IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Amanogawa
The Other
avatar
Tytuł :
Założyciel

Wiek :
-

Narodowość :
-

Pochodzenie :
-

Zawód :
Administrator

Stan cywilny / Partner :
-



http://bottledstars.forumpl.net/t1-regulamin
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Park   Sro Sie 26, 2015 3:40 pm


━ Park ━


Ostatnio zmieniony przez Amanogawa dnia Czw Gru 31, 2015 5:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sandrine A. Kage
Faultless One
avatar
Tytuł :
Sweet Mystery

Wiek :
Szesnaście lat.

Narodowość :
Francuzka z japońskimi korzeniami.

Pochodzenie :
Paryż

Zawód :
Uczennica Kakougan / Klasa 1 - 1

Stan cywilny / Partner :
Wolna



http://bottledstars.forumpl.net/t279-nosu-aisu-kage
http://bottledstars.forumpl.net/t214-pokoj-nr-14-nosu-aisu-kage#423
PisanieTemat: Re: Park   Czw Paź 29, 2015 7:53 pm

Nie wiem co zaciągnęło mnie do wyjścia z akademiku, a tym bardziej do parku. Zazwyczaj wychodziłam jedynie na dziedziniec by nawdychać się świeżego powietrza. W tym ogromnym parku była ogromna ilość czerwonych, brązowych i żółtych liści, zarazem ogromna ilość dzieci deptających ów liście - czyli ogromna ilość charakterystycznego hałasu. Przynajmniej są takie miejsca gdzie dzieci nie ma. Właśnie szukałam takiego miejsca. Szłam po biało-żółtym piasku, co jakiś czas stąpając po liściastym dywanie. Mijała ławki, kosze i rodziców z dziećmi. Powiał zimny wiatr. Ukryłam bardziej twarz w arafatce w czarną kratę, którą miałam na szyji. Nieszczęśliwie natrafiłam na kobietę z wózkiem, która bardzo się spieszyła. Prawie na mnie wjechała!
- Co robisz dziewucho! Na wózek mi włazisz, dziecko przestraszysz! - wydarła się na mnie i pognała dalej. Babka za grosz kultury nie miała. Wsadziłam ręce w kieszenie czarnek kurtki i poszłam dalej. Im bliżej centrum parku byłam, tym mniej dzieci widziałam. To dobry znak. Trafiłam w końcu na plac, bez większych problemów. Usiadłam z westchnieniem na murku fontanny.

_________________

Sandrine A. Kage
Nie wszystko jest takie wesołe na jakie wygląda


#cc99cc
Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: Park   Czw Paź 29, 2015 8:07 pm

Szukał ciszy i spokoju, którego od dawna potrzebował. Po dzisiejszej wizycie u psychologa, miał po prostu dość. Babka zbyt go dzisiaj przycisnęła z relacjami, na które on przecież był tak uczulony. Jednakże po mimo tego wszystkiego, chciał, a raczej próbował chociaż po części, zmienić się. Może początkowo źle mu to szło, ale nauka czyni mistrzów. Co prawda nie da się zrobić wszystkiego od razu, dlatego Julien wyskoczył od razu do parku myśląc, że tu zastanie ciszę i spokój, której tak pragnął. Szedł na poboczu, mijając każdego kto się napatoczył, nie sądził, iż będzie ich tak dużo. Skakał z jednej strony na drugą, uważając przy tym by się nie potknąć. Dotarł do fontanny, początkowo nie zauważając, że już ktoś tu siedzi. Usiadł bez zastanowienia wzdychając przy tym.
-Ale tłok.
Powiedział rzecz jasna sam do siebie, dopiero po chwili zauważył siedzącą obok niego dziewczynę. Spojrzał na nią jakby zobaczył kosmitę, ale przypomniał sobie swojego psychologa z tasakiem i domyślał się, że zapewne będzie chciała od niego postępów, ale póki jej płacił nie powinno być problemów, tylko szkoda, że ona uważała inaczej. Dla tej babki bardziej liczyły się rezultaty, niż pieniądze.
-W-witaj?
Zająknął się i oczywiście nie do końca był pewny cy chce to robić.

_________________

Powrót do góry Go down
Sandrine A. Kage
Faultless One
avatar
Tytuł :
Sweet Mystery

Wiek :
Szesnaście lat.

Narodowość :
Francuzka z japońskimi korzeniami.

Pochodzenie :
Paryż

Zawód :
Uczennica Kakougan / Klasa 1 - 1

Stan cywilny / Partner :
Wolna



http://bottledstars.forumpl.net/t279-nosu-aisu-kage
http://bottledstars.forumpl.net/t214-pokoj-nr-14-nosu-aisu-kage#423
PisanieTemat: Re: Park   Czw Paź 29, 2015 8:26 pm

Przyznam, nie spodziewałam się, że jakiś chłopak usiądzie niedaleko mnie i zagada. Rzecz jasna, na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Nie zwróciłam za bardzo na to co powiedział. Sama tak uważałam. Ciekawe do jakiej szkoły chodzi... Nigdy wcześniej go u nas nie widziałam. Przyglądałam mu się. Gdy nagle się do mnie odwrócił, lekko podskoczyłam. Argh, jestem za bardzo strachliwa... Powinnam brać przykład z brata, być odporna na próbę zaskoczenia. Jak to mówi "Pokerowa twarz jak w szachach!" Nabrałam ochoty na partię w szachy, ale chwila... Czy facet do mnie zagadał?! Moja dłoń powędrowała na usta. Przez dłuższą chwilę nie mogłam z siebie  nic wykrztusić. Tak dawno żaden chłopak (nie licząc brata) do mnie nie zagadał... Nie to żebym się podniecała, wcale. Uspokoiłam się  metodą "wdech i wydech".
- H-hej... - w końcu słowa padły z moich ust. Ciekawa byłam o czym będziemy rozmawiać, jeśli wogóle będziemy rozmawiać. Czasami mówią, że to dziewczyna powinna zacząć temat czy coś.
- Umm... Jak masz na imię? Ja... Jestem Sandrine - dodałam po dłuższym namyśle. Tak, tak, imię to dobra droga. Ale nie każdy chce by druga osoba to wiedziała, jak to na przykład w wypadku "niedostępnych, hamskich" kobiet bywa. Miałam nadzieję, że on taki nie będzię, że będzie osobą z którą da się normalnie pogadać.

_________________

Sandrine A. Kage
Nie wszystko jest takie wesołe na jakie wygląda


#cc99cc


Ostatnio zmieniony przez Sandrine A. Kage dnia Sob Paź 31, 2015 3:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: Park   Czw Paź 29, 2015 8:42 pm

Sam nie sądził, że cokolwiek mu odpowie. Raczej liczył na olanie go i odejście. Przeliczył się, a za ten błąd będzie zmuszony rozmawiać, na dodatek z dziewczyną. Nie żeby do nich coś miał, ale osobiście w nich nie gustował. Po za tym, on nie gustował w niczym. Chyba. Skąd miał wiedzieć, skoro nigdy się nie zakochał? Nie wiedział co to jest miłość, zauroczenie, czy sympatia do drugiej osoby. Imię? Przez chwilę go zmroziło, ale dobrze widział reakcję dziewczyny. Widać było, że i ona nie koniecznie wiedziała, jak ma się zachować. Wcale się nie dziwił, bo kto normalny zagaduje do obcych ludzi? Nikt, prawie.
-Julien.
Jakoś nie potrafił powiedzieć "miło mi Ciebie poznać". To dłuższa droga i nie dla niego ta meta na tą chwilę obecną. Jakby nie patrzeć ten chłopak jest całkiem normalny, przynajmniej z wyglądu. Jest uroczy, ma śliczny uśmiech, poukładane w głowie - powiedzmy, i piękne oczy. Kto by się w nim nie zakochał? Dla niego rzecz jasna był to problem, nawet spory, gdyż po prostu nie umiał odnaleźć się w takiej sytuacji, dlatego reaguje tak, a nie inaczej. Julien nie był typem osoby narcyza, wiele rzeczy mu się w sobie nie podobało i pragnął to zmienić, ale pragnąć, a zrobić to dwie różne bajki, a jak widać lenistwo chciało wygrać. Poprawił się nieco i usiadł bardziej w jej stronę, jakby oczekiwał jakiegoś rezultatu.

_________________

Powrót do góry Go down
Sandrine A. Kage
Faultless One
avatar
Tytuł :
Sweet Mystery

Wiek :
Szesnaście lat.

Narodowość :
Francuzka z japońskimi korzeniami.

Pochodzenie :
Paryż

Zawód :
Uczennica Kakougan / Klasa 1 - 1

Stan cywilny / Partner :
Wolna



http://bottledstars.forumpl.net/t279-nosu-aisu-kage
http://bottledstars.forumpl.net/t214-pokoj-nr-14-nosu-aisu-kage#423
PisanieTemat: Re: Park   Czw Paź 29, 2015 9:03 pm

Nie spodziewałam się, że odpowie mi na pytanie. Sądziłam raczej, że rzuci mięsem. Jakby miał tak reagować, skoro sam zaczął rozmowę? Po sposobie mówienia i zachowania, wywnioskowałam, że albo jest nieśmiały, albo nie lubi ludzi. Argh, Aisu głuptasku! Gdybh nie lubił ludzi to by nie zaczynał rozmowy. Jego imię było takie... Zagraniczne. Na pewno nie był japończykiem. Ciekawe skąd jest... Dziewczyno! Wszystko w swoim czasie! Albo i nie. Dobra, ciągnijmy rozmowę dalej. Uśmiechnęłam się lekko, wyciągając do niego prawą dłoń.
- Miło mi Cię poznać - liczyłam na to, że chociaż dłoń mi uściśnie. Przyznam, ręka mi nerwowo drżała. Ale to ze stresu! Każdy by się stresował na myśl o spaleniu znajomości! A przynajmniej ja... Pomyślmy, jakie pytanie mu zadać?
- Do jakiej szkoły chodzisz? - zapytałam po krótkim namyśle. Może jestem tak mało spostrzegawcza, że go nie zauważyłam? Lub po prostu mam aż tak słabą pamięć... Wogóle... Niech teraz on zada jakieś pytanie! Ile mam robić tych pierwszych kroków, co?

