IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Amanogawa
The Other
avatar
Tytuł :
Założyciel

Wiek :
-

Narodowość :
-

Pochodzenie :
-

Zawód :
Administrator

Stan cywilny / Partner :
-



http://bottledstars.forumpl.net/t1-regulamin
http://bottledstars.forumpl.net/
PisanieTemat: Kawiarnia   Sro Sie 26, 2015 7:36 pm


━ Kawiarnia ━
Powrót do góry Go down
Allen D. Nayeli
Destroyed Citizen
avatar
Tytuł :
Drug Dealer.

Wiek :
Dwudziestka.

Znak zodiaku :
Cancer

Narodowość :
British boy.

Pochodzenie :
Bristol.

Zawód :
Degenerat.

Stan cywilny / Partner :
-



http://bottledstars.forumpl.net/t364-i-count-your-heartbeats-before-you-sleep#1417
PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Lis 12, 2015 11:02 pm

Jeszcze z telefonem w ręku zmierzał w tym kierunku. Wiadomość od tej pewnej osoby nawet go jakoś nie zaskoczyła. Wypuścił dym z ust w geście zniesmaczenia. Nie zawsze miał ochotę się z nim użerać, ale z drugiej strony było w nim to nikłe poczucie tęsknoty za szorstką ręką i surowym traktowaniem. Masochizm? A jakże. Przetarł kciukiem szybkę telefonu jeszcze zanim go zablokował, zupełnie jakby chciał zetrzeć SMSa z ekranu. Schował komórkę do kieszeni i się rozejrzał. Już stąd mógł zobaczyć kawiarnię, jedyną w tej okolicy. Był pewien, że będzie tam pierwszy. Ciekawe czy za to też mu się oberwie. Jedno było pewnie - nie miał zamiaru użerać się i słuchać bezsensownego pieprzenia. Czy skończy się to dobrze? Pewnie nie. Czy go to obchodzi? Skąd.
Wlazł do lokalu jak do siebie, z dłońmi w kieszeniach, łypiąc na obecnych. Moment. Jakich obecnych? Ku jego lekkiemu zaskoczeniu w kawiarni siedziała tylko jakaś parka. Nie wspominając oczywiście o pracownikach. Rozejrzał się za jakimś stolikiem, nie wiedząc nawet czy ma coś zamawiać, czy czekać na tamtego dupka. Doszedł jednak do wniosku, że do posłuszeństwa psa mu jeszcze daleko. Jeszcze mógł tak myśleć. He he.
Tuż nad stolikiem, który zajął znajdował się zakaz palenia, ale przecież zasady są po to, żeby je łamać, nie? Jebać system i te sprawy. Zaciągał się papierosem, którego zapijał średniej jakości kawą. Obsługa i tak nie zwracała na niego uwagi. Zastanawiał się tylko jak długo ma czekać na swoją księżniczkę.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Lis 12, 2015 11:26 pm

Nie śpieszył się, wręcz przeciwnie, zwłaszcza że był świeżo po pracy i nie miał najmniejszej ochoty przemęczać się dodatkowo biegnięciem na zbity pysk do kawiarni tylko po to, by ktoś nie musiał na niego czekać, o ile zjawi się pierwszy. Nawet niespecjalnie łaknął towarzystwa, bo dopiero co spędził kilka godzin z coraz to liczniejszymi grupami dzieci i nastolatków i jego potrzeba interakcji międzyludzkich była połowicznie zaspokojona. Ale nie miał też ochoty gotować. I o ile jedzenie samemu w miejscu publicznym nie było nigdy problemem, o tyle postanowił po prostu nie zignorować tej przelotnej myśli o Allenie. Trudno mówić tu o tęsknocie za gówniarzem z niewyparzoną mordą, który rzadko kiedy potrafił utrzymać mordę na kłódkę... Ale nie mógł pozwolić mu zapomnieć o panującej hierarchii, a chłopak zostawiony samopas na trochę dłużej, zaczynał odstawiać jebane szopki. A przez szopki mam na myśli pyszczenie bardziej, niż normalnie. I choć kawiarnia niekoniecznie była miejscem, w którym mógł sprowadzić go do parteru... Oh, well, coś się wymyśli.
Na miejscu pojawił się nawet wedle swojego mniemania odrobinę później, niż przewidywał, ale nie wyglądał na ani odrobinę przejętego tym faktem. Wszedł do środka, omiótł spojrzeniem wnętrze, prędko wypatrując odpowiedni stolik, skinął obsłudze i zaraz zajął miejsce, rzucając jeszcze pełne politowania spojrzenie w kierunku zakazu, a następnie samego chłopaka. Wydał z siebie coś w guście parsknięcia śmiechem, choć na rozbawionego nie wyglądał i sięgnął bezceremonialnie do kubka z jego kawą, by dopić resztę. W jego krwi brakowało sporej ilości kofeiny, ale gdy wypił końcówkę od Allena... Skrzywił się lekko i odstawił kubek. Zdążyła ostygnąć.
- Próbujesz zaimponować kelnerce? - rzucił, wskazując na papierosa. Buntownik się znalazł, psia mać. Hyuk był niemal pewien, że gdyby tuż obok wisiał zakaz wprowadzania zwierząt, chłopak siedziałby tu w towarzystwie swoich kocisk i udawał niewzruszonego. Zaraz jednak stracił nim zainteresowanie na rzecz iście królewskiego menu.
Powrót do góry Go down
Allen D. Nayeli
Destroyed Citizen
avatar
Tytuł :
Drug Dealer.

