IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [ Angeli S. Alvbris ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gabriel Foks
Restless One
avatar
Tytuł :
Naughty Fox

Wiek :
Osiemnaście lat

Znak zodiaku :
Scorpio

Narodowość :
Polsko-Japońska

Pochodzenie :
Juuryoku

Zawód :
Kakougan | 2-3

Stan cywilny / Partner :
can't do it alone



http://bottledstars.forumpl.net/t354-kurczony-pieczak
http://bottledstars.forumpl.net/t376-gabriel-foks
PisanieTemat: [ Angeli S. Alvbris ]   Wto Mar 22, 2016 10:13 pm


━ Angeli S. Alvbris ━
Parter
Powrót do góry Go down
Angeli S. Alvbris
Exceptional One
avatar
Tytuł :
Sick Angel

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Szwed

Pochodzenie :
Sztokholm

Zawód :
Shuryuudan | 4-3

Stan cywilny / Partner :
samotny



http://unbottled.forumpl.net/t501-sick-angel#2082
http://unbottled.forumpl.net/t521-angeli-s-alvbris#2206
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Sro Mar 23, 2016 7:19 pm

Albinos podszedł już nieco spokojniej do drzwi i przetarł oczy rękawem bluzy, by jakoś poszerzyć sobie pole widzenia, a nie... widzieć tylko rozmazany świat. Na szczęście bezpiecznie dotarł pod swoje małe, cztery kąty, wyciągnął klucze, otworzył drzwi i wreszcie wszedł do jego kochanej oazy spokoju. Tuż na wstępie przywitała go... o dziwo... jego kotka, malutki, biały kiciuś, na którego dostał pozwolenie od dyrekcji. Ann spojrzał na nią i zamknął powoli drzwi, racząc zwierzę sztucznym uśmiechem.
- Hej malutka... - kucnął i pogłaskał ją po białym łebku.
- Przepraszam, nie mam dzisiaj siły na nic, skarbie. Zawieszę tylko zdjęcia i pójdę spać. - cmoknął ją w pyszczek i wstał, kierując swe kroki w stronę biurka. Cóż, nie znał osoby, która nie rozmawiałaby ze swoim zwierzęciem, mimo wszystko Alex zawsze zastanawiał się, czy ten mały futrzak wie więcej od Ann, niż on sam. Na szczęście albinos zdążył uchylić się od tego pytania i nie odpowiedzieć na nie... cóż, jak tak teraz myśli, to chyba nawet on sam nie zdołałby udzielić poprawnej odpowiedzi. Przykro mi, Alex.
Angeli odchrząknął krótko i usiadł przy biurku, na którym, o dziwo, był straszny bałagan. Szybko jednak się z nim uporał, wsadzając wszystkie ołówki, pędzle i farby na swoje miejsce, płótno stawiając pod szafą, torbę na wieszak, aczkolwiek przed tym, wyjął z niej wywołane dzisiaj zdjęcia. Cóż, czasem marzył mu się polaroid - pstrykasz i już, masz zdjęcie. Może na święta poprosi o taki aparacik Alexa, w końcu ten co roku rwie sobie włosy z głowy, zastanawiając się, co mu kupić pod choinkę.
- Fatum, zejdź na chwilę. - odwrócił się w stronę łóżka i pomachał do kotki, aby ta zeszła z pościeli, gdyż Ann wraz z taśmą klejącą i kilkoma zdjęciami stanął właśnie na łóżku. Cała ściana za łóżkiem, dosłownie, cała była w zdjęciach, które zrobił... a ich wciąż przybywało. Niektóre chowały się pod żółtymi lampkami choinkowymi, które okalały cały jego pokój, a inne zaś zajmowały swoje miejsca na półkach. Lubił ten pokój, naprawdę. Było tu tak cicho, spokojnie i ładnie.
- Gotowe~ - uśmiechnął się do zdjęć i zszedł z łóżka, przy okazji poprawiając sobie koczka, którego przecież miał cały czas rozwalonego... i jakby dopiero teraz dotarło do niego - dlaczego. W jednej chwili jego fikcyjny dobry humor prysł jak bańka mydlana, a on usiadł ponownie na łóżku i spojrzał na kotkę. Ta położyła się na białym, mechatym kocyku i wyciągnęła jedną łapkę w jego stronę, którą on od razu objął, pogłaskał i odłożył na pościel. Zawsze nienawidził kotów, ale ta mała była tak pocieszna... no i nie miał wyjścia, musiała przy nim być. Do teraz pamięta dzień, w którym ją dostał, ale, ah, ciekawa historia na nieco później.
- Fatum... męczę się. - wyznał i spojrzał na swoją poduszkę, dzyń, lampka, wsunął pod nią dłoń  i wyciągnął malutką, skórzaną książeczkę z zamkiem dookoła. Usiadł po turecku i rozpiął tajemniczy przedmiot, którym tak naprawdę była... biblia. Pełno rogów zagiętych, dwie zakładki, kilkanaście kolorowych karteczek samoprzylepnych powsadzane między kartkami i drobny ołóweczek. W Szwecji nie krył się za bardzo z tym, że wyznaję imię "Jezus", ponieważ wszyscy w okolicy jego domu na Olandii byli bardzo mili i tolerancyjni, a niektórzy nawet pogłębiali jego miłość do tego, zaś w Sztokholmie... (prawie) każdy pilnował swego nosa. Wszystko się jednak zmieniło, gdy pojawił się w Amanogawie. Jest w szkole prywatnej, gdzie niektórzy uczniowie nie są dość mili, a w szczególności pan White, więc publiczne przyznanie się do swojej wiary mogło być dla niego równoznaczne z tym, że będzie wyśmiewany i torturowany do końca swoich marnych dni. Do teraz nie wie, dlaczego ta mała książeczka wywołuje u innych tak kwaśny wyraz twarzy, gdy Ann czytając ją, czuje się jakby wszystkie jego troski zniknęły.