_________________

Sandrine A. Kage
Nie wszystko jest takie wesołe na jakie wygląda


#cc99cc
Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: Park   Sob Paź 31, 2015 4:23 pm

Ta rozmowa była trudniejsza niż myślał. Nie wiedział co powiedzieć, a tym bardziej jak się zachować w obecnej sytuacji. Łatwiej było zacząć rozmowę z facetem, niż z kobietą. Przez chwilę pomyślał, że pierdoli jednak te ćwiczenia i miał ochotę wstać i pójść w obcym dla niego kierunku, ale dziewczyna sama do niego zagadywała. Drgnął lekko do tyłu, ale to raczej chciał zawrócić nogi za pas i uciec, niż się zestresował. Chociaż, jakby się temu przyjrzeć to i to też była prawda. Stres robił swoje. Nie jego wina, że źle czuł się w towarzystwie. Wolał nie mieć żadnego. Tak czy siak, w końcu nie uciekł i postanowił przebić barierę.
Szkoła? Chwila zastanowienia się, jak to ująć prawidłowo, by nie był brany jako bogaty rozpieszczony dzieciak, który żyje tak skromnie, że nikt nawet nie wie.
- Shuryuudan. Chociaż nie dostałem się tam jednym ze sposobów, jakich używają inni. Nie mnie oceniać.
Zdał sobie sprawę, że to najdłuższe zdanie jakie wypowiedział ostatnio. Dobrze mu szło, nie ma co.  
- A ty? Pewnie z Kakougan, bo nigdy nie widziałem Cię w swojej placówce.
Mało osób widział, bo nie zwracał na nikogo uwagi, ale ona o tym nie musiała wiedzieć. Szło mu nawet dobrze, jak na pierwszą poznaną osobę od bardzo długiego czasu. Nie za bardzo wiedział, czy przypadkiem i ona nie ma chęci uciec jak najdalej, ale wiedział, że na pewno nigdzie jej nie zaprosi. Wymagałoby to wstania i ruszenia dupska, a tego już mu się nie chciało. Mało go też obchodziło, czy jest ona biedna, bogata, czy chora, czy umierająca. Należała do innej szkoły i tyle. Kobiet nie powinno się lekceważyć, lecz on nie zwracał na to uwagi.

_________________

Powrót do góry Go down
Sandrine A. Kage
Faultless One
avatar
Tytuł :
Sweet Mystery

Wiek :
Szesnaście lat.

Narodowość :
Francuzka z japońskimi korzeniami.

Pochodzenie :
Paryż

Zawód :
Uczennica Kakougan / Klasa 1 - 1

Stan cywilny / Partner :
Wolna



http://bottledstars.forumpl.net/t279-nosu-aisu-kage
http://bottledstars.forumpl.net/t214-pokoj-nr-14-nosu-aisu-kage#423
PisanieTemat: Re: Park   Sob Paź 31, 2015 6:07 pm

Nie spodziewałam się, że wciągnie się w rozmowę. Sądziłam, że będzie to krótka wymiana słów. Pewnie i tak prędzej czy później będzie chciał iść. To byłaby dla mnie obraza. Nie jestem aż tak nudna. Nawet on wydaje się być ciekawym człowiekem, jak i wzbudził moją ciekawość. Od zawsze lubiłam się przyglądać innym. U niego zauważyłam pewną niechęć to rozmów jak i zaskoczenie, że ktoś chce z nim gadać. Mogę się mylić, dawno nie bawiłam się z bratem w Holmes'a. Ah, braciszek... Przydałby mi się teraz. Mniejsza o to. Powiała kolejna fala zimnego wiatru, kosmyki moich włosów powędrowały na twarz. Nie wzięłam rękawiczek, czego negatywnym skutkiem było powolne tracenie czucia w palcach. Wsadziłam ręce głęboko w kieszenie i zadrżałam lekko. Zmyłabym się stąd, gdyby nie dopiero zaczęta rozmowa z nowo poznanym chłopakiem z Shuryuudan.
- Tak, jestem z Kakougan - odpowiedziałam, obserwując przez chwilę ledwo widoczną parę, którą tworzył mój oddech. Ile jest stopni? Mam pomysł... Może byśmy tak poszli...do biblioteki? Tam jest dość ciepło, a sądzę, że Julien lubi książki.
- H-hej... Może byśmy poszli do biblioteki i tam dokończyli rozmowę? Tu...jest trochę zimno... - powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam co myśli, więc mogłam trafić w zły punkt. Chciałabym by wyszło coś z tej ''znajomości". Warto mieć dużo znajomych. Założyłam za ucho kosmyk białych włosów po prawej stronie. Chwilę później, zawijałam na palcu loczek z lewego kosmyka, poddenerwowana. Jak już kogoś spotkałam, to już do akademiku wracać nie chciałam. Zamknęłam na chwilę oczy i z westchnieniem stanęłam na nogi. Dodatkowo otrzepałam tył kurtki z piasku, który znajdował się na murku fontanny. Miejsce zupełnie opustoszało. Nie było słychać żadnych dziecięcych śmiechów, ani nie widać żadnego zwierzęcia. Cisza, przerywana jedynie gwizdem wiatru, który ruszał liśćmi. Tymi na ziemi i tymi jeszcze na drzewach. Jesienna melodia natchnęła mnie. Natchnęła do napisania piosenki. Nie, nie piosenki. Utworu, który pokazywałby piękno jesiennego krajobrazu. Najlepiej nadawałyby się do tego skrzypce.
- Grasz może na jakimś instrumencie? - zapytałam jeszcze, przypominając sobię o istnieniu drugiej osoby.

_________________

Sandrine A. Kage
Nie wszystko jest takie wesołe na jakie wygląda


#cc99cc
Powrót do góry Go down
Laurence White
Noble One
avatar
Tytuł :
White Rabbit

Wiek :
Dziewiętnaście lat

Znak zodiaku :
Capricorn

Narodowość :
Obywatel Stanów Zjednoczonych

Pochodzenie :
New York

Zawód :
Uczeń Shuryuudan

Stan cywilny / Partner :
Kawaler



http://bottledstars.forumpl.net/t355-julien-white#1394
http://bottledstars.forumpl.net/t343-j-white#1346
http://unbottled.forumpl.net/t344-laurence-white
PisanieTemat: Re: Park   Nie Lis 01, 2015 11:54 am

On sam myślał, że będą to raptem dwa słowa wypowiedziane z jego ust, a tu proszę. Rozmowa się klei, no prawie. Zimno? Dawno nie odczuwał mrozu. Człowiek, który biega codziennie rano, ćwiczy i nie zwraca uwagę na deszcz, mróz czy upał, z czasem zapomina o pogodzie. Nie spodziewał się jednak, że dziewczyna zaproponuje zmianę lokalizacji. Nie było wcale tak zimno, chyba. Jakby nie patrzeć ciało kobiety potrafiło znieść o wiele mniej, jednak dość tych stereotypów. Co prawda nigdy by dupy nie ruszył z tego miejsca, jak na chwilę obecną, ale propozycja pójścia do biblioteki mu nie przeszkadzała. Lubił czytać, a i tak miał tam się dzisiaj udać, więc czy zrobi to teraz, czy później nie miało najmniejszej różnicy. Byle by się nie wracać i się nie cofać.
- Może być, jednakże jak dojdziemy to się nie ruszamy. Nie mam ochoty, ani zamiaru zmieniać miejsca jak rękawiczki.
Chciał jeszcze dodać, żeby nie myślała, że to jest randka, ale zagryzł język i wargi. Przecież nie proponowała tego. Wstał otrzepując przy tym leniwie tyłek. Ruszył parę kroków do przodu, a raczej ciągał się za nią leniwie. Kto by pomyślał, że pod warstwą tego lenia, skrywa się wyśmienity sportowiec.
- Zdarzyło mi się. Skrzypce, fortepian i pianino, gitara elektryczna, basowa i akustyczna, perkusja i teraz mam zamiar dołączyć coś jeszcze. Mojemu ojcu zależało na uzdolnionym dziecku.
Wzruszył ramionami, jakby to była normalna w życiu rzecz, którą każdy powinien umieć.

_________________

Powrót do góry Go down
Sandrine A. Kage
Faultless One
avatar
Tytuł :
Sweet Mystery

Wiek :
Szesnaście lat.

Narodowość :
Francuzka z japońskimi korzeniami.