Wiek :
Dwudziestka.

Znak zodiaku :
Cancer

Narodowość :
British boy.

Pochodzenie :
Bristol.

Zawód :
Degenerat.

Stan cywilny / Partner :
-



http://bottledstars.forumpl.net/t364-i-count-your-heartbeats-before-you-sleep#1417
PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lis 13, 2015 8:16 am

Właściwie nie łamał zakazu dla samego łamania go, a po prostu dlatego, że chciał zapalić. Zresztą, ostatnio palił nieco więcej, ale to mogło być związane z naprawdę wieloma rzeczami. Stres? Nah, nie w jego przypadku. A przynajmniej nie dopuszczał do siebie takiej myśli. W końcu "miej wyjebane, a będzie ci dane" było bardzo wygodnym mottem życiowym, a jak się w coś mocno wierzy to naprawdę działa. Toteż nie zdziwiło go w ogóle spóźnienie osobnika, który sam go tu zaciągnął. Na jego widok nawet jakoś specjalnie nie zareagował. Poczekał tylko aż podejdzie bliżej, żeby rzucić mu pobieżne spojrzenie zza chmury tytoniowego dymu. Nie zdziwiło go też to, że przybyły postanowił porządzić się jego kawą. To było dość przewidywalne. Szkoda tylko, że była już zimna, a on dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Odwrócił wzrok, wypalając resztę papierosa. Z racji zakazu nie było tu żadnej popielniczki, więc porządził się parę razy złożoną serwetką. Chujowe były, za szybko się przepalały.
- Ta. Przecież nie tobie. - chrypnął, po czym odchrząknął i spojrzał w jego stronę akurat, kiedy zajmował miejsce naprzeciwko. Obleciał wzrokiem jego sylwetkę. Nie, jednak nie tęsknił i teraz był tego pewien, a jednak coś sprawiło, że znowu tu przylazł. Być może, gdyby był dalej zwyczajnie by go olał, choć wiedział, że to mogłoby skończyć się nieprzyjemnie. Zastanawiał się tylko po co w ogóle tu teraz był.
- Po co ja ci tutaj? - mruknął, chcąc sięgnąć do kieszeni po paczkę fajek i odpalić następnego papierosa, ale zakaz patrzył się na niego nieprzychylnie. Z cichym westchnieniem postanowił zrezygnować z tego planu, choć dość mocno odczuwał chęć dalszego trucia się. Rak płuc nie zając, nie ucieknie, ale przecież nie można kazać mu czekać. Zamiast tego oparł policzek na dłoni, wpatrując się nieco obojętnie w lico swojej księżniczki. Jihyukowi z pewnością pasowało takie określenie, ale pewnie dałby brunetowi nieźle po pysku, gdyby je usłyszał. A mimo wszystko, korciło go, żeby jednak coś takiego palnąć. Yolo, c'nie?