_________________

Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Czw Mar 24, 2016 1:08 am

Lien całą drogę myślał co zrobić, aby jednak pogodzić tą sytuacje i jak najlepiej na tym wyjść. Zastanawiał się czy oddać mu bransoletkę, a może dokupić mu jeszcze jedną? Często słyszał od innych ludzi, że Ann jest dziwakiem podziewającym jezusowe sprawy. Jemu osobiście to nie przeszkadzało, bo każdy miał prawo wyznawać religie, jaką chciał. Czy w takim razie Lu jest pobożnym człowiekiem? Raczej nie. Oczywiście był ochrzczony, ale z kościołem niewiele ma wspólnego. Postanowił przejść się dłuższą drogą. Być może wymyśli jakiś sposób, by go przeprosić albo udobruchać. Bransoletkę albinosa zdążył już sobie założyć na lewy nadgarstek. Stanął na chwilę i podniósł wysoko rękę spoglądając przy tym na koraliki z krzyżykiem. Taka prosta rzecz, a dla albinosa bardzo cenna. Nie rozumiał. Nie kosztowała ona przecież majątku, była to zwykła bransoletka opleciona koralikami i krzyżykiem, warta parę papierowych banknotów, nawet nie. Ruszył dalej, chowając przy tym ręce do kieszeni swojej kurtki. Zatrzymał się, gdy tylko ku jego oczom okazał się antykwariat. Wpadł na pewien pomysł, a co jeśli by mu kupić starą książkę z podtekstem religijnym? Byłby zadowolony prawda?
Nic nie szkodziło mu spróbować. Wszedł do środka i rozejrzał się trochę, pytając przy tym o książki, jakie właściciel posiadał zaznaczając, iż cena nie gra roli. Jego oczy przykuła dość bardzo kosztowna księga, a raczej Biblia. Księga przedstawiając wizerunek Świętej rodziny, ręcznie malowane. Okładka zdobiona 20 kamieniami, nosząca tytuł "Złota Biblia Papieska". Chyba się nada. Od razu wypisał czek, księgę zapakowano mu w kolorowy papier, a sam opuścił antykwariat. Ktoś, kto śpi na pieniądzach, nie musiał się o nie martwić, a zwłaszcza White.
Ruszył w końcu do pokoju swojego zastępcy, dźwigając przy tym dość ciężką księgę. Domyślał się, że zapewne najpierw będą krzyki i prawdopodobnie zażalenia i pretensje do całego świata. Trudno.
Chciał to jakoś naprawić oraz zachęcić go do swojej osoby. Nie mógł całe życie być brany za tego najgorszego. W końcu znalazł się przed drzwiami białowłosego, bez zastanowienia i pukania sam sobie otworzył drzwi (jeśli były zamknięte na klucz - otworzył je, gdyż posiadał dorobiony wcześniej klucz).
- Przestaniesz się dąsać?
Władował się do pokoju niczym tornado. Postanowił wręczyć mu prezent, ale bransoletki nie oddać. Przynajmniej nie teraz. Podszedł bliżej, zapakowany prezent położył na biurku chłopaka, a sam usiadł na jego łóżku.
- Uciekłeś jakbym cię wrzątkiem oblał.
Nie ukrywał, że był lekko zły z tego powodu, ale i odczuwał lekki niepokój całą tą sytuacją. Kto wiem co Angel sobie teraz wymyśli, by go unikać. Był w stanie przeprosić, chyba.
- To dla Ciebie. Nie przyjmuję zwrotów.
Wskazał na biurko. Lekka to ona nie była, bo jaka książka waży prawie 6 kg? Żadna no, chyba że była bardzo wartościowa. Może powinien wybrać tańszy prezent? Ale skoro był to prezent to cena nie grała roli.