Pochodzenie :
Paryż

Zawód :
Uczennica Kakougan / Klasa 1 - 1

Stan cywilny / Partner :
Wolna



http://bottledstars.forumpl.net/t279-nosu-aisu-kage
http://bottledstars.forumpl.net/t214-pokoj-nr-14-nosu-aisu-kage#423
PisanieTemat: Re: Park   Wto Lis 03, 2015 6:05 pm

Po raz kolejny nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Widać, że po samych gestach nie można określać charakteru człowieka. Ucieszyłam się, nie zamarznę na kość! Potarłam jeszcze dłonie i uśmiechnęłam się ciepło. Kolejna zmiana miejsca? Ja też nie miałam zamiaru już nigdzie iść. Wystarczy, że wyszłam za mury akademiku w innym celu niż odwiedzenie braciszka. On sam dawno u mnie nie zawitał. Moglibyśmy sobie w coś pograć, na przykład... Ale nie teraz mam się tym zajmować! Odpowiedz chłopaka na moje wcześniejsze pytanie spowodowała kolejną falę radości. Gitara... Z nią miałam już styczność, ale nie przypadł mi do gustu jej dźwięk.
- Ja gram na skrzypcach, fortepianie i flecie - powiedziałam, odwracając się do Juliena. Widząc jego mozolność, zwolniłam trochę i wyrównałam krok. Po raz kolejny kroczyłam piaszystą ścieżką, już jedynie trochę zasypaną przez liście w ciepłych barwach.Po obu sstronach były spore kupki wyschniętych części drzew, co jakiś czas poruszanych przez wiatr. Dzieci już wogóle nie było, za to można było spotkać klika grupek starszych pań, dyskutujących o czymś żywo. Parenaście minut minęło, zanim znaleźliśmy się przy wyjściu z parku. Cisza, która nam towarzyszyła była już męcząca.
- Jakie gatunki książek najbardziej lubisz? - zadałam pytanie by nie tylko przerwać ciszę, a i by dowiedzieć się rzeczy, która w tej chwili mnie interesowała. Skręciłam w prawo. Wyobraziłam sobie układ ulic, chcąc obrać jak nakrótszą drogę do biblioteki. Będziemy przechodzić obok sklepu z zabawkami! Choć wyrosłam już z takich rzeczy, to wciąż cieszył mnie ich widok. Często jednak dziwią i odpychają mnie nowe "wynalazki". Na przykład, figurki kucyków Pony POP do składania, kto to wymyślił? Wracając do sklepu, uwielbiam gapić się w wystawę, głównie świąteczną co tyczy się i innych sklepów. I chyba nie tylko ja, prawda?

Z/t x2

_________________

Sandrine A. Kage
Nie wszystko jest takie wesołe na jakie wygląda


#cc99cc
Powrót do góry Go down
Constance T. Ainley
Restless One
avatar
Tytuł :
Faded Troublemaker

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Sagittarius

Narodowość :
Brytyjska

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczennica Kakougan

Stan cywilny / Partner :
Not ur league


http://bottledstars.forumpl.net/t366-i-d-rather-die-bitch
PisanieTemat: Re: Park   Pią Lis 06, 2015 4:50 pm

Miała niemałą wprawę w ucieczkach. Życie przysporzyło jej mnóstwa okoliczności do ćwiczenia się w tym kunszcie, do wycofywania się, szybkiego chodu, kończąc na biegu. Weszło jej to w krew tworząc coś, co można było określić mianem prostego przyzwyczajenia, czegoś, co robiła podświadomie. Nie lubiła spacerów, bo zawierały wszystko, czego nie znosiła. Uliczny zgiełk, okazjonalne tłumy ludzi, monotonię. Dlatego też nigdy nie pozwoliła sobie na chwilę powolnego, beztroskiego spaceru przeplatanego rozmową i podziwianiem otoczenia. Rzeczywistość przystosowała ją do nieustannego uciekania, może niekiedy paranoicznego; Oddalenie się od stacji metra nie stanowiło nic trudnego, na trasie nie pojawiły się żadne komplikacje. Nie musiała przepychać się przez tłum, kląć w myślach, dostawać z łokcia w brzuch przeciskając się przez ludzką masę. Spokój zapewne gwarantowała pora, w której nieliczni decydowali się na spacery, a każdy, kto miał gdzieś dojechać, już dawno to zrobił, aktualnie grzejąc miejsce w pracy, czekając na moment, w którym tłum ponownie ruszy przez miasto.
Zganiła się w myślach za brak rozsądku i pochopność, która doprowadziła ją do wybiegnięcia na zewnątrz w grubej, cokolwiek starej bluzie. Wiatr nie szczędził nikogo, każdy mocniejszy podmuch rozwiewał jej włosy na wszystkie strony, zmuszając do nieustannego zakładania ich za ucho. Typowo jesienna, chłodna temperatura lekko różowiła policzki, przypominając o swojej nieubłaganej sile. Naciągnęła trochę za długie rękawy bluzy na dłonie, chcąc je lekko ogrzać. Wpadła w pierwszą alejkę w parku nieco zwalniając kroku, widząc pustość zionącą z tego miejsca, sprawiającą wrażenie, jakby jedynych bywalców stanowiły drzewa, które z każdym ruchem wichury pozwalały złotym liściom opadać na ziemię.
Mimowolnie obróciła się przez ramię, mając poczucie dziwnej ciszy przerywanej jedynie swoistą kakofonią miasta, dosłyszalną gdzieś w oddali, sprawiającą wrażenie wprost nierzeczywistej. Prawdopodobnie to niezrozumiały instynkt kazał jej spojrzeć za siebie, zszokowany dziwną, niezwykle trudną do wyjaśnienia ciszą; Spojrzenie piwnych oczu natrafiło na mężczyznę podążającego za nią. W świeżych wspomnieniach majaczył jego widok w metrze, jednak nie była w stanie stwierdzić ze stuprocentową pewnością, czy miała do czynienia z tym samym człowiekiem. Ponadto, jego twarz wydawała się dziwnie, nietypowo znajoma, jakby miała z nim do czynienia parokrotnie, ale umysł nie wykazał na tyle zainteresowania, aby zapamiętać dokładnie jego rysy, aby rozpoznawać mijając go na ulicy.
Zapewne to właśnie nazywa się paniką. Nagle poczuła na swoich barkach odgórny przymus, wprost wykrzyczany do jej ucha rozkaz, aby szła przed siebie nie odwracając spojrzenia w kierunku osobnika podążającego za nią. Tornado myśli przemknęło przez jej umysł, jednak żadna nie dała jej do myślenia na tyle, aby wyrwać się z objęć okrutnej chęci ucieczki. Ponownie przyspieszyła kroku nie obracając się za siebie.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Nie Lis 08, 2015 6:28 pm

Chociaż ona nie musiała przeciskać się przez tłumy, to niestety mężczyzna nie miał takiej ilości szczęścia. Nie mógł pozwolić sobie na ominięcie tej przyjemności, jaką były łokcie obcych ludzi wciskające się w żebra. Bardzo pechowy był z niego człowiek. Nie można było tego nie zauważyć tym bardziej tego dnia. Dlatego z trudem udało mu wyrwać się z tłumu zmierzającego jednostajnym krokiem w kierunku miejsca, w którym poczekać mogliby na przyjazd następnego pojazdu poruszającego się po zabrudzonych torach nader wychwalanego metra. Irlandczyk w tym momencie był na siebie bardzo zły, kiedy w końcu doszło do niego na co się porywał szczerze rozważał opcję przystanięcia, zawrócenia, a w najgorszym przypadku zaprzepaszczenia wszystkich swoich planów – które już teraz bardzo się skomplikowały, ponieważ pogoń za dziewczyną oddalała go od miejsca, do którego dotychczas miał zamiar nieprzerwanie zmierzać. Wydawało mu się, że przewiało mu ucho. Skwitował to tylko niezrozumiałym przekleństwem.
A to taka niespodziewaneczka.  Może było to tylko złudnym, naprawdę nierozsądnym wrażeniem, spowodowanym nieprzyjemnie, nieustannie drażniącym twarz wiatrem wdzierającym się zmyślnie pod chustkę. Oby. Przymrużył nieprzyjemnie powieki, kiedy obiekt którym się zainteresował najwyraźniej zamierzał jeszcze bardziej przyspieszyć nie dając mu najmniejszego wyboru. W końcu nawet jeśli nie miał na to ochoty, musiał iść jej śladem, a więc chociaż zaczynało brakować mu tchu na takie niezapowiedziane eskapady, porównywalne do długodystansowych sprintów tak sprawił aby jego kroki stały się nieco dłuższe. Analogicznie rzecz biorąc, próbował ją w końcu skutecznie dogonić.
- Poczekaj! - Zdawało się słyszeć z oddali. W końcu nieznajoma zdawała się pędzić przed siebie naprawdę uparcie, niczym zawodowiec z kilkoma medalami na koncie, nie bacząc ani przez chwilę na to, że przecież Irlandczyk chociaż nie wyglądał na człowieka zaufanego, o twarzy troskliwego misia zamiarów wobec niej złych nie miał. Ale nie było na świecie siły, która pozwoliłaby mu to udowodnić dlatego przyspieszając kroku, aby prawie zrównać się z tym należącym do dziewczęcia wyciągnął w jej kierunku dłoń, aby pochwycić czym prędzej w palce materiał jej bluzy.
- Dziewczyno... Ile jeszcze będziesz przede mną uciekać? - Wykrztusił z siebie, kiedy ta nie zamierzała ani na moment wdawać się z nim w dłuższe konwersacje. Rozumiał jej postępowanie tylko po części. Nie miał zbyt wiele czasu na logiczne zastanowienie się nad sprawą. Sam zaczepiony w ten sposób na pewno z ciekawości wysłuchałby, co potencjalny morderca miałby do powiedzenia. Ale ona zdawała się taka nie być.
Kiedy mierzyła go nieprzyjemnym spojrzeniem, od którego włos jeżył się na głowie, a krew na moment zastygała w żyłach zaczynało brakować mu sensownych argumentów usprawiedliwiających to, dlaczego w ogóle szedł za nią naprawdę spory kawałek od stacji.
- Ty tak zawsze chodzisz? Jakbyś się dowiedziała, że Ci mieszkanie płonie? - Syknął. Nie mógł powstrzymać się przed skomentowaniem faktu, że ucieczka przed nim naprawdę nie należała do najrozsądniejszych. Wciąż mówił to ktoś, kogo w gruncie rzeczy nie powinna kojarzyć. Puścił jej rękę, aby nie narażać się na niepotrzebne akty przemocy z jej strony. Nim nie zmierzył ofiarę wzrokiem, teraz nie bardzo wiedząc, w jaki sposób mogłaby zareagować. Nie przewidywał złych scenariuszy z jej udziałem. W końcu wyglądała na ułożoną, grzeczną dziewczynkę która regularnie rączki przed Bogiem składała. Ale to wtedy, kiedy koleżaneczki nie patrzyły, żeby siary nie było, że ona taka a nie inna.
Powrót do góry Go down
Constance T. Ainley
Restless One
avatar
Tytuł :
Faded Troublemaker