_________________

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lis 13, 2015 9:25 pm

Nie w smak mu było całe to palenie młodego, bo przez to sam miał ochotę sięgnąć po fajki i raczej mógłby to zrobić bez zawahania, skoro obsługa tak niewielką wagę przywiązywała do klienteli, ale po prostu nie chciał jarać w środku. Nie krył się za tym żaden strach, ani szacunek wobec pracowników, wolał zwyczajnie poczekać. Zdąży wypalić pół paczki, nie ma pośpiechu. Miał minimalną samokontrolę nad nałogiem, ale nie na tyle, by umieć rzucić. Zresztą - po co? Z jedzenia też mógłby zrezygnować, ale nie chciał i niejako tego potrzebował. To samo tyczyło się fajek. Nałóg nie wybiera.
Zimna bezsmakowa lura potocznie zwana kawą, która prawdopodobnie pozostawiała wiele do życzenia również w wersji gorącej, nie była dobrą zachętą do pożywienia się w tym miejscu, ale na bezrybiu i rak ryba, a jemu kiszki grały marsza. Liczył tylko na to, że nie nabawi się jakiegoś zatrucia żołądkowego tylko dlatego, że jak raz uznał, że warto by zjeść coś na zewnątrz... Nie lubił uczyć się w ten sposób na błędach.
Uśmiechnął się półgębkiem, ale nie skomentował. No tak, zawsze warto mierzyć wysoko, jak w przypadku kelnerki, ale bez przesady, bo gdyby chodziło o Hyuka i All jednak chciał wrócić do swojej ligi, pewnie zginąłby podczas upadku...
- Z tęsknoty nie mogłem skupić się na zajęciach - wyjaśnił beznamiętnym tonem i uznał, że nagadał się wystarczająco, bo na powrót całą uwagę poświęcił poprzedniemu zajęciu, czując na sobie spojrzenie młodszego. Po krótkim zastanowieniu zamówił coś, co na obrazku przypominało kanapkę, a w rzeczywistości mogło być nawet psem zebranym z ulicy i przystrojonym różnej maści warzywami. Do tego duża, ciemna kawa bez odrobiny mleka i cukru, by całkowicie się rozbudzić. Gdy złożył zamówienie, wyciągnął z kieszeni spodni paczkę fajek, wsadził sobie jedną do ust bez zapalenia i zwyczajnie przygryzał dla przyjemności. - Chciałem się upewnić, że jeszcze nie zdechłeś. Nie lubię, gdy zabawki znikają bez pozwolenia - wyjaśnił i wzruszył barkami. Naprawdę mógłby zjeść sam, co więcej, miał wrażenie że chłopak prędzej przyczyniłby się do sprowadzenia na niego niestrawności, niż umilenia czasu, ale to wina Hyuka, że jeszcze nie dość dobrze gówniarza wytresował.
Powrót do góry Go down
Allen D. Nayeli
Destroyed Citizen
avatar
Tytuł :
Drug Dealer.

Wiek :
Dwudziestka.

Znak zodiaku :
Cancer

Narodowość :
British boy.

Pochodzenie :
Bristol.

Zawód :
Degenerat.

Stan cywilny / Partner :
-



http://bottledstars.forumpl.net/t364-i-count-your-heartbeats-before-you-sleep#1417
PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Lis 14, 2015 2:06 pm

Coraz bardziej brało go na zastanawianie się dlaczego tu w ogóle przylazł. Każda sekunda z tym typem wprawiała go w mdłości. Lekkie, ale jednak. Mimo wszystko siedział tu z jakiegoś powodu, bo na pewno nie dla towarzystwa. Znów naszła go ogromna chęć, żeby wyciągnąć papierosa. Jeszcze chwila i jednak się ugnie. No, skoro obsługa i tak miała to w dupie... Z tęsknoty, hm? Bardzo wątpił, że to właśnie o tęsknotę tu chodziło. Pewnie po prostu potrzebował wymówki, żeby zmyć się z zajęć. Pomyśleć, że All jest o tyle lat młodszy, a już nie chodzi do szkoły... Cóż, to tylko dowodziło temu jak bardzo zepsuty jest. Co zrobisz, nic nie zrobisz. Przeciągnął się lekko, obserwując jak Jihyuk składa zamówienie. Szczerze mówiąc osobiście nie jadłby w tym miejscu, ale przecież nie będzie go przestrzegał. I tak pewnie dostanie niestrawności od samego przebywania ze swoją "zabawką".
- Jestem pewien, że cieszyłbyś się z mojej śmierci. - oparł łokcie na blacie. - Niestety, jeszcze trochę pociągnę. Nigdzie mi się nie spieszy.
Jednak nie mógł oprzeć się pokusie. Wyciągnął z kieszeni obdartą paczkę, której zawartość była dość niejednolita i wyciągnął z niej jakiegoś skręta. Odpalił go i zaciągnął się trochę zbyt gwałtownie, co sprawiło, że się lekko skrzywił. Wrócił wzrokiem do osobnika przed sobą. Niby był takim dupkiem, ale z drugiej strony miał w sobie coś takiego, że nie odstraszał natychmiastowo. Allen wypuścił dym z ust. Być może powinien trochę odpuścić? Kto wie, może azjata też wtedy inaczej by do niego podszedł. Postanowił spróbować, choć szczerze wątpił w prawdziwość swoich rozmyśleń. Ale nic to, i tak nie chciało mu się toczyć wiecznej wojny.
- Też ci się przypomniało... Dawno się nie wiedzieliśmy. - rzucił nieco łagodniejszym tonem, opierając policzek na dłoni. Ciągle miał ochotę nazwać go jakoś prowokacyjnie, ale jeszcze się wstrzymywał. Irytowanie chłopaka zostawi sobie na później.