_________________

Powrót do góry Go down
Angeli S. Alvbris
Exceptional One
avatar
Tytuł :
Sick Angel

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Szwed

Pochodzenie :
Sztokholm

Zawód :
Shuryuudan | 4-3

Stan cywilny / Partner :
samotny



http://unbottled.forumpl.net/t501-sick-angel#2082
http://unbottled.forumpl.net/t521-angeli-s-alvbris#2206
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Pią Mar 25, 2016 2:35 pm

Czas, który spożytkował na czytaniu, był dość... długi, bo trwał gdzieś z pół godziny. Ann w końcu zamknął i zapiął malutką książeczkę, ziewając sobie pod nosem. Wcześniej ułożył się także wygodniej na swoim łóżku, właściwie to wręcz wtopił się w masę poduszek, które tam leżały i dopiero teraz odkrył jak wielkim problemem będzie dla niego wstanie z tej pozycji, bo nie ukrywał, że była naprawdę wygodna. Ziewnął jeszcze raz i schował biblię pod poduszkę, a następnie nie mogąc się powstrzymać, w końcu plasnął twarzą w pościel. Najlepiej to by poszedł teraz spać, ale wiedział, że musi się jeszcze umyć i ogarnąć parę rzeczy na jutro. Dotarła też do niego świadomość tego, że konsekwencje niesprzątniętej kawiarenki będzie bardzo boleśnie odczuwał już nazajutrz, gdy to dyrektor zawoła go na swój dywanik. Może poprosi o jakąś oddzielną karę lub coś w tym stylu... nie chciałby kolejnego razu spędzać sam na sam z Laurencem, o nie. Fatum jakby słysząc jego myśli, usiadła tuż obok jego głowy i zaczęła przeraźliwie miauczeć, więc Ann został zmuszony do wstania i uciszenia jej. Nie mogła tak z kaprysu budzić sobie ludzi w akademiku, bo wiąże się to z tym, że jego pozwolenie na posiadanie zwierząt w internacie może zostać szybko anulowane. Na szczęście kocica siedziała już cicho, a Ann się rozciągnął i już chciał iść do łazienki, kiedy to... Lu wszedł do jego pokoju. Zrobił to tak gwałtownie, że Angeli aż podskoczył w miejscu, w którym siedział i wstał od razu po drugiej stronie łóżka, zwiększając odległość między nim, a gospodarzem klasowym.
- Kto ci w ogóle pozwolił wchodzić do mojego pokoju bez pozwolenia? Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak szacunek i zasady dobrego wychowania!? - wypalił zdenerwowany, gdy chłopak klapnął sobie na jego łóżko jak gdyby był u siebie. Był wściekły, jak on w ogóle śmiał tutaj wejść i sobie na tyle pozwalać? To, że jest bogaty, nie dawało mu prawa do tego, aby wpindalać się w życie Ann kiedy tylko sobie zechce. Albinos zmrużył zirytowane oczy i spojrzał na przedmiot, który teraz leżał na jego biurku.
- Dałbyś mi w końcu święty spokój. - warknął i rozerwał paznokciami kawałek papieru ozdobnego. Jak na razie zobaczył tylko złote ornamenty, na których widok jego złość wskoczyła na wyższy level. Niemalże od razu chwycił jakąś gazetę i trzepnął White'a w łeb, oczywiście nie jakoś mocno, ale tak, aby chociaż przemówić mu do rozsądku.
- Zaczniesz w końcu szanować pieniądze?! Myślisz, że można mnie kupić? Zamiast wydawać hajs na jakieś złociste badziewia, mogłeś przeznaczyć te pieniądze na jakieś akcje charytatywne ty skończony... - i tu się zaciął, ponieważ rozerwał papier do końca, pod spodem znajdując znajomy mu wizerunek. W jego głowie starły się dwie myśli, a i długo walczyły o to, która ma wyjść na wierzch. W końcu jednak Ann wiedział, co ma powiedzieć.
- ....ignorancie. Jestem zielonoświątkowcem, a nie katolikiem. Zaś to powinno trafić do prawowitego właściciela lub zostać w antykwariacie. Ja nie wyznaję świecidełek, a ty kiedyś będziesz musiał słono sobą zapłacić za rzucanie pieniędzmi na prawo i lewo! - wskazał na drzwi.
- Wyjdź i podrywaj kogoś innego na swój hajs.