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Sagittarius

Narodowość :
Brytyjska

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczennica Kakougan

Stan cywilny / Partner :
Not ur league


http://bottledstars.forumpl.net/t366-i-d-rather-die-bitch
PisanieTemat: Re: Park   Nie Lis 08, 2015 6:54 pm

O ile miała niewątpliwą przewagę w kwestii prędkości przemieszczania się, która wykształciła się podczas rozmaitych ucieczek kierowanych czystym instynktem, długość kroków pozostawiała wiele do życzenia. Wszak szybkie zasuwanie nie było jedynym, co liczyło się podczas ów prób zgubienia prześladowcy. Wzrost, którym nie grzeszyła specjalnie, nawet jeśli nie zaliczała się do typowych niziołków, stanowił wybitnie trudną do ominięcia przeszkodę. Dlatego też, dla osoby wyższej od niej o dwadzieścia pięć centymetrów, pomimo wszelkich trudów, wygrana nie powinna stanowić czegoś uchodzącego do nieosiągalnego; Rozpędzała się do zawrotnej prędkości głównie z uwagi na to, iż znała swoją słabość, a gdzieś głęboko uwierała ją myśl, że nie ma gdzie się schować. Ogołocone z liści drzewa nie należały do tajemniczych kryjówek, dzięki którym niemożliwe stałoby się znalezienie jej.
Sama nie była do końca świadoma motywów szaleńczej ucieczki. Była kierowana głębokim przekonaniem, że gdy ktoś za nią podąża, nie zwiastuje to niczego dobrego. W Birmingham bywała to policja. Głęboko zakorzenione przekonanie nie było proste do wyplewienia, wprost nienawidziła niespodzianek, nawet tych pozytywnych. Nigdy nie była w stanie stwierdzić, czy ów przyjazne zaskoczenie nie skrywa w sobie jadowitego węża; Dlatego czując dłoń na materiale bluzy, niewiele myśląc wyszarpnęła się chwytając potencjalnego prześladowcę za nadgarstek.
Na ogół ucieczka kończy się na zgubieniu potencjalnej ofiary lub pojmaniu jej — wysyczała marszcząc brwi. — Ty byłeś na tyle zdeterminowany, że nie mogłeś sobie odpuścić. Jak często to robisz? — Porzuciła wszelkich "panów" i "panie", nawet jeśli mężczyzna zdawał się być od niej starszy o solidne dziesięć lat. Poluzowała uścisk oplatający jego nadgarstek, a drugą dłoń, mimowolnie zaciśniętą w pięść, rozluźniła. Niemniej jednak, nie potrafiła spuścić go z oczu, wciąż świdrowała mężczyznę bezlitosnym spojrzeniem, od którego zawartość kiszek mogła zastygnąć; W głębi duszy zaczynał ją ciekawić powód, dla którego ten zadał sobie trud gonienia jej przez połowę parku. Więcej — dogonienia jej, co mogło uchodzić do rangi cudu.
Co za idiotyczne pytanie. Gdyby mi płonęło mieszkanie, nie miałabym dokąd się śpieszyć. — Wzruszyła ramionami pozwalając sobie na lekki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Pon Lis 09, 2015 11:48 am

Miał naprawdę wielką ochotę zrobić to samo co ona  i aby uniknąć nadmiernego spoufalania się, w pospieszny sposób wyszarpnąć nadgarstek. Jednak starając się zachowywać pozory ułożonego dorosłego, któremu nie przystoiły podobne zachowania, pokusił się o zmarszczenie w odpowiedzi brwi nie mogąc powstrzymać się, przed bardzo krótkotrwałym wlepieniem zirytowanego spojrzenia w mocno zaciskające się, szczupłe kobiece palce. Nie umknęła mu zaciśnięta pięść.
Chociaż na usta cisnęło się prowokacyjne słowo które zapoczątkować mogłoby szarpaninę, zostało w porę zduszone w sobie, zastąpione przelotnym grymasem przypominającym nieco wymuszony uśmiech.  
- Szczerze? Ostatnio nie wypatrzyłem żadnej interesującej dziewczyny. W tym miesiącu jesteś pierwsza! A w poprzednim? Wiesz. Wyrabiam normę. Dwa razy w tygodniu w zupełności wystarczają. Tylko... Ostatnimi czasy nie mam gdzie rozrzucać szczątków tych wszystkich dziewuszek. Znasz jakieś ustronne miejsce, do tego typu spraw? - Starał się przy wypowiadaniu tych słów zachować stoicką powagę, jednakże czasem mu się to nie udawało i nie dało się ukryć, że nosa w chuście nie chował dlatego, że nagle zrobiło mu się zimno tylko po to, aby ukryć rozbawiony sytuacją uśmiech. Odchrząknął, a także wyprostował się nieco aby się w sobie zebrać, zaprzestać sprawiania wrażenia psychopaty, który dopiero co niedawno wyszedł ze specjalnego zakładu, znajdującego się swoją drogą nie tak daleko od dzielnicy Kinzoku. Kiedy na moment przystanęli, w końcu mógł postarać się o to, aby uspokoić oddech. Odetchnął, kiedy udało mu się spostrzec, że dziewczyna w bardzo mozolnym tempie zaczynała się uspokajać. Chociaż wciąż wpatrywała się w niego bystrym, uważnym spojrzeniem nie spostrzegał, przynajmniej na razie agresywnych ruchów ani nawet specjalnie wysublimowanych docinek z jej strony. Grzebiąc po kieszeniach, wygrzebał pognieciony świstek.
- Naprawdę nie spieszyłabyś się do tego, żeby wyciągnąć stamtąd wszystkie cenne przedmioty? Pamiątki? Dokumenty? Nie żartuj, że byłoby Ci to obojętne. A właśnie. Wypadło Ci. -  Burknął, kiedy wyciągał w kierunku dziewczęcia nie tak pięknie wyglądającą kartkę. Upewnił się przedtem, że ta na pewno nie należała do niego. W kieszeniach zazwyczaj nosił zmięte chusteczki, skasowane bilety, czasem nawet rachunki. Ale kartki z wszelkimi informacjami, a także telefon czy portfel zawsze trzymał przy sobie, w spodniach aby mieć pewność, że niczego nie zgubi. Zdarzyło mu się kiedyś, że pieniądze w formie papierowej zniknęły mu na imprezie, bo nie upilnował. Odsunął pochwyconą przez nią dłoń, dotychczas wciąż pozostającą w uścisku nim nie schował obu do kieszeni płaszcza.
- A Ty? Zdarza Ci się często gubić takie świstki? Wydawało mi się, że to coś ważnego. Ten, kto to pisał strasznie bazgroli. Mógłby wypisywać recepty. Niektóre słowa są tak niestarannie napisane, że aż się dziwię, jak to możliwe, że na sprawdzianach się w tym nauczyciele rozczytywali. O ile w ogóle. - Skomentował pokrótce, będąc święcie przekonanym, że pismo na pewno nie należało do dziewczęcia. W końcu przedstawicielki płci żeńskiej powinny pisać starannie, dokładnie, a w ogóle to ich notatki powinny pachnieć konwaliami, różami albo truskawkami. Palcami jednej dłoni zmierzwił sobie grzywę, ponieważ wiatr zagnał przydługie pasma włosów na przymrużone oczy.
W gruncie rzeczy nie przeszkadzało mu to, jak się do niego zwracała. Do czasu, aż nie były to obelgi, wszystko było w porządku. Chociaż miał już prawie trzydziestkę, wciąż dziwnie bywało mu z myślą, że ktoś zwracał się do niego per pan. Czuł się przez to zawsze taki stary. Przypominał sobie, że jeszcze niedawno sam zwracał się w ten sposób do innych.
Powrót do góry Go down
Constance T. Ainley
Restless One
avatar
Tytuł :
Faded Troublemaker

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Sagittarius

Narodowość :
Brytyjska

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczennica Kakougan

Stan cywilny / Partner :
Not ur league


http://bottledstars.forumpl.net/t366-i-d-rather-die-bitch
PisanieTemat: Re: Park   Sro Lis 11, 2015 12:14 pm

