnie podwody do zwątpienia. Nie była wszechwiedząca i mogła się martwić o stan Rogue. Przecież nie każdy się lubił zwierzać z tego w jakim stanie jest jego psychika. Susan wiedziała to najlepiej po swoim przykładnie. Dla Hawke to się mimo wszystko liczyło stan psychiczny się liczył. Może by się tym zbytnio nie przejmowała, gdyby nie to, że sama miała kiedyś problemy z psychiką. Stany depresyjne swoje robią. Ta, źle się to dla niej skończyło, gdyby ktoś nie zareagował w odpowiednim momencie. W sumie to trochę tłumaczyła zachowanie i troskę o Amerykankę. W końcu sama wiedziała jak to jest, gdy psychika siada Możliwe, że Hawke zwyczajnie chciała ją choć trochę uchronić od tego co działo się z nią samą.  Logiczne wytłumaczenie, co nie?
Przeniosła burzowe spojrzenie  na Hope, grzecznie czekając co jej powie Amerykanka.
- Nie wszystkie rany zawsze widać - szepnęła, po czym dopiero po chwili tknęła palcem wskazującym czoło towarzyszki. - Czasem jest to ukryte tu, albo w serduchu - dodała, ale od tyknięcie ją na wysokości serca sobie darowała. Szczerze? Hawke chyba było by łatwiej, gdyby Amerykanka właśnie coś takiego powiedziała. Wtedy, by wiedziała o co chodzi, choć pewnie w pierwszej chwili byłby dość mocno zdziwiona i w pierwszej chwili nie wiedziałaby co zrobić. No bo ej, raczej nikt jej na co dzień takich rzeczy nie wyznawał. W sumie to raczej, by nawet nie kojarzyła podobnej sytuacji ze swojego życia. Ale wracając do uczuć. Susan była osobą trudną pod tym względem. Uczucia zazwyczaj pokazywała gwałtownie, nie panowała nad nimi. No i samej ciemnowłosej trudno było o nich mówić drugiej osobie, więc pewnie z początku po takim wyznaniu byłoby dość dziwnie i milcząco.
Pokiwała zaraz głową.
- Mh, jestem pewna. Jadłam przed wyjściem - powiedziała. Co z tego, że zjadła mało, bo z nerwów jakoś tak po prostu nie miała apetytu? Nic niezwykłego, zdarza się. Gorszym dla dziewczyny był fakt, że mało spało ostatnio. Po prostu kładła się późno, a potem przewalała się z boku na bok. Ta… Chyba zaczynała jej doskwierać pustka w domu. Hm… Może powinna sobie kupić psa czy coś… Nic, poszła za Rogue do kuchni. Usiadła zaraz przy stoliku, dłonią pomasowała kark. Zerknęła na krzątającą się Hope. Zaraz ziewnęła, dłonią zakrywając usta.
- Rozumie - odpowiedziała na jej lakoniczną odpowiedź. Spojrzała na nią, gdy ta zapytała jak u niej. - Mh, wszystko w porządku. W pracy nie najgorzej, matka sobie darowała dzwonienie. Nic nadzwyczajnego, prócz tego, że znajomy za kilkanaście miesięcy żeni się i dostałam zaproszenie i prośbę o robienie zdjęć... Stwierdzili razem, że nie znajdą lepszego fotografa na ślub i wesele niż ja, a mi się zdaje, że mnie przeceniają. Nigdy jakoś bardziej nie bawiłam się w fotografowanie takich uroczystości... - odpowiedziała tylko. Po co miała zajmować Amerykankę swoimi problemami ze snem? To przecież mało istotny problem.

_________________



Ostatnio zmieniony przez Susan Hawke dnia Sob Sty 16, 2016 8:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hope Ryusaki
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Hopeless Rogue

Wiek :
Dwadzieścia jeden lat

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Amerykańsko-japońska

Pochodzenie :
Nowy Jork

Zawód :
Trenerka taekwondo

Stan cywilny / Partner :
Free and quite happy



http://bottledstars.forumpl.net/t447-rogal
http://bottledstars.forumpl.net/t453-holpowy-rozgardiasz#1781
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Sty 16, 2016 4:13 pm