_________________

Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Nie Mar 27, 2016 12:14 pm

Laurence był człowiekiem z natury, który zwyczajnie niczym się nie przejmował. Dobrze wiedział, że błędem było w ogóle zbliżać się do tego chłopaka. Fakt mógł najpierw posprzątać kawiarenkę, a dopiero później tu przyjąć, albo wcale się tu nie pojawiać, ale z jakiegoś powodu czuł, że musi. Nie istotne było to, czy Ann będzie z nim rozmawiał, czy nie. Chciał w jakiś sposób oczyścić swoje sumienie. Och, jak dawno on tego nie czuł.
- Nie mogę dać ci spokoju.
Chociaż dobrze wiedział, że Ann oddałby wszystko by Laurence zniknął z jego życia, kto wie może i tak by było najlepiej. Z myślenia wyrwał go fakt, iż dostał gazetą po łbie. Nie bolało, ale widział, że chłopak ma ochotę go po prostu zabić i gdyby nie było to karalne to zrobiłby to na miejscu bez żadnego zastanowienia. Z pozycji siedzącej ściągnął buty i ułożył się wygodnie na jego łóżku w pozycji leżącej.
- Nie powiedziałem, że można Cię kupić, dlatego nie wiem czemu tak uważasz, ja po prostu...
przerwał, gdy usłyszał, że ten chce zwyczajnie go nawyzywać. Widocznie Ann nie znał go dobrze, a właściwie wcale. Nie trzaskał kasą na prawo i lewo, chociaż tak mogło się wydawać. To, że kupował drogie prezenty, miał wypasioną chatę i trzy czwarte swojego życia spędzał w klubie, to nie oznaczało, że wydawał je bez żadnych skrupułów. W ostatnim czasie został dawcą - był sprawcą organizowania różnych imprez i spotkań na tle charytatywnym, a dokładniej dla ludzi walczących z rakiem. Nie mówił o tym nikomu i nie zamierzał, prosił też o anonimowość i też tak zostało. Więc jeśli Ann uważał go za drania, który nie miał serca, ani uczuć i był bezwartościowym człowiekiem, dobrze niech będzie. Nie sądził jednak, że w jakiś cudowny sposób białowłosy zacznie go uważać, jako innego człowieka. Przewrócił się na bok twarzą do ściany, a tyłem do chłopaka.
- Od dzisiaj jestem biedny. Nie mam hajsu. Sprzedałem dom i jestem bezdomny, dlatego zostanę tu na jakiś czas. Jak wiesz nie ma rodziny ani nikogo kto mógłby mi pomóc.
Gestem ręki pokazał tylko, że sam może sobie wyjść z własnego pokoju, bo on nie zamierza. Kompletnie olał temat kwestii księgi, którą mu podarował.
Czy mówił prawdę odnośnie do swojego majątku? Oczywiście, że nie, ale prawdą było to, iż nikogo nie ma. Kompletnie. Chociaż poznał ostatnio kogoś, kto znał jego prawdziwego ojca, to i tak został ze wszystkim sam.