Dwa razy w tygodniu? Jeszcze się rozkręcisz. Nie obrażę się, jeśli zakopiesz mnie w jakimś ładnym miejscu. Gdyby ktokolwiek chciał szukać moich zwłok, to może nawet poniosłabym dość spektakularną śmierć — odparła kontynuując grę rozpoczętą przez mężczyznę. — Ustronne? Zakopuj tam, gdzie ktoś by ich szukał. Na pewno dojdą do wniosku, że to zbyt przewidywalne rozwiązanie i będą sprawdzać miejsca bardziej wyszukane. Nikt nie patrzy na to, co ma pod nosem. — Wzruszyła ramionami zdobywając się na lekki uśmiech, który przyjął postać grymasu. Zapewne także ukryłaby nos w szaliku, gdyby nikły rozsądek pozwolił go jej posiadać. Tymczasem musiała usilnie starać się zachowywać typową dla siebie, dość pozorną powagę. — "Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę" — dodała półgłosem, pochylając się lekko w jego kierunku. Cała skłębiona wewnątrz agresja powoli z niej uchodziła ustępując czystemu zainteresowaniu sytuacją. Mimo tego, wciąż nie potrafiła, ba, nawet nie próbowała, uwolnić rozmówcy od ciężkiego, przeszywającego spojrzenia. Wyraźnie badała grunt, można było uznać, że była przyczajona, starała się znaleźć ewentualną sytuację, w której powinna zaatakować. Nie lubiła się męczyć bez wyraźnej potrzeby.
Ponownie naciągnęła rękawy na dotknięte zimnem dłonie. Nie miała okazji dobrze odczuć temperatury wcześniej, znajdowała się w biegu, który siłą rzeczy rozgrzewał ciało. Teraz, gdy pozostawała bez ruchu, czując smaganie chłodnego wiatru, miała okazję poczuć skutki swojego niedbalstwa. Jednak nawet to nie skłoniło jej do jakichkolwiek przemyśleń na temat swojego postępowania, którego bynajmniej nie dotknęła ręka zbawiennego rozsądku. Nie była zła na siebie, prędzej na naturę, która postanowiła zdmuchnąć całe miasto siłą wiatru akurat, gdy ona pośpiesznie wyszła jedynie w bluzie. Do apogeum brakowało jedynie deszczu, który z całą pewnością przelałby całą czarę goryczy; Obserwowała, gdy grzebał po kieszeniach szukając, ponownie zmarszczyła brwi nie mogąc wpaść na to, czego ten może poszukiwać.
Osoby, które nie posiadają takich rzeczy, nie muszą martwić się ich stratą. Chyba że zakładamy hipotetyczną sytuację w hipotetycznym świecie z hipotetyczną mną. Wtedy mogłabym ci przyznać rację...... chociaż zapewne i tak bym tego nie zrobiła — dokończyła w myślach. Nie przywykła do przyznawania innym osobom racji, nawet jeśli bezsprzecznie ją posiadały. Była zbyt dumna i przekonana o swojej wyższości, aby mogła się zdobyć na taki ruch; Spojrzała zaciekawiona na kartkę, którą podał jej gdy tylko wygrzebał ją z odmętów kieszeni okrycia. Definitywnie wyglądała jak coś, co mogło wypaść z jej kieszeni. W zasadzie była oberwanym świstkiem, który ciężko było nazwać faktycznym kawałkiem papieru. Przyjrzała się zawartości rozpoznając swoje pismo będące dalekie od pięknego, a nawet od możliwego do rozczytania. Przez umysł przemknęła jej sytuacja gdy bazgroliła tę informację na szybko. Długopis z kończącym się tuszem, urywający kreślone linie w połowie, ławka szkolna, która nie przywykła do częstego goszczenia jej, a ostatecznie jej ręka wrzucająca zmięty skrawek do kieszeni.
A Ty? Zdarza ci się biec za ludźmi, którym wypadł z kieszeni zużyty bilet autobusowy? — prychnęła, prawie niedostrzegalnie przedrzeźniając go. — Nikt ci nigdy nie powiedział, że krytykowanie cudzego pisma podczas rozmowy z tą osobą w ten sposób jest dalekie od grzecznego? — Odezwała się niekoronowana królowa savoir vivre. Zdawała sobie doskonale sprawę, że mężczyzna nigdy nie przypuszczałby, że jakakolwiek przedstawicielka płci pięknej może pisać w tak nieestetyczny sposób. Odgarnęła za ucho włosy, które wiatr ponownie zdmuchnął przysłaniając widok.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Czw Lis 12, 2015 1:12 pm

- Miałem nadzieję, że powiesz, że dwa razy by Ci imponowały, bo w końcu to nie takie proste wcisnąć pomiędzy obowiązki godziny szwendania się po mieście i szukania osób, które spełniałyby pewne kryteria. Ciebie mógłbym zakopać w ogródku.
Pod choinką. Ale problem w tym, że... Nie mam ogródka. Takie już uroki mieszkania w mieszkaniach. Powinienem jeszcze tę sprawę przemyśleć.
- Zamyślił się, tym razem naprawdę poważnie. Rozejrzał się na boki a także za jej ramię, aby upewnić się, czy aby nikt nie podsłuchiwał ich nie do końca przyzwoitej rozmowy. Obadał ją wzrokiem. Że niby sprawdzał w ramach ułatwienia sobie w przyszłości sprawy, czy potrzebowałby większej, czy mniejszej mogiły na swoją drogą, nie aż tak wysoką postać. Dziewczę, jak to się zdarzało wśród najróżniejszych uczennic, a także tutejszych kobiet było od mężczyzny przykładowo niższe. Ale chociaż dzieliło ich dobrych kilkanaście centymetrów, przystając przy sobie wyglądali na swój sposób co najmniej urzekająco. Niestety takie były uroki ogólnie przyjętych norm.
Starszy zawsze w towarzystwie mniejszych od siebie osób czuł się, w pewien sposób odpowiedzialny za to, co wokół niego robiły te szwendające się pchły, nie szczególnie grzeszące wzrostem. Najprawdopodobniej nadrabiał w ten sposób jakieś braki w tym, że nie zdążył założyć rodziny, a przede wszystkim nie miał żadnego rodzeństwa, aby przejść lata opiekowania się nad nieporadnymi, rozwrzeszczanymi smarkami. Dreszcz przeszedł mu wzdłuż karku, kiedy wiatr kolejny raz bez jakiejkolwiek zapowiedzi nachalnie owiał ich sylwetki, jeszcze bardziej mierzwiąc włosy. - "Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać." - Dodał w odpowiedzi na jej słowa, a chociaż ochotę miał uśmiechnąć się nad wyraz triumfalnie, to starał się zachowywać resztki swojej godności, skinąwszy na wypowiadane przez nią słowa krótko głową. Naprawdę podejrzewał, że musi być jej naprawdę zimno kiedy tak stała wystawiona na wszystkie niedogodności pogody. Nawet jemu czasem robiło się chłodniej, mimo ubrań jakie na sobie miał, a chociaż lubił tego typu anomalie to zdarzały się chwile, w których naprawdę bardzo przeklinał wszystko co z jesienią związane.
Tę porę roku w rzeczywistości lubił najmniej. Wolał zimę. Kiedy nie padało tak często irytującym deszczem, kiedy na ulicach mniej się pojawiało ludzi, kiedy odwoływano czasami zajęcia – w końcu zawsze zimą, chociaż nie wierzył w istnienie sił wyższych modlił się o to, by dostać telefon o stanie nagłym, o tym, że nie musiałby wstawać do pracy przez najbliższy miesiąc.
- Wypadałoby się w takie rzeczy zaopatrzyć. W końcu lat nam nie ubywa... Co będzie za dziesięć? O połowie spraw pewnie zapomnimy. Dlatego warto sobie czasem jakieś bibeloty zbierać, trzymać. A wszystkich dokumentów na pewno ze sobą codziennie w kieszeniach nie nosisz. Kłamczucho. - Skwitował, nim nie przewrócił oczyma na jej słowa. Przetarł palcami jedną z załzawionych powiek. Wiatr nieszczególnie szczędził wspomnianych, wwiewając do środka najróżniejsze paproszki, piasek oraz inne mniej znane, o których nawet nie miał ochoty wiedzieć.  Przeszedł się przy niej kilka kroków, nim nie mruknął na nią z zamiarem zakomunikowania, że mogliby się nieco przejść, żeby nie zamarznąć na śmierć. Dziewczyna byłaby pewnie pierwszą, której się to przydarzyło. Wtedy by ją zabrał. Plan idealny!
- Zdarza mi się te zużyte przywłaszczać kiedy nie mam własnego. Ale Twoja zguba nie była biletem. Powinienem udać się pod wskazany adres, zamiast myśleć o zwróceniu Ci kartki? - Nie mógł powstrzymać się przed tym, aby i w jej stosunku odnieść się nieco lekceważąco. Fuknął na nią. - Szczerze mówiąc, zwykle wszyscy których krytykuje w ten sposób nie mają zbyt wiele do gadania. A zdarzało mi się robić to naprawdę często. To Ty tak krycmolisz? Wstyyyyd. - Wyszczerzył się, ukazując przy tym nieco swoich zębów. Później odchrząknął, udając, że co to, to nie on. Towarzyszka rozmowy nie była zbyt chętna na przystanie na pomysł wycieczki, dlatego też na zachętę musiał uciec się do podstępu. Szczypnął materiał jej bluzy, mniej więcej w okolicy ramienia. Zrobił to naprawdę szybkim ruchem. A później, obchodząc ją nieco z boku lekko pociągnął za kosmyk jej włosów.
Czasami nie zachowywał się jak dorosły, ułożony mężczyzna. Czasem po prostu był tym zwyczajnym studentem, który tylko szukał okazji do pożartowania. Wskazał jej głową na tutejszą ścieżkę, nim nie odszedł kroku zaraz wyraźnie jej wyczekując.
- Mogłabyś zapisać się na lekcje kaligrafii. Podobno w tym kraju to całkiem popularne. A właśnie. O ile mógłbym zapytać, to co na tym Twoim świstku było napisane? To nie adres jakiejś uczelni? Nie wyglądasz mi na studentkę. - Zauważył. Jakby nie patrzeć, nie miał szczęścia w znajdywaniu do rozmowy osób w swoim wieku.
Powrót do góry Go down
Constance T. Ainley
Restless One
avatar
Tytuł :
Faded Troublemaker

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Sagittarius

Narodowość :
Brytyjska

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczennica Kakougan

Stan cywilny / Partner :
Not ur league


http://bottledstars.forumpl.net/t366-i-d-rather-die-bitch
PisanieTemat: Re: Park   Pią Lis 13, 2015 8:34 pm