Była nieco zaskoczona tą odpowiedzią. Absolutnie nie sądziła, żeby Susan chciała drążyć ten temat. Myślała, że pewnie machnie ręką i uwierzy na słowo, zamiast zaczynać taką ciężką rozmowę jak ta o problemach psychicznych i sercowych. Lekko zmrużyła ciemne ślepia, gdy kobieta naruszyła jej strefę prywatną tym tyknięciem w czoło. Miała jakieś dziwne wrażenie, że dziennikarka wie coś o tych sprawach, ale nie była tego pewna. W końcu nigdy nie słyszała o tym, żeby ta korzystała kiedykolwiek z pomocy psychologa albo miała inne tego typu problemy. Poza tym ostatnim w jej mieszkaniu, zawsze uznawała Hawke za osobę niezwykle pogodną i kontaktową, która nie ma najmniejszych problemów w nawiązywaniu relacji i utrzymywaniu ich, a jej największym problemem jest to, że nie podoba jej się światło na jednym ze zdjęć. Rogue chyba myliła się w tej kwestii.
- U niektórych takie rany szybko się goją i zabliźniają - powiedziała, wzruszając ramionami. - A ja nie mam żadnych świeżych, którymi mogłabym się pochwalić - dodała zaraz. Przecież nie miała nic nowego, czym mogłaby się pochwalić. Nikt nie rozwalił jej serducha na kawałki ani nie wyrył dziury w głowie. W obu tych organach miała tylko ogromny mętlik i jeszcze nie wpadła na to, jak mogłaby z tego wybrnąć. Ty jesteś moją zadrą, niewielką drzazgą, której nie umiem wyjąć. A może po prostu nie chciała? W końcu... Teraz było dobrze. Miała kogoś, w kim mogła znaleźć oparcie, kto póki co był obok i w razie problemów mógł jakoś pomóc. Kogoś, komu ufała i kogo darzyła sympatią, a na dodatek ten ktoś żył i nie wyglądało na to, żeby miał umierać. Więc o co ci chodzi, Hope? Sama nie wiedziała. Coś jej tu nie pasowało. Czegoś brakowało, a czegoś było za dużo. Chyba potrzebowała czasu na oswojenie się z myślą, że nareszcie jej na kimś zależało i nie chciała, żeby temu komuś stała się krzywda, ani tym bardziej żeby ten ktoś nagle zniknął niczym piękne marzenie senne.
Zrobiła kawę i postawiła ją naprzeciwko kobiety, a później przysiadła się naprzeciwko niej z pudełkiem krewetek i szklanką wody. Dopiero teraz zauważyła, że Hawke była w dość średnim stanie. Lekkie sińce pod oczami, pognieciona koszula... I wyglądała na cholernie zmęczoną. Ale i tak ci się podoba. Myśli, staph.
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na kurewsko padniętą - powiedziała, skupiając prawie czarne oczy na jej twarzy. W międzyczasie chwyciła za pałeczki i zaczęła jeść nimi krewetki z taką wprawą, z jaką umieją to robić tylko Azjaci. Tudzież ich potomkowie.
Zmarszczyła lekko brwi, gdy tylko usłyszała to, co Suzy jej powiedziała. Z jednej strony fajnie, że mogła się spełnić w zawodzie, dorobić trochę pieniędzy, pójść na imprezę za darmo... Ale miała wrażenie, że ten ślub prawie na pewno nie odbędzie się w Amanogawie i dziennikarka będzie musiała wyjechać.
- To fajnie. Pewnie fotografowanie ślubów różni się od tego dziennikarskiego, ale myślę, że dasz radę. Masz zajebisty talent. I skoro dajesz sobie radę z takimi rzeczami, to fotografowanie imprezy nie powinno być dla ciebie trudne - odpowiedziała, uśmiechając się lekko, po czym skierowała wzrok na chińszczyznę. - A gdzie masz ten ślub, hm? - mruknęła niby to od niechcenia.