_________________

Powrót do góry Go down
Angeli S. Alvbris
Exceptional One
avatar
Tytuł :
Sick Angel

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Pisces

Narodowość :
Szwed

Pochodzenie :
Sztokholm

Zawód :
Shuryuudan | 4-3

Stan cywilny / Partner :
samotny



http://unbottled.forumpl.net/t501-sick-angel#2082
http://unbottled.forumpl.net/t521-angeli-s-alvbris#2206
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Wto Mar 29, 2016 12:43 pm

Ann miał już dosyć.
Naprawdę chciał już się umyć i położyć do łóżka, zasnąć, zapomnieć o tym człowieku choć na chwilę, mieć po prostu święty spokój, ale Laurence chciał go doprowadzić do granic rozpaczy. Przez cały czas tylko stał na środku pokoju i obserwował wszystkie poczynania gospodarza klasowego, nie odzywając się ani razu. Ani na chwilę nie otworzył ust, by skomentować jego zachowanie, nakrzyczeć na niego, zwyzywać, popłakać się i nawet nie podszedł do niego, by go uderzyć. Nie zrobił kompletnie nic, a gdy White uwalił się wygodnie na jego własnym łóżku, Ann westchnął głęboko i policzył do dziesięciu. Nie chciał komentować żadnego jego słowa i żadnego zachowania, był naprawdę zmęczony tym całym wieczorem i Lu. Schylił się po Fatum, która właśnie teraz zeskoczyła z łóżka i wziął ją szybko na ramiona. Sięgnął też po plecak, który zarzucił na ramię, a następnie tak jak Laurence machnął dłonią, dając mu znak, że Ann może sobie po prostu wyjść ze swojego pokoju - tak zrobił. Z kompletnie neutralną miną wsunął stopy w przyduże martensy, na drugim ramieniu zawiesił czarną bluzę i wyszedł ze swojego pokoju.

z/t

_________________

Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   Sro Kwi 06, 2016 8:27 pm

Nie sądził, że Ann tak po prostu wyjdzie, spodziewał się raczej wyrzuceniem go siłą z pokoju, który do niego nie należał. No cóż. Dobrze, że chociaż kota zabrał, ale sam osobiście poczeka jeszcze trochę na właściciela. Może wróci szybciej niż myśli albo wcale. Denerwujące było jego ciągłe uciekanie i olewanie wszystkiego, co miało z nim związek. Próba przeproszenia skończyła się porażką. Brawo Lau: 0:2 dla białowłosego. Wkurzało go to, nawet bardzo. Wyciągnął telefon i naskrobał parę słów, a następnie cyknął fotkę swojego nadgarstka ukazując mu przy tym bransoletkę, którą chłopak zgubił. Zastanowił się jeszcze przez chwilę, czy wysłać tę wiadomość do chłopaka, czy lepiej sobie darować. Postanowił spróbować ostatni raz, wyśle ją, jeśli jednak ponownie poniesie porażkę, zacznie go po prostu unikać i traktować jak powietrze. Nie chciał tego, ale widział doskonale, że między nimi nigdy nic nie będzie, a sam powinien pocałować się w dupę.
Wysłał wiadomość, schował telefon do kieszeni i zamkną oczy, oddając się przy tym próbuje zaśnięcia. Dobrze wiedział, że lepiej byłoby pójść do domu i nie pogarszać niczego. Może kiedyś nauczy się tak robić, póki co chyba jednak nie myślał głową, a sercem o ile w ogóle je miał.

_________________

Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: [ Angeli S. Alvbris ]   

Powrót do góry Go down
 
[ Angeli S. Alvbris ]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Shuryūdan Academy :: Akademik :: Pokoje-