Ciężko mi zaimponować — odparła wzruszając ramionami. — A jakie są to kryteria? — pytała okazując cień zainteresowania słowami mężczyzny. — Nie chciałabym być zakopana w ogródku, ale mam wrażenie, że jako jedyna osoba martwa w towarzystwie, nie miałabym nic do gadania. A szkoda. Chociaż grób chciałabym mieć ładny. — Zmrużyła lekko oczy, przyglądając się rozmówcy, wprost taksując go wzrokiem. Zapewne w umyśle poddawała jego osobę sumiennej obróbce i ocenie, zapamiętywała każdy szczegół w zachowaniu — od sposobu odgarniania włosów po chód, który miała okazję zaobserwować, gdy bezczelnie uciekała.
Nigdy nie czuła obowiązku ani względnej troski wobec innych. Nie była w stanie wykrzesać śladowych ilości tych podstawowych norm dbania o człowieka nawet w stosunku do siebie. Czyniło to z niej osobę, którą nie przejmował się nikt. Bynajmniej nie uważała tego za trud w swoim życiu, ceniła sobie niezależność, którą dawało jej poczucie swoistej wolności. Słodkiego uczucia bycia pod czyjąś pieczą, jednak poza polem manewru tychże osób. Zapewne szkoła sprawowała tymczasowy obowiązek dbania o jej edukację oraz prawidłowy rozwój, jednak ta zawsze odnajdywała wyszukane metody na uniknięcie cudzego wpływu. Światopogląd osoby ledwie siedemnastoletniej mógł być kształtowany przez środowisko — świadoma tego unikała wszelkiego ewentualnego narażania się na cudzy potencjalnie dobry wpływ.  
Exupéry? Ciężko było wymyślić coś bardziej cliché — odparła unosząc lekko podbródek, nawet zdobywając się na delikatne, prawie niezauważalne uniesienie kącika ust, sugerujące głęboko odczuwany triumf; Istotnie, było jej zimno. Pozostając bez ruchu, dojmujący chłód przebijał warstwy skóry docierając aż do kości, jedynie silna wola powstrzymywała trzęsienie się z zimna. Temperatura nie była ujemna, nie była nawet zwyczajnie zimna, co najwyżej zasługiwała na miano chłodnej. Mimo wszystko, bezlitosna siła powietrza porywająca ze sobą suche liście ścielące chodniki, była w stanie zatrząść nawet osobami wzorowo przygotowanymi do anomalii pogodowych. Mogła uczynić z szalika nikłe ocieplenie, a z płaszcza jedynie lekką płachtę, pozornie ochraniającą przed wiatrem. A co dopiero bycie pozbawionym tych elementów! Stanie idealnie na drodze wichru, bez jakiegokolwiek okrycia, nie należało nawet do tych znośnych czy hartujących.
Polegam na swojej pamięci bardziej niż na figurce z masy solnej — odpowiedziała przekrzywiając lekko głowę. — Jasne że nie noszę. To w żaden sposób nie skreśla tego, co powiedziałam. — Uniosła lekko brwi w niemym pytaniu prawda?; Istotnie, ruszenie się z miejsca mogłoby okazać się zbawienne przy potencjalnym zamarznięciu. Wszak nie mogła być pewna, co się stanie z jej trupem gdy padnie przy tak nieprzewidywalnej osobie.
Masz rację, jaka ja jestem nieokrzesana! Wstyd mi za siebie — westchnęła teatralnie, udając jawne przejęcie. — Ty za to musisz mieć pasjonujące życie. Może w wolnym czasie dziergasz szaliki i haftujesz obrusy? Zazdroszczę ci tej dynamiki — sarknęła wywracając oczami. Widząc, jak jej rozmówca jest zdesperowany aby ruszyć się z miejsca, przystanęła na to, bo powoli zaczynała odczuwać nieuchronną transformację w bryłę lodu. Zrównała się z nim krokiem skręcając we wskazaną przez niego ścieżkę. Przysłuchała się uważnie jego pytaniom dotyczącym świstka, który okazał się warty gonienia za nią ze stacji metra do tego miejsca. — Ach, to? To tylko adres mojego sponsora — odparła udając śmiertelną powagę.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Nie Lis 15, 2015 11:11 am

Oczywiście. Nie powinien spodziewać się po kobiecie, tym bardziej tak młodej tego, że uda mu się wywrzeć na niej naprawdę dobre wrażenie. W dzisiejszych czasach trudno było w przypadku rozsądnej dziewczyny, zamydlić jej oczy głupstwami pokroju tego, że uwinąłby się ze sprawą w niecałą godzinę, może cztery. Wzruszył ramionami, kontemplując nad tym, czy aby na pewno wypadało mu zwracać się do niej w ten sposób. Machnął na sprawę ręką, nie w sposób dosłowny, a raczej mentalnie przestając obwiniać się za to, że granica wieku między nimi zacierała się, chociaż nie powinna.
- Nie powinienem zdradzać czym się kieruję, przy wybieraniu swoich ofiar. Mogłoby Cię to urazić, a żadne z nas by tego nie chciało. Zresztą... Mógłbym wyjść na hipokrytę mówiąc, że muszą to być kobiety o wiele ode mnie młodsze. - Wyjaśnił. W rzeczywistości w jego słowach było nieco za dużo niewinnych kłamstewek. Oszukiwał nawet samego siebie, uparcie powtarzając, że im partnerka lub raczej partner młodszy, tym bywało lepiej. Starsi skutecznie wzbudzali w nim niepokój. Prywatnie bardziej celowałby w osoby o dwa, maksymalnie pięć lat młodsze, aby zachowywać podobny poziom potrzeb. W tej rozmowie nie było jednak wystarczająco miejsca, na mówienie o swoich prawdziwych preferencjach. Tu trzeba było troszeczkę sprawę podkoloryzować, aby wychodzić na typowego mężczyznę, któremu tylko uczennice w głowie bywały, przyjmując mało profesjonalny, nie nauczycielski ton wyrażania się.
- Ciężko. Szczerze mówiąc, nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do książek. Usprawiedliwiam to tym, że zwyczajnie nie mam czasu. Trudno się mimo wszystko przyznawać do tego, że jest się stosunkowo nie oczytanym. Historia jest mi bliższa. - Parsknął, kiedy pokręcił z niedowierzaniem głową na własne słowa. Jeszcze pamiętał te chwile, kiedy znajdywał się na uniwersytecie i naprawdę próbował imponować wyuczonymi na blachę artykułami związanymi z powstaniem, wojnami i tego typu nic nie znaczącymi sprawami. Ten temat nie przewijał się w jego życiu codziennym i naprawdę nie dziwił się, że młodzi ludzie nie mieli ochoty interesować się sprawą.
- W tym wypadku jednak kiepsko byłoby wywierać dobre wrażenie, recytując daty. - On robił to jak gdyby z przyzwyczajenia. A prawdą było, że na studia, a przede wszystkim na ten kierunek poszedł tylko ze względu na jedną osobę, która później skutecznie ukróciła nierozważne plany, wtedy jeszcze nieporadnego studencika. Starał się zrównywać z nią swój krok. To znaczy, w końcu on mógł gdyby bardziej się postarał stawiać większe, ale kiedy tak z nią rozmawiał, nie było najmniejszego sensu. Chciał dobrze słyszeć co do niego mówi, więc odchodzenie teraz mijało się z celem. Musiała mu skutecznie niezobowiązującą rozmową wynagrodzić to, że w ogóle raczył za nią z tym wymiętym świstkiem w kieszeni iść, a wręcz gonić.
- A Ty pewnie w weekendy pracujesz w domu opieki, ze staruchami, którym podajesz pod nos herbatę? Rekreacyjnie rzeźbisz z drewna słoniki, a wieczorami zajmujesz się wyszywaniem ocieplaczy na kubki? No to żeśmy się dobrali. - Przytaknął. Wpatrzył się w nią na dłuższą chwilę, nim nie zerknął pod własne nogi, a dopiero później w przestrzeń przed siebie przymrużając nieco oczy, aby zniwelować drażniące odczucia związane z dmuchającym wiatrem.
- Przychodzisz do niego, żeby mu wymasować brzydkie stopy i zrobić obiad, a on w zamian kupuje Ci jeansy? Pomyślałby nad kurtką bo jak tak dalej będziesz się wystawiać, to złapiesz choroby. A może Ci ukradli? - Zagaił. Od razu podłapał ten temat, który teraz chociaż brzmiał naprawdę niepoważnie, wydawał się być całkiem interesujący. To by wyjaśniało, dlaczego dziewczę w taką pogodę przemierzało miasto ubrane w odzienie, które nijak nie przywodziło na myśl rozgrzewającego materiału. W międzyczasie po drodze, na ścieżce przed nogami napatoczył mu się kasztan, a nawet dwa, a on zamiast zastanowić się nad postępowaniem po prostu kopnął go pod nogi dziewczyny. - Cześć. To Twój kasztan? A tak w ogóle, to jak Ci na imię? - Mruknął nań z rozbawieniem, nim nie ruszył dalej. Ciekaw był tego, czy bezimienne dziewczę znało ten mało wyszukany sposób na kasztana. No romantyk to z tego Yversa był niesamowity.
Powrót do góry Go down
Constance T. Ainley
Restless One
avatar
Tytuł :
Faded Troublemaker

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Sagittarius

Narodowość :
Brytyjska

Pochodzenie :
Birmingham

Zawód :
Uczennica Kakougan

Stan cywilny / Partner :
Not ur league


http://bottledstars.forumpl.net/t366-i-d-rather-die-bitch
PisanieTemat: Re: Park   Nie Lis 15, 2015 9:16 pm