_________________

Powrót do góry Go down
Gość

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lis 20, 2015 12:29 am

Nie, wcale nie użył Allena jako wymówki, by wyrywać się z zajęć. Lubił te dzieciaki, może dlatego, że własnego syna nie miał i nie będzie miał okazji wychować, ale to przecież z własnego interesu, bo sądził, że izolacja będzie najlepszym rozwiązaniem... No mniejsza. Przebywanie z tłumem nastolatków i młodszych bachorów było całkiem przyjemne, bo mógł wyżyć z nimi całą złość kłębiącą się każdego ranka od otwarcia oczu i energię, która go rozpierała. Czasem po prostu uchodziło jej z niego tyle, że nie miał siły na nic, a jednak tym razem zachciało mu się spędzenia czasu z gościem, który działał na niego jak płachta na byka, ale równocześnie pociągał w ten niezdrowy sposób, przez który nie mógł ot tak kazać mu się pierdolić. Bo i tak sam by po niego wrócił. Nawet, jeśli nienawidził jego mordy, aroganckiego zachowania i pyszczenia na każdym kroku, jakby mu za to płacili grubą forsę.
- Jasne, cieszę się z każdej śmierci, jednego nędznego skurczysyna mniej - odparł, wzruszając barkami. Lubił grać tę swoją rolę faceta nienawidzącego ludzkości. Nienawidził tylko niektórych charakterów. I świata w ogóle. - Szkoda, szykowałem mowę pożegnalną - dodał tonem pozbawionym wszelkich emocji.
To nie tak, że robił sobie na złość siedzeniem z tym chłopakiem. Miał irytującą postawę, jednak sam charakter nie działał mu przecież na nerwy do tego stopnia, by wkurwiać się na sam jego widok. Może odrobinę, od czasu do czasu, lecz nie skrajnie i non stop, bo szlag by go trafił, a dzieciak nie przeżyłby dnia.
Zerknął podejrzliwie na chłopaka, gdy spuścił z tonu, ale nie raczył tego skomentować. Przeniósł niezapalonego papierosa z jednego kąta ust do drugiego i przygryzł parokrotnie.
- Mhm - skinął głową z niedźwiedzim pomrukiem. Przez moment poprzypatrywał się chłopakowi bez słowa czy komentarza, a gdy po chwili podstawiono mu pod nos kubek z kawą, której jakość  była godna zakwestionowania, odwrócił wzrok równie płynnie. -  Miałem sporo na głowie - wyjaśnił nader spokojnie, ale to nie było w żadnym razie tłumaczenie się. Upił spory łyk niesłodzonej kawy, przymykając oczy niemal z rozleniwieniem. To, co dawało kopniaka, musiało być w gruncie rzeczy przyjemne. Nawet jeżeli smakiem nie powalało. - Bardzo kurwiłeś się po kątach? - rzucił, unosząc wzrok nad kubka. Zmrużył powieki i zatrzymał na nim spojrzenie na jakieś dwie sekundy. Nie brzmiał jak poirytowany, zaborczy facet, jakim był. Zadał to pytanie prawie mimochodem. Z tym, że chciał znać odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Unbottled :: Amanogawa :: Ryuusei :: Miejsca publiczne-