_________________

Image and video hosting by TinyPic

You better run like the devil
'Cause they're never gonna leave you alone!
Powrót do góry Go down
Susan Hawke
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Rover

Wiek :
Dwadzieścia trzy lata

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Australijska

Pochodzenie :
Melbourne

Zawód :
Dziennikarz/podróżnik

Stan cywilny / Partner :
Love is a distant aroma at best



http://bottledstars.forumpl.net/t448-rover
http://bottledstars.forumpl.net/t462-mieszkanie-hawke
PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    Sob Sty 16, 2016 9:39 pm

Dziwnie się poczuła, gdy dziewczyna jej się tak uważnie przyglądała. Sama nie wiedziała czemu przez dłuższą chwilę źle się poczuła z tym spojrzeniem Amerykanki na swojej osobie. Co do samych problemów Hawke, miała ona bardziej poważniejsze kłopoty niż złe światło na zdjęciu. Jednak nie przepadała się tym chwalić na prawo i lewo. Przecież to co przechodziła jako jeszcze dzieciak nie było niczym fajnym, ani rzeczą, którą lubiła się chwalić. Nadal przecież zdarzało jej się korzystać z wizyty u psychologów. Może w mniejszym stopniu niż wtedy, ale jednak. Dopóki więc nie było potrzeby ciemnowłosa nie opowiadała o tej nieco ciemniejszej karcie w swoim życiu, bo po co rozpamiętywać takie rzeczy? Życie płynie dalej i trzeba zajmować się tym co teraz, a nie przykrymi wspomnieniami, których się już nie da zmienić. Mimo wszystko to pewnie zaskoczyło, by parę osób, które w życiu nie sądziły, by że Hawke kiedykolwiek miała taki okres w swoim życiu, gdzie na jej ustach można było zobaczyć tylko wymuszony uśmiech, a sama dziewczyna się izolowała od innych i zamykała w sobie.
- Ale raczej nie zawsze tak musi być - odparła, po czym na chwilę odwróciła burzowe tęczówki od postaci swojej towarzyszki. Tak, Hawke. Ty potrzebowałaś sporo czasu zanim znów się ogarnęłaś i stałaś się kim teraz jesteś...- Ale cieszę się, że u ciebie jest wszystko dobrze - powiedziała, patrząc znów na nią i uśmiechając się delikatnie.
- Dzięki - mruknęła, gdy dostała kawę. Zaraz objęła kubek rękoma. Pochyliła się nad nim delikatnie, wdychając zapach napoju bogów i przymykając przy okazji delikatnie powieki. Och, jak ona lubiła ten aromat. Na jej ustach pojawił się subtelny uśmiech. Tak, o wiele bardziej wolała pić kawę niż jakieś energetyki. W końcu kawa nie śmierdziała chemią, choć również potrafiła być szkodliwa, ale Hawke starała się ją pić z umiarem. Z lekkiego zamyślenia wyrwało ją kolejne pytanie Amerykanki. W pierwszej chwili zmarszczyła lekko brwi. Ej no, przecież nie wyglądała aż tak bardzo źle. Okej, była lekko zmęczona i pewnie najchętniej, by się palnęła w byle kącie i zasnęła, ale to jeszcze nic nie znaczy, prawda? Nic, a nic!
- Mh, dobrze mruknęła tylko, po czym upiła porządny łyk tej kawy. Tak, miała nadzieje, że ta ją nieco rozbudzi. W końcu głupio, by było zasnąć na stole u kogoś w kuchni, co nie? Z resztą ciemnowłosa chciała spędzić trochę czasu z Amerykanką. No ej, jak już miała ku temu okazje to czemu nie miałaby skorzystać?
- Niby fajnie, ale roboty przy tym. No i nie można się zbyt dużo napić. Trzeba być przytomnym i pilnować sprzętu. No i mnie jakoś nigdy na wesela nie ciągnęło. Męczące to jest... Masa ludzi, którzy oceniają cię po wglądzie, a czasem krzywo spojrzał, bo zamiast sukienki masz spodnie. Tacy konserwatyści... No i zawsze znajdzie się jakiś wujaszek co za dużo wypije- westchnęła cicho, masując dłonią kark. Nigdy nie przepadała za takimi uroczystościami. Jakoś źle jej się kojarzyły. Traktowała je jak jakiś przykry obowiązek. Może dlatego, że matka przy każdej takiej uroczystości pchała ją w nienawidzone kiecki, w których musiała wytrzymać ten cały czas. Tak, to byłoby dobre wytłumaczenie. - Hm? No w Australii. Tam mam większość znajomych i przyjaciół - odparła zaraz, mimo pewnego chwilowego zaskoczenia. Nie spodziewała się takiego pytania.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Hołpowy rozgardiasz    

Powrót do góry Go down
 
Hołpowy rozgardiasz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Oceń osobę powyżej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Kinzoku :: Mieszkania-