Zapewne bardziej krytycznie podchodziłaby do tego co mówi, gdyby wiedziała, że jej rozmówca jest jednocześnie jej nauczycielem. Nie obawiałaby się jego opinii na jej temat, prędzej chciałaby zachowywać swoistą granicę, która mogłaby okazać się strefą bezpieczeństwa. Strefą, w której ten wiedziałby o niej jak najmniej. Miejscem, które pozwalałoby na zachowanie codziennego stylu życia, bez specjalnej ingerencji tudzież wiedzy osób wyższych, które za sprawą swojej woli mogłyby narobić jej mnóstwa problemów, których już miała nadmiar; Jednak niekiedy brak świadomości okazywał się zbawienny dla konwersacji, a różnica wieku i stanowiska stawała się niewidzialna, sprowadzając ich do tej samej, jednej płaszczyzny, na której mogli rozmawiać.
Ja wyszłabym na hipokrytkę mówiąc, że specjalnie mnie to oburza — dodała po chwili. Nie ufała w żaden sposób jego słowom. Pozostawała świadoma lekkiej, nie wiążącej w żaden sposób, gry słownej toczącej się między nimi. Obdarzała go odpowiedziami sama niepewna swoich słów, niekoniecznie wierząc w to, co mówi. Było jej to czysto obojętne, czuła świeżą wolność w świadomości, że ta rozmowa nie ma znaczenia, jej przebieg nie ma wpływu na absolutnie żaden aspekt kolejnych zdarzeń.
Historia? — Uniosła brwi. Ciężko było nazwać ją zaciekawioną, jednak w pewien sposób imponowała jej sympatia do tak niemożliwie nudnej dziedziny. Sama nie pałała miłością do żadnego przedmiotu szkolnego, ba, ciężko było jej znosić jakikolwiek. Bynajmniej nie było to spowodowane jakimikolwiek trudnościami w przyswajaniu wiedzy czy też brakiem drobnych umiejętności — nienawidziła przebywać w szkole. A to niestety zbierało dość spore żniwa w postaci problemów z frekwencją oraz z nauczycielami — żaden z nich nie patrzył na nią przychylnym okiem;
Rozejrzała się na boki chcąc zyskać jakiekolwiek rozeznanie w terenie, w którym się znaleźli. Czas, w którym spacerowali pozwolił oddalić ich od miejsca, w którym Constance została złapana, a jej ucieczka udaremniona. Zdążyli minąć parę alejek, kierując się w pierwsze ścieżki, jakie napotykali na swojej drodze, instynktownie kierując się w te, które wyglądały na potencjalnie przyjemne; Odruchowo spojrzała na swoje zmarznięte dłonie. Chłód nie był jedynym, co pozostawiło ślad na dłoniach — kostki zdobiły liczne sińce i zadrapania, będące owocem bójek. Nie potrafiła stwierdzić, przez jakich ludzi pojawiły się poszczególne z nich. Pamiętała jedynie rozmyte twarze, wirujące gdzieś w odmętach pamięci, może nawet cios towarzyszący zetknięciu się pięści ze szczęką. Rozprostowała palce, niby upewniając się, że nie zastygły z zimna.
Mhm — przytaknęła jego słowom. — Dodajmy jeszcze, że jestem organizatorką przedstawień dla dzieci z onkologii i robię zbiórki charytatywne na święta dla domu dziecka. Musimy być sobie przeznaczeni — sarknęła wywracając teatralnie oczyma. Prychnęła słysząc jego kolejne słowa. — Nie wiem jak ty to widzisz, ale masowałabym stopy brzydkiemu facetowi dopiero po podpisaniu intercyzy. Mam wrażenie, że w tym momencie moja godność została sprzedana. — Wzruszyła ramionami. — Jeśli powiem kto mnie obrabował, to czy pobiegniesz do tej osoby na białym rumaku i przetniesz ją mieczem sprawiedliwości? — spytała retorycznie lekko się do niego uśmiechając.
Kasztan. Kasztan turlający się powoli w jej kierunku na skutek kopnięcia. Zatrzymujący się idealnie przed nią, wywołujący niemałą konsternację. Usłyszawszy pytanie, które padło z ust mężczyzny, prychnęła śmiechem. — Całe życie czekałam na tego przegrywa, który zastosuje na mnie ten podryw. — Przekrzywiła lekko głowę lustrując rozmówcę spojrzeniem. — Constance. — Sięgnęła do kieszeni bluzy, która była w stanie w swych odmętach pomieścić wszystko, na co właściciel był w stanie wpaść, wyciągając z niej paczkę papierosów, która bynajmniej nie była nowa na świecie. Wyciągnęła z niej papierosa, aby po chwili skierować ją w stronę rozmówcy, obrzucając go pytającym spojrzeniem. Z dziewczyny dobroć dzisiaj wprost uchodziła.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Pon Lis 16, 2015 3:57 pm

Na słowa dziewczyny mógł jedynie skinąć głową udając, że nie robiło na nim najmniejszego wrażenia nieco przewidywalne, w końcu większość osób, którym chwalił się swoimi zainteresowaniami reagowało podobnie, zdziwienie. Uznał, że na pewno teraz został w mniemaniu niewysokiej postaci największym nudziarzem w historii. W końcu nie od dziś było wiadomo, że wykładający, a raczej w tym przypadku interesujący się, ponieważ nie zostało tu wyjaśnione w jaki sposób mężczyzna związany był z zagadnieniem mieli tendencje do tego, aby na jednym wydechu opowiadać godzinami jakie to fascynujące niegdyś były czasy. Rozpamiętywali przeszłość tak, jak gdyby była czymś wartym przypominania.
Chociaż wszystkie nieco przesłodzone, koloryzowane bez wyjątku opowiastki zwykle miały swoje drugie dno, które przepełnione bywało śmiercią oraz bólem niewinnych ludzi, a także poświęconymi na daremno niesamowitymi miejscami, które teraz mogłyby być całkiem dobrymi zabytkami kulturowymi – rozpamiętywali, wzdychali zachwycając się, nad udokumentowanymi w jakiś pokręcony sposób tragediami.
- Zastanawiam się do dzisiaj, jak to się stało, że trafiło na historię. Kiedyś nie mogłem o niej słyszeć. A teraz? Przynajmniej co do niej jestem pewny. Nie to co ta matematyka... Wszyscy próbują ją zaliczyć, a później zapomnieć.  - W nim także, tak jak i we wspomnianych bezsprzecznie musiało być coś z takiego zrzędy, ponieważ miewał nieświadom swoich poczynań tendencje do regularnych wspominek, a obecne życie tj. to autentycznie, niezaprzeczalnie nudne które wiódł nie cieszyło go tak, jak przeszłe. Kiedy nie miał zbyt wielu zmartwień na karku, a dorosłość wydawała się być czymś, co w praktyce nie nadejdzie nigdy. Rzeczywistość zarówno dla rówieśników, tak jak i dla niego nie była taka łaskawa, jak niegdyś wmawiano mu w szkole, że będzie.
Wspólnie przemierzane ścieżki nie należały do takich, które kojarzył bardzo dobrze ponieważ nie często w parku bywał. To była całkiem interesująca odmiana. Zwykle przechodził przez niego przelotnie, w razie potrzeby, ani razu nie poświęcając chwili na to,  aby przyjrzeć się poszczególnym ławkom, kostkom brukowym czy najzwyklejszemu pomnikowi który gdzieś tam się w rogu czaił. O dziwo nie często mógł trafić tu na wybazgrolone graffiti murki, rzadko też widywało się wyryte na drzewach inicjały. To już nie były te same czasy, teraz młodzi pod osłoną nocy, wybierali inne miejsca na zabawy.
- Czasami też się kusisz na oddawanie krwi na imprezach masowych, przez co nie możesz się bawić pod sceną, bo nie masz na to siły, więc resztę dnia spędzasz z tabliczkami czekolady, przechodząc kolejne poziomy w grze. Co na to Twoi rodzice?  - Ukradkiem spróbował się przeciągnąć, aby rozprostować nieco zbolałe od ciągłego przemieszczania się, po mieście kości, a chociaż bardziej wskazane było dla niego w tym momencie usiąść, dać odpocząć nogom on uparcie szedł przy niej dalej nie pokazując, że chociaż trochę ułomności ludzkie w postaci zmęczenia dawały mu o sobie znać. Podrapał się po karku, nim nie wykrzesał z siebie następnej nie zbyt błyskotliwej odpowiedzi. - Prędzej zaprowadziłbym Cię na policję, żebyś to tam zgłosiła sprawę. - Zaproponował. W porównaniu do rozmówczyni on nie obawiał się policji. W końcu teraz był z niego ułożony obywatel, który dla bezpieczeństwa zawsze niegrzeczne filmiki oglądał w trybie incognito, zawsze skrupulatnie kasował historię, a na czerwonym świetle przechodził tylko wieczorami, kiedy samochodów nie było na horyzoncie.
- Intercyzy są przereklamowane. Wiązać się na całe życie? A mało jest historii o tym, jak to się ludzie zmieniają po ślubach? Faceci piją, kobiety tyją. Obiadki gotować, sprzątać, a może jeszcze wychowywać dzieci? Koszmar. - Na myśl o tym ile bywało kłopotów z odpowiedzialnością za całą rodzinę, przetarł dłonią twarz nim nie pouczył jej, zdecydowanie sprzeciwiając się wszelkiego rodzaju małżeństwom. Wychodziło na to, że mężczyzna nie należał do typów których podniecały stałe związki. Przygryzł koniec swojego języka, nim nie skupił się na parsknięciu dziewczyny. Uśmiechnął się, chociaż nie trwało to długo, ale na pewno było to całkiem szczere zagranie z jego strony. Nie często mu się do zdarzało. Nie, w stosunku do w gruncie rzeczy obcych osób.
-  W końcu udało mi się kogoś na to złapać. Mogę umrzeć w spokoju, nie żałując, że mi się nie udało. Znaczy... To nie tak, że rzucam we wszystkie dziewczyny które znam kasztanami. W każdym bądź razie, miło mi Cię poznać, Constance. - Odruchowo przechylił głowę, w pytającym geście kiedy ta zaczynała grzebać w swoich kieszeniach. Wyglądała na bardzo zaabsorbowaną poszukiwaniami. Burknął, w momencie, w którym spostrzegł w jej poobijanej dłoni paczkę fajek. To przypomniało mu o tym, że miał po drodze kupić własne. Teraz był z pustymi rękami. Zacisnął wargi w wąską linię, podbierając jednego papierosa. Powinien skarcić ją za to, że paliła w tym wieku. To był jego cholerny obowiązek. Ale... Sam był w sumie nie lepszy. Podziękował, nim nie zaczął grzebać w tylnej kieszeni spodni, aby wydobyć zapalniczkę. - Często się bijesz? - Mruknął, nawiązując do siniaków oraz wyraźnych, jeszcze nie zbyt dobrze zagojonych otarć, które mógł przez ten krótki moment przyuważyć. Spostrzegawczy szczególnie nie był. Dopiero teraz, kiedy wyciągała w jego kierunku palce uświadomił sobie, że coś tu było nie tak. Dziewczyna, a mimo wszystko coś skłania ją do używania przemocy. Uporał się rozpaleniem papierosa, zaciągając się, zaraz to z pytającym spojrzeniem podając jej zapalniczkę. Nie wiedział, czy ma swoją. Warto było zaproponować, skoro już wyżebrał u niej coś o wiele cenniejszego od ognia.  A właśnie. Zapomniał się przedstawić.
Powrót do góry Go down
Yvers S. O'Reilly
Concrete Citizen
avatar
Tytuł :
Heavenly Deliquent

Wiek :
Dwadzieścia dziewięć lat.

Znak zodiaku :
Libra

Narodowość :
Irlandczyk

Pochodzenie :
Cork

Zawód :
Historyk Kakougan / Wych. Klasy 4 - 2

Stan cywilny / Partner :
WOLNY



http://bottledstars.forumpl.net/t359-yvers-sean-o-reilly#1399
http://bottledstars.forumpl.net/t216-mieszkanie-yversa
PisanieTemat: Re: Park   Czw Lis 26, 2015 10:00 pm

- Wiadomość -
Zawieszamy w tym miejscu fabułę, tj. pauzujemy temat na czas nieokreślony, ponieważ Constance ma ostatnio sporo spraw związanych z wyjazdem. Proszę postronnych o nie pisanie w tym temacie.
Kiedy Constance napisze następnego posta, usunę tę wiadomość. Może to potrwać kilka tygodni.
Powrót do góry Go down
Lucius Nero
Faultless One
avatar
Tytuł :
Teddy Bear

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Amanogawa

Zawód :
Uczeń Kakougan Academy | 2-3 | kelner w Gay Barze

Stan cywilny / Partner :
Ciastka

I like cookies!


http://bottledstars.forumpl.net/t477-lucius-nero#2024
http://unbottled.forumpl.net/t522-lucius-nero#2182
http://unbottled.forumpl.net/t483-kekiowe-ciasteczka
PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 21, 2016 8:48 pm

11 (czwartek) luty 2016 rok

Keki ubrał się ciepło, bo w końcu nadal była zima. Mróz szczypał mu nosek, śnieg padał na jego ciemne włosy. Niestety czapkę zapomniał, bo to Keki. On ma w głowie tylko i wyłącznie ciastka. Szyję owinął żółtym, ciepłym szalikiem, miał też na sobie czarną kurtkę, trapery i puchate, niebieskie rękawiczki wyglądające jak ciasteczkowy potwór. Wcisnął zmarznięty nos w szalik udając się do parku. Nienawidził czekać na autobusy, a jego miał być dopiero za godzinę. Wracał do internatu z pracy. Skończył dzisiaj wcześniej, bo nadrobił kilka godzin w ostatnią niedzielę, aby mieć dzisiaj czas na naukę, ale nie przewidział, że będzie wracać do domu 3 godziny.
- Kicha - powiedział cicho i zrobił śnieżkę, którą rzucił przed siebie.
Nie miał ochoty spędzić godziny siedząc samotnie w jakiejś kawiarence, co to to nie. To byłoby zbyt nudne, a z drugiej strony nie lubił słodyczy z takich miejsc. Wolał takie rzeczy robić samemu. W końcu on znał się najlepiej na takich rzeczach. Wyciągnął z plecaka ciastko, które zaczął powoli chrupać. Lubił takie najbardziej, a jeszcze bardziej z dodatkami czekolady, którą sam zrobił. Zatrzymał się i spojrzał na niebo. Zaczynało się już ściemniać, a on miał jeszcze tyle czasu. Lubił patrzeć na płatki śniegu, które spadały z niebo prosto na jego jasną karnację.

_________________


Lucius "Keki" Nero
Panie Boże, daj mi takie ciastko, żebym zjadł ciastko i miał ciastko. AMEN.


Ostatnio zmieniony przez Lucius Nero dnia Pią Mar 25, 2016 9:52 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
The Other
avatar

PisanieTemat: Re: Park   Pon Mar 21, 2016 9:19 pm

Witam uprzejmie, przybyłem zrujnować Ci życie *kłania się*

W cieniu szeleszczących drzew, położonych kawałek od ścieżki, którą szedł Lucius, stała trójka podejrzanych osób. Szeptali między sobą, czasami wybuchając donośnym śmiechem i wypuszczając z płuc trujący dym papierosowy, a gdy ktoś koło nich przechodził, rzucali mu nieprzyjemne spojrzenie. Przyodziani w wyjściowe dresy z szalikami w barwach swoich ulubionych drużyn piłki nożnej i charakterystycznymi skarpetami nachodzącymi na spodnie. Każdy mądry omijałby ich szerokim łukiem, bowiem już na pierwszy rzut oka widać było, że nie są mile nastawieni do czegokolwiek, co chodzi lub oddycha.
Prawdopodobnie nie zwróciliby większej uwagi na przechodzącego Luciusa, bo to przecież widać było, że nie mógł mieć niczego wartościowego i żadnej chwały za spranie tego chuderlaka też by nie otrzymali. Jednakże śnieżka, którą rzucił przed siebie, została ściągnięta z toru lotu przez silniejszy podmuch wiatru i powędrowała prosto na ulubione sportowe buty jednego z bandziorów. Widząc, co się stało, łysy przyjaciel nieszczęśnika upuścił niedopalonego papierosa. Przywódca chuliganów sapnął z wściekłością i odwrócił się w stronę niczego niespodziewającego się Nero.
- Co ty myślisz, że robisz?! – wrzasnął łamaną japońszczyzną. Żyłka złości zapulsowała na jego gołym licu, kiedy podszedł do niewinnego przechodnia i złapał brutalnie za kołnierz kurtki. – Masz w ogóle pojęcie, ile kosztowały te buty?!
Mężczyzna najwyraźniej przejął się swoim ubiorem na tyle by wszcząć burdy, co zrobisz teraz?
Powrót do góry Go down
Lucius Nero
Faultless One
avatar
Tytuł :
Teddy Bear

Wiek :
Siedemnaście lat

Znak zodiaku :
Gemini

Narodowość :
Japońska

Pochodzenie :
Amanogawa

Zawód :
Uczeń Kakougan Academy | 2-3 | kelner w Gay Barze

Stan cywilny / Partner :
Ciastka

I like cookies!


http://bottledstars.forumpl.net/t477-lucius-nero#2024
http://unbottled.forumpl.net/t522-lucius-nero#2182
http://unbottled.forumpl.net/t483-kekiowe-ciasteczka
PisanieTemat: Re: Park   Wto Mar 22, 2016 5:17 pm

Gdy usłyszał jakiś wrzask rozejrzał się dookoła. Spojrzał na łysego dresa i przekrzywił pytająco głowę na bok z miną mówiącą: "mówisz do mnie?". Zastanawiał się przez chwilę o co chodziło temu gościowi, ale zaraz przypomniał sobie o śnieżce.
- Em, myślę że właśnie chodzę - wyszczerzył się wesoło, ale cofnął się o krok, gdy facet do niego podszedł.
Zajebiście - pomyślał, gdy został złapany za kołnierz.
Stanął na palcach, aby nic go nie dusiło. Złapał jego nadgarstki i zaśmiał się nerwowo. Zerknął ukradkiem na mężczyzn, którzy go otoczyli. No kurwa, zajebiście.
Zawsze miał tendencje do pakowania się w kłopoty i często miał mordę obitą, ale wtedy miał też kolegów przy sobie i nie walczył sam, a teraz to szans na nic dobrego nie miał. Szarpnął się lekko.
- No ok kilkanaście jenów?- zapytał śmiejąc się nerwowo i patrząc na mężczyznę. - Możesz mnie puścić? Wiesz nic takiego nie zrobiłem. I tak te buty są ujebane śniegiem - pokiwał energicznie głową i pociągnął lekko jego dłoń.
W końcu nie wytrzymał i kopnął faceta w piszczel, a gdy facet go puścił odwrócił się z zamiarem ucieczki.

_________________


Lucius "Keki" Nero
Panie Boże, daj mi takie ciastko, żebym zjadł ciastko i miał ciastko. AMEN.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
The Other
avatar

PisanieTemat: Re: Park   Sro Mar 23, 2016 5:15 pm

Wkurzona trójka chuliganów nie miała zamiaru puścić płazem żadnej obrazu ich majestatu, nawet tej nieumyślnej. Zresztą sam przechodzień wprawiał ich w szewską pasję swoimi odzywkami, które nie powinny mieć miejsca. Przecież widział, że mają dla niego bardzo jasną karę za to przewinienie i mimo to zachowywał się jakby nie mogli w trójkę mu nic zrobić? Ha! Teraz to nawet nie była już sprawa butów, bo przywódca paczki wziął sobie za cel zgnojenie gościa.
Prawdopodobnie przez pewien moment zadumy ze strony oprawcy chłopakowi udało się wyswobodzić, nie na długo, co prawda, bo zaraz został złapany od tyłu przez łysola. Widać, że miał wprawę i siłę, co Nero mógł bez problemów poczuć. Dwójka pozostałych zaśmiała się i wymieniła między sobą kilka niezrozumiałych słów.
- Niestety, młody, ale należy ci się kara – odparł przywódca, zadając pierwszy cios w brzuch. Potem drugi i trzeci, każdy równie potężny. Lucius nie miał szans zrobić uniku ani nawet spróbować zredukować siłę uderzeń przez chaotyczne ruchy, bo trzymający go napastnik doskonale wiedział, co robi i nie drgnął. Przyglądający się wszystkiemu trzeci osobnik, dopingował swojego przywódcę, gotów w każdej chwili dołączyć się do zabawy.
Więc? Co teraz?
Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Park
» Tojadowy Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Kinzoku :: Miejsca publiczne-